no dobra, mam takie pytanie do całej dyskusji właściwie - zakładając że ta energia po sesji naprawdę jest i można ją nieść, to jak rozróżnić moment kiedy „wyszła” od momentu kiedy po prostu człowiek się rozluźnił i potem wrócił do napięcia? bo mi się wydaje że to drugie jest dużo prostsze i dużo bardziej prawdopodobne wyjaśnienie tego co opisujecie
no właśnie to jest moje pytanie, bo czytam tę rozmowę i cały czas kręcimy się wokół tego samego. mówicie że energia „zostaje” po sesji, ale skąd w ogóle wiadomo że to jest ta sama energia a nie po prostu rozluźnienie mięśni i układ nerwowy który się uspokoił? bo mi się te dwie rzeczy mieszają i nie umiem ich rozróżnić
to nie jest głupie pytanie i rozumiem ten dylemat. powiem tak, doświadczenie relaksu i doświadczenie przepływu energii mogą wyglądać podobnie od zewnątrz ale mają inną jakość od środka. relaks to jakby cisza po hałasie. a to o czym mówimy to coś bardziej jak 😀 inne światło w pokoju. nie brak napięcia, ale obecność czegoś. choć wiem że to brzmi mgliście
i to jest uczciwe pytanie. szczerze mówiąc mysle że na początku może nie ma jak tego odróżnić i to jest ok. z czasem i po kilku sesjach zaczyna być bardziej wyrazne co jest czym, przynajmniej tak bylo u mnie. ale nie obiecuję ze u kazdego tak
u mnie tez tak bylo ze pierwsze dwie sesje myslalam ze to poprostu odpoczynek i tyle. dopiero trzecia razy cos bylo inne, takie… hmm ciezkoe do opisania. jakby cosc zostalo w rekach nawet jak juz wrocilam do domu. ale moze to sugestia, kto wie
Odniosę się jeszcze do tego co napisałam wcześniej, bo chyba moje pytanie trochę utonęło w filozofii, ja konkretnie szukam sposobów żeby to utrzymać dłużej po powrocie. @Otylijka napisała o herbacie przy oknie i to faktycznie mi coś mówi, sama raz tak zrobiłam i rzeczywiście było lepiej. ale zastanawia mnie czy jest jakaś „metoda” na to, nie tylko czekanie aż samo przejdzie
Aha, to jest bardzo konkretne pytanie i zasługuje na konkretna odpowiedź. Powiem co wiem z praktyki. Pierwsze i najważniejsze: czas między sesją a powrotem do codzienności. Nawet 20-30 minut spędzone spokojnie, bez bodźców, robi ogromna różnicę. Drugie: to co nosisz przy sobie. Nie kazdy kamien zadziała, ale jesli masz kamien który byl przy Tobie podczas sesji i który „znasz”, może pełnić funkcję kotwicy. Nie dlatego że „trzyma energię” jak słoik, ale dlatego ze dotknięcie go przypomina cialu tamten stan. To trochę inne niż magia, bardziej jak zakotwiczenie
okej czyli rozumiem że chodzi o warunkowanie, trochę jak u Pawłowa tylko zamiast dzwonka jest kamień? No, to brzmi już bardziej sensownie niż „energia zakodowana w kwarcu”. ale czy to nie oznacza że efekt jest czysto psychologiczny a nie energetyczny?
ale w praktyce ta różnica nie zmienia nic dla osoby która szuka jak utrzymać dobry stan po sesji. czy to jest kotwica warunkowana czy nośnik energii, efekt jest taki sam. @Ethereal_52 pyta o praktyke, nie o teorię
o, ten argument z kasą jest trafny. bo właśnie z tym się zetknęłam, że za „specjalnie naładowany kamień z ceremonii” trzeba zapłacić 3 razy tyle co za zwykły. i zastanawiałam się czy to ma jakikolwiek sens. no właśnie, czy ma?
to zależy od tego co kupujesz. Kamień jako minerał, to jest to. Kamień „naładowany” przez kogoś kto spędził z nim uwagę i intencję, może być wzmocniony jako nośnik tej intencji. ale różnica w cenie 3x to już brzmi jak marketing, nie jak energia. dobry terapeuta przekaże ci to co potrzeba podczas sesji, bez konieczności dokupywania akcesoriów
a można dostać kamień do naładowania podczas sesji jeśli się przyniesie swój własny? czy to w ogóle tak działa że przynosi się swój własny kamień do terapeuty?
ja tak robiłam, pytałam terapeutkę i zgodziła się. położyła mi różaniec z różowego kwarcu na sercu podczas sesji. potem faktycznie jak go trzymałam w domu to coś mi to dawało, ale jak powiedziałam wcześniej, może to właśnie ta kotwica o której pisała Nokturnina
właśnie takie pytanie miałam ale bałam się że terapeuta uzna to za dziwne. dobrze wiedzieć że można poprosić. a czy jest jakiś kamień który bardziej „trzyma” po sesjach bioenergoterapii czy to bez różnicy który?
