Chciałam otworzyć ten temat bo widzę,ze kobiety w pewnym wieku często szukaja pomocy i nie wiedzą gdzie sie zwrocic. Klimakterium to nie choroba, ale energetycznie to jest ogromna przemiana i ciało dosłownie przebudowuje swoje pola. Przez lata pracuję z kobietami kture przechodzą przez menopauzę i za każdym razem widze to samo, energia trzeciej czakry i drugiej dosłownie husta sie jak na karuzeli. Uderzenia gorąca to nie tylko hormony, to tesz uwolnienie starych blokad energetycznych. Macie może jakieś własne doświadczenia z tym tematem?
Temat wazny,dobrze ze ktos to wreszcie poruszyl. Sama mam 51 lat i przechodze przez to teraz, wienc nie pisze z teorii. Bioenergoterapia mi pomogla na prawde, nie mowie ze zamiast lekarza ale obok. Nocne poty i bezsennosc znacznie mi sie zmniejszyly po kilku sesjach. Ale mam pytanie do tych co maja wieksze doswiadczenie - czy praca z czakra sacral ma tu sens czy raczej skupiac sie na nadnerczach energetycznie?
No to bardo ważny temat!!! Czakra sacral i czakra splotu słonecznego to tutaj absolutna podstawa, obie są totalnie przeciazone podczas menopauzy. polecam tez prace z czakra koronową bo to pomaga w regulacji calego systemu. Sam co prawda nie przezylem menopauzy 😀 ale pracuję z tymi energiami od kilku lat i duzo czytalem na ten temat. Ciepłe kolory podczas wizualizacji, pomarańcz i zloto, ponoc bardzo pomagaja
dorzuce swoje trzy groszecy w tym temacie dla mamy. Ona ma 54 lata,bardzo silne uderzenia goraca, nie śpi prawie, lekarz dal hormony ale ona nie chce brac. pytam bo zastanawiam sie czy bioenergoterapia morze temu naprawdę zaradzic czy to tylko takie wspomaganie? Nie chce jej nastawiać na coś co potem nie zadziała.
Rozumiem obawy ale nie ma co tak stawiac sprawy zero-jedynkowo. Bioenergoterapia to nie substytut medycyny i uczciwy bioenergoterapeuta powie ci to samo. Mnie pomoglo jako uzupelnienie, ale nie odrzucilam w ogole kontaktu z lekarzem. Twoja mama powinna najpierw porozmawiac z lekarzem dlaczego nie chce brac hormonow, a pozniej szukac wsparcia
Tylko że znalezienie dobrego bioenergoterapeuty to jest osobna sztuka. Pol internetu to szarlatanie którzy wezmą 200 zl za sesję i nic. Jak rozpoznać kogoś kto naprawdę umie pracować z polem a nie tylko macha rekami i mówi że „czuje energie”? Pytam serio bo sama przez to przechodzilam i przepalilam sporo kasy.
Pole energetyczne kobiety w przejściu to jets coś szczególnego. Pracowałam z wieloma kobietami w tym czasie i każda jest inna,nie ma jednego schematu. ale jest coś co się powtarza - energia jakby cofa się do środka, do centrum, szuka nowego porządku. To nie jest choroba do leczenia, to jest inicjacja. I wlasnie dlatego te stare blokady wychodzą na powierzchnię, bo ciało wie że teraz jest czas żeby je puścić.
Ojej, to jest niesamowite co Kometka pisze. 😉 Ja mam pytanie trochę z boku - czy podczas takiej pracy energetycznej mogą wychodzić stare urazy emocjonalne? Słyszałam że tak że ciało zaczyna „oddawać” rzeczy z przeszłości i kobiety nagle mają silne emocje o których myślały że je przepracowały. Czy to normalne przy bioenergoterapii w ogóle?
