Lunaki, właśnie tak. I to jest jeden z trudniejszych typów do przepracowania, bo nie ma 'dowodów'. Nie możesz powiedzieć 'miałam ciężkie dzieciństwo' bo na zewnątrz było normalnie - dom był, jedzenie było. A w środku jest ta pustka. I czakry to odzwierciedlają - nie ma jednej wyraźnej blokady, jest takie ogólne zamrożenie.
Dobra, muszę zapytać, bo nie do końca rozumiem. Mówicie o 'zamrożeniu' czakr - ale jak to się różni od zablokowania? Bo wydawało mi się, że blokada to blokada, a tu wychodzi, że może być coś jeszcze innego?
Wracam do tego co Wajdelota pisał o mnie wcześniej - że emocje w domu nie były tematem. Miał rację. U nas w domu wszystko było 'w porządku', tata pracował, mama gotowała, ale nikt nigdy nie pytał co czuję. Zastanawiam się teraz - czy to że mężczyzna w takim domu zamyka się emocjonalnie, to jest właśnie ta manipura o której Anielcia pisała, czy coś jeszcze inaczej?
Słucham tej rozmowy o mężczyznach i myślę, że to jest ważny wątek. Bo chyba w ogóle rzadko się mówi o tym, jak zaniedbanie emocjonalne wygląda u chłopców i jak potem te wzorce siedzą. Ale mam pytanie do Wajdeloty albo Anielci - czy jest jakaś czakra, która u mężczyzn z takich domów jest szczególnie nadaktywna, a nie zablokowana? Bo zawsze słyszę o blokadach, a co z tym że coś może działać za mocno?
Ciekawe że to samo dzieje się u kobiet - u mnie też głowa non stop. Myślę, że to jest jeden z tych wzorców które przekraczają płeć. Ale chcę wrócić do svadhisthany na chwilę - bo Wajdelota zadał mi to pytanie o poczucie winy przy radości i zaczęłam się zastanawiać. Czy praca z tą czakrą przy takim wzorcu 'nie wolno mi się cieszyć' ma sens bez jednoczesnej pracy z muladharą? Bo skoro fundament niepewny to co wyżej też się chwieje?
To teraz mam pytanie praktyczne - jak wygląda praca z muladharą u osoby dorosłej, która przez całe dzieciństwo nie miała poczucia bezpieczeństwa? Bo dla mnie to zawsze brzmi abstrakcyjnie - 'zagruntuj się', 'poczuj ziemię pod nogami' - ale jak ktoś od zawsze żył w niepewności, to jak w ogóle zacząć?
Właśnie o to chodzi - że dla mnie 'zagruntuj się' brzmi jak puste słowo, kiedy całe dzieciństwo spędzone było w napięciu. Jak mam poczuć ziemię pod nogami, skoro nigdy nie wiedziałam czy wracając do domu będę miała spokój czy awanturę? Czy ktoś z was to rozumie? Bo czytam o tych technikach i myślę, że one są pisane dla ludzi, którym bezpieczeństwo jest znane z doświadczenia.
Lunaki, dotknęłaś czegoś bardzo ważnego. To jest właśnie ten paradoks - ćwiczenia uziemiające zakładają, że ciało 'pamięta' spokój i wystarczy mu o tym przypomnieć. A u kogoś, kto tego spokoju nie miał - ciało nie ma do czego wracać. Więc pytanie jest inne: jak zbudować coś, czego nigdy nie było, zamiast przywracać to, co było?
Ale wróćcie do tego co Wajdelota zaczął - co DZIAŁA zamiast afirmacji? Bo Pelcia zadała konkretne pytanie i mi też jest potrzebna odpowiedź. Mam tę znajomą i nie wiem co jej polecić, a ona właśnie próbuje różnych rzeczy i nic nie 'klika'.
Słuchajcie, mam inne pytanie do tego wszystkiego. Wajdelota mówił o ciele, że uczy się przez doświadczenie. Rozumiem to. Ale u mnie jest taki problem, że jak próbuję czegoś co ma mi 'poczuć ciało' - jakiś oddech, skanowanie ciała - to po prostu... nic. Jakby tam nikogo nie było. Czy to jest właśnie to zamrożenie o którym Dorotka pisała?
Bronek, to co opisujesz jest chyba bardziej powszechne niż myślisz, szczególnie u mężczyzn. Mój brat jest dokładnie taki - funkcjonuje głową, ciała jakby nie ma. Ale mnie zastanawia co innego - czy to zamrożenie ciała jest zawsze połączone z muladharą, czy może siedzieć też w innej czakrze?
Ja się zastanawiam nad czymś innym. Mówimy o zamrożeniu, o dysocjacji - ale czy te osoby w ogóle wiedzą że tak mają? Bo ja przez lata myślałam że jestem 'silna' i 'niezależna', a okazało się że byłam po prostu odcięta. I nie wiedziałam że coś jest inaczej, bo nie miałam punktu odniesienia.
