to zwykle czuć w ciągu jednej-dwóch sesji. Jeśli po medytacji jesteś bardziej nakręcona, myśli się kręcą szybciej, masz wrażenie że twoja głowa jest za duża albo oderwana od reszty, to sygnał żeby zatrzymać i uziemić. Wróć do oddechu, do stóp, do ciężkości ciała.
mam w notatkach że to co Dorotka opisuje to stan nadaktywnej ajny z niedostateczną muladharą - glowa pracuje ale bez fundamentu. spotkałem to w kilku różnych tradycjach opisane podobnie. Ciekawe że to akurat tutaj sie pojawia bo przeciez lek przed smiercia jest chyba z natury troche "bezciałowy"?
to bardzo celna obserwacja Sulislaw. Lęk przed śmiercią jest lękiem ego przed nieistnieniem, a ego siedzi wlasnie w tej przestrzeni między ajną a gardłem. Ciało jako takie nie boi sie śmierci, ono po prostu jest. To umysł konstruuje przyszłość i się jej boi. Stąd właśnie uziemienie moze być skuteczne - przenosi uwagę z konstruowania na bycie.
ale to co Oksanka opisuje to chyba zwykły mechanizm ruminacji, nie? Jak znikają bodźce zewnętrzne to myśli wypełniają przestrzeń. pytanie czy praca z czakrami coś tu zmienia czy tylko daje nowy obiekt skupienia zamiast starych myśli.
oj, Strzaska, ale ja mam wrażenie ze nawet jak to jest nowy obiekt skupienia to jest jakos inaczej niz na przyklad liczenie owiec albo słuchanie podcastu. Kiedy skupiam sie na ciele to mam wrazenie ze mysli traca moc a nie ze sa poprostu zastapione czyms innym. Choc nie wiem jak to wytlumaczyc lepiej.
wiecie co, właśne o to mi chodzi, Jadzieńkaa dobrze to ujęła. To nie jest tylko przekierowanie uwagi, cos sie zmienia w samej jakosci tych myśli. Przy medytacji na stopach moj lek przed smiercia nie znika, ale jakby... traci ostre krawedzie? Nie wiem czy to dobra analogia.
to co opisujecie to w pracy energetycznej nazywa sie zmianą poziomu rezonansu - nie usuwasz myśli, tylko przestajesz z nimi wibrować na tym samym poziomie. I tak, dolne czakry temu służą. Muladhara to dosłownie korzeń i fundament, a strach przed śmiercią jest de facto strachem przed utratą fundamentu. Dlatego praca z nią ma sens w tym konkretnym przypadku bardziej niż z czymkolwiek wyżej.
to co Klimek pisal o intencji mnie troche rozkrecilo, bo - serio? czyli jak ide spac i mysle "uziemiam muladhare" to jakos inaczej sypiam niz jak mysle "relaksuje cialo"? to chyba troche naciagane
ok ale Klimek, skoro efekt jest ten sam niezależnie od nazwy, to po co w ogóle ta terminologia czakr? Trochę jakbyś mówił że jogging i bieganie to różne rzeczy bo mają różne intencje. Efekt zdrowotny ten sam, nie?
wracam do watku Mandragorki bo mi sie wydaje ze on tu sie troche zgubil - ona pytala jak poznac ze idzie w zla strone, Dorotka odpowiedziala ale nikt nie powiedzial co konkretnie robic jak juz sie te sygnaly zauwazy. samo "wróć do stóp" to troche mało dla kogos kto jest nakrecony po medytacji o polnocy, nie? :))
masz rację, Witchling, ucięłam za wcześnie. Jak już jesteś nakręcona i głowa wiruje - połóż się na podłodze. Dosłownie. Plecy na macie albo dywanie, poczuj twardość pod sobą, cały kręgosłup. Potem wdech przez nos, wydech przez usta, powoli. :)) Nie wizualizuj nic, nie licz czakr, tylko czuj ciężar ciała. To jest wyjście awaryjne i działa nawet kiedy jesteś już za bardzo w głowie żeby cokolwiek medytować.
