Gabryś, tu jest ważna rzecz, którą może warto rozwinąć. Bo często słyszę, że praca z czakrami to musi być formalna medytacja, a to nie jest jedyna droga. Co o tym myślisz, Klimcia?
Chcę tu wrócić do tego, co Zaneczka mówiła o gardle, bo mnie to uderzyło. W moich snach podczas okresów silnego lęku bardzo często pojawia się motyw niemożności mówienia, krzyczenia bez dźwięku, zatkanych ust. Zastanawiam się, czy to jest ten sam wzorzec tylko w innym języku. Vishuddha, ale nie jako źródło, tylko jako miejsce, gdzie coś jest zablokowane.
Słucham tej rozmowy i mam takie pytanie, może trochę naiwne. Jeśli gardło blokuje się jako pierwsze, a problem jest w muladharze albo manipurze, to czy pracując z wizuddhą, mogę coś pogorszyć? Boję się, że zacznę nie tam, gdzie trzeba, i zrobię sobie krzywdę.
Chcę dodać coś od siebie, bo pracuję dużo z rytuałami i zauważam, że ten lęk o 'zrobienie sobie krzywdy' przez złą kolejność to sam w sobie jest przejaw lękowego myślenia. Nie mówię tego złośliwie. Po prostu to jest ten mechanizm, o którym Klimcia mówiła wcześniej, kontrola i manipura, który przejawia się nawet w podejściu do pracy z czakrami.
Wracam tu, bo Goryczka dotknęła czegoś, co jest bliskie temu, od czego zaczęłam ten temat. To nie jest proste równanie: taki lęk, taka czakra. Sama przez lata szukałam jakiegoś jednego miejsca i za każdym razem okazywało się, że to sieć, nie punkt. Manipura, owszem, ale powiązana z anahata i z muladharą na raz.
Czytam ten wątek od początku i zazwyczaj tylko obserwuję, ale coś mnie zatrzymało. To co Iwetka mówi o sieci, a nie punkcie, bardzo pasuje do moich snów. Mam sny, gdzie wszystkie poziomy są jakby zlane w jedno i nie wiadomo, co jest górą, a co dołem. Nigdy nie myślałam o tym jako obrazie lęku, ale teraz widzę to inaczej.
Chcę się tu zatrzymać, bo to co mówi Chaber bardzo mi odpowiada i jednocześnie mnie niepokoi. Jeśli ktoś nawet we śnie nie może znaleźć punktu odniesienia, to jak ma go znaleźć w pracy z czakrami na jawie? Gdzie wtedy zaczynasz?
Zastanawiam się, czy to co Gabryś opisuje, te sygnały wszędzie, nie jest samo w sobie odpowiedzią. Może lęk rozlany po całym ciele to też informacja, że nie ma jednego słabego punktu, ale raczej ogólny brak zasobu. Czy ktoś miał tak i wie, jak to się potem układa?
A mam pytanie do obu z was, i do Klimci też, bo to się wiąże. Czy jest jakiś moment, kiedy praca z czakrami przy lęku wymaga przerwy? Bo słucham tej rozmowy i zastanawiam się, czy intensywna praca nie może sama w sobie nasilać objawów, przynajmniej przejściowo.
Trochę mnie to przeraża, szczerze. Czyli można coś otworzyć i potem nie wiedzieć, co z tym zrobić? Miałam ostatnio sesję z wizuddhą, robiłam same afirmacje i ćwiczenia oddechowe, i przez kilka dni miałam dziwne sny i byłam bardziej drażliwa niż zwykle. Nie wiedziałam, czy to dobrze, czy źle.
Zaneczka, mnie też długo zajęło nauka odróżniania tego, co jest oczyszczeniem, a co naprawdę sygnałem alarmowym. Dla mnie umowną granicą stało się pytanie: czy funkcjonuję, czy nie? Jeśli mimo drażliwości i dziwnych snów wstaję, jem, pracuję, to traktuję to jako proces. Jeśli zaczynam unikać kontaktu z ludźmi albo mam nasilone napady paniki, to zatrzymuję pracę i szukam wsparcia.
To co Iwetka mówi o tej granicy, wydaje mi się bardzo praktyczne, ale też chcę zapytać wprost: przy zaburzeniach lękowych, gdzie ta praca może być szczególnie intensywna, czy ktoś z was łączył ją z psychoterapią równolegle? I czy to sobie pomagało, czy przeszkadzało?
