Będę trochę z innej beczki. Pracuję z kamieniami i słyszałem że akwamarynat albo lapis lazuli mogą wspierać otwieranie czakry gardła. Ale to co tu czytam sugeruje że sama czakra gardła to za mało. Czy kamienie na serce, różowy kwarc na przykład, używane razem z tym mogłyby mieć sens? Pytam bez tezy, po prostu ciekawi mnie czy ktoś to kombinował.
Kamieni specjalnie nie używałam, mam jeden różowy kwarc który dostałam, ale leży. Nie wiedziałam że można coś z nim robić w tym kontekście. Ale bardziej teraz siedzę z tym co Natka_A zapytała. Czy się coś zmieniło? Nie wiem jeszcze. Coś jest inaczej ale nie umiem powiedzieć co dokładnie.
To 'nie umiem powiedzieć co dokładnie' jest uczciwe i jest już czymś. Nie musisz teraz tego nazywać. Czasem zmiana jest najpierw odczuwalna jako różnica bez słów i dopiero potem daje się nazwać. Nie spiesz się z tym.
To co Karolciaa napisała o zmianie bez słów bardzo mi się kręci w głowie. Bo ja jak wychodzę z medytacji to właśnie nie umiem powiedzieć czy coś się zmieniło, czuję się 'inaczej' ale nie wiem co z tym zrobić. I teraz pytam serio, czy to jest znak że pracowałam, czy że uciekłam?
Chcę dopowiedzieć do tej rozmowy o medytacji bo myślę że warto rozróżnić dwa tryby. Jeden to wyciszenie, które jest wartościowe samo w sobie. Drugi to praca z materałem emocjonalnym i to jest zupełnie inny stan, wymaga że tak powiem gotowości do spotkania z czymś nieprzyjemnym. Mniszek, czy jak próbowałaś wcześniej medytować to siadałaś z zamiarem dotknięcia tego co nie wychodzi, czy raczej żeby się uspokoić?
Żeby się uspokoić chyba. Żeby przestać myśleć. Teraz jak to widzę napisane to brzmi jak szukanie ciszy żeby nie słyszeć tego co jest głośniej.
To co napisałaś teraz, o ciszy żeby nie słyszeć, jest według mnie bardzo ważne. I to nie jest zarzut, bo ja tak robiłam latami. Medytacja dawała mi poczucie że 'pracuję nad sobą' a w rzeczywistości nauczyłam się bardzo skutecznie nie dotykać tego co boli.
To co mówicie o medytacji jako zasłonie brzmi logicznie, ale mam pytanie które mnie nurtuje od początku wątku. Czy ta niemożność wypłakania się, ten konkretny objaw, ma jakieś charakterystyczne miejsce w ciele oprócz gardła? Bo Mniszek opisywała gardło i klatkę, ale czy to jest stałe dla tej blokady czy różne dla różnych osób?
Ja czuję zaciśniętą szczękę kiedy coś trzymam za gardłem. To jest taki pierwszy sygnał u mnie. Mniszek, czy masz coś z napięciem w szczęce albo karku kiedy coś chcesz powiedzieć a nie mówisz?
Kark tak. Szczęka nie zauważałam, ale kark tak, szczególnie wieczorami. Nie łączyłam tego nigdy z emocjami, myślałam że od siedzenia.
Ten kark to jest bardzo typowe miejsce gdzie to siada. Czakra gardła to nie tylko samo gardło, to cały obszar od ramion do góry. Czy to napięcie w karku jest codzienne czy pojawia się w konkretnych sytuacjach?
To połączenie które właśnie zrobiłaś, że kark boli bardziej kiedy milczysz, to jest moim zdaniem bardziej konkretne niż jakakolwiek diagnoza czakry. Bo ciało samo pokazuje co jest nie tak. Tylko pytanie co z tym dalej.
Dokładnie i to właśnie jest według mnie to co czakra gardła próbuje komunikować. Nie że jest zablokowana abstrakcyjnie, ale że konkretne milczenie w konkretnych sytuacjach zostawia ślad fizyczny. To jest już coś z czym można pracować.
