Ostatnio dużo myślę o tym, jak czakry wiążą się z naszymi granicami osobistymi. Nie chodzi mi o jakieś ogólne "oczyszczanie", tylko o coś konkretnego - o to, że większość z nas przez całe życie odgrywa role, które ktoś nam przypisał. Córka, matka, ta grzeczna z pracy, ta co zawsze pomaga. I zastanawiam się, czy blokady energetyczne w poszczególnych czakrach nie są właśnie wynikiem tego, że latami tłumimy własne potrzeby na rzecz cudzych oczekiwań. Czakra splotu słonecznego wydaje mi się tu kluczowa - to miejsce, gdzie siedzi poczucie własnej wartości i siły. Jak wy to widzicie? Czy praca z czakrami faktycznie pomagała wam być bardziej "sobą", a nie tym, czego ktoś od was chce?
To ciekawe, bo ja bym do tego dorzucił czakrę gardła. Splot słoneczny odpowiada za poczucie siły i autonomii, zgoda - ale jeśli nie mamy odblokowanego gardła, to nawet jeśli w środku czujemy "nie, nie chcę tego robić", to i tak tego nie powiemy. I koło się zamyka. Granica energetyczna istnieje, ale jest niema.
A ja mam pytanie do Rodis i Lursika - czy według was da się pracować z granicami osobistymi bez równoczesnej pracy z czakrą serca? Bo jakby na to nie patrzeć, to decyzja o tym, kogo wpuszczamy w swoje życie i na jakich zasadach, nie jest czysto "siłowa". Tam jest też mnóstwo emocji, które blokują.
Ja się trochę gubię w tym wszystkim, bo dla mnie granice to coś, co albo masz, albo nie masz. Nigdy nie myślałam o tym w kategoriach czakr. Czy to znaczy, że jak ktoś ma problem z granicami, to automatycznie ma zablokowane te konkretne czakry? Czy to działa w obie strony?
Przepraszam, że może głupie pytanie, ale te czakry to się da jakoś poczuć fizycznie? Czy to bardziej coś, w co się wierzy i działa przez tę wiarę? Pytam, bo moja koleżanka twierdzi, że to czysto placebo.
A mnie zastanawia coś innego - czy jak ktoś całe życie grał jakąś rolę, to czy w ogóle wie, kim jest "naprawdę"? Pytam serio, bo sam czuję, że tyle razy dostosowywałem się do sytuacji, że nie mam pewności, co jest moje, a co nauczyłem się od innych. I nie wiem, czy praca z czakrami by mi tu pomogła, czy to już bardziej temat na terapię.
Wracając do tego, co Rodis pisała na początku - o rolach, które nam przypisano. Ja to widzę też od strony relacji. Bo jeśli przez lata grasz rolę w związku, to twoje czakry zaczynają się "synchronizować" z energią partnera w sposób, który nie jest zdrowy. To się czasem nazywa splątaniem energetycznym. I nawet jak rozstaniesz się fizycznie, to te wzorce zostają. Czy ktoś pracował z tym świadomie?
Przy okazji tego wątku mam jedno spostrzeżenie. Mówimy o granicach, o byciu autentycznym, ale chyba rzadko zadajemy sobie pytanie: a co jeśli nasza "autentyczna" wersja jest trudna do zaakceptowania przez otoczenie? Bo praca z czakrami może cię doprowadzić do miejsca, gdzie mówisz "nie", stawiasz granice, jesteś sobą - i nagle okazuje się, że pewne relacje tego nie wytrzymują. To nie jest zawsze komfortowy proces.
No i właśnie tu się zatrzymuję. Bo jak to jest - że praca nad sobą może oznaczać utratę relacji? Przecież to brzmi jak odwrotność tego, czego bym chciał. Myślałem, że chodzi o to, żeby być lepszym, a nie żeby tracić ludzi.
Ale skąd wiadomo, że to jest właśnie ta sytuacja, a nie że po prostu stałeś się trudny w kontakcie? Bo słyszałam też o ludziach, którzy po jakichś "przebudzeniach" zaczęli traktować wszystkich dookoła jak problem energetyczny i nagle wszyscy wokół byli "toksyczni". To chyba nie jest dobra droga?
To wracam do pytania, które zadałam Caroletcie, bo nie dostałam jeszcze odpowiedzi na tę praktyczną część - jak to robiłaś? Bo rozumiem teorię, ale siedzę nad tym od jakiegoś czasu i ciągle mam wrażenie, że albo za bardzo "analizuję", albo w ogóle nie czuję nic konkretnego podczas medytacji.
Ten sposób, o którym mówi Caroletta, jest moim zdaniem znacznie skuteczniejszy dla osób, które dopiero zaczynają. Ciało reaguje na konkretne wspomnienia i emocje dużo szybciej niż na "medytuj teraz i poczuj splot słoneczny". Ale mam pytanie do niej - czy przy tej metodzie nie miałaś momentów, kiedy wyciągałaś zbyt dużo naraz? Bo to może być intensywne.
A to uziemienie to co konkretnie oznacza? Słyszę to słowo często, ale nikt mi nigdy nie powiedział, jak to zrobić. Czy to jest to samo, co medytacja?
