To ciekawe co mówisz o tym poczuciu rozpływania się ciała. Bo to brzmi jak coś co znam z opisów depersonalizacji albo derealizacji. Czy twój psycholog coś na ten temat mówił? I zastanawiam się czy w tym kontekście to uziemienie przez czakrę korzenia nie ma sensu nawet czysto metaforycznie.
Bardzo dziękuję za to wyjaśnienie Jacku, to naprawdę łączy mi te dwie perspektywy w sposób który rozumiem. Mam pytanie, czy ta metoda którą opisujesz da się jakoś połączyć z intencją czakrową? Znaczy czy można robić to ćwiczenie i jednocześnie kierować uwagę na czakrę korzenia, czy to by rozpraszało?
Mam głupie pytanie, ale nie rozumiem jednej rzeczy. Skoro czakra korzenia jest przy podstawie kręgosłupa, to dlaczego skupianie uwagi na stopach ma na nią wpływać? Czy te rzeczy są jakoś połączone, czy to są dwie oddzielne metody?
Celeste50, a skąd pochodzi ta wiedza o czakrach w stopach? Czy to jest część klasycznej tradycji z Ajurwedy czy to jest bardziej współczesna reinterpretacja? Pytam bo widziałam różne systemy i nie zawsze się zgadzają co do liczby czakr i ich lokalizacji.
To dobre pytanie Kometko i szczerze powiem że systemy się różnią dość mocno. W klasycznej tradycji ajurwedyjskiej czakry w stopach nie są wymieniane jako odrębne centra. To co my nazywamy dziś czakrami stóp pochodzi raczej z synkretycznych zachodnich interpretacji, które rozwinęły się przez ostatnie kilkadziesiąt lat, częściowo pod wpływem refleksologii. Nie mówię że to złe, ale warto wiedzieć skąd co pochodzi, żeby nie mieszać tradycji jako gdyby były jedną spójną całością.
Słyszę tę dyskusję o tradycjach i trochę mi się kręci w głowie. Wracając do mojego konkretnego problemu z atakami, bo to jest temat wątku, mam pytanie do was: czy któraś z tych technik, niezależnie czy zachodnio-interpretowana czy klasyczna, sprawdziła się u kogoś konkretnie w momencie ataku? Nie jako profilaktyka, tylko gdy atak już trwa?
Mnie też ciekawi to pytanie Orlikowej. Ja próbowałam kiedyś skupiać się na oddechu podczas czegoś co mogło być napadem lęku, ale było mi tak źle że i tak nie mogłam utrzymać skupienia przez więcej niż kilka sekund. Jak wy to robicie w praktyce?
Ja mam podobny problem Cyrkonko. Zawsze mi się wydaje że będę pamiętać o technikach, ale jak coś takiego się zdarza, to dosłownie wszystko ulatuje. Czy jest coś na tyle prostego że można to zrobić automatycznie, bez myślenia?
Przepraszam że wchodzę z boku, ale chciałam zapytać o jedno. Mówicie o ćwiczeniu i kodowaniu wzorców. Czy to nie jest po prostu to samo co terapia behawioralna, tylko inaczej nazwane? Pytam serio, nie złośliwie, bo naprawdę nie wiem.
Orlikowa, wróciłam do twojego opisu z hematytem i cały czas o tym myślę. Powiedziałaś że ten chłód i ciężar dawały ci coś namacalnego. Czy to oznacza że jakikolwiek ciężki zimny przedmiot dałby podobny efekt, czy uważasz że hematyt ma coś specyficznego?
To jest ciekawe co Orlikowa mówi, bo ta kostka lodu to jest klasyczna technika ze Zwolonienie Nerwu Błędnego albo coś w tym stylu, widziałam to w kontekście DBT. Czy ktoś wie czy w tradycji czakrowej jest jakiś odpowiednik tej lodowej techniki, czy to jest czysto zachodnia metoda?
To mnie zastanawia, bo jak myślę o czakrze korzenia to zawsze mam w głowie właśnie żywioł ziemi i chłód ziemi pod stopami. Czy ktoś z was pracował świadomie z żywiołem podczas ataku? Nie tylko wyobraźnia, ale jakiś fizyczny kontakt z ziemią?
Właśnie o to chodzi że przy atakach rzadko mam możliwość wyjścia na trawę, bo najczęściej zdarza się w środku nocy albo w pracy. Stąd moje pytanie o te przenośne metody, kamienie, oddech, cokolwiek co można zrobić w miejscu gdzie się jest.
A czy sama wizualizacja ziemi pod stopami ma jakiś efekt, nawet jeśli się siedzi na przykład na czwartym piętrze? Wyobrażasz sobie że twoje stopy dotykają ziemi przez podłogę i beton i tak dalej. Czy ktoś próbował i coś z tego było?