Lunaki, to jest bardzo ważne spostrzeżenie. I to widać też w astrologicznych układach u osób z trudnym dzieciństwem - często Saturn w trudnych aspektach do Księżyca daje właśnie tę 'siłę' która jest maską po dysocjacji. Ale wracając do czakr - ten brak punktu odniesienia to jest chyba jeden z powodów, dla których praca z muladharą jest taka trudna. Jak masz poczuć 'więcej bezpieczeństwa', jeśli nie wiesz jak bezpieczeństwo smakuje?
okej ale mam pytanie bo może głupie - jeśli ktoś w dzieciństwie nie miał bezpieczeństwa to muladhara jest zawsze zablokowana czy może być nadaktywna? bo czytałam gdzieś że nadaktywna muladhara to przesadna kontrola nad wszystkim i to też brzmi jak coś co może być z zaniedbania
I to jest właśnie to co mnie uderza w tym wątku od początku - że te same przyczyny mogą dawać zupełnie różne efekty w czakrach. Jedno dziecko z zaniedbania emocjonalnego zamraża, drugie kontroluje, trzecie może nadmiarowo szuka bliskości. I potem te trzy osoby wyglądają zupełnie inaczej z zewnątrz, a korzenie są podobne.
Lunaki, to co napisałaś o 'sile' która jest maską - to mnie bardzo uderzyło. Bo ja też tak myślałam o sobie. I nadal nie wiem do końca co jest prawdziwą mną a co jest tym nauczonym wzorcem. Jak w ogóle to odróżnić?
Ale chwila - bo tu pojawia się coś co mnie zastanawia. Mówicie o anahata, manipura, muladhara - i za każdym razem kiedy opisujecie jakiś wzorzec, dorzucacie kolejną czakrę. Czy jest w ogóle jakiś wzorzec z zaniedbanego dzieciństwa który dotyczy tylko jednej czakry? Bo z tego co czytam w tym wątku to wszystko się łączy.
I właśnie dlatego praca 'na jedną czakrę' rzadko przynosi trwałe efekty w przypadku traumy dziecięcej. Można odblokować anahatę technicznie, ale jeśli muladhara nie daje stabilności to anahata i tak będzie pracować w trybie przetrwania. Widziałam to u kilku osób które robiły intensywną pracę z sercem a potem miały nawroty.
To bardzo dużo wyjaśnia. Ja miałam coś takiego - kilka miesięcy temu zaczęłam medytować regularnie i przez jakiś czas czułam się niesamowicie. A potem przyszedł taki moment że w ogóle nie mogłam wejść w medytację, wszystko mnie drażniło i miałam poczucie że cofnęłam się o krok. Myślałam że robię coś źle.
Lunaki, to co opisujesz to bardzo charakterystyczny rytm dla osób które zaczynają pracę z traumą - dwa kroki naprzód, jeden w tył. I ten jeden w tył nie jest cofnięciem, tylko integracją. Ciało przetwarza to co otworzyłaś. Problem jest wtedy kiedy ktoś na etapie 'cofnięcia' rezygnuje i uznaje że cała metoda nie działa.
okej ale jak odróżnić ten 'krok wstecz który jest integracją' od sytuacji że metoda po prostu nie pasuje? bo to może być wszystkim dla kogoś kto nie wie co czuje i po co to robi w ogóle
Słuchajcie, mam pytanie z innej strony. Całą tę rozmowę czytam i rozumiem co mówicie - w głowie. Ale właśnie o to chodzi, że tylko w głowie. Jak ktoś jest 'od szyi w górę' jak mnie żona nazywa, to jak on w ogóle ma zacząć cokolwiek czuć w ciele skoro... po prostu nie czuje? Od czego się zaczyna, od jakiego najmniejszego kroku?
I wiesz co, Bronek - to że to 'brzmi za prosto' jest samo w sobie informacją. Głowa mówi 'to zbyt mało, to nie wystarczy, trzeba czegoś poważniejszego'. To jest właśnie ten wzorzec - minimalizowanie małych sygnałów, szukanie dużego spektakularnego przełomu. A praca z muladharą jest z natury powolna i nudna dla głowy. Specjalnie.
Wróćcie jeszcze do tej znajomej bo ja jej napiszę co tutaj piszecie. Mam wrażenie że ona właśnie tak ma jak Bronek - wszystko rozumie ale nic nie czuje. Tylko martwię się czy to jej nie zaszkodzi jak jej zacznę o tym tłumaczyć, bo ona ma teraz trudny czas.
Dobra, to może jej po prostu zaproponuję to z kubkiem. Bez żadnych tłumaczeń o czakrach, bo ona by mnie wyśmiała szczerze mówiąc. Ale mam inne pytanie - czy takie ćwiczenie w ogóle coś robi jeśli ktoś robi je bez żadnej intencji? Znaczy, robi bo koleżanka kazała, nie rozumie po co, nie wierzy w to?
To jest ciekawe co Wajdelota mówi. Ja właśnie z braku wiary zacząłem i muszę powiedzieć że... no coś tam jest. Nie wiem co, ale jest. Chociaż nadal mi głowa mówi że to głupie.
Bronek, ten spokój który opisujesz - nie musisz go rozdzielać. To jest właśnie ta praca. To nie jest tak że albo 'od kubka' albo 'od ciszy' - to jedno i drugie razem uczy układ nerwowy że spokój jest możliwy. Skąd pochodzi jest drugorzędne.
