Mam pytanie do Poludnicy bo wcześniej napisała że afirmacje przy mechanizmie obronnym mogą spotkać się z oporem. To jak to wygląda w praktyce, co się dzieje kiedy jest ten opór? Coś konkretnego można poczuć?
Czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i zastanawiam się nad jedną rzeczą. Mówicie dużo o pracy z czakrą serca, ale Mniszek zaczęła od pytania o płakanie. Czy jest jakaś czakra która jest bezpośrednio powiązana z samym aktem płaczu, nie tylko z emocjami ogólnie?
Właśnie, vizuddha jest tu kluczowa i chyba niedostatecznie o niej mówiłyśmy w tym wątku. Sam fakt że łzy nie płyną, dosłownie fizycznie, wskazuje na coś w tym obszarze gardzieli i szczęki. Mniszek, czy masz jakieś napięcia w żuchwie, zaciskasz zęby, coś w tym rejonie?
To co Mniszek napisała o szkliwie to mnie zaskoczyło, ale jak o tym pomyślę to ma sens. Szczęka trzyma tyle napięcia. Czy jest jakiś sposób żeby pracować z wizudhą właśnie od tej fizycznej strony, przez szczękę, bo przez samo siedzenie i wizualizowanie jakoś nie potrafię tego poczuć?
Czyli dosłownie, szczęka jako punkt wejścia do pracy z gardłową. To ma sens, ale jak to właściwie robić? Czy chodzi o masaż, jakieś ćwiczenia, czy raczej świadome rozluźnianie podczas medytacji?
Przy napięciu w żuchwie jest kilka podejść. Jedno z bardziej bezpośrednich to po prostu otwieranie ust na maksimum i trzymanie przez chwilę, albo poruszanie szczęką na boki powoli, ze świadomością co się tam czuje. Ale ważniejsze niż technika jest to, żeby nie robić tego mechanicznie, tylko z uwagą na to co pojawia się w środku kiedy to napięcie zaczyna puszczać. Mniszek, czy jak dentysty ci mówił o zaciskaniu, to czy tobie samej było to wtedy znane czy to było zaskoczenie?
Trochę wiedziałam, bo budzę się czasem z bólem głowy, ale myślałam że to przez poduszkę albo stres w pracy. Nie łączyłam tego z czymś głębszym.
Właśnie to jest ciekawe, że ciało daje sygnały ale my je tłumaczymy na poziomie praktycznym. Ból głowy od poduszki, napięcie od pracy. A jak już zaczniemy szukać to nagle okazuje się że to wszystko jest połączone. Habbia, a czy przy tej pracy z żuchwą mówiłaś o czymś konkretnym czego sama próbowałaś, czy to jest coś co znasz z teorii?
Sama przez jakiś czas robiłam ćwiczenie z dźwiękiem, dosłownie wydawanie niskich dźwięków przy rozluźnionej szczęce, coś w rodzaju humming, i to całkiem mocno otwiera obszar gardła. Nie od razu, ale po kilku sesjach zaczęłam płakać podczas tego i sama nie wiedziałam skąd. Więc mówię z doświadczenia, nie tylko z przeczytanych rzeczy.
Chwila, czyli humming, to takie zwykłe nucenie? I to wystarczy żeby coś uruchomić? Trochę mi to brzmi jak za prosto jak na efekt który opisujesz, ale pytam szczerze bo sam mam problem z wyrażaniem emocji i to mnie interesuje.
Ja bym dodała że przy takich ćwiczeniach często właśnie coś wyskakuje potem w snach, a nie od razu na jawie. Ildefons, jeśli spróbujesz i nic nie poczujesz podczas, to niekoniecznie znaczy że nic się nie poruszyło. Może wyjść w nocy.
A właśnie, wracając do Mniszek i tego płakania, bo trochę poszłyśmy w stronę technik, a mnie zastanawia coś innego. Mniszek, czy ty w ogóle chcesz się wypłakać? Znaczy czy to jest coś czego szukasz, czy raczej martwi cię że nie możesz?
Trochę jedno i drugie. Martwi mnie to bo czuję że emocje gdzieś są ale jakby zamurowane. I jednocześnie jest coś co mówi że jak w końcu wyjdą to nie wiem co z nimi zrobię. Może dlatego też kontroluję oddech o którym wcześniej mówiłam.
To co napisałaś, że nie wiesz co zrobisz jak emocje wyjdą, brzmi jakby płakanie samo w sobie było dla ciebie niebezpieczne. Czy to jest uczucie które rozpoznajesz, czy właśnie je teraz nazywasz po raz pierwszy?
