Do tego tupania, jest w tym coś dobrego, bo wibracja mechaniczna idzie przez całe ciało i jest trudna do zignorowania przez układ nerwowy. Ale mam pytanie do Orlikowej, czy próbowałaś kiedyś silnego ucisku, nie zimna, tylko ucisku, np. mocno ściskać własne uda albo ramiona? To inny rodzaj sygnału somatycznego niż temperatura.
Czekaj, czyli rozumiem że ataki mają fazy i na każdą fazę może działać coś innego? Nie wiedziałam że to jest tak zorganizowane. Myślałam że to jedna intensywna fala. Jak to wygląda z perspektywy energetycznej, czy w każdej fazie inna czakra jest bardziej aktywna?
A jak jest z tą trzecią czakrą i strachem? Bo ja mam tak że ataki zaczynają się u mnie od żołądka, naprawdę fizycznie, jakby coś mi się skurczyło w środku, i dopiero potem zaczyna się reszta. Czy to znaczy że mój wzorzec jest inny niż Orlikowej?
Dobra, to akceptuję jako odpowiedź praktyczną. Ale mam inne pytanie, bardziej do osób które mają ataki. Czy kiedy stosujecie te techniki, hematyt, ucisk, tupanie, to macie poczucie że coś się zmienia energetycznie, czy po prostu że ciało się uspokaja i tyle? Bo to by mogło dużo mówić o tym co tu właściwie działa.
Celestyn56, szczera odpowiedź: nie wiem. W momencie ataku nie analizuję. Działam. Czy to energia czy nerw błędny, mój mózg w panice nie robi tej analizy. Potem, jak już minie, mam poczucie że coś się 'usadowiło', ale nie potrafię powiedzieć czy to jest odczucie energetyczne czy po prostu ulga że atak przeszedł.
to jest bardzo uczciwa odpowiedź i chyba nie miałem oczekiwać innej, bo rzeczywiście kto by w środku ataku analizował mechanizm. Ale właśnie dlatego pytam bo mam wrażenie że ta rozmowa dużo mi daje. Czy jest coś co robisz profilaktycznie, nie podczas ataku, żeby w ogóle rzadziej dochodziło do tej dysocjacji?
To z tymi stopami boso brzmi bardzo prosto i dostępnie. Czy to musi być rano, czy możesz to robić w dowolnym momencie? I czy działa inaczej np. na trawie niż na kafelkach? Słyszałam o uziemianiu, earthingu, ale nie wiedziałam że to może mieć związek z czakrami.
A skoro mowa o ziemi i uziemieniu, to czy to nie jest tak że geopatogenne strefy mogą zaburzać to co normalnie ziemia daje? Czytałem że są miejsca gdzie promieniowanie z ziemi jest inne i ludzie w takich miejscach mają problem z zasypianiem albo właśnie z lękami. Czy ktoś tu miał takie doświadczenie?
To jest pytanie na które nie ma łatwej odpowiedzi, ale jest kilka obserwacji które mogą pomóc. Jeśli zauważasz że poza domem, nawet w podobnych okolicznościach stresowych, ataki są słabsze albo rzadsze, to jest sygnał wart zbadania. Nie dowód, ale wskazówka. Czy masz takie poczucie że miejsce ma znaczenie, czy to raczej przypuszczenie?
Zanim pójdziemy dalej w geopatię, chciałam doprecyzować jedną rzecz. Mówisz że ataki są głównie w domu, rzadziej poza nim. Ale czy to nie może być po prostu że w domu jesteś bardziej rozluźniona i paradoksalnie ciało sobie pozwala na atak, bo jest bezpieczne? To znany mechanizm, nie wszystko co dzieje się w domu musi mieć źródło w domu.
prowadź dziennik przez miesiąc. Nie tylko czy atak był czy nie, ale gdzie byłaś, o której godzinie, co robiłaś bezpośrednio przed. Dopiero po miesiącu patrz na wzorzec. Bez tego wszystko to są tezy a nie dane.
A czy ten dziennik miałby sens jeśli jednocześnie ktoś sprawdziłby mieszkanie różdżką albo wahadłem pod kątem siatek? Bo jak się okaże że miejsca gdzie ataki są najczęstsze pokrywają się z miejscami gdzie są silne odczyty, to byłoby coś.
Słucham tej dyskusji i mam pytanie do Orlikowej, czy kiedykolwiek miałaś atak w miejscu gdzie wcześniej czułaś się bardzo spokojnie? Bo jakby geopatia była głównym czynnikiem, to w bezpiecznych energetycznie miejscach ataków by nie było albo byłyby słabsze.
