Pracuję w dużej korporacji i ostatnio czuję, że dosłownie mnie to wykańcza. Stres, otwarta przestrzeń, ciągłe spotkania. Czytałam trochę o czakrach i zastanawiam się, czy da się jakoś pracować z nimi w biurze, tak żeby nikt nie wiedział co robię. Macie jakieś pomysły na dyskretne ćwiczenia? Chodzi mi szczególnie o coś na ten poziom tutaj, bo czuję totalny ucisk w klatce piersiowej i w gardle.
Ucisk w klatce i w gardle to klasyka przy przeciążeniu anahaty i vishuddhi. Ale zanim powiem cokolwiek konkretnego - powiedz mi więcej o tym co czujesz. Czy ten ucisk w gardle to bardziej fizyczne napięcie, czy raczej takie poczucie, że nie możesz powiedzieć tego co chcesz? Bo to dwie różne sprawy i inaczej się z tym pracuje.
To co opisujesz z tym poniedziałkiem brzmi jak wyraźna reakcja energetyczna na przestrzeń. Biuro jako miejsce potrafi kumulować napięcia wszystkich osób, które tam siedzą. Czy kiedyś próbowałaś chociaż chwilę przed wejściem do środka świadomie odetchnąć i postawić coś w rodzaju mentalnej bariery? Nie wiem czy w to wierzysz, ale mnie to kiedyś pomogło zanim nauczyłem się innych metod.
Moim zdaniem najlepsze na stres w pracy jest praca z czakrą solarną, bo ona odpowiada za siłe i moc. Jak ją aktywujesz to po prostu nie bedziesz się stresować. Trzeba wizualizować żółte światło w okolicach żołądka przez z 20 minut dziennie i problem z głowy. Anahata jest wazna ale jak manipura jest słaba to i tak nic nie pomoże.
To co opisuje Kasia_W z tym wchodzeniem do budynku i natychmiastowym fizycznym odczuciem - to naprawdę wyraźny sygnał od ciała. Mam pytanie: czy w biurze masz dostęp do jakiegoś miejsca gdzie możesz być sama choćby przez chwilę? Toaleta, schody, cokolwiek? Bo od tego zależy które ćwiczenia w ogóle wchodzą w grę.
To wystarczy. 5 minut to całkiem sporo jeśli wiesz co robić. Przy napięciu w gardle i klatce jedna z prostszych rzeczy to świadome oddychanie z zatrzymaniem - wdech, zatrzymanie, wydech w proporcjach 4-4-8. Przy wydechu celowo rozluźniasz szczękę i barki. To można robić nawet przy biurku o ile siedzisz nieco odwrócona od innych. Nie wygląda na nic szczególnego.
Przy tej technice oddechowej - czy pamiętasz żeby robić to przez nos? Przez usta przy takim ćwiczeniu traci się sporą część efektu energetycznego, przynajmniej według tego co sama praktykuję. Kasia_W, czy masz jakieś doświadczenie z pranajamą czy to byłoby dla ciebie zupełnie nowe?
Dobra, ale wróćmy do sedna, bo wątek robi się techniczny. Mnie bardziej ciekawi ta sprawa z przestrzenią biurową. Whisper wcześniej wspomniał o mentalnej barierze przed wejściem - czy ktoś praktykuje coś takiego regularnie w kontekście pracy? Bo to może być bardziej realistyczne niż ćwiczenia w środku.
A jak się robi tę wizualizację z tą powłoką? Czy trzeba zamykać oczy? Bo w windzie z innymi ludźmi to byłoby dziwne 🙂
Kasia_W, mam do ciebie jeszcze jedno pytanie zanim pójdziemy dalej z technikami. Czy ten stres w pracy to coś nowego, czy trwa od dłuższego czasu? Pytam, bo przy długotrwałym napięciu samo dyskretne ćwiczenie w biurze może być za mało i lepiej to osadzić w jakiejś szerszej praktyce, żeby nie gasić pożaru kubkiem wody.
Tak, dokładnie to miałam na myśli. Półtora roku to naprawdę długo i ciało przez taki czas zdążyło się do tego napięcia przyzwyczaić, co paradoksalnie utrudnia pracę energetyczną, bo część sygnałów zaczyna być tłumiona. Mam pytanie - czy w tym czasie miałaś jakieś okresy ulgi, czy to było ciągłe?
To ważne co Rodis pyta, bo przy chronicznym stresie czakry często wchodzą w pewien rodzaj ochronnego zablokowania. Już nie chodzi o chwilowe przeładowanie, tylko o utrwalony wzorzec. Kasia_W, czy zauważasz że niektóre dni są fizycznie lżejsze, czy ten ucisk w klatce jest mniej więcej stały?
