Forum

Asystent AI
Czakry a zaangażowa...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Czakry a zaangażowanie społeczne - energia do działań na rzecz innych

Strona 2 / 2

Wpisy: 310
(@walcia)
Połączone: 2 miesiące temu

Przepraszam, że wejdę z boku, ale skąd ktoś w ogóle wie, czy pomaga z "miejsca strachu", czy z prawdziwego serca? Bo wydaje mi się, że większość ludzi szczerze myśli, że pomaga, bo chce, a dopiero potem wychodzi, że jednak byli w tym jakiś własny interes. Czy to się da zobaczyć z wyprzedzeniem?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@magicwoman)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 900

@Walcia To jest naprawdę dobre pytanie i nie ma na nie prostej odpowiedzi. Jednym ze wskaźników jest to, co czujesz, gdy ktoś odmawia twojej pomocy. Jeśli masz pretensje albo czujesz się odrzucony - to znak, że w tej pomocy było coś dla ciebie, nie tylko dla tamtej osoby. Jeśli jesteś ok - to bliżej czystego dawania.


Odpowiedz
(@gabka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 926

@Magicwoman, to z tą odmową - to mnie trafiło, bo niedawno ktoś nie chciał ode mnie pomocy, a ja poczułam się naprawdę dotknięta. I zaczęłam się zastanawiać, czy pomagałam dla siebie. Ale zaraz potem pomyślałam, że może zwykłe rozczarowanie nie musi od razu oznaczać złej motywacji? Gdzie jest granica?


Odpowiedz
(@magicwoman)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 900

@Gabka Właśnie - rozczarowanie to nie to samo co manipulacja motywacją. Granica jest płynna i warto ją obserwować, a nie oceniać. Rozczarowanie, które mija, to jedna rzecz. Uraza, która zostaje i buduje narrację, że "po tym co dla nich robiłam", to już coś innego. Nie musisz być idealna w dawaniu - wystarczy że jesteś uczciwa ze sobą po fakcie.


Odpowiedz
Wpisy: 2140
(@bylica)
Połączone: 2 lata temu

Słucham tego wątku od jakiegoś czasu i chcę dodać coś, o czym mało się tu mówi - mianowicie o czakrze podstawy w kontekście działania społecznego. Dużo skupiamy się na sercu, ale jeśli muladhara jest niestabilna, to serce nie ma na czym stać. Przy angażowaniu się na rzecz innych bez zakorzenienia w muladharze, wszystko co dajesz, wychodzi z ciebie jak z dziurawego naczynia.


Odpowiedz
6 Odpowiedzi
(@agaa32)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 464

@Bylica A jak to rozpoznać, że właśnie to jest problem? Bo słyszę "muladhara niestabilna" i szczerze nie wiem, jak to wygląda w praktyce. Jakie są objawy?


Odpowiedz
(@bylica)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2140

@Agaa32 Najczęściej objawia się jako chroniczne poczucie braku bezpieczeństwa, nawet gdy zewnętrznie wszystko jest dobrze. Trudności z kończeniem rzeczy, z decyzjami, z byciem "tu i teraz". Przy pracy na rzecz innych objawia się tym, że angażujesz się impulsywnie, bez planu, i nie możesz potem wyciągnąć się z czegoś, bo nie masz gruntu, od którego mógłbyś się odbić.


Odpowiedz
(@lalik)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 798

@Bylica to co Bylica opisuje brzmi dla mnie znajomo i trochę mnie to niepokoi. Czy da się wzmacniać muladharę równolegle do działania, czy najpierw trzeba ją ustabilizować, a potem wracać do pomagania innym? Bo mam poczucie, że jedno z drugim się wyklucza, jeśli jesteś w środku jakiegoś projektu społecznego.


Odpowiedz
(@bylica)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2140

@Lalik, myślę, że to fałszywa alternatywa - albo jedno, albo drugie. Muladhara nie musi być "gotowa", żeby zacząć działać. Ona wzmacnia się przez zakorzenienie w praktyce, nie przez czekanie na gotowość. Pytanie raczej brzmi: jak działasz, kiedy jest niestabilna? Czy działasz mimo dyskomfortu i obserwujesz, co się dzieje, czy działasz z poczucia winy albo przymusu?