Chyba trochę po raz pierwszy tak wprost. Zawsze myślałam że po prostu nie umiem płakać, ale to co piszesz, że to może być poczucie niebezpieczeństwa, to jest inne.
I to jest właśnie serce tego tematu. Blokada łez to nie zawsze 'zablokowana czakra' w sensie technicznym, to często bardzo konkretne przekonanie że wyrażenie emocji skończy się czymś złym. Ciało uczyło się tego przez lata i nie odpuści tylko dlatego że świadomość już wie inaczej. Poludnica, czy ty też to tak widzisz czy masz inne zdanie?
A jak taki wzorzec się zmienia? Bo rozumiem że on 'działał', ale czy praca z czakrami może go przepisać, czy to wymaga czegoś innego?
Słucham tej rozmowy i mam pytanie bo mało się mówi o kamieniach przy czakrze serca i gardłowej. Czy ktoś tu ma doświadczenie z różowym kwarcem albo akwamarynem przy podobnym temacie? Nie jako jedyną metodę, ale jako wsparcie obok tego o czym mówicie.
Kamienie to mam kilka, ale bardziej jako ozdoby niż coś z czym świadomie pracuję. Mam różowy kwarc, dostałam w prezencie lata temu. Ale nie wiedziałam że można go jakoś konkretnie używać przy medytacji, myślałam że po prostu leży i 'działa' samą obecnością. Czy to ma znaczenie jak go trzymasz?
To jest właśnie to pytanie, bo są dwa obozy. Jedni mówią że kamień działa sam, inni że intencja i sposób użycia ma znaczenie. Ja jestem w tym drugim obozie. Trzymanie różowego kwarcu w dłoni przy skupieniu na czakrze serca to co innego niż leżenie obok niego na półce. Ale Mniszek, bardziej mnie ciekawi czy przy tej pracy którą tu opisujesz, czyli z emocjami i płakaniem, próbowałaś kiedyś w ogóle celowo skupić się na okolicy serca podczas medytacji?
Ja bym jednak ostrożnie z nadawaniem kamieniom zbyt dużej roli w tym konkretnym temacie. Mniszek opisała coś co brzmi jak głęboko zapisany wzorzec, i różowy kwarc może być miłym wsparciem, ale nie sądzę żeby to był sedno. Janusz96, nie mówię że kamienie nie mają swojego miejsca, ale tutaj chyba ważniejsze jest to co Karolciaa i Poludnica56 napisały wcześniej o samym mechanizmie blokady.
Bardziej w gardle i klatce piersiowej. Jak coś próbuje wyjść to jakby zatrzymuje się w połowie drogi. Gardło się zaciska i oddech się płyci, właśnie ten oddech o którym wcześniej mówiłam. I zostaje takie napięcie które nie odpuszcza przez resztę dnia.
Gardło i klatka piersiowa jednocześnie, to jest bardzo charakterystyczne. Czakra gardła i serca, ale nie jako dwie osobne blokady, tylko jakby jedna współpracowała z drugą w zamknięciu. Czy to napięcie które opisujesz pojawia się tylko kiedy coś próbujesz wyrazić emocjonalnie, czy też w innych sytuacjach, na przykład jak musisz powiedzieć coś trudnego komuś innemu?
To co opisujesz, czyli blokada przy wyrażaniu emocji i blokada przy stawianiu granic, to często są dwa przejawy tego samego wzorca. Ciało nie rozróżnia 'płaczę bo smutna' od 'mówię komuś nie'. W obu przypadkach chodzi o wyrażenie czegoś co może być odrzucone lub źle przyjęte. Mniszek, czy pamiętasz czy w domu w którym dorastałaś wyrażanie emocji było w ogóle przyjęte?
To pytanie jest klucowe. Ale nie chce żebyśmy weszły za głęboko w psychoanalizę forumową bo to delikatny temat i Mniszek może nie chcieć tu tyle odkrywać. Może warto zostać przy tym co czuje teraz i co można z tym zrobić praktycznie, a nie szukać korzeni?
Nie, to okej. Nie było u nas za dużo wyrażania emocji. Nie zakaz, bardziej takie milczące 'nie robimy scen'. Więc chyba rozumiem skąd to pochodzi, tylko nie wiem co z tym teraz zrobić w praktyce.
A czy samo nazwanie tego, co teraz zrobiłaś, coś zmienia? Bo napisałaś to spokojnie, ale zastanawiam się czy kiedy to pisałaś czułaś to napięcie w gardle o którym mówiłaś, czy raczej przy pisaniu było inaczej.