To co Jacek mówi o pamięci ciała ma dużo sensu. Ale mam pytanie do was wszystkich, bo zastanawiam się nad czymś od początku tego wątku. Skoro atak paniczny tak bardzo dezorganizuje myślenie, to czy jest jakaś technika związana z czakrami, która właśnie dlatego że jest prosta i fizyczna, wchodzi niejako sama? Coś jak ten hematyt Orlikowej, tylko może jeszcze prostszego?
Dokładnie o to mi chodzi, Mniszek, i cieszę się że to tak formułujesz. Dla mnie ta kostka lodu i ten kamień to były rzeczy, które moje ręce robiły prawie bez udziału głowy. Pytanie które mam do bardziej doświadczonych, czy w pracy z czakrą podstawy są techniki, które działają właśnie na tym poziomie, poniżej myślenia?
Orlikowa, to jest bardzo konkretne i dobre pytanie. Zanim odpiszę, chciałbym wiedzieć coś więcej. Czy podczas ataku masz raczej poczucie że 'wylatujesz' z ciała, czy odwrotnie, że ciało cię więzi? Bo to może zmieniać co ma sens.
Zatrzymuję się tu bo to mi coś rozjaśnia. Czyli to co czuje Orlikowa, to poczucie unoszenia i utraty gruntu, jest czymś co czakra korzenia dosłownie opisuje jako swoje zadanie, utrzymanie zakorzenienia? Czy ja dobrze rozumiem, czy nadinterpretuję?
Szafranka, moim zdaniem to nie jest albo-albo. Można mieć i to i to naraz. U mnie jak raz miałam coś co chyba było napadem lęku, to czułam jednocześnie i tę watę w nogach i jakiś ucisk w środku brzucha, prawie żołądkowy. Jakby dwie czakry naraz dawały sygnał.
To jest normalne i myślę że częściej tak bywa niż inaczej. Czakry nie są oddzielnymi kompartmentami, są częścią jednego systemu. Napięcie w jednym miejscu rozchodzi się. Przy czym i tak zazwyczaj jest jeden punkt gdzie zaczyna się dezintegracja.
Mogę się tu wtrącić bo mam swoje zdanie na ten temat. Uważam że w atakach paniki prawie zawsze zaczyna się od trzeciej czakry, splotu słonecznego, bo ona zarządza stresem i poczuciem kontroli. Muladhara traci zakorzenienie wtedy w konsekwencji. Ktoś ma inne doświadczenia?
Czytam i mam pytanie może naiwne, ale naprawdę nie rozumiem. Jak można wiedzieć która czakra 'reaguje' skoro czakr nie widać? Znaczy na jakiej podstawie ktoś mówi 'to jest muladhara' a nie 'to jest manipura'? Jak to się odróżnia w praktyce?
Stanislawa, nie ma naiwnych pytań w tym temacie. Dla mnie to jest głównie lokalizacja odczucia w ciele. Jeśli czuję watę w nogach i brak kontaktu z podłogą, mówię sobie 'to dół, to korzeń'. Jeśli ucisk w żołądku i poczucie że tracę kontrolę, to środek. To nie jest nauka ścisła, ale dla mnie działa jako mapa.
Stanislawa, mogę dodać że w różnych tradycjach diagnoza idzie różnymi drogami. W ayurwedzie przez tętno i pytania, w tybetańskiej pracy z kanałami przez oddech i wizualizację prowadzoną przez praktykującego. Nie ma jednej metody, stąd też różne odpowiedzi na twoje pytanie zależnie kogo pytasz.
Dobra, ale czy ktoś tu nie ma poczucia że to trochę kółko się zamyka? Diagnozujemy czakrę na podstawie objawów, a potem leczymy czakrę żeby usunąć objawy. Jak to jest falsyfikowalne? Pytam z ciekawości, nie złośliwie, bo Stanislawa postawiła pytanie które mnie też nurtuje.
Wracam do pytania Orlikowej sprzed kilku postów, bo czuję że trochę odpłynęłyśmy. Ona pytała o techniki poniżej poziomu myślenia, takie automatyczne. Czy poza kamieniami i lodem jest coś jeszcze co działa na tym bardzo podstawowym, fizycznym poziomie podczas samego ataku?
Właśnie to pytanie miałam. Bo poza kamieniami i lodem myślałam o tym żeby tupać nogami, dosłownie, twardo w podłogę. Słyszałam że to może przywoływać energię z powrotem do dołu ciała. Ale nie wiem czy to działa podczas samego ataku, czy tylko zanim się zacznie.