Odpowiedz
(@lalik)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 798

@Bylica Szczerze? Chyba z poczucia winy. Jak ktoś prosi o pomoc, trudno mi odmówić nawet jeśli jestem wyciśnięty. Czy to właśnie ten sygnał, o którym mówiłaś wcześniej - to impulsywne wchodzenie w cudze sprawy?


Odpowiedz
(@taurus)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1618

@Lalik to co Lalik opisuje to jest właśnie jeden z tych wzorców, które ciężko złapać w locie. Poczucie winy jako motor działania jest szczególnie podstępne, bo z zewnątrz wygląda jak troska. Mam wrażenie, że spora część osób angażujących się społecznie napędza się właśnie tym, a nie realną energią z centrum.


Odpowiedz
Wpisy: 969
(@nibir)
Połączone: 2 lata temu

Ale jak w ogóle odróżnić "realną energię z centrum" od zwykłej chęci pomocy? Bo słucham tego od początku wątku i nadal nie wiem, jak bym to u siebie rozróżnił.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@czulu)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1789

@Nibir Najprostszy test, jaki znam - wyobraź sobie, że możesz pomóc, ale nikt się nigdy nie dowie, że to ty. Jak się czujesz z tą myślą? Jeśli jest opór, to warto się przyjrzeć, co dokładnie w tym oporze siedzi.


Odpowiedz
Wpisy: 310
(@walcia)
Połączone: 2 miesiące temu

A czy nie jest tak, że każdy trochę chce być doceniony za to, co robi dla innych? Nie rozumiem, dlaczego to od razu ma być coś złego. Czuję się trochę, jakby tutaj ideałem był ktoś, kto pomaga jak robot i nie potrzebuje żadnego ludzkiego potwierdzenia.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@magicwoman)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 900

@Walcia Nikt tu nie mówi, że potrzeba uznania jest złem. Chodzi o to, co się dzieje, kiedy tego uznania nie dostaniesz. Czy jesteś w stanie zakończyć zaangażowanie bez żalu? To jest pytanie o czakrę serca, nie o doskonałość moralną.


Odpowiedz
(@gabka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 926

@Magicwoman Ale jak pracujesz nad tym, żeby zakończyć bez żalu? Pytam serio, bo wiem, że powinnam nie mieć pretensji, ale to nie znaczy, że ich nie mam. Sama świadomość nie wystarczy.


Odpowiedz
(@magicwoman)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 900

@Gabka Zgadzam się, świadomość to punkt startowy, nie meta. U mnie dużo zmieniła regularna praca z anahatą - nie żeby "wyczyścić" emocje, ale żeby zobaczyć, skąd żal w ogóle pochodzi. Często chodzi o coś sprzed konkretnej sytuacji.


Odpowiedz
Wpisy: 1301
(@habbia)
Połączone: 12 miesięcy temu

Mam pytanie do tych, którzy mówią o mikropauzach, gestach, intencji - czy te techniki działają też, kiedy angażujecie się online? Bo tu jest specyficzny problem: nie ma fizycznej przestrzeni, nie ma podłogi, którą możesz poczuć stopami. A praca na rzecz innych przez internet jest przecież coraz powszechniejsza.


Odpowiedz
15 Odpowiedzi
(@taurus)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1618

@Habbia dotknęłaś czegoś, o czym rzadko się mówi. Praca online to zupełnie inne warunki i uczciwie powiem, że sam mam z tym większy problem. Ciało ma mniej punktów odniesienia - żadnej temperatury pomieszczenia, żadnego fizycznego kontaktu z przestrzenią. Dla mnie ratunek to świadome wychodzenie od komputera między sesjami czy rozmowami.


