Pytanie Sulisława otwiera ciekawy trop. strach przed śmiercią nie jest jednorodny, i to moze tłumaczyć czemu różne tradycje go różnie lokuja. Strach przed bólem umierania to coś innego niż strach przed nieistnieniem, a jeszce coś innego niż lęk przed tym co po. Każdy z tych może pasować... przepraszam, każdy z tych może być "zakorzeniony" gdzie indziej energetycznie.
O, właśnie to Cecylka napisała jest dla mnie ważne! Bo mój lęk to nie jest strach przed bólem ani przed tym co po śmierci, to jest strach przed nieistnieniem konkretnie. To "mnie nie będzie" i cały ten świat będzie szedł dalej a ja zniknę jak się wyłącza światło. I to jest inne od strachu przed cierpieniem, masz rację. Gdzie to wtedy siedzi?
Lęk przed unicestwieniem, przed rozpadem tożsamości, to w wielu tradycjach wiązany jest z ajną, bo to czakra związana ze świadomością, obserwatorem, tym co nazywamy "ja". Ale jest tu pewien paradoks, bo jednocześnie praca z ajną prowadzi właśnie do osłabienia poczucia odrębnego "ja", co dla osoby z tym strachem moze być samo w sobie przerażające. Trzeba bardzo ostrożnie.
hej, wchodzę bo temat super ciekawy. a jak ktoś boi sie snu ale niewiem do konca czy to jest ten lęk "nie będzie mnie" bo nigdy tak nie formulowal tego, tylko po prostu odkłada spanie. da sie to gdzies sprawdzic bez ze tak powiem diagnozy na czakrach?
Klatka piersiowa i trudność z oddechem to anahata albo wizuddha, raczej nie muladhara. Anahata to czakra serca, wiąże sie z połączeniem, utratą, żałobą. Boję się że jak zasnę, to stracę kontakt z tym co kocham, z życiem, ze sobą, to jest inny strach niż czysty lęk biologiczny. Milosz, czy masz poczucie że to bardziej chodzi o tę utratę, czy o samo nicniebycie?
ludzie, słuchajcie a ja właśnie się zastanawiam czy moja kuzynka co wcześniej opisywałam nie ma właśnie tego z anahatą a nie muladharą, bo ona mówi że wieczorami "chce jeszcze pożyć trochę" a to brzmi bardziej jak strach przed utratą niż przed unicestwieniem. Chociaż kto wie czy ona to rozróżnia sama w sobie
Ciekawa obserwacja z tą anahatą. Ale mam pytanie do Dorotki i Anastazji, bo to nie jest jasne dla mnie, jak to w praktyce wygląda. Jeśli ktoś ma lęk egzystencjalny w anhacie, to praca z muladharą mu nie pomoże? Czy trzeba trafiać dokładnie w tę czakrę gdzie jest problem?
Ok, rozumiem że to nie jest liniowe, ale mam wrażenie że to trochę unika odpowiedzi na pytanie. Bo jeśli praca z muladharą i tak zawsze coś uwalnia wyżej, to po co wogole lokalizować gdzie jest lęk? Może poprostu zawsze zaczynać od muladhary i koniec?
ale skad wiadomo w ktorej sie jest? to nie jest tak ze mozna poprostu czuc? bo jak probuje skupic uwage na ktorejs i nic nie czuje, to co to znaczy - ze nie ma problemu czy ze po prostu nie umiem medytowac
wracając do tego co Cecylka i Anastazja pisały o ajnie bo mnie to mocno uderzyło. Mój strach przed nieistnieniem jest bardzo... intelektualny? Znaczy ja go rozumuję, analizuję, kręcę go w głowie w kółko. Czy to by pasowało do ajny wlasnie, bo to czakra głowy? Bo fizycznie najczęściej czuję coś w żołądku, ale myśl jest w głowie.
To rozróżnienie ktore robisz jest bardzo istotne. Gdzie siedzi myśl a gdzie siedzi odczucie to dwa różne tropy i nie muszą wskazywać na tę samą czakrę. Myśl krążąca w głowie może być próbą kontrolowania przez umysł czegoś, czego nie może kontrolować. A odczucie w żołądku to ciało które już wie. ajna i manipura razem, niekoniecznie jedno albo drugie.
to ciekawe co Cecylka mówi, bo w praktyce widze to tak że mamy jakby dwie warstwy tego samego lęku - gorną i dolna. Gorna to interpretacja, ego probuje ogarnąc i zrozumiec. Dolna to react trzewi ktory jest bardziej pierwotny. I praca z jednym nie zawsze sięga do drugiego.
ale to teraz brzmi jak zwykłe rozróżnienie między myślą a emocją z psychologii, nie jak coś specyficznego dla czakr. Czy naprawdę potrzebujemy terminu "ajna" i "manipura" żeby powiedzieć "głowa kontra brzuch"? Szczerze pytam, bo nie widze gdzie tu czakry dodają coś czego nie ma już w prostszym opisie
to też ma wyjaśnienie w psychologii ucieleśnionej - focused attention na konkretnej czesci ciała zmienia regulację autonomiczną niezależnie od tego jak to nazwiemy. Ale ok, nie chcę ciągać w kółko tego samego sporu. Mam inne pytanie: czy ktoś próbował robić tę pracę z lękiem przed śmiercią bezpośrednio przed snem? Bo Mandragorka mówiła, że problem jest z zasypianiem, a my gadamy o medytacjach w ciągu dnia.