U mnie jest tak że mam takie głupie pytanie bo czytam ten wątek od początku i troszkę mi się pogubilo. czy te kamienie to się musi trzymać cały czas przy sobie czy wystarczy że leżą w domu w jakimś miejscu? bo Agatka03 pisała o selenicie i chciałabym spróbować ale nie wiem czy nosić w kieszeni czy po prostu postawić na komodzie 🙂
ja nosze maly kamien w kieszeni i szczerze nie wiem czy „dziala” bo jak juz wychodze z domu to mam tysiac innych spraw na glowie i zapominam ze wogole go mam haha. moze to wlasnie problem, ze za malo uwagi mu poswiecam?
ale Nokturnina właśnie nieświadomie przyznała że to jest technika uważności a nie „energia w kamieniu”. bo jeśli efekt jest tylko wtedy kiedy aktywnie kierujesz na coś uwagę, to mówimy o skupieniu, nie o przechowywaniu energii. to jest spora różnica
no i wracamy do tego samego miejsca co przed kilkoma postami. psychologia vs energia. mam wrażenie że będziemy tu chodzić w kółko 🙂
może zamiast kółka spróbujmy z innej strony. ja konkretnie chodzi mi o to co zabrać ze sesji do domu - niekoniecznie fizycznie. bo te kamienie to jeden sposób. ale Nokturnina wspomniała wcześniej o tym czasie między sesją a powrotem i to mnie zastanawia. co robicie żeby ten stan po sesji nie wyparował od razu w pierwszym tramwaju 🙂
ja mam taki sposób że po sesji idę pieszo przynajmniej kawalek nawet jesli mogłabym wziąć autobus. nie slucham muzyki, nie patrzę w telefon. po prostu ide. i to faktycznie cos zmienia, stan trwa dluzej. nie wiem czy „energia” ale jest jakaś różnica
to co Zodia opisuje z tym chodzeniem pieszo bardzo mi trafia, bo ja też zauważyłam że kiedy zaraz po sesji zaczęłam rozmawiać przez telefon z mamą to totalnie wszystko przepadło. dosłownie po pięciu minutach byłam z powrotem w codziennym trybie jakby nic nie było. a kiedy miałam cicho przez chwilę to zostało coś dłużej. ale jak długo powinno się zachować tę ciszę? 20 minut wystarczy?
a jak ktoś nie może sobie pozwolić na tę ciszę po sesji bo od razu wraca do pracy albo do dzieci? to znaczy że sesja jest bez sensu? bo ja mam właśnie taki problem, że sesja jest w przerwie obiadowej i potem wracam prosto do biura
5 minut w toalecie haha ale wiesz co, to jest jedyna chwila spokoju w pracy którą mam bez pytań od koleżanek. może coś w tym jest 😀
Jeszcze słowo co do kamieni bo to był oryginalny wątek, mam jedno zastrzeżenie do tego co się tu mówi o selenicie. selenite jest bardzo miękki i rozpuszcza się w wodzie, jeśli ktoś chce go nosić przy sobie to żeby nie moczył, bo robi się z niego biała pasta. na litoterapii to podstawa ale widzę że ludzie o tym nie wiedzą i potem są zdziwieni że kamień się „psuje”. to nie jest kwestia energii, to chemia
o dzieki za te info z selenitem, ja tez go czyszczalam woda a teraz mam ten kamien w kieszeni, i sie zastanawiam czy nie jest juz „zepsuty” w sensie zniszczony. nie odpadlo nic ale moze te krawedzie troche sie zaokraglily…
ok to ciekawe z tym selenitem, nie wiedzialam ze tak reaguje na wode. ale wracajac do pytania Ethereal - bo chyba troche odpłynelismy na kamienie. ja tez chciałabym wiedziec co mozna zabrać ze sesji „niematerialnie”. bo kamien to jedno, ale co jesli ktos nie ma żadnego kamienia przy sobie na sesji?
to co Zodia opisuje z chodzeniem po sesji jest właśnie takim niematerialnym noszeniem. nie kamień, nie przedmiot, tylko rytm. ciało pamięta stan dłużej niż myślimy, jeśli mu nie przerywamy. myślę że to jest właśnie ta odpowiedź na pytanie z tytułu - czasem „zabrać ze sobą” znaczy nie rozpraszać, a nie zapakować coś do kieszeni
