Zastanawiam się od jakiegoś czasu nad czymś, co obserwuję u siebie i kilku osób w moim otoczeniu. Wszystkie te osoby mają zdiagnozowane zaburzenia lękowe albo przynajmniej wyraźne skłonności do chronicznego lęku, i we wszystkich przypadkach widzę podobne wzorce energetyczne. Głównie chodzi mi o splot słoneczny i czakrę serca, ale też o muladharę. Zastanawia mnie, czy to jest reguła, czy przypadek. Czy ktoś z was pracował z osobami lękowymi albo sam ma lęki i zauważył coś konkretnego w obrębie czakr?
To bardzo ciekawy kierunek obserwacji. Ja bym się nie ograniczała tylko do manipury i anahaty. W przypadkach lękowych, które analizowałam, bardzo często problematyczna jest właśnie muladhara, i to ona daje sygnał pierwszy, zanim pozostałe zaczną szwankować. Brak uziemienia to absolutna podstawa lęku egzystencjalnego. Ale mam pytanie do ciebie, Iwetka: w jaki sposób diagnozujesz te blokady? Intuicyjnie, przez skan energetyczny, czy jakąś konkretną metodą?
Czytam to i myślę sobie, że to chyba jest tak, że lęk zawsze zaczyna się w muladharze, skoro to czakra bezpieczeństwa, i dopiero potem idzie wyżej? Czy to może działać odwrotnie, od góry w dół?
To co piszesz, Klimcia, jest dla mnie logiczne, ale mam wątpliwość. Jak odróżnić, która czakra jest przyczyną, a która skutkiem? Bo jeśli ktoś od dziecka żyje w środowisku, gdzie nie może się wyrażać, to dostaje zablokowaną gardłową, ale jednocześnie żyje w permanentnym strachu, więc muladhara też jest zaburzona. Jak to rozplątać?
To jest właśnie sedno problemu przy pracy z lękiem. Ja zawsze zaczynam od wywiadu, zanim w ogóle sięgnę po jakąkolwiek metodę diagnostyczną. Pytam, kiedy lęk się pojawił, co mu towarzyszyło w życiu, czy były jakieś traumy. Bo czakry nie blokują się w próżni. Przy lęku napadowym widzę zupełnie inny wzorzec niż przy lęku uogólnionym. Erazm, rozumiem twoje pytanie, ale myślę, że szukanie jednej przyczyny to błąd. To sieć powiązań, nie prosta linia.
A ile to w ogóle trwa? Bo nie wyobrażam sobie pracować miesiącami na jednym problemie. Czy nie da się jakoś przyspieszyć tego procesu?
Wchodzę w temat, bo mnie to dotyczy bezpośrednio. Mam lęki od lat i próbowałam różnych rzeczy. Co mnie uderzyło w tej rozmowie, to wzmianka o wiszuddhy. Ja zawsze myślałam, że mój problem jest w manipurze, bo mam z decyzjami i pewnością siebie, ale ostatnio zauważyłam, że równie mocno blokuję się w gardle. Dosłownie czuję ścisk, kiedy muszę powiedzieć coś trudnego. Ciekawe, czy te dwie czakry są u mnie w jakimś szczególnym układzie.
Głównie w sytuacjach społecznych albo przed nimi. Jak antycypuję trudną rozmowę, to już wcześniej mam to napięcie. Ale zdarza się też bez wyraźnego powodu, szczególnie wieczorami. Nie wiem, czy to ma znaczenie, że wieczorami?
Wieczorami to ma znaczenie. Energia muladhary opada pod koniec dnia, szczególnie u osób, które mają ją chronicznie niedoenergetyzowaną. Wieczorny lęk bez powodu to dla mnie klasyczny sygnał muladhary, nie gardła. Ale to wasze ciała, nie moje, więc to tylko hipoteza.
Słucham tej rozmowy i mam takie pytanie trochę z innej strony. Zakładamy, że blokady czakr powodują lęki albo że lęki blokują czakry. Ale czy nie jest tak, że to po prostu idzie razem i te dwa opisy, psychologiczny i energetyczny, mówią o tym samym, tylko innymi słowami? Bo ja jak pracuję z tarota z osobami lękowymi, to widzę te wzorce, ale nie wiem, czy to czakry wpływają na psychikę, czy psychika na czakry, czy w ogóle to jest jedno.
Czy ktoś próbował łączyć pracę z czakrami z medytacją uziemiającą specyficznie dla osób lękowych? Pytam, bo znam kilka rytuałów pracy z muladharą, ale zastanawiam się, czy przy zaburzeniach lękowych trzeba je jakoś modyfikować. Nie chcę komuś powiedzieć żeby robił coś, co może go przestraszyć albo przytłoczyć.
Przeczytałem cały wątek i mam wrażenie, że skupiacie się głównie na blokadach i brakach energii w czakrach. Ale przy lęku to chyba nie jest niedoenergetyzowanie, tylko nadmierne pobudzenie, prawda? Że ta energia jest, tylko krąży chaotycznie i powoduje właśnie ten stan alarm? Czy ja to dobrze rozumiem?
