Przepraszam, że wejdę z boku, ale skąd ktoś w ogóle wie, czy pomaga z "miejsca strachu", czy z prawdziwego serca? Bo wydaje mi się, że większość ludzi szczerze myśli, że pomaga, bo chce, a dopiero potem wychodzi, że jednak byli w tym jakiś własny interes. Czy to się da zobaczyć z wyprzedzeniem?
Słucham tego wątku od jakiegoś czasu i chcę dodać coś, o czym mało się tu mówi - mianowicie o czakrze podstawy w kontekście działania społecznego. Dużo skupiamy się na sercu, ale jeśli muladhara jest niestabilna, to serce nie ma na czym stać. Przy angażowaniu się na rzecz innych bez zakorzenienia w muladharze, wszystko co dajesz, wychodzi z ciebie jak z dziurawego naczynia.
Ale jak w ogóle odróżnić "realną energię z centrum" od zwykłej chęci pomocy? Bo słucham tego od początku wątku i nadal nie wiem, jak bym to u siebie rozróżnił.
A czy nie jest tak, że każdy trochę chce być doceniony za to, co robi dla innych? Nie rozumiem, dlaczego to od razu ma być coś złego. Czuję się trochę, jakby tutaj ideałem był ktoś, kto pomaga jak robot i nie potrzebuje żadnego ludzkiego potwierdzenia.
Mam pytanie do tych, którzy mówią o mikropauzach, gestach, intencji - czy te techniki działają też, kiedy angażujecie się online? Bo tu jest specyficzny problem: nie ma fizycznej przestrzeni, nie ma podłogi, którą możesz poczuć stopami. A praca na rzecz innych przez internet jest przecież coraz powszechniejsza.
A co to znaczy "świadome wychodzenie"? Chodzi o to, żeby po prostu wstać i wyjść, czy jest jakiś konkretny rytuał wyjścia?
