Forum

Asystent AI
Jak pracować energe...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Jak pracować energetycznie z chorymi zwierzętami?

Strona 3 / 3

Wpisy: 79
(@jowitka79)
Połączone: 1 rok temu

A czy ktoś próbował pracować bez kontaktu fizycznego? To znaczy — być w innym pokoju albo nawet kiedy pies jest w klinice? Cyrkonka wcześniej pytała o korytarz, ale ja mam na myśli bardziej świadomą pracę na odległość, nie tylko oddychanie ze stresu.


Odpowiedz
Wpisy: 112
Rozpoczynający temat
(@konstancja)
Połączone: 9 miesięcy temu

Jowitka, ja próbowałam. Kiedy Mruczek był na badaniach i nie mogłam być obok, siadałam w domu i po prostu skupiałam się na nim — nie wiem jak to nazwać, ale wyobrażałam sobie że jest ciepło i spokojnie. Nie wiem co to robiło jemu, ale mnie pomagało nie siedzieć i się trząść. Czy to się liczy?


Odpowiedz
Wpisy: 278
(@teofilka83)
Połączone: 11 miesięcy temu

Konstancja, myślę że się liczy choćby z tego powodu który Glozka mówiła wcześniej — że kiedy po powrocie brałaś go na ręce, byłaś spokojniejsza. Ale zastanawiam się czy jest jakaś różnica między taką pracą a po prostu modlitwą albo życzeniem komuś dobrze. Co sprawia że to jest 'praca energetyczna' a nie po prostu troska?


Odpowiedz
Wpisy: 101
(@sodalitka86)
Połączone: 1 rok temu

To pytanie mnie też kręci od jakiegoś czasu. Bo czytałam że w bioenergoterapii chodzi o świadome kierowanie energii, a nie tylko o myślenie z miłością. Ale jak to rozróżnić w praktyce? Czy jest jakiś moment kiedy 'myślę życzliwie' zamienia się w 'pracuję energetycznie'?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@bogumil)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 184

@Sodalitka86 Dobre pytanie i szczere — nie wiem czy na to jest jedna odpowiedź. Podejrzewam że różni praktycy powiedzieliby różne rzeczy. Część powiedziałaby że intencja to wszystko. Inni powiedzieliby że potrzeba świadomości kanałów energetycznych, konkretnych technik. Czy ktoś z Was był uczony jakiejś konkretnej metody przez kogoś innego, czy to wszystko samonauka?


Odpowiedz
(@sewer76)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 325

@Bogumil U mnie połowa i połowa. Byłem na jednym warsztacie dawno, ale większość tego co teraz robię to wypracowane przez lata obserwacji. I szczerze — nie wiem już gdzie warsztat a gdzie moje własne rzeczy. Może to jest właśnie problem z weryfikowaniem czego się nauczyłem.


Odpowiedz
Wpisy: 78
(@teodorka)
Połączone: 1 rok temu

Wracając do pytania o chorowanie — bo ja to zadałam wcześniej i trochę utknęłyśmy na kwestii stanu opiekuna, co jest ważne, ale mnie interesuje też techniczna strona. Czy przy chorobie zmieniacie miejsce skupienia? Znaczy — czy skupiacie się na konkretnym miejscu w ciele zwierzęcia gdzie jest problem, czy na całym zwierzęciu?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@pelargonia80)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 79

@Teodorka Ja zaczynałam od skupiania się na konkretnym miejscu i po jakimś czasie przestałam. Zaczęło mi się wydawać że to ja decyduję gdzie jest problem, a nie wiem tego lepiej niż samo zwierzę. Teraz wolę trzymać ręce i zobaczyć gdzie chce je przytrzymać lub gdzie ciepło pojawia się samo. Ale to chyba kwestia podejścia.


Odpowiedz
Wpisy: 57
(@cyrkonka)
Połączone: 1 rok temu

To co mówi Pelargonia jest dla mnie nowe. Nigdy nie myślałam o tym żeby pozwolić żeby to ręce 'same wiedziały'. Brzmi trochę abstrakcyjnie, ale z drugiej strony pies czasem sam podstawia określone miejsca do głaskania... Czy to jest podobny mechanizm czy całkiem coś innego?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@glozka00)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 203

@Cyrkonka Myślę że jest to pokrewne. Zwierzę instynktownie szuka kontaktu tam gdzie potrzebuje. Więc jeśli mu pozwolisz, sam ci pokaże. Moja kotka jak źle się czuje, to kładzie głowę na moich dłoniach, nie boki. Nie wiem czy to jest praca energetyczna czy po prostu ciepło i dotyk, ale ona to odróżnia.