dzięki Dorotka, to bardziej konkretne. Mam pytanie - czy ten stan nakręcenia po medytacji to zawsze zły znak, czy czasem jest ok? Bo czytałam gdzieś że przed głębszym relaksem bywa najpierw taki chwilowy wzrost lęku i to podobno normalne
krótka nakręcona faza na początku medytacji to często tylko opór umysłu ktory nie chce się zatrzymać, to normalne. Ale jeśli nakręcenie rośnie w trakcie i po medytacji jest gorzej niż przed, to jest już sygnał. Kluczowe pytanie: czy po 15 minutach od zakończenia jesteś spokojniejsza czy bardziej niepokorna? 🙁 Jeśli spokojniejsza, to nawet jeśli w środku było trudno, to ok.
a mam takie pytanie do całej dyskusji - czy ktoś z was testował robienie tej pracy z muladhara rano zamiast wieczorem? bo mam wrażenie że my tu cały czas mówimy o tym w kontekście zasypiania, ale moze lokalizacja lęku w czakrach jest inna rano a inna wieczorem? mam zapisane kilka obserwacji z własnych medytacji i zdaje sie jakos inaczej reaguję w zaleznosci od pory
to ciekawe spostrzeżenie, Sulisław. Ciało nie jest stałe, zmienia się przez dobę - kortyzol, temperatura, rytm pracy układu nerwowego. Rano muladhara jest naturalnie bardziej aktywna, bo ciało buduje się do działania. Wieczorem powinna spowalniać. Jeśli lęk przed śmiercią dominuje wieczorami, to moze właśne dlatego że ta naturalna ewolucja dobowa nie zachodzi i ciało zostaje w trybie czuwania.
hmm, o, to tłumaczyłoby dlaczego ja mam ten lęk zawze wieczorami a nie rano! bo rano wstaję, robię kawę, jestem zajęta i jakoś ta czakra sama "buduje się do działania" jak Cecylka pisze. a wieczorem nie ma już nic co by mnie trzymało i zaczyna się to kręcenie w głowie. ale to znaczy że ja w ciągu dnia zamiast dawać ciału ten fundament to go omijam?
mhm, oksanka, ja mam bardzo podobnie i tez się nad tym zastanawiałam. Jak byłam na urlopie i przez kilka dni chodziłam dużo, byłam zmęczona fizycznie, to w nocy zasypiałam natychmiast i żadnego lęku. A w tygodniu kiedy siedzę całymi dniami przy biurku, to właśnie wtedy to wraca. Jakby ciało potrzebowało fizycznego zmęczenia żeby muladhara mogła się "wyładować"?
a czy ten kontakt z ziemią musi być dosłowny?? bo mieszkam na czwartym piętrze i nie mam ogrodu, i teraz się zastanawiam czy dlatego mam problemy z zasypianiem haha. poważnie pytam, czy chodzenie po betonie "liczy się" tak samo?
no właśnie, ja też mieszkam w bloku i zawsze mnie troszke bolało że te wszystkie porady z ziołami i chodzeniem boso po rosie to nie jest dla mnie 🙂 zaczęłam przed snem kłaść się na podłodze dosłownie na 5-10 minut, jak Dorotka napisała wcześniej, i coś w tym jest, serio. nie wiem czy to muladhara ale sypiam trochę spokojniej i ten lęk wieczorny jest jakby przyciiszony
słuchajcie, wchodzę do dyskusji, bo mnie to bardzo interesuje. Lęk przed śmiercią to według mnie NIE jest tylko muladhara. To jest sacrum, czakra sakralna bo tam jest lęk przed utratą siebie jako indywidualnej istoty, a muladhara to bardziej lęk przed brakiem bezpieczeństwa, przed głodem i zimnem. Lęk egzystencjalny jest wyżej, nie na samym dole.