I właśnie przy tym uziemieniu wychodzi, jak bardzo czakra podstawy jest zaniedbana przez większość osób, które interesują się duchowością. Wszyscy chcą otwierać serce, rozwijać intuicję, a tymczasem fundament jest słaby. Jak budujesz granice bez stabilnego fundamentu, to one po prostu nie wytrzymują.
Mam takie głupie pytanie, ale powiem - czy to znaczy, że osoby, które nigdy nie słyszały o czakrach, a mają zdrowe granice, to przypadkowo mają je "odblokowane"? Bo znam takie osoby i zastanawiam się, jak to jest możliwe bez żadnej świadomej pracy.
To nie jest głupie pytanie, wręcz przeciwnie. I odpowiedź jest prosta - tak, można mieć naturalnie zrównoważone centra energetyczne bez żadnej świadomej pracy. Dzieciństwo, środowisko, relacje, nawet dieta - to wszystko wpływa na energię ciała. Praca z czakrami nie jest warunkiem koniecznym do zdrowego życia. Jest jednym z możliwych sposobów, gdy coś nie działa.
No to wracam do swojego pytania sprzed chwili, bo Lurisk mnie trochę zgubił. Jeśli relacje mogą nie przeżyć tego "stawania się sobą" - to co wtedy? Po prostu się z tym godzisz i idziesz dalej? Łatwo powiedzieć.
A ja mam takie pytanie, które może jest nie na miejscu, ale - czy to w ogóle trzeba robić naraz? Bo słucham tej rozmowy i mam wrażenie, że mówicie o tym jak o jakimś przełomie, po którym wszystko się zmienia. A co jeśli to jest po prostu powolne, niewidoczne?
Ale skoro to jest takie powolne i niewidoczne, to jak w ogóle wiesz, że cokolwiek się dzieje? Bo ja bym chyba nie wiedziała, czy to efekt tej pracy, czy po prostu czas leci i dojrzewam normalnie.
Wracając do wątku Walci - to pytanie o rozróżnienie pracy energetycznej od naturalnego dojrzewania jest moim zdaniem fałszywym podziałem. Praca z ciałem energetycznym jest pracą z tym samym systemem, który "normalnie dojrzewa". Różnica jest w świadomości i tempie, nie w mechanizmie. Ale mam pytanie do Agathy - czy w tym dzienniku odnotowujesz też sytuacje, w których granica nie wyszła? Gdzie się cofnęłaś?
To co mówi Agatha potwierdza coś, o czym myślałam od jakiegoś czasu - że wzorzec jest ważniejszy niż pojedyncze zdarzenie. Jedna rozmowa, gdzie nie powiedziałaś nie, to nic. Ale jeśli z tą konkretną osobą, w tym konkretnym układzie zawsze ci to nie wychodzi - to już jest informacja o energii, nie o sytuacji.
Ale jak wy odróżniacie "wzorzec energetyczny" od zwykłego, psychologicznego wyjaśnienia? Bo to brzmi dokładnie jak coś, co by powiedział każdy terapeuta - wzorce z przeszłości, schematy itd. Gdzie tutaj jest ta specyficznie energetyczna praca, która różni się od terapii?
Ja mam takie przeczucie, że może chodzi o to, że energia jest dostępna bez pośrednika. W terapii ktoś cię prowadzi przez słowa. Przy skanowaniu ciała robisz to sama, bez interpretacji kogoś z zewnątrz. Ale nie wiem, czy to ma sens jako argument.
Okej, to ja nie rozumiem jednej rzeczy. Mówicie, że ciało wie i że energia wie - ale jeśli przez całe życie grałem jakąś rolę, to czy moje ciało nie jest już po prostu do niej przyzwyczajone? Czy to się da odróżnić od "naturalnego"?
To jest jedno z lepszych pytań w tej rozmowie. I nie ma na nie prostej odpowiedzi, bo tak - długotrwałe wzorce odkładają się w ciele i przestają być odczuwalne jako coś narzuconego. Ale jest różnica między napięciem, które jest nawykiem, a napięciem, które jest odpowiedzią na konkretną sytuację. To drugie możesz obserwować w czasie rzeczywistym. I tam zwykle zaczyna się ta praca z granicami - nie od pytania "kim jestem naprawdę", tylko od pytania "co teraz czuję w tym konkretnym momencie, z tą konkretną osobą".
I tu wróciłam do początku - do tego skanowania ciała, o którym mówiła Caroletta. Tylko teraz rozumiem, dlaczego to ma sens. Bo to nie jest szukanie "czakry", tylko właśnie szukanie tej odpowiedzi w czasie rzeczywistym, o której mówi Rodis. Dobra, spróbuję jeszcze raz.
Dobra, więc próbowałam tego skanowania i mam pytanie - bo poczułam coś w okolicach brzucha, takie jakby ściśnięcie, ale nie wiem, czy to "wzorzec" czy po prostu nerwy, bo robiłam to wieczorem i byłam zmęczona. Jak wy w ogóle odróżniacie jedno od drugiego w praktyce? Bo teoria brzmi prosto, ale jak siedzę sama z tym, to nie wiem co interpretuję.