Ja miałam sesjię u bioenergoterapeutki rok temu i faktycznie po niej płakałam dwa dni, takie głębokiek rzeczy wyszły. Terapeuka powiedziała że to normalnie i dobrze ale sama nie wiedziałam czy to dobrze czy może cos za szybko otworzyłam. Nikt mi wcześniej nie powiedział że tak może być. Więc to co Kometka mówi o tym żeby być przygotowaną - to jest ważne, naprawdę.
To jest właśnie ten problem z bioenergoterapią że za mało ludzi mówi o ryzyku. Filomena, to że płakałaś dwa dni to niekoniecznie jest „dobrze i normalnie”, to zależy od kontekstu. Dobry terapeuta nie tylko otwiera, ale też zamyka sesję porządnie i zostawia cię z zasobami a nie otwartą raną. Przy menopauzie szczególnie, bo system nerwowy i tak jest w trybie wysokiej czułości.
Dorzucę cos bo temat mnie mocno cieka. numerologicznie ciekawe że klimkaterium zazwyczaj trafia na lata przejscia w cyklu dziewięcioletnim. 🙂 Wiele kobiet przechodzi menopauzę wlasnie w roku 9 swojego cyklu, czyli zamkniecie, lub w roku 1 czyli nowe otwarcie. to nie przypdaek tylko rytm energetyczny który nakłada sie na biologię. Nie wiem czy ktos to kiedys sprawdzal na se??
Wracając do sedna tego wątku - chcialam zapytac te z was które mialy lub mają sesje bioenergoterapii w tym czasie, czy terapeuta pytal was o historię medyczna zanim zaczal pracę? Bo to jets dla mnie jeden z sygnałów wiarygodności. Dobry terapeuta chce wiedzieć co dzieje się w ciele zanim sięgnie po pole.
o rany, wracajac do pytania o historię medyczna - dostałam jedną odpowiedź na pw ale wolałabym żeby to zostalo tu na forum bo morze komus pomóc. wiec pytam jeszcze raz publicznie: czy wasz terapeuta przy pierwszej sesji pytal o cokolwiek z zdrowia, lekarstw, historii? To nie jets pytanie akademickie, to test wiarygodnosci
uff, ja zaawsze pytam. nie dlatego że muszę ale dlatego że bez tego pracuję w ciemno. kobieta w menopauzie ktura bierze syntetyczne hormony albo leki na tarczycę to zupełnie inny obraz energetyczny niż taka bez. Pole jets inne, tempo metabolizmu energii jest inne, reakcje na dotyk są inne. Jak ktoś pomija wywiad to albo nie wie co robi, albo mu nie zależy.
To ja odpiszę bo moja mama jednak poszła do lekarza i hormony wziela, nie miała wyjścia bo te uderzenia goraca były naprawdę nie do wytrzymania po nocach. Ale nadal szukamy kogoś do bioenergoterapii jako uzupełnienie. I wlasnie martwię się teraz czy terapeuta musi wiedziec ze mama bierze hormony, czy to morze coś zmienić w sesji?
Dokładnie to. I powiem więcej, jeśli terapeuta nie pyta o leki a klientka sama nie powie, to po sesji może być bardzo dziwnie. Nie z powodu magii tylko dlatego że ciało które jest pod wpływem hormonów może reagować intensywniej na jakąkolwiek stymulację, energetyczną też. To nie straszenie, to po prostu fizjologia.
No i to jest uczciwa odpowiedź, chwała Edmundowi. Wolę „nie wiem” od „bo pole energetyczne reaguje na estrogen” 🙂 Wierzbina ma rację ze to pytanie wisi w powietrzu i trochę nas tu omija. Ale może i dobrze, bo przynajmniej nie robimy z bioenergoterapii pseudonauki, tylko zostawiamy jako doświadczenie.
