Widzę różnicę, i to dość wyraźną. Osoby z zaburzeniami lękowymi, które pracują głównie przez wizualizację, często bardzo szybko wpadają w pułapkę kontrolowania wyobrażenia zamiast pozwolenia na proces. Ciało jest trudniejsze do kontrolowania i przez to paradoksalnie bardziej skuteczne przy lęku. Choć znam wyjątki, osoby, które przez ciało mają za dużo dysocjacji i dla nich wizualizacja jest bezpieczniejszym wejściem.
Mam pytanie, bo trochę gubię się w tej dyskusji. Mówicie o pracy z czakrami przy lęku, ale ja zawsze słyszałam, że przy poważnych zaburzeniach psychicznych praca energetyczna może pogorszyć stan. Czy to mit, czy jest w tym coś prawdziwego?
Ja bym się tu wtrąciła, bo dokładnie to samo pytałam psychiatrze i ona powiedziała mi coś, co mnie zaskoczyło. Że obserwacja i prowadzenie dziennika, bez aktywnych technik, jest w porządku i że resztę warto omówić razem. Więc może to jest ten bezpieczny punkt startowy, o którym mówi Klimcia.
Wracając do pytania, które zadałem wcześniej o łączeniu terapii z pracą przy czakrach, bo Filomena odpowiedziała, ale zostałem z jednym pytaniem bez odpowiedzi. Czy terapeuta, który nie jest wrogiem tej pracy, ale i nie angażuje się w nią, to wystarczy? Czy potrzebny jest ktoś, kto faktycznie obie rzeczy rozumie?
Mam podobny dylemat, bo szukam kogoś takiego dla siebie i nie wiem, jak odróżnić kogoś kompetentnego od kogoś, kto po prostu mówi, że rozumie obie rzeczy. Klimcia, ty pracujesz z innymi ludźmi, jak to sprawdzasz?
Chcę wrócić do wątku fizycznego, bo Filomena poruszyła coś ważnego o ciele jako drodze do czakr przy lęku. Mam wrażenie, że większość z nas, kiedy mówi o pracy z czakrami, ma na myśli albo medytację, albo pracę z bioenergoterapeutą. Ale są też techniki oddechowe, ruch, praca z głosem. Czy ktoś próbował śpiewu manter przy czakrach i widział efekt przy lęku?
Ja próbowałam i mogę powiedzieć, że przy anahacje to działa na mnie bardzo silnie, ale w sposób, którego się nie spodziewałam. Zamiast spokoju na początku miałam falę płaczu. Dopiero po kilku sesjach zaczęło przynosić coś w rodzaju otwarcia. Więc tak, działa, ale niekoniecznie tak jak się spodziewasz.
Przepraszam, że wracam do swojego pytania, ale nie jestem pewna, czy dobrze zrozumiałam Klimcię. Mówiłaś, że praca energetyczna bez ram może przytłoczyć. Ale te ramy to zawsze musi być terapeuta, czy mogą to być też inne rzeczy? Myślę o grupie wsparcia albo regularnej praktyce duchowej.
Czytam ten wątek od początku i teraz chcę zapytać o coś, co mnie nurtuje. Mówicie o tym, że lęk trafia do różnych czakr i tam się gromadzi. Ale czy to jest tak, że czakra jest wyjściowo zdrowa i lęk ją niszczy, czy może lęk zbiera się w miejscu, które i tak było słabsze?
To co mówi Erazm jest dla mnie ciekawe w kontekście historii życia, nie tylko aktualnego stanu. Czy w waszej pracy bierze się pod uwagę dzieciństwo, jak się kształtowały poszczególne czakry? Ja to trochę obserwuję u siebie przez sny, bo sny bardzo często wracają do obrazów z dzieciństwa przy pracy z korzeniową.
To brzmi jakby praca z czakrami była trochę podobna do terapii, że liczy się nie tylko teraz, ale skąd to przyszło. Mam rację, czy to uproszczenie?
To nie jest uproszczenie, to jest spostrzeżenie, które wiele osób zrobiło. Głęboka praca energetyczna i dobra psychoterapia sięgają często do podobnych warstw, tylko różnymi drogami. Dlatego mogą się uzupełniać, ale też mogą się dublować albo wchodzić sobie w drogę, jeśli obie idą w tym samym czasie na zbyt dużą głębokość.
Anastazja, to jest ważne zastrzeżenie. Rozumiem to tak, że przy lęku lepiej mieć jedno podejście prowadzące i drugie uzupełniające, a nie dwa pełne procesy równolegle? Czy to właśnie miałaś na myśli, kiedy mówiłaś wcześniej o ryzyku destabilizacji?
Tak, dokładnie to miałam na myśli. Jeden proces prowadzący, drugi wspierający. I ta hierarchia może się zmieniać w czasie. U niektórych osób terapia prowadzi przez rok, a praca energetyczna wspiera. Potem może być odwrotnie. To nie jest sztywna reguła, ale zasada, żeby nie otwierać wszystkiego jednocześnie.