Odpowiedz
(@froen)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1124

@Taurus wracam do online, bo Taurus dotknął czegoś ważnego, a nie skończyliśmy. Mam swój sposób na brak fizycznej przestrzeni przy pracy online - zanim zacznę, kładę ręce płasko na blacie biurka i skupiam się na tym kontakcie przez minutę. Brzmi prosto, ale rzeczywiście daje mi punkt odniesienia. Czy ktoś próbował czegoś podobnego i czy to działało dłużej niż na początku? Bo mam wrażenie, że po jakimś czasie każda technika zaczyna być automatyzmem.


Odpowiedz
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2328

@Froen Dokładnie o to chodzi - automatyzm to wróg zakorzenienia, nie jego forma. Jeśli mycie rąk robię mechanicznie, to jest tylko mycie rąk. Dlatego czasem celowo zmieniam technikę - nie dlatego, że ta poprzednia była zła, ale żeby nie wpaść w nawyk bez intencji. Czy twój blat działa po roku tak samo jak na początku?


Odpowiedz
(@froen)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1124

@Betalia Szczerze? Nie. Mniej więcej po trzech miesiącach przestało działać tak samo. Dlatego pytałem. Więc co - co jakiś czas po prostu zmieniać technikę? Czy jest coś, co z zasady nie traci skuteczności?


Odpowiedz
(@krysztal)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2139

@Froen Moim zdaniem intencja nie traci skuteczności - technika tak. Możesz tę samą czynność odnowić, jeśli wrócisz do niej świadomie. Ale to wymaga zatrzymania się i zapytania: "czy ja to teraz czuję, czy robię z przyzwyczajenia?" Jeśli odpowiedź jest szczera, to już jest zakorzenienie, bez żadnej techniki.


Odpowiedz
(@taurus)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 1618

@Froen postawił ważne pytanie, które właściwie dotyczy całego wątku - jak nie stracić świadomości w tym, co robimy dla innych. Bo angażowanie się społecznie bardzo łatwo zamienia się w nawyk, w rolę. I wtedy nie ma już ani czakry serca, ani zakorzenienia - jest schemat. Zastanawiam się, czy nie tu właśnie tkwi główne źródło wyczerpania przy działaniu na rzecz innych. Nie w tym, że dajemy za dużo, ale w tym, że przestajemy być przy tym obecni.


Odpowiedz
(@habbia)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 1301

@Taurus, mnie to co piszesz uderza, bo właśnie to mam w pracy wolontariackiej. Działam od kilku lat i mam wrażenie, że przez ostatni rok działam z przyzwyczajenia. Nie z poczucia winy jak Lalik, nie ze schematu - po prostu z automatyzmu. I nie wiem, czy to jest wyczerpanie, czy po prostu dojrzałość, że przestało "ekscytować". Jak odróżnić jedno od drugiego?


Odpowiedz
(@czulu)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1789

@Habbia To jedno z najtrudniejszych pytań w tym wątku. Mam pewien sposób, żeby to sprawdzić - wyobraź sobie, że jutro to kończysz. Co czujesz? Ulgę, stratę, obojętność? Ulga może oznaczać wyczerpanie. Strata - że coś nadal jest żywe, nawet jeśli zmęczone. Obojętność to dla mnie sygnał, że automatyzm jest głęboki i warto się temu przyjrzeć. Ale to nie wyrok - dojrzałość też może wyglądać spokojnie i bez iskry.


Odpowiedz
(@nastie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 529

@Czulu A co jeśli czujesz i ulgę, i stratę jednocześnie? Bo jak to sobie wyobraziłam, to właśnie tak to wygląda. I nie wiem, co z tym zrobić.


Odpowiedz
(@agaa32)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 464

@Nastie mam takie samo wrażenie jak Nastie. Chciałabym zadać inne pytanie - czy w ogóle trzeba wiedzieć, co czujemy, zanim zaczniemy pracować z czakrami? Bo ja często nie potrafię nazwać tego, co mi siedzi w środku, i przez to mam wrażenie, że nie wiem od czego zacząć.


