a mnie ciekawi cio innego - Celestyna.ka mówiłaś wcześniej że minimalizowanie małych sygnałów to wzorzec. czy to znaczy że osoby z zaniedbanym dzieciństwem mają to jakoś specyficznie bardziej? bo ja też tak mam że jak coś jest małe to mi się wydaje że to 'nie liczy'
To jest dla mnie bardzo... trafne. Właśnie tak. Jak dobrze mi się jakoś idzie to od razu w głowie mam 'ale to pewnie nic nie znaczy, jeszcze za mało'. I potem szukam potwierdzenia że to 'prawdziwy' postęp. Od kogo? Nie wiem. Od czegoś zewnętrznego.
Lunaki, a czy to szukanie zewnętrznego potwierdzenia jest dla ciebie znajome z innych obszarów życia? Pytam bo to może być bezpośrednio związane z vishuddhą - czakrą gardła, ale też ze sposobem w jaki budowałaś poczucie własnej wartości.
Vishuddha to nie tylko mówienie. To też słyszenie siebie - własnego głosu wewnętrznego, własnej oceny. Jeśli przez lata twoje zdanie o sobie było zastępowane zdaniem kogoś z zewnątrz, vishuddha uczy się że 'ja' nie jest autorytetem w kwestii 'ja'. I właśnie to co opisujesz - szukanie potwierdzenia - to jeden z jej wzorców.
Dobra, ale teraz mamy już muladharę, anahatę, manipurę i vishuddhę w tym wątku. Serio pytam - czy jest jakaś czakra której zablokowanie NIE jest związane z zaniedbanym dzieciństwem? Bo zaczynam mieć wrażenie że to jest taka sieć że każda odpowiedź to kolejna czakra.
Czytam to wszystko i mam pytanie może trochę z boku - czy da się pracować z tymi czakrami jeśli nie pamięta się dzieciństwa? Bo ja mam bardzo mało wspomnień z przed może dwunastego roku życia i zawsze myślałam że to normalne, ale teraz zaczynam się zastanawiać.
To jest niesamowite co pisze Dorotka. Czyli te moje reakcje - na przykład to że przy pewnych ludziach od razu mam ścisk w klatce piersiowej mimo że nic złego nie zrobili - to może być właśnie to? Jakieś stare wzorce których nie pamiętam?
Ale chwilę. Dorotka, to co opisujesz to już brzmi bardziej jak psychologia niż praca z czakrami. Nie mówię że źle, bo to ma sens, ale gdzie tu jest ta anahata? Bo mam wrażenie że czakry stały się tu etykietkami na coś co jest po prostu traumą.
ja właśnie przez ostatni rok robiłam medytacje na serce i naprawdę coś się zmieniło zanim w ogóle zrozumiałam co. tak jak Wajdelota mówi. najpierw zaczęłam płakać na głupich filmach które wcześniej mnie nie ruszały, a dopiero potem zrozumiałam że wcześniej po prostu byłam odcięta od emocji. to nie była psychoterapia, to były ćwiczenia na anahatę
Gracja, to mnie bardzo uderzyło. Bo ja mam odwrotnie - rozumiem dużo intelektualnie, naprawdę dużo, mogę ci powiedzieć co i skąd. Ale czuć - to mi nie wychodzi. Jakby mózg działał a ciało stoi.
Lunaki, to co opisujesz ma swoją nazwę w pracy z traumą - dysocjacja poznawcza. I to jest bardzo często wzorzec osób które w dzieciństwie nauczyły się że myślenie jest bezpieczne a czucie - nie. Głowa stała się schronieniem. Czy to do ciebie pasuje?
Czytam to i trochę mi głupio ale... to też ja. Zawsze mi się wydawało że jestem taki spokojny i opanowany. Dopiero niedawno mi ktoś powiedział że może po prostu nie wiem co czuję. I że to nie to samo co spokój.
przepraszam że wchodzę bo trochę zgubiłam się w tym wszystkim ale mam pytanie - czy to że ktoś ma zablokowane kilka czakr na raz to jest gorsze niż jedna? bo czytam i wychodzi że ja chyba mam problem z każdą z tych które wymieniliście
Obserwuję ten wątek od dłuższego czasu i mam inne pytanie. Wajdelota, Celestyna, Anielcia - rozmawiamy o tym jak dzieciństwo blokuje czakry. Ale czy jest jakiś wzorzec odwrotny? Czy zaniedbanego dzieciństwo może coś paradoksalnie 'odblokować' - na przykład nadwrażliwość energetyczną, intuicję?
o matko to jest właśnie ja. po każdym spotkaniu z ludźmi jestem totalnie padnięta. myślałam że jestem introwertykiem i tyle. a to może być ta różnica?