To ma dla mnie sens. Ale jak ktoś nie ma dobrego dostępu do terapii, finansowo albo w swoim rejonie, to co wtedy? Czy praca z czakrami może działać jako ten główny proces, czy to jest ryzykowne?
Klimcia, ale jak rozumieć to 'kogoś doświadczonego, kto prowadzi ten proces'? Bo jeśli nie ma terapeuty, to skąd wziąć taką osobę? Mam wrażenie, że to trochę błędne koło. Nie ma terapeuty, więc szukam pracy z czakrami. Ale żeby to robić dobrze, potrzebuję kogoś doświadczonego, który kosztuje pewnie podobnie.
A ja mam inne pytanie do tego wątku. Mówiliśmy dużo o tym, gdzie lęk się gromadzi, muladhara, splot słoneczny, i tak dalej. Ale czy ktoś zauważył, że w zależności od rodzaju lęku to jest inne miejsce? Bo mój lęk przed odrzuceniem siedzi gdzieś inaczej niż lęk, który czuję przy konkretnych sytuacjach, takich jak duże skupiska ludzi.
Erazm, to co piszesz bardzo mi pasuje do czegoś, co obserwuję przez sny. Kiedy mam okres nasilonego lęku o relacje, śnią mi się zupełnie inne obrazy niż wtedy, kiedy mam ten lęk bardziej egzystencjalny. Jakby ciało przez sny też pokazywało inne centrum. Przy lęku relacyjnym sny są bardziej o wodzie, przy tym głębszym o ziemi i spadaniu.
Słucham tej rozmowy i chcę się upewnić, że dobrze rozumiem. Mówimy o tym, że różne rodzaje lęku angażują różne czakry. Ale czy to znaczy, że przy leczeniu powinienem pracować z konkretną czakrą zależnie od tego, jaki mam lęk? Czy to jest aż tak precyzyjne?
Przepraszam, że się wtrącam, bo byłem ostatnio cicho. Ale to co Klimcia mówi o sprawdzaniu, to jak to wygląda w praktyce? Pytam, bo moje ataki paniki są bardzo fizyczne, serce, oddech, i nie wiem, czy to mi wskazuje na konkretną czakrę, czy to jest po prostu objaw ogólny.
Ten wstyd po ataku to bardzo częsty element i moim zdaniem nie jest przypadkowy. Manipura silnie łączy się z poczuciem kontroli i własnej wartości. Kiedy ciało wymknęło się spod kontroli, a tak się dzieje w ataku paniki, manipura może generować właśnie tę reakcję wstydu. To trochę jak echo tego, co się stało, już po samym zdarzeniu.
To co Klimcia mówi o wstydzie i manipurze jest dla mnie spójne z moim doświadczeniem, choć u mnie nie mam ataków paniki. Mam raczej chroniczny lęk i przy nim ten wstyd pojawia się inaczej, bardziej jako poczucie, że jestem nieodpowiednia. Też dolna część brzucha. Ciekawe, że to trafia w podobne miejsce przy różnych przejawach.
Dołączam do tego wątku, bo przez chwilę śledziłam z boku. Chcę zapytać o coś praktycznego. Słyszycie te wzorce, manipura przy wstydzie, anahata przy panice, muladhara przy egzystencjalnym lęku. Ale czy ktoś próbował pracować z kilkoma czakrami naraz? I czy to nie było za dużo?
Dokładnie o to mi chodziło, kiedy zaczynałam ten temat. Zaburzenia lękowe to nie jest punktowy problem. To jest coś, co przesiąka przez wiele poziomów. I dlatego pytałam na początku, gdzie tkwi problem, bo mam wrażenie, że odpowiedź brzmi: w wielu miejscach jednocześnie, ale nie tak samo mocno w każdym.
To co mówi Iwetka dużo mi daje. Trochę bałam się, że mój lęk jest tak rozlany, że właściwie nie wiadomo od czego zacząć. Ale jeśli dobrze rozumiem, to mimo że jest wszędzie, można szukać, gdzie jest najgłębiej zakorzeniony i od tego zacząć? Czy to jest właściwe rozumowanie?
To co mówi Klimcia o budowaniu kontaktu najpierw ma sens. Ale jak to wygląda praktycznie? Mam na myśli, że jeśli ktoś ma silny lęk i jeszcze nie czuje swojego energetycznego ciała w ogóle, to od czego zacząć ten kontakt? Bo ja na przykład nie wiem, czy w ogóle cokolwiek czuję, czy to jest moje wyobrażenie.
Ja mam pytanie trochę z boku. Rozmawiamy o tym, gdzie lęk siedzi i jak go lokalizować. Ale czy ktoś miał tak, że praca z czakrą faktycznie zmniejszyła ataki paniki? Nie pytam o teorię, pytam o konkretne doświadczenie. Bo mam wrażenie, że to trwa długo i nie wiem, czy w ogóle idę w dobrą stronę.
