Nie wiem czy dobrze trafiłam z tym tematem, ale jakoś muszę to gdzieś napisać. Od dłuższego czasu nie mogę się uwolnić od pewnej sytuacji z przeszłości. Chodzi o zazdrość - i to nie taką zwykłą zazdrość o rzeczy, ale o coś głębszego. Zazdrość o to, co ktoś ma, kim jest, jak jest odbierany. I wiem, że to głupie, wiem, że to mnie niszczy, ale jakby coś mnie tam trzyma. Czytałam trochę o czakrach i zastanawiam się, czy jest jakaś konkretna czakra, z którą warto by popracować w takim przypadku? Czy to w ogóle dobry trop?
Zazdrość to emocja, która siedzi na kilku poziomach jednocześnie, więc trudno ją przypisać do jednej czakry. Ale jeśli mam wskazać pierwsze skojarzenie - czakra serca i splotu słonecznego. Splot słoneczny, czyli trzecia czakra, to miejsce ego, poczucia własnej wartości, tego jak się sytuujesz wobec innych. Jak masz tam blokadę, to porównywanie się z innymi może być dosłownie fizycznym odczuciem w brzuchu. Ale to tylko jeden trop - co tak naprawdę czujesz w ciele, kiedy ta zazdrość się pojawia?
To co opisujesz z tym zapętleniem - to brzmi jak coś, co czułam przy zablokowanej czakrze gardła, nie tylko splotu. Bo kiedy nie możemy czegoś wyrazić, przepracować w słowach albo nawet w myślach - to siedzi. Choć przyznam, że nie jestem pewna, czy mam rację, bo dopiero zaczynam się w tym orientować.
A ja bym jednak nie pomijał czakry sacrum, drugiej czakry. Zazdrość często ma w sobie bardzo silny ładunek emocjonalny i relacyjny - a to jest właśnie obszar sacrum. Relacje, emocje, przywiązanie do innych ludzi. Keijla, czy ta zazdrość jest związana z relacją? Nie musi być romantyczna, może być przyjaźń, rodzina.
Medytacja z wizualizacją to dobry start, ale jeśli emocja jest mocno osadzona to samo siedzenie i wyobrażanie sobie koloru nie wystarczy. Trzeba wejść w kontakt z tym, co ta emocja mówi. Keijla, powiedz - kiedy wracasz myślami do tej sytuacji, to co się dzieje w ciele? Gdzie to czujesz?
Słucham tej rozmowy i zastanawiam się - czy to w ogóle ma sens, żeby pracować z czakrami nad czymś tak emocjonalnym? Znaczy, rozumiem że teoria mówi, że tak, ale czy ktoś z was miał konkretne doświadczenie, że praca z konkretną czakrą pomogła mu przepracować taką emocję jak zazdrość? Nie teorię, tylko praktykę.
Wracając do Keijli - jeśli ucisk siedzi w klatce i gardle, to ja bym zaczęła od czakry serca, nie od splotu. Splot jest ważny przy zazdrości, tak, ale to co opisujesz brzmi jak zranione serce, nie zranione ego. I to jest inna praca. Przy sercu chodzi o wybaczenie - sobie przede wszystkim. Czy w ogóle próbowałaś podejść do tego od tej strony?
Dobra, to wróćmy do tego wstydu, bo naprawdę warto to rozwinąć. Wstyd z powodu zazdrości to jedna z bardziej podstępnych rzeczy, bo zamiast pozwolić emocji przepłynąć, zatrzymujesz ją i dokładasz do niej kolejną warstwę oceny. I teraz pytanie do wszystkich, którzy pracowali z czakrami przy takich złożonych stanach - czy zaczynaliście od warstwy wierzchniej, tej "widocznej" emocji, czy próbowaliście od razu dotrzeć do tego, co pod nią?
Ale jak właściwie "dać przestrzeń" zazdrości? To brzmi ładnie w teorii, ale kiedy ta emocja przychodzi, to albo ją odpycham, albo zaczynam analizować. Nie potrafię po prostu... być z nią. Czy to jest coś, czego można się nauczyć, czy to bardziej kwestia predyspozycji?
to można się nauczyć, ale nie przez myślenie o tym. Mnie pomogło coś bardzo prostego - zamiast zastanawiać się "co ta emocja oznacza", zacząłem pytać "gdzie ją czuję i jak wygląda". Czy to jest ostry ból, czy tępy ucisk, czy coś ruchomego. Brzmi dziwnie, ale to przestawia uwagę z głowy na ciało i coś się zaczyna ruszać.
To co Keijla teraz powiedziała o domu - to brzmi jak coś, co mogłoby siedzieć w czakrze korzenia, nie tylko w splocie. Bo wzorce z dzieciństwa, z tego jak byłyśmy uczone reagować na emocje - to jest coś bardzo podstawowego, bardzo osadzonego. Choć przyznam, że nie jestem pewna jak to się rozróżnia w praktyce. Czy ktoś ma na to jakiś sposób?
To jest bardzo uczciwa odpowiedź. I to też zmienia obraz - jeśli główna walka toczy się wewnątrz, między tobą a twoim wyobrażeniem tego, jaką powinnaś być, to splot słoneczny jest tu absolutnie kluczowy. To jest czakra tożsamości, poczucia własnej wartości i akceptacji siebie. Zazdrość może być tylko wejściem do głębszego tematu.