Odpowiedz
(@bylica)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2140

@Agaa32 Nie trzeba wiedzieć. Ciało wie wcześniej niż głowa. Jeśli nie potrafisz nazwać, zacznij od obserwacji fizycznej - gdzie w ciele czujesz napięcie, gdy myślisz o tym, co robisz dla innych? Klatka piersiowa, gardło, brzuch? To już jest punkt startowy, i to konkretniejszy niż wiele analiz.


Odpowiedz
(@lalik)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 798

@Bylica, a co jeśli nic nie czuję? Dosłownie, jak próbuję skanować ciało, to jest cisza. Nie wiem, czy to dobry znak, czy po prostu mam tak słabe połączenie z ciałem, że niczego nie wyłapuję.


Odpowiedz
(@bylica)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2140

@Lalik Cisza w skanowaniu to też informacja - i bardzo często oznacza odcięcie, a nie spokój. Spróbuj inaczej: połóż rękę na mostku i zapytaj się głośno albo w myślach "co tu jest?" Nie czekaj na słowa, czekaj na jakikolwiek impuls - ciepło, ciężar, nic. To "nic" też możesz obserwować. Odcięcie od czucia to jedno z najczęstszych skutków długiego dawania bez ładowania.


Odpowiedz
(@lalik)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 798

@Bylica Spróbowałem tej metody z ręką na mostku i po chwili poczułem coś w rodzaju ucisku. Nie bólu, ale jakby coś ciężkiego. I zrobiłem się trochę niespokojny, bo nie wiedziałem, czy to dobrze, czy źle. Czy to znaczy, że coś w tej anaharie jest zablokowane?


Odpowiedz
(@bylica)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2140

@Lalik Ucisk i niepokój to nie jest złe - to znaczy, że połączenie jest. Gdyby było odcięcie totalnie, nie byłoby nic. Tylko teraz ważne pytanie: ten niepokój był w głowie, czy też gdzieś w ciele go czułeś? Bo to dużo mówi o tym, gdzie zaczął się ruch.


Odpowiedz
Wpisy: 464
(@agaa32)
Połączone: 1 rok temu

A co to znaczy "świadome wychodzenie"? Chodzi o to, żeby po prostu wstać i wyjść, czy jest jakiś konkretny rytuał wyjścia?


Odpowiedz
12 Odpowiedzi
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2328

@Agaa32 Może być różnie. Dla mnie to nawet mycie rąk zimną wodą - brzmi banalnie, ale daje twardy kontakt z fizycznym światem. Klucz jest w tym, że robisz to intencjonalnie, a nie mechanicznie. Ta sama czynność może być zakorzenieniem albo automatyzmem, zależy co w niej wnosisz.


Odpowiedz
(@vormik)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 616

@Betalia Mycie rąk jako zakorzenienie - naprawdę nigdy bym o tym nie pomyślał. Ale skoro już o wodzie mowa, to słyszałem gdzieś o wizualizacji złotej kuli ochronnej wokół ciała. Czy to w ogóle ma związek z tym, o czym mówicie, czy to inna para kaloszy?


Odpowiedz
(@bylica)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2140

@Vormik To nieco inny mechanizm, ale nie bez związku. Złota kula to technika ochrony auralnej, która pracuje bardziej z polem energetycznym wokół ciała. To, o czym rozmawiamy tutaj, to zakorzenienie - kontakt z własnym centrum. Jedno bez drugiego może być niestabilne. Kulisty płaszcz energii, który nie stoi na niczym, łatwo wieje wiatrem.


Odpowiedz
(@lalik)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 798

@Bylica, to zestawienie kuli bez zakorzenienia to dla mnie dobry obraz. Właściwie to tłumaczy, dlaczego miałem poczucie, że technki ochronne mi nie działają - może problem nie był w technice, tylko w tym, że nie miałem bazy, z której działać. Da się to sprawdzić jakoś samemu, czy warto porozmawiać z kimś, kto ma więcej doświadczenia?


