Hej, chciałam zapytać o coś co mnie ostatnio mocno nurtuje. Mam spory lęk przed śmiercią, odkąd pamiętam, i zastanawiam sie czy to ma jakiś związek z czakrami. Czytałam różne rzeczy ale nic konkretnego nie mogłam znaleźć. Czy ktoś wie w ogóle gdzie ten strach siedzi energetycznie? Bo mam wrażenie że to nie jest coś psychicznego tylko dosłownie czuję to gdzieś w ciele, taki ucisk, ale nie umiem powiedzieć gdzie dokładnie.
No to ciekawy temat bo ja tez sie nad tym zastanawiałem. W większości rzeczy co czytałem, strach przed śmiercią przypisuje się muladhara, czyli czakrze podstawy, bo ona odpowiada za poczucie bezpieczeństwa i instynkt przeżycia. Logiczne, nie? Ale sam nie jestem pewien czy to takie proste, bo strach to skomplikowana sprawa.
Muladhara to dobry trop ale nie jedyny. Zależy co to za strach tak na prawdę. Strach przed samym faktem śmierci, przed unicestwieniem, przed nieznanym, czy moze przed bólem, przed tym co po. To mogą być zupełnie różne energie i różne czakry
Hmm, troche bym tu ostrożniej. Przypisywanie konkretnego strachu konkretnej czakrze to nie jest takie zero-jedynkowe jak niektórzy sugerują. Muladhara siedzi przy podstawie i owszem, instynkt przetrwania tam jest ale strach egzystencjalny, ten głębszy, filozoficzny, to już inna bajka. Pytanie czy w ogóle da sie to tak po prostu zlokalizować w jednej czakrze.
Ja mam swoje zdanie na ten temat i wiem, że niektórzy sie nie zgodzą, ale u mnie ten lęk przed śmiercią zawsze manifestuje się w okolicach splotu słonecznego, manipura. Kiedy się boje to tam czuje ten sciśnięty wezel, takie zaciskanie sie. :)) Może to indywidualne?
o, ja tez mam to w brzuchu! zawsze myslalam ze to poprostu nerwowy zoladek ale jak piszecie o manipurze to sie zastanawiam...
Jest jesze jeden wymiar tej kwestii o którym nikt nie wspomniał. Strach przed śmiercią to bardzo często jest strach przed niezrealizowaniem się, przed niespełnionym życiem. A to jest Vishudda i Svadhisthana razem, gardło i sakral. Niespełniona ekspresja, niespełnione pragnienia. Śmierć jako granica która zamknie to czego nie zdążyliśmy. To inne źródło tego samego lęku.
A czy ten strach przed śmiercią nie jest przypadkiem mocno powiązany ze snem? Bo ja mam tak że jak mam gorszy sen, niespokojny, albo w ogóle problem z zaśnięciem, to właśne wtedy te lęki egzystencjalne wychodzą mocniej. Jakby sen był jakimś buforem.
O! Strzaska ma rację, ja też to zauważyłam u siebie. Jak śpię źle to rano mam takie dziwne, ciężkie uczucie i wszystkie lęki bardziej się pchają do głowy. Zastanawiam się czy to działa w drugą stronę też że praca z czakrami mogłaby poprawić ten głęboki sen.
ojej no, ten związek ze snem to bardzo głęboki trop. Podczas snu ciało energetyczne pracuje inaczej, świadomość rozluźnia uchwyt i te zablokowane czakry, szczególnie muladhara i serce, mogą dawać znać o sobie wlasnie nocą. znam osoby ktore zaczęły pracować nad korzeniem i po kilku tygodniach ich sen się zmienił diametralnie.
Hm, ale jak to zweryfikować? To że komuś poprawił się sen po pracy z muladharą może być kwestia placebo, lepszego rytmu dnia, zwykłego skupienia na sobie. Nie twierdzę że to nieprawda, ale skąd mamy wiedzieć że to akurat czakra, a nie poprostu efekt medytacji jako takiej?
Ojej, to ciekawe co piszesz Strzaska bo moja kuzynka właśnie ma tak od lat, że boi się zasnąć, dosłownie odkłada pójście spać, siedzi do drugiej w nocy mimo że jest zmęczona. Zawsze myśłyśmy że to po prostu internet i seriale ale może jest głębszy powód? Ona też ma takie ogólne lęki egzystencjalne, często o tym mówi.
Słuchajcie to co pisze Olek o śnie jako codziennym umieraniu dało mi do myślenia. Bo moze właśnie dlatego praca z czakrą podstawy mogłaby pomagać na oba problemy naraz, i na lęk przed śmiercią i na jakość snu. Ktoś tu to praktykował i może powiedzieć jak to wyglądało w praktyce?
Wchodzę tutaj bo szukałem właśne czegoś o śnie i czakrach i ten wątek bardzo mi się przydał, dziękuję wszystkim za dyskusję! Mam pytanie - te medytacje przed snem z muladharą, to jest coś konkretnego czego się można gdzies nauczyć, czy każdy robi to inaczej? Bo widzę że Klimek pisał o wizualizacji czerwonego koła ale może są inne metody?
o proszę, hej, słyszałam o tej mantrze LAM, ale jak to działa w praktyce? śpiewasz to na głos czy w głowie? Pytam bo chciałabym spróbować ale trochę głupio mi wyć mantry sama w pokoju haha
Wróćmy na chwilę do tego co Olek pisał o śnie jako codziennym umieraniu, bo myślę że to jest sedno tej dyskusji. Jeśli strach przed śmiercią i strach przed snem mają wspólny korzeń, to moze praca z czakrami przy bezsenności i praca z lękiem egzystencjalnym to jest właściwie to samo? Jak wy to widzicie?
