No, chciałam zapytać o coś co mnie ostatnio trapi, bo nie znalazłam nigdzie konkretnej odpowiedzi. Pracuję z energią od jakichś kilku lat, głównie czakry, trochę bioenergii, i zawsze mi się wydawało że jak człowiek jest zmęczony to po prostu nie powinien siadać do pracy z klientem. Ale ostatnio zaczęłam się zastanawiać czy to faktycznie reguła czy bardziej moje własne przekonanie. Miałam sytuację że umówiłam sesję, a rano wstałam kompletnie bez energii, taki dzień że wszystko ciąży. I zastanawiam się - pracowałam czy odpuszczałam? No i czy gdybym pracowała to mogło to komuś zaszkodzić, mnie zaszkodzić, albo po prostu nic nie dać? Co wy na to?
O matko, właśnie to samo mnie nurtuje! Ja co prawda jestem zielona w tym wszystkim ale jak próbowałam nawet samej sobie zrobić coś z czakrami jak byłam przeziębiona to jakoś czułam że nic nie idzie, jakby ręce były ciężkie, i martwe. Ale nie wiem czy to przez chorobę czy przez mój brak wprawy…
To nie jest taki prosty temat jak się wydaje na pierwszy rzut oka. Zmęczenie zmęczeniu nierówne i to jest kluczowe. Inne jest zmęczenie fizyczne po np. całym dniu w biurze, a inne wyczerpanie energetyczne po poprzedniej sesji albo po kontakcie z kimś mocno obciążającym. W tym pierwszym przypadku wielu praktyków rzeczywiście pracuje, bo ciało i pole energetyczne to nie to samo. W tym drugim - powiedziałabym że to już ryzyko, bo pracujesz niejako czymś czego nie masz, i albo bierzesz od klienta zamiast dawać, albo po prostu działasz na pusto.
No dobra ale skąd wiadomo kiedy to „pole energetyczne” jest naładowane a kiedy nie? Pytam serio, bez złośliwości. Bo jeśli nie ma żadnego obiektywnego sposobu żeby to zmierzyć to trochę każdy może powiedzieć co chce i wszyscy kiwną głową.
Hm, ale czy to nie jest tak że każdy praktyk przenosi na klienta coś ze swojego stanu? Bo ja gdzieś czytałam że jeśli terapeuta jest w złym miejscu emocjonalnie to klient to „odbiera” nawet jeśli sesja technicznie idzie. Tzn jakby nastrój się rozchodzi na obydwie strony? Czy to dotyczy też zwykłego zmęczenia?
No właśnie, kwestia modelu pracy jest tu kluczowa. I Obsydianka ma rację że nie da się tego zmierzyć żadnym przyrządem. Natomiast w tradycjach wedyjskich i w reiki jest pojęcie „nadawania” kontra „bycia kanałem”. Jeśli ktoś jest nauczony pracować jako kanał dla energii uniwersalnej, to teoretycznie własne zmęczenie ma mniejsze znaczenie. Ale to wymaga solidnego uziemienia i techniki. Początkujący bez tego po prostu ciągnie skąd ma, czyli z siebie.
Okej, ale tu pojawia się moje pytanie: a co z osobami które po prostu robią to dla siebie, nie mają klientów, tylko np. pracują z własną aurą albo robią sobie skanowanie czakr? Jeśli jest się zmęczonym i robi coś takiego tylko dla siebie, to też jest ryzyko?
Sensowne pytanie. Myślę że dla siebie to co innego. Największe ryzyko jest moim zdaniem przy pracy z innymi, bo tam ta wymiana energetyczna jest dwustronna i niekontrolowana jeśli się nie uważa. Przy pracy z samą sobą, zmęczoną, najgorsze co się może stać to że nic nie poczujesz albo się przy okazji rozluźnisz i zaśniesz 🙂 Co zresztą czasem jest całkiem zdrowe.
A u mnie mam pytanie bo to trchę inny aspekt, mam nadzeije ze ok - czy jest jakas technika żeby przed seją z klientem sprawdzic czy mamy „wystrczajaco” energii? Bo wydaje mi sie ze sama siebie mogę oszukiwac w te strone, tzn myslec że dam rade a potem ledwo żyje po sesji
ciekawy temat, obserwuję od początku. jedno pytanie mam: czy jest jakaś różnica zależnie od pory dnia? tzn czy np rano zmęczony to to samo co wieczorem zmęczony?
no dobrze, a co z tym pytaniem na poziomie ogólnym - bo temat mówi o wpływie na populacje, rozumiem że chodzi o to że jak dużo praktyków pracuje zmęczonych to jakiś szerszy skutek? to jest jakaś realna teoria czy luźna spekulacja? bo to brzmi trochę jak próba robienia z bioenergii czegoś systemowego, co wydaje mi się mocno naciągane
Myślę że to kwestia skali. Jednostkowa sesja zrobiona przez zmęczoną osobę to jedno. Ale wyobraź sobie że mamy dużo bioenergoterapeutów którzy pracują „na siłę”, bo mają klientów, bo potrzebują kasy, bo się nie chcą przyznać że nie mają zasobów. I każdy z nich zostawia po sobie jakiś ślad w polu klienta. Zsumowane to może być coś. nie twierdzę że to katastrofa, ale warto o tym myśleć.