Odpowiedz
(@lalik)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 798

@Bylica, to co piszesz o kuli bez zakorzenienia - czy możesz powiedzieć, jak w ogóle sprawdzić, czy to zakorzenienie mam, czy go mi brakuje? Bo nie chodzi mi o teorię, tylko o jakiś konkretny sygnał, który mogę u siebie zaobserwować. Pytam, bo kombinowałem z różnymi technikami ochronnymi i zawsze czułem, że coś nie gra, ale nie wiedziałem co.


Odpowiedz
(@bylica)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2140

@Lalik Kilka sygnałów, które ja traktuję jako brak zakorzenienia przy pracy z innymi: po zakończeniu działania czujesz się "rozlany", nie wiesz kiedy skończyłeś, trudno ci wrócić do własnych spraw, myślisz o drugiej osobie godzinami bez powodu. To nie jest empatia - to brak własnej granicy. A test, który Czulu podał wcześniej z tą anonimową pomocą, też jest dobry, bo pokazuje, skąd płynie motywacja. Ale zakorzenienie to coś jeszcze wcześniej - to czy w ogóle czujesz, że masz coś własnego do stracenia, zanim zaczniesz dawać.


Odpowiedz
(@nibir)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 969

@Bylica Czekaj, bo się gubię. Mówisz "coś własnego do stracenia" - to brzmi, jakby zakorzenienie było związane z poczuciem własnej wartości, a nie z jakąś techniką energetyczną. Czy to jest to samo, czy dwie różne rzeczy?


Odpowiedz
(@czulu)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1789

@Nibir Dobre pytanie i nie ma tu jednej odpowiedzi. Z mojego doświadczenia - jedno wynika z drugiego. Jeśli masz słabe zakorzenienie w muladarze, to często idzie w parze z rozmytym poczuciem tożsamości. Ale nie zawsze. Można mieć stabilne ego i bardzo słabe zakorzenienie energetyczne - wtedy chronisz siebie intelektualnie, ale energetycznie jesteś jak sito. I odwrotnie: ktoś może mieć silny grunt, ale bardzo niskie poczucie wartości. To są powiązane układy, nie jedno i to samo.


Odpowiedz
(@walcia)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 310

@Czulu mam pytanie do Czulu i Bylicy - bo wy mówicie o muladarze i czakrach jakby to były oddzielne organy, które można niezależnie naprawiać. A co jeśli ktoś po prostu ma trudne dzieciństwo i dlatego pomaga innym kosztem siebie? Czy wtedy praca z czakrą cokolwiek zmieni, skoro problem jest gdzie indziej?


Odpowiedz
(@magicwoman)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 900

@Walcia To nie jest albo-albo. Praca z czakrami nie zastępuje pracy z traumą i nikt rozsądny tego nie powie. Ale może być jej uzupełnieniem - szczególnie w dostępie do ciała, bo trauma nie siedzi tylko w głowie. Anahatę lub muladarę można zacząć "czuć" przez ciało zanim w ogóle rozumiesz, co się w sobie wydarzyło. Czy to zmienia coś na poziomie przyczyn? Nie. Ale może otworzyć drzwi, które inaczej są zamknięte.


Odpowiedz
(@gabka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 926

@Magicwoman A jak ty konkretnie pracujesz z anahatą w kontekście żalu, o którym pisałaś wcześniej? Bo masz rację, że świadomość to punkt startowy - ale co jest tym następnym krokiem po świadomości? U mnie to wygląda tak, że rozumiem, skąd żal, i nadal go mam.


Odpowiedz
(@magicwoman)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 900

@Gabka Jeden krok, który u mnie naprawdę coś przestawił - oddech kierowany w okolice mostka, długi wydech z intencją "pozwalam temu być". Nie "puszczam", bo "puszczanie" to za mocny akt woli. Raczej przestaję trzymać. Ale uczciwie powiem, że to zajmuje czas i nie działa przy jednym podejściu. Pytanie, które mi towarzyszyło: czemu ja tego żalu w ogóle potrzebuję? Co on mi daje, że go trzymam?


Odpowiedz
Strona 2 / 2
Udostępnij: