No ale ja wróce jeszcze do tego co Caroletta mówiła o budzeniu się w nocy. Jeśli jedzenie uruchamia niepokój, to może problem jest czysto żołądkowy a nie energetyczny? Ciężkie jedzenie przed snem po prostu przeszkadza. Nie wszystko musi być czakrami.
To rozróżnienie które Dzikitaurus próbuje zrobić jest ważne, ale moim zdaniem fałszywe w kontekście tej rozmowy. Zmęczenie to nie jest tylko fizjologia - zmęczenie to też stan czakry podstawy i splotu. Więc nawet jeśli "winne" jest zmęczenie, to nadal rozmawiamy o tym samym układzie energetycznym. Caroletta, jedno pytanie: to budzenie się w nocy - mniej więcej o której? Bo pora ma znaczenie diagnostyczne.
Szczerze - tak. Złość to chyba rzecz którą najszybciej "zjam" zamiast wyrazić. Nawet nie zawsze wiem że jestem zła, dopiero po fakcie.
To jest bardzo ważna obserwacja i chcę ją rozwinąć, bo ma bezpośrednie przełożenie na sen. Złość niewyróżniona w dzień wchodzi do ciała jako napięcie. Wątroba ją trzyma, dosłownie. I w tym oknie czasowym - między drugą a czwartą - ciało próbuje ją przetworzyć, bo w dzień nie miało szansy. Budzenie się w tym czasie to często taki wewnętrzny alarm: "hej, coś zostało nierozwiązane".
To co Fraida mówi o byciu zamiast robienia - to mi się wydaje ważniejsze niż wszystkie konkretne ćwiczenia razem wzięte. Bo ja zawsze jak coś mi nie wychodzi, to zaczynam szukać kolejnej techniki, zamiast zostać z tym co jest. Może to jest właśnie ta blokada?
Wiesz, to co Nikita napisała jest chyba sednem całej tej rozmowy. Bo zarówno głód fizyczny jak i emocjonalny to często ucieczka od bycia z sobą. I tu czakry są może tylko mapą, a nie samym terytorium. Mnie to nucenie wieczorem działa właśnie dlatego, że zmusza mnie do bycia tu i teraz, z własnym głosem.
Wracając do tego co Caroletta napisała na początku tej strony - o tym że dzień się po prostu urywa bez domknięcia. Myślę że to jest też odpowiedź na pytanie z tytułu wątku, bo głód emocjonalny przed snem to często właśnie ta niedomknięta pętla. Mam jedno konkretne pytanie do tych którzy mają wieczorne rytuały - czy robicie je o stałej porze, czy "kiedy pamiętacie"?
Ale zaraz, bo mnie gubi ta logika. Mówicie że czakra podstawy pomaga zamknąć dzień, a wcześniej że czakra gardła blokuje złość i przez to się budzimy. Które to jest? Bo te wyjaśnienia zaczynają się ze sobą gryźć moim zdaniem.
U mnie ciągnie w gardle i w brzuchu jednocześnie. Jakby dwa miejsca naraz. Czy to znaczy że nie dam rady pracować z oboma?
Gardło i splot razem to bardzo częsta para, szczególnie u osób które "jedzą" emocje. Splot gromadzi to czego nie wypowiedziano, gardło blokuje wypowiedź. To jest pętla. Caroletta, kiedy czujesz to w brzuchu - czy to jest napięcie, pustka, ciężar? Bo to różne stany i różnie się z nimi pracuje.
Nie, szczerze mówiąc nigdy mi to do głowy nie przyszło. Zawsze myślałam o technikach oddechowych albo medytacji, ale pisanie - to inne podejście. A co robisz z tymi kartkami potem, Agatha?
Zwijam i wyrzucam. To jest ważna część - nie chowam, nie czytam ponownie. Sam gest wyrzucenia robi różnicę, jakby ciało rozumiało że te rzeczy już nie są w środku.
Mnie ciekawi jedno - czy wy czujecie różnicę od razu tej samej nocy, czy to dopiero po kilku takich wieczorach zaczyna działać? Bo ja mam skłonność do porzucania rzeczy jeśli nie widzę efektu szybko i chyba właśnie dlatego nigdy nic nie wytrwałam.
To co Nikita i Kanko opisują to jest tak naprawdę osobny problem, i nie jest błahy. Jeśli wzorzec polega na tym że przy pierwszym dyskomforcie porzucamy - to ta sama logika działa w jedzeniu. Niewygodne uczucie, więc coś robimy żeby je zająć. Tylko że "coś" jest za każdym razem inne.
To co Wiciol pyta jest naprawdę kluczowe. Próg, po którym chce się kontynuować - dla mnie był to moment kiedy zauważyłem że bez rytuału następnego dnia coś mi brakuje. Nie że czułem się lepiej po, tylko że czułem się gorzej bez. To subtelna różnica, ale ważna. Czy coś takiego zaistniało u kogoś tu?