Słucham tej rozmowy od dłuższego czasu i mam jedno pytanie, które mnie nurtuje. Wszyscy skupiają się na tym, od której czakry zacząć, ale nikt jeszcze nie zapytał Keijli - czy ona w ogóle czuje się gotowa wchodzić w tę pracę teraz? Bo czasem samo nazwanie tego, co siedzi w ciele, może otworzyć coś, z czym trudno potem zostać samemu.
Ten lęk jest bardzo normalny i powiedziałabym, że jest nawet dobry - oznacza, że coś w tobie rozumie, że to nie jest błahy temat. Ale jest różnica między pracą, która otwiera i zostawia otwarte, a pracą, która otwiera i prowadzi do domknięcia. Przy emocjach tak złożonych jak to co opisujesz - zazdrość, wstyd, wzorce z domu - dobrze jest nie robić tego wyłącznie solo. Nie mówię, że musisz iść do kogoś, ale warto mieć jakiś kotwica.
A mnie zastanawia, czy nie można by zacząć od tarocie zanim w ogóle wejdzie się w pracę z czakrami? Znaczy, rozkład kart mógłby pokazać, gdzie napięcie jest najsilniejsze i który obszar domaga się uwagi w pierwszej kolejności. Nie wiem tylko, jakie karty byłyby tu szczególnie znaczące - czy to bardziej Wielkie Arkana, czy małe?
to jest bardzo ważne pytanie i powiem ci, jak ja to rozumiem. Oswajanie zaczyna się nie od emocji, ale od miejsca w sobie, które patrzy na emocję. Jeśli masz jakiś punkt obserwacyjny, choćby mały - to już masz bufor. Bez niego praca może być za intensywna.
To co Paradoxa mówi o buforze ma sens, ale zastanawiam się, czy nie jest to trochę zbyt ostrożne podejście dla kogoś, kto już jest w środku tematu. Keijla nie pyta z ciekawości - ona już to czuje. Czy w takim razie budowanie buforu nie jest omijaniem czegoś, co i tak domaga się uwagi?
To jest dokładnie to, o czym mówiłam z tą kotwicą. Kiedy otwierasz coś bez zaplanowanego zamknięcia, ciało i psychika nie wiedzą, że sesja się skończyła. I to się przelewa. Zorka, to co opisujesz - to klasyczny objaw pracy bez kontenerowania.
To co Keijla teraz opisuje to jest dla mnie wyraźnie sacrum - nie splot, nie korzeń. Sacrum to jest właśnie ten ból w bliskiej relacji, to napięcie między miłością do kogoś a bólem, który ta osoba nieświadomie wywołuje. Te dwie rzeczy naraz - to jest klasyczny temat drugiej czakry.
To się nie wyklucza. Sacrum trzyma relację i ból w niej, splot trzyma przekonanie o sobie, które z tej relacji wynika. W takiej pracy często trzeba pracować z obiema warstwami, tylko pytanie w jakiej kolejności. Zwykle bezpieczniej od głębszej, czyli od splotu.
Chyba w klatce piersiowej. Albo żołądku. Trudno powiedzieć, bo jak to czuję, to raczej chcę od tego uciec niż się przyglądać.
Herbata chyba. I spacery. To brzmi głupio przy tym, o czym rozmawiamy, ale naprawdę przy herbacie mam chwilę ciszy.
Ten moment poranny, który opisujesz, to jest naprawdę dobre miejsce do pracy. Ale chcę wrócić do czegoś, co Hellan powiedział wcześniej o splocie i sacrum. Jeśli zazdrość siedzi u ciebie w klatce i żołądku jednocześnie - to jest ważna informacja, bo te obszary to dwie różne warstwy. Klatka piersiowa to serce, relacja. Żołądek to poczucie własnej wartości.
A czy to nie jest za skomplikowane dla kogoś, kto dopiero zaczyna się temu przyglądać? Sama miałam z tym problem - kiedy zaczynałam, wszystko mi się zlewało. Jak mam wiedzieć, czy to serce reaguje czy splot, jeśli nie znam jeszcze swojego ciała w ten sposób?
To co mówi Zorka o tych nagłych przełomach to mnie uspokaja trochę, bo sama czasem mam wrażenie, że nie robię postępów, a potem coś nagle staje się jasne. Ale mam pytanie do Keijli - czy ta osoba, o której mówisz, wie, że jej sukcesy sprawiają ci ból?
To zdanie jest bardzo ważne. "Ona nie jest winna." Słyszysz, jak to brzmi? To jest już dużo świadomości. Ale chcę zapytać - czy kiedy ona osiąga coś, to pierwsze co czujesz to zazdrość, czy jest tam najpierw coś innego? Coś przed zazdrością?
Ten moment między podziwem a bólem - to jest właśnie to miejsce. Tam jest klucz. Bo zazdrość to nie jest pierwsza emocja, ona jest reakcją na coś wcześniejszego. I to wcześniejsze - ten ból - to jest to, z czym warto siedzieć. To może być poczucie, że coś, co ona ma, jest dla ciebie niedostępne. I to jest już całkowicie temat splotu słonecznego.
