Chciałam zapytać o coś co mnie od dłuższego czasu zastanawia. Byłam ostatnio na sesji u bioenergoterapeuty i poczułam naprawdę mocne rzeczy podczas zabiegu, takie ciepło, mrowienie w dłoniach i w okolicach serca. I teraz się zastanawiam - czy tę energię można jakoś zabrać ze sobą po wyjściu? Znaczy nie samą energię terapeuty oczywiście, ale to co zostało w nas „uruchomione”? Czy ona zostaje czy odpływa? Bo mam wrażenie że następnego dnia już tego nie czuję tak wyraźnie.
To jest bardzo dobre pytanie i dotyka czegoś co wielu ludzi czuje ale rzadko potrafi nazwać. Energia którą bioenergoterapeutka uruchamia podczas sesji nie jest „jego” energią którą ci daje - ona tylko pobudza twój własny przepływ. Więc technicznie mówiac ta energia już jest twoja i nigdzie nie odpływa. Ale to że jej nie czujesz nazajutrz to inna kwestia - twoja świadomość wraca do codziennego stanu i po prostu przestajesz to rejestrować.
o oo, tez mialam tak samo! po sesji czulam sie jak nowo narodzoa 😀 ale na drugi dzien jakby nic. a moje panie terapetka mowila zeby po zabiegu pic duzo wody i spokojnie odpoczac bo cialo „integruje” ta energie. wiec moze to nie znika tylko po prostu wchodzi glebiej? nie wiem tylko czy to prawda czy tak mowia zeby czuc ze cos sie dzieje haha
Ta kwestia integracji to nie jest zaden wymysł na pocieszenie - to ma sens z perspektywy pracy z czakrami. Bezpośrednio po sesji kanały energetyczne są jakby „otwarte” i stąd to intensywne odczucie. Potem wracają do normalnej przepustowosci. Czy mozna coś zabrac??? No wlasnie tu jest ciekawe pytanie. Słyszałam że niektórzy terapeuci na zakonczenie „zaplombowują” aure właśnie po to żeby ta energia nie wyciekła za szybko. Ktoś miał takie doświadczenie?
hm, zaplombowują aurę? to jak to wygląda w praktyce? przepraszam że pytam o takie podstawy ale jestem naprawdę zielona w tym temacie. czy to terapeuta to robi czy my sami możemy jakoś to zrobić? i czy bez tego faktycznie wszystko „wycieka”?
Powiem szczerze że to „zaplombowanie” brzmi trochę marketingowo. Nie kwestionuję samej bioenergoterapii, ale takie pojęcia jak plomba energetyczna to już bardzo duze uproszczenie. Jeśli energia w ciele to zlozony system to raczej nie da się go „zakorkowac” jednym gestem na koniec sesji. Co ciekawi mnie bardziej: czy macie jakies konkretne metody na to zeby dłużej utrzymać dobry stan po zabiegu? Bo to byłoby bardziej uzyteczne niz dyskusja o tym co odpływa a co nie.
ja mam podobne pytanie trochę od innej strony - czy przedmioty mogą „przechować” tę energię? bo czytałam że kamienie mogą nasiąknąć energią podczas sesji i potem ją oddawać. nosiłam przy sobie turmalin po ostatniej wizycie i wydawało mi się że przez kilka dni czuję coś takiego ciepłego przy nim. ale mogłam to sobie wmówić , sama nie wiem
Kamienie jako nośniki energii to temat z długą tradycją i nie jest to zaden wymysl. Kryształy maja regularną strukturę krystaliczna i od wieków stosowano je wlasnie jako akumulatory energetyczne. Turmalin który wymieniłaś jest szczegolnie ciekawy, bo ma naturalne właściwości piezoelektryczne, czyli realnie generuje mikroładunki pod wpływem nacisku lub temperatury. Czy to tłumaczy wszystko? Niekoniecznie. Ale fakt że coś czułaś nie jest tylko kwestią wyobraźni.
No dobra ale piezoelektyczność to jest zupełnie inny temat niż „nasiąkanie energią terapeuty”. Jedno jest zjawiskiem fizycznym a drugie to już inna bajka. Rozumiem że chcecie łączyć te rzeczy ale trochę uważajcie żeby nie mieszać różnych porządków.
Ok ok, wracając do glownego pytania z pierwszego posta - bo trochę odpłynęliśmy na kamienie. Mam swój sposob na „niesienie” energii po sesji i jest zupełnie przyziemny: spokojny spacer po zabiegu, bez telefonu, bez rozmów. Po prostu bycie. I to działa lepiej niz cokolwiek innego. Energia nie potrzebuje specjalnych pojemników - potrzebuje żebyś jej nie rozbijala od razu halasem i pośpiechem.