Przepraszam ale to jest właśnie ten typ myślenia który sprawia że bioenergetyka jest traktowana niepoważnie. Nie ma żadnych dowodów na „zsumowane pole” czegokolwiek. Można to ładnie brzmiąco opisywać ale to nie znaczy że istnieje. Wolałbym żeby ludzie skupiali się na tym co można realnie zaobserwować, czyli na stanie psychicznym terapeuty i jego wpływie na relację z klientem. To jest realne, udowodnione i ma sens bez żadnej metafizyki.
mam pytanko bo troche gubie sie w tej dyskusji - czy ktoś tu pracuje z bioenergią zawodowo i ma konkretne doświadczenia z tym co sie dzieje jak sie pracuje „na rezerwie”? bo troche za duzo teorii tu mamy a malo pierwszej reki doświadczen, przynajmniej z tego co czytam
ale właśnie to co napisała Celestynka.2 o tej znajomej z bólem głowy mnie trochę przeraziło… tzn zastanawiam się czy ja jak próbowałam coś robić z czakrami u siostry to też mogłam jej zaszkodzić, byłam wtedy zmęczona po pracy. ona nic nie mówiła że jej gorzej ale może po prostu nie chciała mnie zdenerwować?
nie chcę żeby to brzmiało jak straszenie bo to był jeden przypadek i nie wiem czy to napewno była przyczyna. Może zbieg okoliczności. Ale od tamtej pory po prostu jak czuję że nie mam z czego dać to rezygnuję, proponuję żeby zrobiłyśmy to za kilka dni. I zazwyczaj znajoma rozumie.
hej, mam pytanie bo to mnie zastanawia od jakiegoś czasu - skoro mówimy o „braniu z czego dać”, to czy istnieje cokolwiek co sprawia że mamy więcej energii przed sesją? tzn świadomie, nie że się prześpimy. jak jakiś rytuał przygotowawczy albo coś
no ale uziemienie, intencja, kalibracja… to brzmi jak rytuał który ma znaczenie głównie psychologiczne, nie? tzn przygotowujesz się mentalnie, skupiasz, może trochę oddychasz i faktycznie możesz działać lepiej, bo jesteś skupiona a nie roztrzepana. to tłumaczenie przez psychologię jest dla mnie bardziej przekonujące niż przez „energię życiową”
dobra, ale wróćmy do mojego pytania bo nikt nie odpowiedział haha - rano zmęczony kontra wieczorem zmęczony. to ma znaczenie czy nie?
mnie najbardziej interesuje to jak sie skanowac przed sesją bo dalej nie wiem jak to zrobic rzetelnie. @Florka96 napisała o ciezkich dłoniach i skupieniu, próbowałam to ostatnio i… nie wiem czy sie skupiam za kroótko czy za długo ale nie czuję żadnej roznicy miedzy „gotowa” a „nieready”
Zobaczcie , ja tu czytam od początku i mam takie podstawowe pytanie, przepraszam jeśli głupie - ale skąd wogóle wiadomo że to jest energia którą się przekazuje a nie po prostu efekt placebo i ciepło rąk? pytam bo dopiero zaczynam i chciałabym zrozumieć na jakiej zasadzie to w ogóle działa, zanim sama zacznę próbować
rozumiem że Norbert ma swoje zdanie i je szanuje, ale myślę że to nie jest forum gdzie będziemy to rozstrzygać. dla osób które tu piszą to jest realne doświadczenie, nie autosugestia. przynajmiej tak to czujemy i po to tu jesteśmy.
a mnie zastanawia ta kwestia z populacją co Obsydianka poruszyła i Lowczyni.1 rozwinęła. bo ok, poziom indywidualny jest jasny. ale to „sumowanie się” zmeczonych energii wielu terapeutów - czy ktoś gdzies to opisuje poważnie? tzn jest jakas tradycja gdzie to jest uwzględnione albo to jest czysto spekulatywne?
Nawiążę jeszcze do pytania Elary o przygotowanie przed sesją - w mojej praktyce największą zmianę zauważyłam kiedy zaczęłam traktować czas przed seją tak samo poważnie jak samą sesję. te kwadrans, pół godziny w ciszy, bez telefonu, bez rozmów. nie dlatego że to „naładowuje” w sensie dosłownym, ale dlatego że przychodzisz do człowieka skupiona, nie roztrzepana resztkami poprzedniej godziny. różnica jest odczuwalna i klientka też to czuje.
o, to właśnie mam pytanie do Ametystki bo to mnie interesuje - mówisz „klientka tez to czuje”, ale jak to wiesz? ona ci mówi wprost czy ty widzisz jakoś? bo zastanawiam się czy klientom/klientkom w ogóle sie mówi zeby coś poczuc czy oni mają po prostu być receptywni 😉
o okej, to ma sens. czyli nie mówisz klientce co ma czuc tylko obserwujesz? to madre, bo inaczej można by to uznać za sugestię i niewiemy czy to energia czy właśnie to 🙂
Wróćmy na moment do pytania o przygotowanie - bo Ametystka mówiła o ciszy przed sesją - to czy jak ktoś pracuje z energią prywatnie, tzn nie z klientem ale np. sam ze sobą albo z bliską osobą, to też trzeba się tak samo przygotować? bo mi się wydaje że z obcą osobą to inna odpowiedzialność