Ale właśnie, mnie też interesuje ten wątek geopatyczny bo sama mam ataki głównie w jednym pokoju. Celeste50 mówiła o obserwacji że poza domem ataki są słabsze. Czy to znaczy że powinnam np. zmienić gdzie śpię i zobaczyć co się stanie?
A ja mam trochę inne pytanie, wracając do tego co Orlikowa mówiła o stopach boso. Czy to działa tak samo jeśli człowiek jest w środku ataku czy tylko profilaktycznie? Bo czytałam że kontakt z ziemią uziemia energetycznie, ale nie wiem czy to pomoże kiedy atak już trwa.
Mniszek, u mnie to jest zdecydowanie profilaktyka. W środku ataku już nie mam głowy żeby się skupić na stopach. Ale raz próbowałam wyjść na balkon boso w trakcie i nie powiem, że nie dało nic. Może trochę skróciło. Ale to mogło być też wyjście na świeże powietrze, nie sam kontakt z podłogą.
Właśnie, i tu jest ta kwestia z energią muladhary w ataku. Jeśli muladhara jest zdestabilizowana, to kontakt z ziemią ma jej dać to czego jej brakuje. Ale to nie jest natychmiastowe, to bardziej jak ładowanie niż przełącznik. Dlatego jako profilaktyka działa lepiej.
Hej, wróćmy na chwilę do tych faz ataku bo Celeste50 zaczęła o tym mówić i mnie to bardzo ciągnie. Czy ktoś próbował opisać własny atak faza po fazie i potem nałożyć na to czakry? Czy to ma sens czy za bardzo komplikujemy?
Czytam tę rozmowę od początku i jest jedna rzecz której nie rozumiem. Mówicie o czakrach jako o czymś co ma kierunek, góra dół, energia płynie tak albo inaczej. Ale czy to nie zależy od systemu? Bo słyszałam że w różnych tradycjach czakry działają inaczej.
Szczerze? Myślę że zależy od obu. Tradycja nadaje ramy, ale każdy człowiek ma trochę inny przepływ i co mi działa jako profilaktyka, tobie może dawać zupełnie inny efekt. Problem w tym że zachodnia ezoteryka wrzuciła wszystko do jednego worka i teraz mamy system który twierdzi że jest uniwersalny, a w praktyce każda nauczycielka jogi uczy trochę inaczej.
To jest właśnie to, co mnie frustruje od miesięcy. Szukam czegoś konkretnego, a dostaję pięć różnych wersji. Czy ktoś w tym wątku ma doświadczenie z jednym konkretnym systemem, nie mieszanym, i sprawdzał go konsekwentnie przez dłuższy czas?
Orlikowa, to jest dobre pytanie i rzadko je ktoś zadaje. Większość osób w kręgach ezoterycznych skacze od systemu do systemu i potem dziwi się że wyniki są niespójne. Ja pracowałem przez kilka lat wyłącznie w oparciu o system wedyjski, bez domieszek. I mogę powiedzieć że spójność daje rezultaty, nawet jeśli sam system ma swoje ograniczenia.
To co Jacek mówi o spójności systemu jest ważne, ale chcę wrócić do tego co Orlikowa wspomniała o ataku nad morzem. Bo to mnie zastanawia bardziej niż kwestia systemów. Jeśli miejsce było spokojne energetycznie, a atak i tak był, to mamy do czynienia z czynnikiem wewnętrznym, nie zewnętrznym. Czy to może być kwestia że muladhara była destabilizowana już przed wyjazdem?
To co teraz powiedziałaś bardzo mi coś rozjaśnia. Bo ja też mam tak że najgorsze ataki są po dłuższym spokoju, nie w samym stresie. Jakby ciało czekało aż będzie bezpieczniej i dopiero wtedy wybucha. Czy to ma sens energetycznie?
A jak się przygotować do tego przejścia? Bo to brzmi trochę jak trzeba medytować zanim się zacznie medytować. Przepraszam że tak prosto pytam, ale naprawdę nie wiem co to znaczy w praktyce.
Czy to co Celeste50 opisuje ma związek z tym kierunkiem przepływu energii w czakrach podczas ataku? Bo zaczęłam ten wątek od pytania o tradycje i zastanawiam się teraz czy te rozbieżności między systemami mają znaczenie w kontekście praktycznym, czy to tylko teoria.
Dobra, ale wróćmy do pytania Orlikowej z tytułu, bo trochę odpłynęliśmy. Orlikowa pytała w którą stronę płynie energia podczas ataku, i mam wrażenie że jeszcze nie mamy jednej odpowiedzi. Czy jest jakikolwiek konsensus w tym co wiecie?