Hej ale zaraz,placebo to placebo a efekt energetyczny to efekt energetyczny, nie mozna tego wrzucać do jednego worka. Ja czulem prace z polem i to nie bylo zadne placebo, to byl fizyczny odczuwalny przepływ. Jak ktos nigdy tego nie doswiadczyl to trudno mu oceniac
Mnie to filozofowanie trochę oddala od tematu haha. Ja po prostu wiem że po sesji mi było lepiej, śpałam spokojniej przez kilka tygodni. Czy to pole czy placebo czy dobre nastawienie - efekt był. I tyle mam do powiedzenia jako osoba która to przeżyła.
A ja mam pytanie do Kometki albo Diablik, bo nie wyobrażam sobie jak to wygląda w praktyce. Czy podczas sesji bioenergoterapii terapeuta mówi klientce co czuje w jej polu? Znaczy czy to jest takie interaktywne czy bardziej klientka leży i terapeuta po prostu pracuje? Pytam bo nigdy nie byłam na sesji i nie wiem jak to wygląda od środka.
Ojej, właśnie to czytam i tak sobie mysle że moja ciocia miała dokładnie tak jak Filomena opisywała z tym płaczem po sesji. I terapeuta jej powiedzial to samo slowo w słowo że „oczyszczenie”. Teraz zastanawiam się czy to nie jest jakiś standardowy tekst który mówią żeby klientka nie panikwala haha. Nie mówię ze źle, może i dobrze ale ciekawe że wszyscy mówią to samo.
Edmund mówi coś waznego. Chociaz z drugiej strony podobny zarzut mozna postawic np. psychoterapii, gdzie tez mamy interpretacje które trudno falsyfikowac. „Opór” w psychoanalizie działa tak samo, każda reakcja klienta potwierdza teorię. Ale mimo to psychoterapia pomaga. Więc może sposób interpretacji nie jest tym co decyduje o skuteczności?
Wrócę do pytania Mantraa bo to ważne dla kogos kto nigdy nie był na sesji. dobra sesja to nie jets zabieg do którego sie przychodzi i wychodzi. tak między nami, przed sesja powinien być czas na rozmowę, po sesji też. Jeśli terapeuta bierze pieniadze, przeprowadza „zabieg” i żegna się w 20 minut, to jest zły znak. W przypadku kobiet w klimakterium te rozmowy są szczególnie istotne bo emocje kture moga wyjść sa poważne.
Dziekuje za tą odpowiedź,bo mama właśnie się boi ze wyjdzie coś emocjonalnego i nie będzie wiedziała co z tym zrobić. Ona jest raczej zamknieta osobą, nie lubi mówić o uczuciach. Czy to morze byc problem na sesji? Czy bioenergoterapia wymaga jakiegoś otwarcia ze strony klientki?
no i wlasnie, mama jets zamknięta w sobie i martwię sie ze jak coś wyjdzie na sesji to sie przestraszy i zamknie jeszcze bardziej. czy terapeuta morze jakoś pracować z kimś kto nie chce „rozmawiać o uczuciach”? czy to w ogole ma sens bez tego otwarcia?
wlasnie,pole energetyczne nie pyta czy chcesz rozmawiać 🙂 ja tez nie jestem gadatliwy na sesjach i jakos dziala. te uderzenia gorąca to btw często zablokowany przepływ w czakrze splotu słonecznego, można to rozładować bez jednego słowa o emocjach.
Zostawiając czakry na chwilę, bo to osobny temat - wracając do pytania o zamkniętych klientów. Pracowałem z kobietami które wprost mówiły „nie chcę gadać o emocjach, proszę tylko żeby mi było lepiej fizycznie”. I ok, szanowałem to. Problem jest jeden: jeśli coś mocniejszego wyjdzie na sesji, a przy menopauzie to realne, to klientka ktura nie jest przygotowana na reakcję emocjonalną może po prostu wyjść przestraszona i więcej nie wrócić. Więc nie chodzi o wymuszanie rozmowy, tylko o krótkie uprzedzenie że „może się coś pojawić, to normalne”
