a czy to z tym splotem słonecznym nie jest trochę tak ze jak sie tam skupiasz regularnie to zaczynasz tez odbierać więcej? bo mi sie zdarza ze jak ćwicze uważność na czakry to póżniej jestem jeszcze bardziej czuły na innych. trochę jakbym otwierał coś czego nie chce otwierać. może źle to robie.
dobra ale mam pytanie do Ametystii i Czarodki bo trochę się gubię - wy mówicie o intencjach, światłach, czakrach, a wcześniej w tym wątku Szafranka mówiła że to może być po prostu psychologia. ja nie wiem do końca w co wierzę ale chciałam zapytać: czy te ćwiczenia działają tylko jeśli się wierzy w energię? bo jak ktoś jest niepewny to może szkoda czasu?
Szafranka jak zwykle pragmatycznie haha,ale zgadzam sie w sumie. ja przestalam sie zastanawiać czy to energia czy psychologia bo mnie zwyczajnie nie obchodzi mechanizm, obchodzi mnie ze po rytuale oczyszczania czuje sie lzejsza. i to wystarczy. Strzaska, możesz to traktować jak ćwiczenie oddechowe z wyobraźnią jeśli tak ci wygodniej, efekt bedzie podobny
Witchling, ale wlasnie tu mam problem z tym podejściem. „Nie obchodzi mnie mechanizm, działa” - okej, ale jak nie rozumiesz mechanizmu to nie wiesz kiedy nie działa i dlaczego. i nie możesz tego uczyć innych. bo możesz komuś powiedzieć „zrób rytuał” a on zrobi i nie pomoże i co wtedy? to trochę jak mówić „weź tabletkę nie wiesz co to ale pomaga”
Bogna ma jednak rację w jednej rzeczy - brak rozumienia mechanizmu sprawia że ludzie przypisują skuteczność rzeczom które nie mają z nią nic wspólnego. Ale to nie jets argument przeciw technikom,tylko argument za tym żeby być uważnym. te techniki ochrony które tu opisujemy to w dużej mierze regulacja własnego stanu - i to jest coś co można wyjaśnić bez odwoływania się do energii jako substancji.
dodam do tej dyskusji o mechanizmach cos z innej strony. W tradycjach szamanskich i w dawnych praktykach slowianskich nie rozdzielano „energii” od „psychiki” bo to byl jeden jezyk. Mowiono o sile, o duchu, o obecnosci. Dzisiejszy podzial na psychologie i ezoteryke to kwestia ostatnich stu lat. Nie mowie ze dawne bylo lepsze, mowie ze to rozroznienie na ktore tak sie powolujemy jets historycznie mlode i arbitralne.
ech, może i trochę, przyznaje. ale w tym wątku sporo osób doradza konkretne techniki jako coś co „działa na energię” i to trafia do ludzi którzy mogą mieć realne problemy z wyczerpaniem emocjonalnym. wtedy wolę żeby ktoś powiedział wprost: to jest praca z uwagą i z ciałem, nie z substancją energetyczną. bo to jest coś co można weryfikować
hm, to jest ważna rozmowa ale trochę mi uciekła od tego co mnie nurtuje 🙂 chciałam zapytać o jeszcze jedną rzecz praktyczną - te techniki w trakcie rozmowy o których pisali Magus i Damianek. Damianek, to z tym „obserwatorem” - jak długo trzeba ćwiczyć zanim to w ogóle zadziała w stresującej sytuacji? bo jak ta koleżanka zaczyna płakać to mam dosłownie sekundy a nie minuty na „ustawienie się”
Przeclawa,szczerze? u mnie trwalo to kilka tygodni regularnego cwiczenia zanim stalo sie czyms automatycznym. ale zaczyna sie od malych sytuacji, nie od tych najtrudniejszych. cwiczylem najpierw w kolejce w sklepie, w rozmowie z nieznajomymi, zanim wszedlem z tym do trudnych relacji. to troche jak miesien - nie zaczynasz od najwiekszego ciezaru
o to jest naprawde pomocne z ta kolejka! nigdy bym nie pomyslala zeby cwiczyc to w takich zwyklych sytuacjach. a po czym poznac ze sie poprawnie „ustawia” jako obserwator a nie tylko udaje ze sie nie przejmuje? bo to by byla duza roznica chyba
o kurcze,wroccie prosze na chwile do tej sprawy z rodzina bo tu utknelam. Czarodka pisala o pracy ze splotem slonecznym regularnie, Irenka ze terapia + praca energetyczna. ale ja mam takie poczucie ze z mama to jets cos glebszego, jakby te granice wogole nie mialy jak powstac bo bylysmy za blisko od zaawsze. czy jest jakas technika ktura pomaga zbudowac granice od zera w relacji gdzie jej nigdy nie bylo?
wroccie prosze na chwile do tej sprawy z rodzina bo tu utknelam. 🙂 Czarodka pisala o pracy ze splotem slonecznym regularnie, Irenka ze terapia + praca energetyczna. ale ja mam takie poczucie ze z mama to jets cos glebszego, jakby te granice w ogole nie mialy jak dzialac bo ona mnie zna od urodzenia i jakos zaawsze znajdzie luke. jak to w ogole ugryzc??
