O poczuciu prawa do bycia nigdy tak nie myślałam. Ale jak to teraz czytam, to coś mi uderza. Bo wstyd który znam z domu, to nie był wstyd za coś co zrobiłam, ale wstyd za to jaką jestem. I to chyba jest właśnie ta różnica o której mówisz.
To co opisuje Habba, to w pracy z ciałem nazywamy wzorcem przedwerbalnym. Coś co zostało wchłonięte zanim pojawił się język, zanim można było cokolwiek rozumieć i się bronić. I właśnie dlatego muladhara jest tak trudna w pracy, bo nie ma obrazu, nie ma historii, jest tylko uczucie, które po prostu istnieje. Nie ma czego przepracowywać narracyjnie, bo nie ma narracji.
To jest coś, przez co właśnie przeszłam podczas ostatniej wizyty u rodziny. Dosłownie miałam wrażenie że odpływam, że moje nogi przestają istnieć. Nie rozumiałam tego wtedy, ale teraz jak czytam, to chyba właśnie o to chodziło?
To co opisuje Sura brzmi jak reakcja warunkowa. Ciało nauczyło się, że obecność pewnego typu bodźca, krytyki, oceny, spojrzenia, oznacza zagrożenie. I odpala ten sam protokół niezależnie od kontekstu. Pytanie jest takie, czy praca z muladharą jest wtedy wystarczająca, czy też trzeba jednocześnie pracować z układem nerwowym? Bo to nie są rozdzielne rzeczy.
Dobra, ale wróćmy do sedna, bo mam wrażenie że odpłynęliśmy. Tytuł wątku jest o wstydzie i czakrach. I rozumiem że muladhara, że sakralna, ale które to jest konkretnie? Bo mam wrażenie że powiedzieliście że obie i to nie jest odpowiedź.
To rozróżnienie bardzo mi pomaga. Bo kiedy myślę o wstydzie jaki znałam w domu, to czuję jakby dwie warstwy. Jedna taka głęboka, lodowata, dotycząca tego kim jestem. I druga bardziej ruchliwa, gorąca, za to że chciałam czegoś co było nieakceptowane. To chyba właśnie to?
Mam pytanie do Kasieczki i do wszystkich w zasadzie. Czy ta gorąca warstwa, ta z pragnieniami, czy ją łatwiej przepracować niż tę zimną? Bo mam wrażenie że emocje ruchliwe są jakoś bardziej dostępne niż te zamrożone.
A czy w tarot istnieje karta, która wprost opisuje ten pierwotny wstyd, o którym mówicie? Zastanawiam się czy Księżyc albo coś z mieczyków mógłby na to wskazać.
Słucham tego wszystkiego i coraz bardziej rozumiem, ale też coraz bardziej czuję, że to co noszę, to nie jest tylko moje. To znaczy, jakby to był wstyd przekazany, nie tylko przeżyty. Moja mama miała dokładnie to samo wobec swojej mamy. Czy to w ogóle ma sens w kontekście czakr?
Ma sens i to bardzo duży. W pracy z czakrami mówimy czasem o wzorcach transgeneracyjnych, czyli energii która przechodzi przez linie rodzinne. Muladhara jest do tego szczególnie podatna, bo to jest właśnie centrum przynależności i korzeni. Jeśli babcia miała wstyd za bycie sobą, a mama go przejęła i wzmocniła, to ty wchodzisz w ten wzorzec jako gotową strukturę. Czy wiesz coś o tym, jak twoja mama przeżywała relację z jej mamą?
To co napisała Zorka o wzorcach transgeneracyjnych... to mnie zatrzymało. Bo ja dosłownie pamiętam jak moja mama mówiła te same zdania, którymi mówiła do niej jej mama. Słowo w słowo. Jakby wstyd był jakimś tekstem, który się odczytuje z pokolenia na pokolenie. Czy to znaczy że moja muladhara nosi też ich ciężar, nie tylko mój?
to jest bardzo ważne pytanie i chcę odpowiedzieć ostrożnie, bo to nie jest proste tak/nie. W tradycji pracy z czakrami często mówi się o tym, że muladhara przechowuje nie tylko nasze własne doświadczenie przynależności, ale też to, co wzięliśmy od rodziny jako warunek tej przynależności. Jeśli warunkiem było: nie czuj, nie chciej, nie pytaj, to to jest zakodowane głęboko. I tak, może to być dosłownie wzorzec po babci.
Okej ale mam pytanie praktyczne bo trochę się gubię. Jeśli ten wstyd jest po części mój, po części mamy, po części babci, to jak w ogóle zacząć go przepracowywać? Od czego? Nie wiem jak odróżnić co jest moje a co jest wzięte.