a powiedz Frania86 - ten spacer to zaraz po zabiegu czy moze byc po kilku godzinach? bo ja po sesji zawsze musze jechac autobusem i jest tam tlok i halas no i wtedy chyba wszystko sie rozsypuje 🙁 zastanawialam sie czy sluchawki z muzyka by pomogly czy jeszcze gorzej
Tłum po sesji to naprawdę niedobry pomysł, nie żartuję. Kiedy pole energetyczne jest „rozruszane” to jesteś bardziej podatna na energie innych osób wokol. Słyszałam różne opinie czy to absorbcja czy tylko rozpraszanie, ale w każdym razie po zabiegu warto zadbac o spokój. Sluchawki z spokojną muzyką moga pomóc jako swego rodzaju bufor, byle nie jakiś ciezki metal 😀
hm to ciekawe bo ja nigdy o tym nie myślałam. po moich sesjach czuję się zmęczona i od razu chcę spać. to znaczy że coś się dzieje czy raczej że jestem po prostu rozluzniona i dlatego senność? bo czasem się zastanawiam czy naprawdę coś czuję czy tylko efekt ogólnego wyciszenia
Cofnę się do kamieni bo mnie to bardzo interesuje - czy trzeba je ładować specjalnie przed sesją żeby dobrze „łapały” energię?? czy one same to robią? i czy po sesji powinnam je oczyścić czy właśnie zostawić tę energię? trochę się gubię w tych regułach
No dobra, pytam z czystej ciekawości bo normalnie nie wierzę w te rzeczy ale czy ktoś sprawdzał to jakoś obiektywnie? tzn. czy poczucie niesienia tej energii jest mierzalne czy to bardziej subiektywne? bo z jednej strony rozumiem że „coś się czuje” ale z drugiej strony jak to odróżnić od zwykłego dobrego nastroju po godzinie relaksu u kogoś?
To akurat uczciwe pytanie. I odpowiedź jest prosta: nie da się obiektywnie odróżnić. To jest ten podstawowy problem z całą tą dziedziną. Efekt relaksacji jest realny i mierzalny. Czy coś ponad to? Nikt jeszcze nie pokazał twardych danych. Nie mówię że nic nie ma, mówię że nie wiemy. I warto o tym pamiętać zanim zaczniemy budować całą teorię o przenoszeniu i plombowaniu energii
Patrzcie, wchodzę trochę z boku do tej dyskusji bo czytałam od początku i mam jedno konkretne pytanie do tych co mówią o kamieniach jako nośnikach - czy wy je ładujecie intencjonalnie podczas sesji czy terapeuta to robi niejako przy okazji? Bo to są dwa zupełnie różne mechanizmy jeśli chodzi o to jak kamień będzie tę energię potem oddawał.
a ja mialam sesje bez zadnych kamieni i tez czulam ze cos zostalo, wiec chyba nie tylko o kamienie chodzi nie? o matko teraz mi sie w glowie miesza ta cala dyskusja o tym co mozna zabrac ze soba a co nie
hm, ta analogia z nagrywaniem jest… no, kreatywna. ale znowu mieszamy co innego - tu już zaczyna się robić z tego bardzo rozbudowany system z regułami których nikt nigdy nie zweryfikował. każdy terapeuta mówi coś innego, każda książka inaczej, i jakoś zawsze wychodzi że „to zależy”. to jest klasyczna cecha rzeczy niepodlegających weryfikacji.
no ale Kielichowa_83 - to samo mozna powiedzieć o diecie. każdy dietetyk mowi co innego, kazda szkoła ma inne podejście i też „to zależy”. a jednak jedzenie dziala. różnorodność teorii nie dyskwalifikuje samego zjawiska.
ok, to ciekawe co mówi Kielichowa bo ja właśnie o to pytałam wcześniej i nie dostałam prostej odpowiedzi. tzn. rozumiem że doświadczenie jest subiektywnie realne, ale co z tym robimy dalej jeśli chcemy to „nieść” ze sobą? czy to w ogóle ma sens praktyczny jeśli nie wiemy co niesiemy?
przepraszam ale to brzmi jak klasyczna odpowiedź na sceptycyzm czyli „nie myśl, tylko czuj”. tyle że ta logika można by uzasadnić absolutnie wszystko. i to mnie trochę niepokoi szczerze
Ej wracam do konkretnego pytania z początku bo zaczęłam ten temat z bardzo praktycznego powodu - mam sesje raz na kilka tygodni i za każdym razem po powrocie to piękne uczucie gdzieś znika zanim zdążę cokolwiek z tym zrobić. nie interesuje mnie filozofia na teraz, bardziej co robić te pierwsze godziny żeby to zostało dłużej. ktoś ma jakiś sprawdzony patent?
ja po ostatniej sesji po prostu poszłam do domu, ugotowałam herbatę i siedziałam przy oknie z godzinę. bez telefonu, bez tv. i faktycznie wydawało się że dłużej to trzymało niż zwykle kiedy od razu wracałam do codziennych spraw. może to nie magia tylko po prostu spokój?
o rety, dopiero znalazłam ten wątek i czytam z wypiekami 😀 mam pytanie może głupie - czy to „niesienie energii” dotyczy tylko bioenergoterapii czy np. po zwykłym masażu też można mieć podobne odczucia? bo raz po masażu leczniczym czułam cos podobnego i nie wiedziałam co z tym zrobić
do pytania o ładowanie kamieni - wracam do tego bo to ważny wątek. Kamień który jest przy tobie podczas sesji dostaje to co jest w przestrzeni, ale jesli chcesz żeby był swiadomym nosnikiem, powinna być intencja - twoja albo terapeuty. sama fizyczna bliskosc to za malo. dlatego właśnie polecam przed sesją trzymać kamień chwilę w dloniach i prosic go żeby „byl otwarty”. brzmi może dziwnie dla kogoś z zewnątrz ale w praktyce to robi różnicę w tym jak kamień potem pracuje.
Ojej, hej, czytam ten wątek bo sam zaczałem interesowac się kamieniami i mam pytanie do Nokturniny - co znaczy że kamień „pracuje”? tzn. co konkretnie się zmienia jak ma tę intencję a jak nie ma? czy to czujesz fizycznie czy jak?