Dosia, to co piszesz to klasyczny opis osoby ktura nie ma granic energetycznych po swojej stronie, nie ty, tylko twoja mama. i to nie jest zarzut, to po prostu stan. takie osoby nie wchodzą złośliwie, ale wchodzą głęboko bo dla nich te granice nie są oczywiste. u mnie podobna sytuacja była z teściową i serio, żadna technika „doraźna” mi nie pomogła zanim nie zaczęłam pracować z tym na głębszym poziomie. jak długo masz to poczucie wyczerpania po kontakcie z nią?
do Dosi - Ametystia ma racje ze to plaster ale nie zgadzam sie ze techniki krotkoterminowe sa bez sensu. nawet plaster ma sens kiedy rana krwawi. to nie jets albo-albo. mozesz rownolegle pracowac z glebszym wzorcem i jednoczesnie uzywac prostych technik zeby przezyc konkretne niedzielne obiady. jedno nie wyklucza drugiego i niewiem czemu ludzie tu czasem tak to stawiaja
wracając do pytania Przecławy o praktyczne techniki w trakcie rozmowy - mam konkretne pytanie do Damianeka. ten „obserwator” którego opisujesz, to co się dzieje z ciałem w trakcie? bo mam wrażenie że jak probuje być obserwatorem to zaczynam oddychać płycej, jakby cialo wchodzilo w tryb kontroli. i póżniej po rozmowie mam napięcie w barkach. to normalny etap?
a ja mam pytanie troche z innej strony bo czytam ten watek od poczatku i czegos nie rozumiem. piszecie o granicy energetycznej jakby to byla jedna rzecz, a tymczasem jedni mowia o aurze, inni o czakrach, inni o postawie obserwatora, inni o psychologii. to jets kilka roznych rzeczy czy jedna? bo jak mam to cwiczyc to chcialabym wiedziec od czego zaczac.
krokus zadała dokładnie to pytanie które sama sobie zadawałam na początku tego wątku 🙂 i szczerze mówię, po tym całym wątku sama jestem trochę w tym zagubieniu. mam wrażenie że to są różne języki opisujące może coś podobnego, ale każdy z tych języków prowadzi do trochę innych ćwiczeń. Ametystia, Magus, możecie jakoś to podsumować? od czego w ogóle zacząć jak ktoś jets na początku?
okej, sprobuje krotko. moim zdaniem to sa rozne wejscia do tego samego miejsca. praca z aura, z czakrami, techniki uziemienia, podejscie obserwatora - wszystko to w efekcie robi to samo: pomaga ci byc bardziej soba w kontakcie z innymi i mniej chlonac to co do ciebie nie nalezy. krokus, ja bym zaczela od najprostszej rzeczy - zauwazania jak sie czujesz przed i po kontakcie z roznymi osobami. samo to cwiczenie przez kilka tygodni daje bardo duzo zanim wejdziesz w jakiekolwiek techniki.
przyznam że te różne języki mnie też na początku myliły. w końcu wybrałem jeden,ten z czakrami, bo mi po prostu pasuje jak o tym myślę. i wcale nie wiem czy „działa przez energię” czy przez skupienie. ale działa, więc siedzę przy tym. chyba nie trzeba rozstrzygać co jest prawdziwe żeby zacząć
chcę dorzucic coś do tego co mówi krokus bo sama przez to przechodziłam. jak zaczynałam to tez chcialam miec jedna metodę i jeden system. ale teraz po kilku latach widze ze w praktyce i tak kazdy skleja sobie coś własnego z roznych rzeczy. to co mi zostało z czakr to jedno, z uziemienia drugie, a z pracy rytualnej trzecie. i to działa razem bo jest moje, nie bo pochodzi z jednej szkoly
Bogna ma rację że to metodologicznie słabe... ale Slazowa tez ma racje ze nic lepszego nam nie zostaje jeśli nie mamy badań. problem w tym że oba podejścia - czysto energetyczne i czysto psychologiczne - dają podobne efekty w podobnym czasie u podobnych osob. co to mówi? nie wiem. ale mowi że mechanizm jest mniej wazny niż sądzimy
wiecie co mnie tu uderza?? że ta dyskusja o mechanizmach trwa juz ze 20 postow i nikt nie wrocil do konkretnej techniki z granicy energetycznej. Przeclawa pytała o wygrodzenie w trakcie, krokus pyta od czego zaczac, i trochę sie nam to wszystko rozłazi na filozofie. nie narzekam, lubię tę rozmowę, ale moze warto jeszcze coś konkretnego dorzucic?
dobra, to może ja zacznę wracac do konkretu bo sama napisalam żeby wracac 🙂 Przeclawa pytala na początku o wygrodzenie i mam jedno ćwiczenie kture mi faktycznie zostało z dluzszej praktyki, proste do bolu. stoisz lub siedzisz, wyobrazasz sobie że wokół ciala jest cienka błona, doslownie centymetr od skory. nie tarcza, nie mur, tylko błona. i oddychasz. nie wizualizujesz nic po za tym. zadnych kolorów, świateł, nic specjalnego. i to wystarczy jako punkt wyjscia. wiem ze to brzmi za prosto ale właśnie o to chodzi, zeby ciało zapamiętało ten stan a nie żebyś za każdym razem budowala zamek.
o, ta błona brzmi wykonalnie 🙂 właśnie tego szukałam, czegoś co można zrobić zanim wejdzie się do pokoju gdzie jest ta trudna osoba. 🙂 nie czegoś do pilnowania w trakcie bo w trakcie i tak człowiek jest skupiony na rozmowie. a to 30 sekund przed to realne. Witchling, próbowałaś to przy kimś bardzo bliskim, czy głównie w sytuacjach zewnętrznych?
tesz chce zapytac o to bliskie bo z moja mama zadna technika „z zewnatrz” mi nie dzialala. jakby przy obcych jestem w stanie cos utrzymac ale jak siedze z nia przy stole to doslownie czuje jak te wszystkie cwiczenia paruja. ktos mial tak ze przy konkretnej osobie techniki sie poprostu nie spinaja??