Próbowałam czegoś podobnego sama, nie formalnie, ale po prostu siedzieć z tym co czuję kiedy wrócę od rodziny. I zazwyczaj to jest taki kamień gdzieś między żołądkiem a klatką. Nie ból, ale jakiś ciężar. Czy to może być właśnie to?
To co opisuje Sura to mi przypomina coś ważnego w kontekście wstydu. Manipura to nie tylko siła i wola, to też miejsce gdzie siedzi poczucie własnej wartości w oczach innych. Kiedy ten ośrodek jest ściśnięty, to pojawia się właśnie ta reakcja, kurczę się bo mnie widzą i to widzenie jest niebezpieczne.
A wracając do tarota, bo to mnie nie opuszcza, to mi się nasuwa że może Hierofant też ma tu coś do powiedzenia? Bo to jest karta systemu, reguł, tego co dostałeś od rodziny jako prawdę. I jak pomyślę o tym wstydzie przekazywanym przez pokolenia, to czuję że to jest właśnie ten archetyp.
Ta karta Hierofanta, to mnie bardzo uderzyło. Bo mam wrażenie że w mojej rodzinie były absolutnie niepisane zasady czego się nie robi, o czym się nie mówi, co jest hańbą. I nikt tego nigdy nie wypowiedział głośno, ale wszyscy wiedzieli. I ten wstyd chodził właśnie wokół tego niepisanego.
To co Habba opisuje, te niepisane zasady, to jest coś co w pracy z ciałem nazywa się regułami systemowymi. I one są może najtrudniejsze, bo nie masz czemu zaprzeczyć, nie masz co zakwestionować, bo to nigdy nie zostało powiedziane. Jak pracujesz z muladharą w takim systemie, to czasem pierwszym krokiem jest właśnie nazwanie tych zasad. Głośno, słowami.
To co Rasphul mówi o języku jest kluczowe. Często pracuję z ludźmi, którzy opisują swój wstyd słowami swoich rodziców, dosłownie. I dopiero kiedy to wskazuję, widzą że to nie jest ich definicja, to jest cudza. Pytanie do Zorki: a ty kiedy opisujesz ten wstyd do siebie, to czyimi słowami to robisz?
To pytanie Kapturka mnie trafiło też, bo jak zaczęłam się zastanawiać, to to są słowa babci. Ona używała jednego konkretnego słowa kiedy coś było nie tak i ja do tej pory słyszę to słowo w głowie kiedy coś robię źle. Nie powiem tutaj co to słowo, ale samo uświadomienie sobie że to jej głos, a nie mój, to było coś.
Czytam i mam ciarki, bo u mnie jest podobnie. Jedno słowo, jedna fraza, i od razu ten kamień w środku. Habba, nie musisz mówić co to słowo, ale powiedz czy jak teraz to opisujesz to czujesz to fizycznie?
Ten skurcz pod żebrami który opisujecie i Habba i Sura, to bardzo konkretna lokalizacja. To jest dolna część anahaty i górna manipury, trochę jak szczelina między dwiema czakrami. Kiedy wstyd jest i relacyjny, i egotyczny jednocześnie, to właśnie tam możesz poczuć napięcie. Ale mam pytanie: czy ten skurcz jest permanentny czy pojawia się w konkretnych momentach?
Czy to znaczy że to stałe tło jest gorsze? Bo mnie też to pasuje, to co Golta mówi, mam cały czas i tyle. Nie potrzebuję sytuacji żeby to poczuć.
To co Larkis opisuje, brak punktu odniesienia dla stanu bez wstydu, to jest według mnie jeden z najtrudniejszych aspektów pracy z muladharą. Jeśli nigdy nie doświadczyłaś stanu bez tego ciężaru, to jak masz dążyć do czegoś czego nie znasz? To trochę jak próba wyobrażenia sobie koloru którego nigdy nie widziałaś.
Przepraszam że wchodzę ale się zgubiłam. Muladhara to ta pierwsza, czerwona, tak? I ona odpowiada za bezpieczeństwo? Bo słyszałam różne opisy i nie wiem co jest czym.
Czytam ten wątek od początku i chciałam zapytać o coś praktycznego. Czy jest jakaś konkretna medytacja albo coś co można zrobić żeby sprawdzić w której czakrze siedzi ten wstyd? Bo ja w ogóle nie czuję swojego ciała tak jak Sura czy Habba to opisują i nie wiem jak zacząć.
Wrócę do tarota na chwilę bo mi się nasuwa Księżyc jako karta wstydu rodzinnego. To jest karta tego co ukryte, co działa z cienia, tego co nie zostało powiedziane głośno. Hierofant to reguły, ale Księżyc to ta warstwa poniżej reguł, to co się czuje ale się nie wypowiada. I może to jest właśnie ta przestrzeń między muladharą a svadhishthaną o której tu mówiliście.