Okej, rozumiem, że manipura może być jednocześnie zablokowana i nadaktywna. Ale jak to w ogóle wygląda w praktyce? To znaczy, jak odróżnić, że mam nadaktywność w jednym aspekcie, a blokadę w drugim? Bo to brzmi jak coś, czego nie da się po prostu poczuć.
To co Klimcia pisze o drażliwości i kontrolowaniu, to mnie uderzyło. Ja właśnie mam takie okresy, gdzie jestem bardzo drażliwa i muszę mieć kontrolę nad wszystkim, a potem nagle wpadam w zupełną bezsilność i nie mogę podjąć żadnej decyzji. Zawsze myślałam, że to huśtawka nastroju, a nie coś w manipurze.
Ale właśnie, punkt wejścia, to jak go znaleźć? Nie każdy ma dostęp do kogoś takiego jak wy, kto to wszystko rozumie. Czy jest jakaś metoda na samodzielne zdiagnozowanie, od której czakry zacząć?
Skoro masz psychologa, to to jest dobra baza. Między sesjami, jeśli już coś, to polecałabym bardzo proste, krótkie rzeczy. Oddech przeponowy, uziemienie przez kontakt ze stopy z podłogą, może krótka wizualizacja czerwonego światła przy podstawie kręgosłupa. Nic gwałtownego, żadnego otwierania, tylko stabilizacja. I to nie jest rada dla każdego, to dla kogoś, kto ma już wsparcie psychologiczne.
Wracam do tego, co Anastazja mówiła o punkcie wejścia. Mam wrażenie, że przy lęku bardzo często tym punktem wejścia jest właśnie ciało fizyczne, bo lęk zawsze ma jakiś objaw somatyczny. Ścisk w gardle, napięcie w brzuchu, ucisk w klatce. Czy to znaczy, że praca przez ciało, czyli właśnie przez fizyczne odczucia, jest zwykle skuteczniejsza niż przez pole energetyczne?
Właśnie ta dysocjacja, to jest coś, o czym nie myślałam. Mam koleżankę, która w ogóle nie czuje swojego ciała, mówi, że jakby była za szybą. I ona miała bardzo złe doświadczenia z medytacją, bo za każdym razem gdy próbowała skupić się na ciele, robiło jej się gorzej. Czy to ma coś wspólnego z tym co mówisz?
Słucham tego wątku z dużym zainteresowaniem, bo sama miałam lęki przez kilka lat i pracowałam między innymi z czakrami. U mnie epicentrum okazało się być w anahacie, nie gdzie indziej. Nie manipura, nie muladhara, tylko serce. Miałam kompletnie zamkniętą anahata po jednej relacji i z tego wyrósł cały system lękowy. Oczywiście muladhara też była dotknięta, ale to było wtórne.
Miałam lęk głównie przed bliskością, przed kolejnym zranieniem, ale też dziwne, fizyczne uczucie, jakby ktoś ściskał mnie w klatce, nie w gardle, nie w brzuchu, właśnie w klatce piersiowej. I te lęki zawsze były uruchamiane przez relacje, nie przez sytuacje zagrożenia fizycznego ani przez brak kontroli. Dopiero kiedy ktoś mi to wskazał, zobaczyłam, że wzorzec jest spójny.
To co opisujesz z tym ściskiem w klatce, mam to samo, ale zawsze myślałam, że to lęk jako taki, a nie coś specyficznego dla anahaty. Jak się odróżnia ścisk w klatce z powodu anahaty od zwykłego objawu lękowego?
To jest chyba jedna z ważniejszych rzeczy w tej rozmowie. Kontekst uruchamiania lęku. Czy lęk odpala się przy fizycznym zagrożeniu albo poczuciu braku kontroli, to manipura i muladhara. Czy odpala się przy bliskości, przy ekspozycji emocjonalnej, to anahata. Czy przy mówieniu o sobie, wyrażaniu opinii, to wiszuddha. Czy to jest uproszczenie, które jakoś działa w praktyce?
Mam pytanie do Kamilki, bo to mnie nie daje spokoju. Mówiłaś, że epicentrum było w anahacie, ale jak dotarłaś do tej wiedzy? Ktoś ci to wskazał, czy sama to odkryłaś w trakcie pracy?
To ciekawe, że potrzebne było zewnętrzne spojrzenie. Zastanawiam się, czy tutaj właśnie jest problem z samodzielną pracą przy lękach, bo lęk zniekształca postrzeganie siebie. Czy ktoś był w stanie sam, bez pomocy kogoś z zewnątrz, trafnie określić źródłową czakrę?
A czy to nie jest tak, że niektóre osoby wręcz nie chcą znaleźć źródła? Mam na myśli, że lęk daje jakieś poczucie bezpieczeństwa, znam to ze swojego przypadku, i może dlatego ta samodiagnoza jest taka trudna?
Wracam do tego co Erazm pisał wcześniej o kontekście. Właśnie myślę o tym, że u mnie lęk odpala się głównie przy ekspozycji społecznej, czyli przed wyjściem do ludzi, przed rozmowami. To by sugerowało, co? Vishuddha? Czy to bardziej solarny splot?
Przy lęku społecznym to prawie zawsze jest kilka czakr naraz, z mojego doświadczenia. Nigdy nie widziałam przypadku, gdzie tylko jedna była zaburzona i wszystko inne gra. Może dlatego to jest takie trudne do przepracowania.
