Chyba tak, raz czy dwa razy. Ale nie wiedziałam co to jest, myślałam że po prostu akurat byłam w lepszym nastroju. Więc to może być właśnie ten sygnał?
Nawiązując do tego co mówi Darka - nastrój i stan pola to nie są dwie oddzielne rzeczy, i myślę że właśnie tu tkwi problem z rozróżnianiem. Lepszy nastrój może być zarówno przyczyną, jak i skutkiem otwarcia się pola. Albo po prostu jego wyrazem. Nie wiem czy to da się sensownie rozdzielić.
Ale wtedy pytanie, które zadaje Strzaska trochę wcześniej wraca z nową siłą - jeśli nie możemy oddzielić stanu pola od nastroju, to skąd wiadomo kiedy zmienić afirmacje, a kiedy po prostu je kontynuować? Bo wydaje mi się, że to jest właśnie sedno tego wątku, przynajmniej tego kawałka.
A może właśnie nie ma jednej praktycznej odpowiedzi i to jest problem z tym tematem? Każda osoba jest gdzie indziej, każde pole jest inne, więc żadna reguła nie zadziała uniwersalnie. Trochę mam wrażenie że szukamy przepisu tam, gdzie go nie ma.
Okej, to mi coś daje. Ale to z tą neutralnością afirmacji - jak długo czekasz zanim uznasz, że faktycznie wygasła, a nie że po prostu masz gorszy dzień i mniej czujesz?
A co jeśli afirmacja nie jest ani pobudzająca, ani neutralna, tylko wywołuje dyskomfort? Bo mi się to zdarza i nigdy nie wiedziałam, co z tym zrobić. Czy to znaczy że jest zła, czy właśnie że dotknęła czegoś ważnego?
Ale czekajcie, bo trochę mi się tu miesza. Mówimy o dyskomforcie przy afirmacji jako sygnale pola, ale czy nie jest tak, że stres chroniczny, o którym cały czas rozmawiamy, po prostu powoduje że wszystko czujemy inaczej? Może dyskomfort przy afirmacji w stresie to po prostu przeciążony układ nerwowy, nie żaden sygnał energetyczny?
Chyba trochę gubię wątek, bo nie do końca rozumiem - jeśli nie można oddzielić ciała od pola, to czy praca z afirmacjami jest wtedy w ogóle pracą energetyczną, czy po prostu pracą psychologiczną? Pytam serio, bo nigdy nie byłam pewna gdzie jest ta granica.
Chcę wrócić do pytania Darki o dyskomfort, bo myślę że to jest coś, co wiele osób myli przy pracy z afirmacjami w stresie. Dyskomfort który coś otwiera ma inną jakość niż dyskomfort który zamyka. Ten pierwszy jest jakby rozszerzający mimo że nieprzyjemny, drugi jest zaciskający i po nim jest jeszcze gorzej. Nie wiem czy to jest opis energetyczny czy opisuję po prostu coś somatycznego, ale to odczucie jest u mnie dość powtarzalne.
To rozróżnienie jest ciekawe. Ale jak się nauczyłaś je rozpoznawać? Bo jak mam dyskomfort, to przeważnie jestem na tyle w środku tego, że nie jestem w stanie ocenić czy się rozszerza czy zaciska.
Ja mam dokładnie ten sam problem co Darka. W stresie w ogóle tracę zdolność do takiej obserwacji. Wszystko jest tylko napięcie, napięcie, napięcie. I wtedy nie wiem co z afirmacjami - kontynuować, zmienić, odłożyć w ogóle?
No ale to wraca do pytania Marchewki sprzed chwili - czy jest jakiś sygnał że pole jest na tyle otwarte żeby wejść z afirmacją? Bo Ametystia mówiła o czuciu, ale jak ktoś jest chronycznie w stresie, to może to czucie też jest zaburzone?
