Ale wtedy to już chyba nie jest praca z czakrami, tylko po prostu oddychanie? Nie mówię że to źle, wręcz przeciwnie, tylko że tracimy wtedy ten energetyczny wymiar o którym KiraK pytała na początku. Czy to ma znaczenie czy nie - zostawiam otwarte.
Właśnie mam poczucie że ta rozmowa trochę mnie oddaliła od pierwotnego pytania, ale w dobrym sensie. Zaczęłam od pytania od którego wieku, a teraz bardziej myślę o tym po co i w jakim języku. Chyba to ważniejsze niż sam wiek. Choć nadal jestem ciekawa - czy ktoś ma doświadczenie z bardzo małymi dziećmi, powiedzmy do pięciu lat? Bo córka ma siostrę, która ma cztery lata, i zastanawiam się czy to w ogóle jakikolwiek sens ma.
Cztery lata to moim zdaniem za wcześnie na jakiekolwiek tłumaczenie czego to jest i po co. Ale sama praktyka - powiedzmy siedzenie spokojnie z mamą, oddychanie, wyobrażanie sobie kolorów - może być absolutnie w porządku jako zabawa. Tylko że wtedy nie nazywaj tego pracą z czakrami nawet dla siebie, bo to nie to samo.
A co jeśli czterolatka sama zaczęłaby o tym mówić, że gdzieś coś czuje? Czy wtedy można coś z tym zrobić? Bo mam wrażenie że Sauwak proponuje podejście odgórne, a może być też oddolne ze strony dziecka.
To rozróżnienie Krysztal na oddolne i odgórne wydaje mi się kluczowe dla całego tego wątku. Ale mam pytanie - czy ktoś z was miał sytuację gdzie dziecko przyniosło temat samo, a potem jednak nie chciało drążyć? Bo zastanawiam się czy to naturalne że zainteresowanie pojawia się i gaśnie, czy raczej powinniśmy jakoś podtrzymywać.
Tak, moja córka kilka razy mówiła że coś czuje w brzuchu albo w klatce i kiedy próbowałam delikatnie porozmawiać, temat po prostu urywał się sam. Nie rozwijała. Więc albo to nie był dobry moment, albo sama rozmowa była dla niej nieinteresująca. Nauczyłam się nie ciągnąć.
Głównie słuchałam. Raz powiedziałam coś w stylu "tak, ciało potrafi dużo powiedzieć" i to jej wystarczyło. Nie szłam dalej w wyjaśnienia. Myślę że to był dobry instynkt bo nie zamknęłam tematu ale i nie narzuciłam swojej interpretacji.
To jest właśnie ta subtelna różnica między towarzyszeniem a prowadzeniem. Ale wracając do pytania KiraK o wiek - czy któraś z was zauważyła że wiek siedmiu lat faktycznie coś zmienia? W niektórych tradycjach mówi się o cyklu siedmioletnim jako o momencie przebudzenia czakry solarnej. Czy macie jakieś własne obserwacje?
Każdy system pracy z ciałem to jakaś mapa. Zachodnia medycyna też ma swoje mapowania. Pytanie nie czy mapa to mapa, tylko czy jest użyteczna. I w przypadku dzieci widzę że pewne ćwiczenia działają niezależnie od tego jak je nazwiemy.
Mnie się wydaje że ten szkielet daje coś co trudno zastąpić - poczucie że ciało ma wewnętrzne centrum. Bratanek odkąd mu powiedziałem o tym "miejscu gdzie zbiera się energia" zaczął inaczej mówić o tym co czuje. Bardziej konkretnie. Nie wiem czy to zasługa nazwy czy po prostu wieku.
Chyba nie jest możliwe i może nie powinniśmy tego rozdzielać. Ta rozmowa sprawia że myślę iż praca z czakrami u dzieci to bardziej dawanie im języka do opisywania siebie niż czegokolwiek innego. I może właśnie od tego trzeba zacząć - nie od ćwiczeń, nie od wieku, tylko od rozmowy o tym co czują w ciele. Choć nadal mam to pytanie z tyłu głowy: czy jest moment kiedy to może dziecku zaszkodzić zamiast pomóc?