OK ale zatrzymajmy się chwilę. Tytus zadał pytanie o to czy zaniedbanego dzieciństwo może coś odblokować. I przez chwilę szłam z tą myślą, ale teraz mi się wydaje że wchodzimy w coraz bardziej skomplikowane rejony. Czy żeby cokolwiek z tym zrobić praktycznie trzeba najpierw rozróżnić skąd co pochodzi? Bo dla mnie to już brzmi jak coś dla terapeuty a nie dla medytacji.
Mam pytanie które trochę mnie prześladuje w tym wątku. Mówimy dużo o tym co jest zablokowane. Ale ja zastanawiam się - jeśli ktoś był zaniedbany od bardzo małego, to czy te czakry w ogóle miały szansę się prawidłowo ukształtować? Czy to jest blokada czegoś co było, czy brak czegoś co nigdy nie powstało?
To jest bardzo dobre pytanie i myślę że to jest jedno z trudniejszych zagadnień w tej pracy. Bo blokada czegoś co było i deficit czegoś co się nie rozwinęło to są różne stany i różna praca. Lunaki, skąd ci przyszło to pytanie - czy to jest coś co czujesz u siebie?
Lunaki, to co mówisz jest bardzo ważne i bardzo odważne. I chcę powiedzieć jedno - brak poczucia bezpieczeństwa w ciele od początku to nie jest pusta czakra. To jest czakra która nauczyła się zwijać zanim zdążyła się rozwinąć. To jest coś zupełnie innego niż brak. Tam jest energia, tylko schowana bardzo głęboko i bardzo wcześnie.
czy ta praca z czakrami przy takim głębokim zaniedbaniu jest w ogóle możliwa samodzielnie? pytam szczerze bo czytam i mi się wydaje że tu chyba nie wystarczy sama medytacja?
wajdelota to mnie uderzyło. ja właśnie przez długi czas medytowałam sama i nic. a potem zaczełam chodzić na grupowe spotkania i coś ruszyło. nie wiedziałam dlaczego. może to jest właśnie to - ten świadek?
Wróćmy na chwilę do tego co powiedziała Lunaki bo mnie to zatrzymało. To pytanie czy można coś odblokować jeśli to nigdy nie działało - to jest coś z czym siedzę od jakiegoś czasu. Bo ja nie pamiętam żebym jako dziecko cokolwiek czuł i się tym dzielił. Zero. I czasem mam wrażenie że uczę się emocji jak obcego języka w dorosłym życiu. Czy to jest możliwe?
Bronek, to co opisujesz - że zaczyna być sygnał zanim wiesz co to jest - to jest dokładnie ten moment który jest ważny. Większość ludzi z domów bez emocji najpierw odzyskuje właśnie to: coś jest, nie wiem co, ale jest. I to jest wystarczające na ten etap. Ale chcę wrócić do pytania Lunaki bo myślę że zostawiliśmy je trochę w połowie. Lunaki, mówiłaś że nie pamiętasz poczucia bezpieczeństwa w ciele - czy to znaczy że teraz też tego nie czujesz, czy jest jakiś moment albo miejsce gdzie to się pojawia?
Są momenty. Przy naturze. Przy drzewie brzmiałoby głupio ale tak jest. Ale to nie jest poczucie bezpieczeństwa które pochodzi ode mnie, tylko jakby z zewnątrz. I zastanawiam się czy to coś mówi o tej czakrze - że szuka gruntu na zewnątrz bo wewnątrz go nie ma.
To nie brzmi głupio. To jest jeden z klasycznych sposobów w jaki ciało z niezakorzenioną muladarą szuka regulacji - przez kontakt z tym co dosłownie jest korzeniami. Drzewa, ziemia, kamień, woda. Układ nerwowy bierze co może. Ale mam pytanie do tego co powiedziałaś - czy po tym kontakcie z naturą ten efekt zostaje na jakiś czas, czy znika natychmiast jak wychodzisz z lasu?
Przy czakrze podstawy kamienie mogą naprawdę robić różnicę, nie jako magia, tylko jako stały bodziec fizyczny dla ciała. Czarny turmalin, obsydian, hematyt - to są kamienie które mają ciężar, są zimnawodane, ciemne. Ciało je inaczej rejestruje niż np. różowy kwarc. Lunaki, czy miałaś kiedyś kontakt z takimi kamieniami celowo, nie przypadkowo?
Wróćcie na chwilę do tego wycieka. Ja też mam takie poczucie z różnymi rzeczami. Że coś się zdarzy dobrego albo spokojnego i zanim zdążę to 'mieć', już go nie ma. Zastanawiam się czy to jest to samo u mnie co u Lunaki, czy może zupełnie inny mechanizm.