To akurat brzmi jak dobra wiadomość. Jeśli są dni bez ucisku, to znaczy że ciało nie jest w pełni zablokowane, tylko reaguje na bieżące bodźce. To inna sytuacja niż gdyby napięcie było zupełnie oderwane od okoliczności. Przy takiej wrażliwości krótkie ćwiczenia w pracy mogą naprawdę coś dać, bo ciało jeszcze odpowiada.
A wracając do tego co Whisper mówił o powłoce przy wejściu - czy robiłaś to już choć raz, zanim weszłaś do biura? Ciekawi mnie czy próbowałaś cokolwiek przy tych drzwiach wejściowych, nawet intuicyjnie, bez żadnej techniki.
Bardzo możliwe. Ciało często wie zanim głowa cokolwiek nazwie. Ta pauza przy windzie może być intuicyjną próbą złapania oddechu zanim się zanurzy w tym środowisku. Można to po prostu zacząć robić świadomie, dodając do tego jeden wyraźny wydech i intencję. Nie musi być skomplikowane.
No ale co z manipurą? Nikt tu nie odpowiedział na mój argument że od dołu zawsze się zaczyna. Jak nie masz gruntu w czakrze podstawy i solarnej to żadna powłoka nic nie da bo nie masz z czego budować. To są podstawy energetyki i nie rozumiem dlaczego to ignorujecie.
Tradycja tradycją, ale różne szkoły mają w tym różne podejścia i nie istnieje jedna obowiązująca wersja. Są systemy jogi które zaczynają od anahaty albo od wizhuddhy właśnie przy problemach z komunikacją i stresem zawodowym. Czy spotkałeś się z tym, Dzikitaurus?
Powiem szczerze, że ta dyskusja o kolejności mnie trochę bawi, bo w praktyce rzadko pracuje się liniowo. Zazwyczaj idzie się za tym co ciało sygnalizuje. A ciało Kasi sygnalizuje gardło i klatkę od samego początku tej rozmowy. To nie jest przypadek, który trzeba omijać szerokim łukiem przez kilka tygodni pracy od podstawy.
To co opisujesz z gardłem na zebraniach to bardzo klasyczny sygnał wizhuddhy. I w kontekście szefa który nie słucha - to ma sens. Blokada często wiąże się z tym że wypowiedzenie czegoś głośno czujesz jako zagrożenie, więc ciało zaczyna to tłumić zanim w ogóle otworzysz usta. Czy to brzmi jak coś co rozpoznajesz?
To co Pajeczyna napisała o zagrożeniu jest ważne. Kasia_W, chcę dopytać - czy ten problem z mówieniem na zebraniach dotyczy wszystkich sytuacji, czy tylko kiedy szef jest obecny? Bo to dość istotne rozróżnienie jeśli chodzi o to, co konkretnie wywołuje blokadę.
Zdecydowanie głównie kiedy szef jest obecny. Z innymi osobami jestem w stanie coś powiedzieć, chociaż też nie jest idealnie. Ale jak on wchodzi do sali, to mam wrażenie że coś dosłownie zaciska mi gardło.
To jest dobra technika, ale mam pytanie do Kasi - czy w trakcie takiego zebrania masz w ogóle chwilę żeby się skupić na ciele, czy napięcie jest tak silne że całą uwagę pochłania samo zebranie? Bo to zmienia co ma sens próbować.
Rozumiem to. To jest właśnie ten problem z technikami które wymagają aktywnej uwagi - w momencie przeciążenia nie ma zasobów żeby je stosować. Dlatego ważne jest żeby cokolwiek ćwiczyć zanim, a nie w trakcie. Czy próbowałaś kiedyś jakiegoś ćwiczenia przed samym zebraniem, nawet minutę wcześniej?
To jest ważna informacja. Brak przejścia między trybami - od normalnej pracy do sytuacji stresowej - to dla układu energetycznego coś w rodzaju nagłego szarpnięcia. Nie ma czasu na żadne ustawienie. Czy da się w ogóle cokolwiek zorganizować żeby mieć te kilkanaście sekund przed?
No i tu właśnie brakuje podstaw o których mowiłem. Gdyby czakra podstawy była aktywna to ciało samo by sie uziemiało bez zastanowienia, nie trzeba by było o tym myśleć przy windzie ani przy drzwiach. To jest skutek a nie przyczyna i dalej nie rozumiem czemu nikt tu nie mówi o tym żeby w ogóle wzmocnić fundament.
Boso na chodniku przy biurowcu? Serio? Wyobrażam sobie miny współpracowników. Ale ta wizualizacja korzeni - to jest coś co można zrobić dyskretnie przy biurku, prawda? Jak to dokładnie wygląda, czy to jest jak medytacja czy coś krótszego?
Słucham tej rozmowy od dłuższego czasu i mam podobne problemy w pracy, chociaż u mnie nie chodzi o szefa. Mam takie pytanie - czy te techniki w ogóle działają kiedy się jest sceptycznym? Nie wierzę do końca w to wszystko ale czuję napięcie w dokładnie tych samych miejscach o których tu mówicie.