Wracam do kamieni bo Mniszek wspomniała że ma różowy kwarc i leży. Mniszek, czy możesz spróbować jedną rzecz, trzymać go po prostu w dłoni kiedy siedzisz i jesteś w tym co dziś opisałaś, to ciepło w klatce. Nie oczekuj nic konkretnego, tylko zwróć uwagę czy coś się zmienia w odczuciu. To nie jest diagnoza, tylko obserwacja.
Próbowałam z tym kwarcem wieczorem. Trzymałam w dłoni i siedziałam z tym co opisywałam, to ciepło w klatce. I wiesz co, nic spektakularnego się nie wydarzyło, ale zauważyłam że zaczęłam oddychać trochę głębiej. Jakby dłoń na czymś skupiła uwagę. Nie wiem czy to kamień czy po prostu to że świadomie usiadłam z tym zamiast uciekać.
To jest dokładnie to o co mi chodziło. Kamień nie robi magii sam z siebie, ale daje punkt skupienia. Coś co trzymasz w ręku podczas kiedy jesteś w trudnym miejscu. Cieszę się że spróbowałaś.
Chcę wrócić do tego co Mniszek napisała, bo to jest ważne. Głębszy oddech to nie jest mały efekt. To jest ciało, które trochę odpuściło. Pytanie Mniszek do ciebie, czy to napięcie w klatce które opisywałaś wcześniej, było po tej sesji inne niż zwykle?
Nie brzmi głupio, brzmi trafnie. Ciało opisuje się odczuciami a nie pojęciami i 'mniej twarde' mówi całkiem dużo. Czy to było tylko podczas trzymania kamienia czy zostało po?
Słucham tej rozmowy i mam takie pytanie które może być nie na miejscu. Ile w tym wszystkim jest faktycznej pracy z czakrą a ile zwykłego efektu zatrzymania się i skupienia uwagi na sobie? Mniszek, nie mówię że to co czujesz jest nieprawdziwe, pytam o mechanizm.
Myślę że to sprawdza się w praktyce, nie w teorii. Mniszek próbowała samej ciszy wieczorami i nie miała przełomu. Teraz próbuje czegoś innego i jest drobna zmiana. Może właśnie intencja i ramy których używasz robią różnicę bo inaczej kierują uwagę.
I tu właśnie jest sedno. Intencja jest częścią pracy z czakrą, nie oddzielną zmienną którą można odizolować. To nie jest wada tej praktyki, to jest jej natura. Mniszek, mam do ciebie pytanie inne. Czy od początku tej rozmowy cokolwiek się zmieniło w tym jak myślisz o tej niemożności wypłakania się? Nie ciało, tylko głowa.
Tak, myślę. Przestałam myśleć że to defekt. Że coś jest ze mną nie tak bo nie płaczę. Zaczęłam myśleć że to jest coś co się gdzieś zatrzymało i może mieć przyczynę. To brzmi drobnie ale dla mnie nie jest drobne.
To nie jest drobne. To jest fundamentalna zmiana w tym jak siebie traktujesz. Defekt versus coś co można rozumieć i z czym można pracować, to są zupełnie różne pozycje startowe.
Czytam to wszystko i mam takie chyba naiwne pytanie. Czy ta zmiana w myśleniu o sobie, to jest efekt rozmowy tutaj czy tej sesji z kamieniem czy tego razem? Bo zastanawiam się czy sama rozmowa o tym mogła coś zmienić nawet bez żadnych ćwiczeń.
To co Wikusia66 napisała o głosie, to mnie uderzyło. Bo Mniszek opisywała na początku że nie może się wypłakać. I przez całą tę rozmowę nie płakała, ale mówiła. I może właśnie o to chodzi, że zablokowanie nie jest tylko przy łzach, ale przy każdym ujściu. I jedno ujście które znalazło wyjście, choć inne, to już jest coś.
