Zgadzam się z Pyromantką. Idzi, a jak myślisz dlaczego miałeś opór przed powiedzeniem tego? Bo to co opisujesz to ciekawe, że intuicja była żeby nie mówić.
Może po prostu ludzie mają ogólnie opór przed mówieniem terapeutom że było ciężko, bo gdzieś z tyłu głowy siedzi myśl że jak powiedzą to terapeuta uzna że coś zrobił źle albo że klient jest trudny. Czy tylko ja tak mam?
To wraca do czegoś podstawowego w tym wątku. Idzi pisał na początku że nikt mu nie powiedział czego się spodziewać. I teraz okazuje się że przez to nie dał feedbacku, bo nie wiedział czy to normalne czy nie. To jest ten sam brak informacji, tylko widoczny z innej strony.
I to jest właściwie wniosek z tej całej dyskusji, chociaż rozmowa jeszcze nie jest skończona. To nie jest kwestia że terapeuta zrobił coś źle, ale że ten wstępny brief co do możliwych objawów po prostu ułatwia wszystko potem, zarówno klientowi jak i terapeucie. Idzi, czy teraz po tym wątku masz poczucie że pójdziesz z tym jednak do niego?
Dobra, to chyba muszę jednak dać temu feedback. Tylko nie wiem jak zacząć taką rozmowę, bo to trochę niezręczne mówić 'słuchaj, po poprzedniej sesji miałem dziwny tydzień'. Jak wy to robicie, po prostu na początku następnej sesji rzucacie to w powietrze czy czeka się aż terapeuta zapyta?
Dla mnie najprościej było zacząć od czegoś konkretnego, jakiś jeden objaw, nie całe sprawozdanie. Powiedziałam 'ostatnio po sesji dużo mi się kręciło emocjonalnie' i sama rozmowa się potoczyła. Nie musisz tego całego wątku streszczać.
to nie musi być formalna rozmowa. Naprawdę, 'po ostatniej sesji miałem dużo wspomnień' wystarczy żeby dobry terapeuta sam złapał temat. Pytanie jest inne, czy twój terapeuta w ogóle otwiera przestrzeń na taki feedback, czy to raczej sesje gdzie on mówi, ty leżysz i tyle?
Głównie to drugie. On raczej prowadzi, pyta na początku jak się czuję ogólnie, potem jest praca, na końcu kilka słów. Nie ma jakiegoś dedykowanego momentu na rozmowę o tym co było między sesjami.
To jest właśnie coś co mnie zastanawia od początku tego wątku. Czy taka praca bez pogłębionego wywiadu jest w ogóle efektywna? Rozumiem że energia robi swoje, ale skoro terapeuta nie wie co wychodzi u klienta, to skąd wie w którą stronę iść?
Mój terapeuta robi to inaczej, zawsze na początku pyta o sny, o samopoczucie od ostatniej sesji, o to co było trudne. Dopiero potem kładę się i jest właściwa praca. Myślałem że to standard, ale chyba nie jest.
Czyli właściwie chodzi o to żeby nie dokładać nowych warstw zanim poprzednia się nie uleży? Czy dobrze rozumiem? Bo jeśli tak to ma sens że brak tej rozmowy może wydłużać cały cykl przeczyszczenia.
To logiczne, ale widzę tu inne pytanie. Idzi mówił że wspomnienia były konkretne i z tyłu głowy, co sugeruje że coś tam siedziało zanim w ogóle zaczął sesje. Czy terapeuta wie w jakimś ogólnym sensie z czym Idzi przyszedł, czy naprawdę jest tu kompletna tabula rasa?
Wie że mam ogólnie wysokie napięcie i że chcę się tego pozbyć. Tyle że podałem przy pierwszej wizycie. Nie rozmawialiśmy o przyczynach, o tym co dokładnie siedzi.
I te konkretne wspomnienia które zaczęły wychodzić, są związane z tym napięciem które opisałeś, czy to były zupełnie przypadkowe obrazy? Bo zastanawiam się czy to ciało samo pokazuje skąd to napięcie pochodzi.
To jest właśnie odpowiedź na to co pytała Jadzieńka, ciało samo prowadzi do źródła. Tylko pytanie czy to jest coś co warto eksplorować dalej samemu, czy to powinno się dziać z kimś, z terapeutą albo psychologiem równolegle.
I to jest wątek który wraca do sedna całego tematu. Przeczyszczenie energetyczne może otwierać warstwy które są jednocześnie emocjonalne i psychologiczne. Gdzie kończy się jeden proces a zaczyna drugi, tego nie da się zawsze ostro oddzielić. Idzi, masz teraz ochotę to gdzieś dalej przepracować, czy wróciłeś do normalnego funkcjonowania i zostawiasz to?
