no właśnie, „łatwiejszy kontakt energetyczny z bliską osobą” - skąd to założenie? że ktoś kogo znasz to automatycznie łatwiej z nim pracować energetycznie? to brzmi jak coś co intuicyjnie czujemy, ale niekoniecznie tak jest. stres, relacje rodzinne, historia - to wszystko może utrudniać a nie ułatwiać
to co Obsydianka mówi ma sens. bliskość emocjonalna to nie to samo co „dobry kontakt energetyczny”, jakkolwiek to rozumiemy. i właśnie kiedy jest się zmęczonym, a do tego pracuje się z kimś z kogo się zna z życia codziennego, to te warstwy się mieszają. moim zdaniem trudniejszy przypadek niż sesja z nieznajomym.
o matko, ja właśnie to robiłam - próbowałam pracować z siostrą kiedy byłam padnięta. i teraz się zastanawiam czy właśnie przez to nic nie poczułam, czy dlatego że to była bliska osoba czy po prostu nie mam jeszcze dostatecznie wyczulonych rąk. za dużo zmiennych naraz haha
a ćwiczenie na sobie to jest wogóle możliwe 🙂 tzn jak mam skanować własną energię jeśli jestem i terapeutą i pacjentem jednoczesnie? nie wiem jak oddzielić co czuję „jako ja” a co czuję „jako terapeuta” jesloi to w ogóle ma sens
Ej, chciałam się odnieść do tego co Norbert napisał wcześniej o placebo, bo nie odpuściłam tego w głowie. rozumiem argument, serio. ale czy to oznacza że jeśli coś działa przez efekt placebo to nie działa? bo mój lekarz powiedział kiedyś że nawet w normalnej medycynie placebo ma realne działanie fizjologiczne. to gdzie jest granica?
Norbert ma rację w tym ostatnim zdaniu i to jest jedyna rzecz gdzie się z nim w pełni zgadzam w tej dyskusji. bioenergoterapia jako uzupełnienie - spoko. jako zamiennik dla poważnych chorób - to jest gdzie robi się niebezpiecznie, niezależnie od tego czy wierzymy w energię czy nie.
to jest ważna uwaga i myślę że wszyscy tu to rozumiemy. żadna poważna osoba pracująca energetycznie nie mówi że zastąpi lekarza. to są dwie różne płaszczyzny i tak to traktuję w swojej praktyce.
ok ale wróćmy na chwilę bo mam wrażenie że temat uciekł - czy praca kiedy jesteśmy zmęczeni jest bezpieczna czy nie, to chyba nadal nie jest rozstrzygnięte. bo mamy: „nie bo możesz dać za mało”, „nie bo możesz dać za dużo nieświadomie”, „tak ale uważaj” i „to zależy od rodzaju zmęczenia”. to które??
a mnie interesuje ten wątek ze zmęczeniem a otwartością - bo Ametystka wspomniała coś o tym wcześniej że zmęczenie może rozluźniać filtry. to z jednej strony brzmi jak zaleta, a z drugiej jak ryzyko. czy ktoś ma konkretne doświadczenie kiedy ta „otwartość” zadziałała na niekorzyść?
to co Ametystka opisuje - to „brak centrum” - jakoś bardzo do mnie trafia. bo chyba właśnie o to chodzi, żeby zanim się w ogóle dotknie kogoś energetycznie wiedzieć czy się jest „w sobie” czy nie. tylko że jak to sprawdzić szybko, przed sesją? czy to musi być długa medytacja czy wystarczy chwila uważności?
właśnie to jest mój problem chyba - że robię tę chwilę ciszy ale potem i tak idę dalej bo już obiecałam albo się umówiłam. i potem się zastanawiam czemu nic nie czuję albo czuję za dużo. może to jest odpowiedź na moje pytanie sprzed kilku postów.
zatrzymajmy się na chwilę bo słyszę tu coś niepokojącego. mamy wątek o tym czy praca z energią kiedy jesteśmy zmęczeni jest bezpieczna i co chwila wychodzi że ktoś WIEDZIAŁ że nie jest w formie i pracował mimo to. to jest chyba ważniejszy problem niż sama kwestia zmęczenia - dlaczego w ogóle nie respektujemy własnych sygnałów? i jakie to ma znaczenie jeśli ktoś to robi zawodowo, z płacącymi klientami?
ale czy standaryzacja to jest wogóle możliwa w czymś tak subiektywnym? tzn jak miałoby wyglądać „certyfikowane zmęczenie nie pozwalające na pracę”? to brzmi absurdalnie. nie bronię bałaganu, ale może to po prostu obszar który z definicji opiera się na odpowiedzialności jednostki a nie systemie.
myślę że Obsydianka trafiła w coś ważnego. nie jako zarzut, ale jako pytanie do siebie. kiedy ostatnio powiedziałam komuś „nie dzisiaj” bo nie byłam gotowa? i co mi to kosztowało? bo chyba jest jakaś presja - wewnętrzna albo zewnętrzna - żeby być zawsze dostępną, zawsze w formie, zawsze pomocną. a to jest prosta droga do wypalenia 🙂
o,to jest ciekawy wątek bo ja się dopiero uczę i jeszcze nie pracuję z nikim poza sobą, ale już teraz czuję tą presję żeby robić ćwiczenia codziennie, jakby opuszczenie jednego dnia była jakąś porażką. i zastanawiam się czy ten mechanizm nie jest podobny - że budujemy sobie zobowiązanie wobec praktyki i potem idziemy dalej mimo że nie powinnyśmy. czy to jest coś co z czasem przychodzi samo, to umiejętność zatrzymania się?
wracając jeszcze do tego co Brygida i Norbert pisali o braku systemu - to jest ciekawe bo w innych krajach bioenergoterapia czasem ma jakieś stowarzyszenia, certyfikaty, kodeksy. nie wiem czy to rozwiązuje problem wypalenia ale przynajmniej jest jakaś rozmowa na poziomie środowiska a nie tylko indywidualne „wiem kiedy jestem gotowa”. czy ktoś wie jak to wygląda np. w Niemczech albo gdzieś na zachodzie?