To zależy od rodzaju praktyki. Aktywna wizualizacja z intencją "oczyszczenia" albo "otwierania" przed snem faktycznie może podkręcić. Ale spokojne, oddechowe zakorzenienie w muladharze - skupienie na stopach, kości ogonowej, ciężkości ciała - to raczej wycisza. To nie jest to samo co praca z czakrą w sensie aktywnym. 🙂
o, tu mam coś ze swojego doświadczenia bo dokładnie to robiłam przez jakiś czas i to mi pomagało zasnąć, chociaż nie wiedziałam że to "muladhara". Wyobrażałam sobie że moje nogi są jak korzenie które wchodzą głęboko w ziemię. Strasznie banalnie brzmi jak to piszę, ale to na prawdę działało, zasypiałam szybciej i ten niepokój gdzieś schodził.
mam w notatkach że w pracy z lękiem przed śmiercią przed snem czesc tradycji zaleca właśnie to uziemiające podejście ale inne zalecają coś wręcz przeciwnego - skupienie na sahasrarze, czyli czakrze korony, i intencję "oddania" sie czemuś większemu, co ma zmniejszyć lęk przed unicestwieniem tożsamości. Są więc dwie szkoły i niewiem ktora jest lepsza.
matko, te dwie szkoły odpowiadają na dwa różne pytania. Uziemienie mówi: jesteś bezpieczny tu i teraz, twoje ciało jest. Sahasrara mówi: twoja tożsamość i tak nie jest absolutna, więc nie ma czego sie bać. Pierwsze to uspokojenie, drugie to zmiana perspektywy. Dla kogoś z mocnym lękiem przed nieistnieniem ta druga ścieżka może być albo bardzo uwalniająca albo bardzo destabilizująca, zależy od etapu.
a ja chciałam zapytać bo nie zabrałam jesze głosu, czy ktoś z was miał tak że praca z czakrami zmieniła coś w jakości samego snu, nie tylko w zasypianiu? 😛 Mam na myśli sny - czy stały się inne, bardziej wyraźne albo spokojniejsze, albo w ogóle przestały być tak natrętne?
u mnie tak, po regularnej pracy z anahatą sny stały sie wyraźniejsze i czesto po przebudzeniu miałam takie uczucie ze cos sie "ułożyło", trudno opisać. Nie wiem czy to czakra czy poprostu lepszy odpoczynek bo mniej nerwowa zasypiam ale coś sie zmienilo.
ojjj, czytam ten wątek od początku i mam jedno pytanie ktore mnie kręci: czy ktoś wie jakich kamieni używać przy tej pracy z lękiem przed snem? czytałam że obsydian przy muladharze ale nie wiem czy to nie jest za ciężkie energetycznie na noc
a wracajac do tych kamieni bo to mnie tez interesuje - czy hematyt nie jest za ciezki żeby trzymac go przy sobie calą noc? Czytalam gdzies ze moze powodowac ze czlowiek sie budzi zmeczony
kurcze, ok, ale wracajac do samego leku przed smiercia bo troche sie zeszlismy na kamienie - ktos wspominal wczesniej ze nie czuje zadnej czakry podczas medytacji, ja mam podobnie i zaczynam sie zastanawiac czy moj lek jest w ogole w ciele czy to tylko w glowie :))
ale chwila, bo to co Anastazja napisała brzmi trochę jak niefalsowalny argument. Jak czujesz to czakra działa, jak nie czujesz to czakra jest zablokowana - w obie strony to samo wytłumaczenie. Jak można to w ogóle sprawdzić?
no Halineczka ma tu punkt, mnie tez to zawze troche uwiera w tej pracy z czakrami. Ale z drugiej strony podobnie dzialaja pojecia w psychologii, tez czasem "jak nie czujesz traumy to ją wyparłas". Nie wiem czy to akurat dobry zarzut specyficznie dla czakr
Edmund.x ma rację w tej kwestii pragmatycznej, ale mam inne pytanie - czy ktoś z was miał tak że praca z czakrami ZWIĘKSZYŁA lęk przed śmiercią zamiast zmniejszyć? Bo słyszałam o takim efekcie i zastanawiam sie czy to możliwe przy źle dobranej praktyce
o matko, to teraz się boję że jak będę robić te ćwiczenia to mi gorzej zrobi. Dorotka, jak to rozpoznać że idę w złą stronę? czy to czuć od razu czy dopiero po czasie?