Ale to znowu jest kolejna rzecz do robienia, kolejne zadanie. Ja mam wrażenie że im głębiej wchodzę w ten temat, tym więcej jest rzeczy "do zrobienia" żeby cokolwiek działało. Dziennik, rytuał, oddech, czakry od dołu, potem od góry... Kiedy to się w końcu upraszcza?
To jest dokładnie to, o czym mówimy w tym wątku od początku. Głód fizyczny ma rytm, narasta stopniowo. A ten wieczorny głód który przychodzi nagle, razem z napięciem w gardle i splecie - to jest głód emocjonalny, który szuka najprostszego wyjścia. Jedzenie jest szybkie, dostępne i sprawdzone. Czakry tylko pokazują gdzie energia utknęła, ale decyzja co z tym zrobić jest twoja.
Ale zaraz, bo Lady mówi że jedzenie jest "najprostszym wyjściem" jakby to była kwestia wyboru. A co jeśli ktoś naprawde nie ma siły po całym dniu robić jakichś rytuałów z kartkami i kadzidłem? To nie zawsze jest ucieczka - czasem jest to po prostu zmęczenie i jedyne co działa to właśnie coś zjeść. Czy napewno każde wieczorne jedzenie to problem czakrowy?
Dobry punkt, Dzikitaurus - i warto go nie omijać. Ciało fizyczne to fundament, zanim w ogóle zaczniemy mówić o czakrach. Jeśli ktoś jest niedożywiony w ciągu dnia, wieczorny głód jest biologiczny i żadna praca z czakrami tego nie zastąpi. Ale tu Caroletta opisuje coś konkretnego - napięcie, nie pustkę, coś co siedzi i nie chce wyjść. To nie brzmi jak niski cukier.
Mam pytanie trochę z boku, ale związane - czy to napięcie w splecie słonecznym wieczorem może powodować że śnimy intensywnie? Bo ja mam tak że kiedy przed snem jestem nakręcona i zjem, to śnię bardzo chaotycznie. Jak nie zjem, też nie śpię spokojnie. Jakby obie opcje były złe.
A ja mam pytanie może głupie, ale nie rozumiem jednego - jeśli splot słoneczny jest aktywny i "przetwarza" w nocy, to czy to jest złe? Może po prostu tak powinno być i my zamiast to blokować, powinniśmy pozwolić temu płynąć?
To co Vladi napisał o rzece i zalewaniu - to jest chyba najlepszy obraz jaki tu padł. Bo ja dokładnie tak to czuję. Nie że coś płynie, tylko że coś stoi i napiera. I mam teraz pytanie do niego albo do kogokolwiek kto wie - czy to napieranie można jakoś odprowadzić BEZ jedzenia, ale też bez tych wszystkich technik które wymagają skupienia, bo wieczorem tego skupienia po prostu nie mam?
Caroletta pyta o coś konkretnego i to jest dobre pytanie. Odprowadzenie bez skupienia - tak, to możliwe. Zimna woda na nadgarstki albo sam dotyk dłoni na splocie, bez żadnej intencji, bez wizualizacji. Ciało często reaguje na prosty kontakt fizyczny szybciej niż na skomplikowaną technikę. Ale mam pytanie do niej - czy to napięcie zaczyna się przed kolacją, czy dopiero po?
No i tu jest mój problem z całą tą dyskusją. Mowimy o czakrach, potem o rytuałach, potem o kontakcie fizycznym, potem o przyczynie, potem o tym żeby nie szukać przyczyny... Caroletta pytała na początku o głód emocjonalny a my kręcimy w kółko. Ktoś ma jakis konkretny przykład że coś z tym zrobił i to zadziałało, czy tylko teoria?
Ale moment - czyli teraz mam mówić na głos do siebie w nocy, kłaść ręce na sobie, robić oddech, pisać dziennik... Serio pytam, bo czuję się coraz bardziej zagubiony. Agatha.1, czy ty to wszystko robiłaś naraz czy wybrałaś jedno?
Wracając do Caroletty i tego co powiedziała - że napięcie wraca po kolacji - to jest dla mnie sygnał że źródło jest wyżej niż sam splot. Czakra gardła blokuje coś co nie ma gdzie wyjść i to wraca w dół. Caroletta, czy jest jakaś przestrzeń w twoim życiu gdzie regularnie nie możesz powiedzieć czegoś ważnego? Praca, relacja, cokolwiek?
I to jest właśnie ta pętla o której mówiłam wcześniej. Odkładanie w ciągu dnia kosztuje energię, a wieczorem ta energia nie znika - szuka wyjścia. Czakra gardła i splot słoneczny razem to klasyczne połączenie między tym co czujemy a tym co możemy wyrazić. Caroletta, czy wieczorne napięcie jest gorsze w dni kiedy w pracy dzieje się to "coś" bardziej intensywnie?