O właśnie! 🙂 Moja kuzynka co pisałam, ona naprawdę ma tak że siedzi wieczorami i wiem że jest zmęczona bo ziewa co chwilę, ale i tak nie idzie spać. Pyta ją ktoś dlaczego to mówi że "nie ma ochoty zasypiać" albo że "chce jeszcze pożyć trochę tego wieczoru". To nie brzmi jak nałóg internetowy tylko jak coś głębszego, nie?
To co opisujesz Jadzieńka to klasyczny sygnał zablokowanej lub nadaktywnej muladhary. Stały stan czujności, niemożność odpuszczenia, odkładanie snu. Ciało nie czuje sie bezpieczne żeby wejść w tę "małą śmierć". I wiesz co jest ciekawe? Takie osoby często śnią intensywnie gdy już zaśną, bo energetycznie jest tam za dużo napięcia.
Czytam tę dyskusję i mam takie wrażenie że troche mieszamy dwie różne rzeczy. Jedno to lokalizacja strachu przed śmiercią w czakrach, drugie to praca z tym strachem przez czakry żeby poprawić sen. To są podobne ale jednak trochę inne pytania. Mandragorka, które cię bardziej interesuje, to diagnoza czy praktyka?
ojejej, to rozróżnienie Zisi jest trafne. Lokalizacja i praca to dwie różne rzeczy, ale nie są oderwane od siebie. Tam gdzie jest blokada, tam kierujemy uwagę. pytanie do Mandragorki, bo chce to lepiej zrozumieć: kiedy ten lęk się u ciebie pojawia, w jakiej sytuacji, o jakiej porze? To pomoże powiedzieć wiecej niż sama introspekcja.
To co Mandragorka opisuje z tym wieczornym lękiem to jest bardzo charakterystyczne. Numerologicznie godziny wieczorne to czas kiedy energia schodzi, i organizm naturalnie obniża wibracje przed snem. Jeśli ktoś ma zablokowaną podstawę to właśne wtedy ta blokada daje o sobie znać najmocniej bo nie ma rozproszenia dnia które by ją maskuje. Sam mam notatki z kilku miesięcy i wyraźnie widać że złe noce zawsze korelują z konkretnymi godzinami i nastrojami wcześniejszego wieczoru.
To co Sulislaw napisał o wieczornym obniżaniu wibracji jest ciekawe, ale trochę bym to rozdzielił. Numerologia numerologią, ale to obniżenie energii wieczorem to jest poprostu fizjologia, melatonina i rytm dobowy. Pytanie brzmi co sie dzieje u Mandragorki konkretnie w tej chwili między czuwaniem a zasypianiem, bo to nie jest takie samo co "energia schodzi". Czy to jest nagle, czy narasta przez cały wieczór?
To "trzewiowe" jest kluczowe. Ciało wie swoje. Lęk egzystencjalny moze siedzieć w głowie jako myśl, ale kiedy schodzi do brzucha, do jelit, do kości ogonowej, to już jest muladhara albo manipura, zależy gdzie dokładnie. Zimne uczucie kojarzy mi sie bardziej z podstawą, strach przed unicestwieniem to jednak nie jest emocja na poziomie splotku słonecznego.
No dobra ale jak odróżnić "czakrowe zimno w trzewiach" od zwykłego napięcia mięśni brzucha i przyspieszenia oddechu bo to są dosłownie klasyczne objawy aktywacji układu współczulnego. Ciało reaguje tak samo na każdy stres, nie ma tutaj jakiegoś specjalnego kanału czakrowego dla strachu przed śmiercią w odróżnieniu od strachu przed egzaminem.
Dobry punkt Witchling, ale to nie jest argument za czakrami, to jest argument za psychologią bodźca. skąd wiemy, że praca z muladharą zmienia cokolwiek wiecej niż ogólna medytacja i uspokojenie? Czy ktoś tutaj ma własne porównanie: próbowałam najpierw bez czakr, potem z czakrami, i widzę różnicę?
Mam. Dosłownie to mam. Przez kilka miesięcy robiłam skanowanie ciała bez żadnej intencji czakrowej i pomagało na zasypianie ale nie na ten konkretny lęk co Mandragorka opisuje. Potem ktoś mi powiedział żebym skupiała uwagę konkretnie na podstawie kręgosłupa i poczuciu kontaktu z podłożem, i to było jednak inne. Trudno mi powiedzieć czy to czakra czy po prostu skupienie na innej części ciała, ale efekt był inny.
Mam wrażenie że w tym wątku kołujemy trochę wokół pytania ktore Mandragorka zadała na początku, czyli gdzie jest ten lęk, a zjeżdżamy co chwilę na dyskusję czy czakry wogóle istnieją. To są dwa różne pytania. Jedno jest empiryczne w ramach danej tradycji, drugie jest metafizyczne. Można je rozdzielić.