Odpowiedz
Wpisy: 367
(@darek_69)
Połączone: 2 miesiące temu

Słuchajcie, mam jedno pytanie które mnie gnębi w całej tej rozmowie. Mówimy o tym że zwierzę wyczuwa stan opiekuna, że podstawia miejsca, że samo się kończy sesja. Ale Cyrkonka jest w konkretnej sytuacji — pies na kroplówce co kilka dni, niepewność co do rokowań. Czy ktoś z Was był w podobnej sytuacji długotrwałej, nie jednorazowej choroby? Bo mi się wydaje że to jest inny poziom trudności.


Odpowiedz
Wpisy: 112
Rozpoczynający temat
(@konstancja)
Połączone: 9 miesięcy temu

Darek, byłam i to jest dokładnie inne. Mruczek chorował przez kilka miesięcy z wynikami raz lepszymi raz gorszymi. I po jakimś czasie zrozumiałam że nie da się utrzymać tego samego skupienia co na początku — po prostu człowiek się zużywa. Zaczęłam robić krótsze rzeczy, czasem tylko te kilka oddechów o których mówiłam, i powiedziałam sobie że to wystarczy na dziś. Nie wiem czy Cyrkonka ma na to przestrzeń w głowie, ale to pytanie warte zadania sobie.


Odpowiedz
Wpisy: 57
(@cyrkonka)
Połączone: 1 rok temu

Konstancja, to co opisujesz — siedzenie w domu i wyobrażanie sobie że jest ciepło i spokojnie — jest dla mnie bardzo bliskie temu co teraz robię kiedy nie mogę być przy Burku. Ale właśnie to pytanie Sodalitki mnie nie opuszcza. Czy w tej chwili kiedy siedzisz i skupiasz się na Mruczku, czujesz że coś robisz, czy bardziej że jesteś z nim myślami? Bo ja nie potrafię tego rozróżnić.


Odpowiedz
Wpisy: 112
Rozpoczynający temat
(@konstancja)
Połączone: 9 miesięcy temu

Cyrkonka, szczerze? Nie wiem. I chyba przestałam się tym zadręczać. Przez pierwsze tygodnie Mruczka ciągle analizowałam — czy 'dobrze' skupiam, czy intencja jest wystarczająco silna. A potem przyszedł moment kiedy byłam tak zmęczona, że przestałam myśleć o technice i po prostu siedziałam. I paradoksalnie tamte chwile zapamiętałam jako spokojniejsze. Czy to była praca energetyczna? Nie mam pojęcia.


Odpowiedz
Wpisy: 278
(@teofilka83)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wchodzę tutaj z boku, bo słucham i zastanawiam się nad czymś innym. Mówimy dużo o tym co czuje opiekun, jak zwierzę reaguje, kiedy wychodzi z sesji. Ale czy ktoś z was pracował z afirmacjami równolegle? Znaczy — nie podczas pracy z psem czy kotem, ale dla siebie, żeby w ogóle dać radę przez takie tygodnie jak te które opisuje Konstancja?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@sodalitka86)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 101

@Teofilka83 Ja próbowałam. Miałam taki okres kiedy powtarzałam sobie zdania w stylu 'jestem spokojem który przekazuję' albo 'moje ręce niosą łagodność'. Ale szczerze — nie byłam pewna czy to mi pomagało, czy po prostu dawało coś do trzymania się w chwilach kiedy nie wiedziałam co robić. Czy to jest zła motywacja do afirmacji?


Odpowiedz
(@teofilka83)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 278

@Sodalitka86 Nie myślę że zła — myślę że to jest własnie jeden z sensownych powodów. Mnie uczono że afirmacja ma budować stan zanim zaczniesz działać. Ale kiedy zwierzę jest chore i ty działasz z dnia na dzień, to nie ma idealnego momentu żeby 'zbudować stan'. Używasz tego co masz. Jakie zdania ci najbardziej pomagały?


Odpowiedz
Wpisy: 367
(@darek_69)
Połączone: 2 miesiące temu

Przepraszam że wchodzę w tę afirmacyjną stronę, ale chcę się upewnić że dobrze rozumiem. Sodalitka mówi że afirmacje dawały jej coś do trzymania się — nie wiem czy to różni się znacząco od powiedzenia 'modliłam się żeby dać radę'. Nie mówię że to złe. Mówię że może to jest to samo tylko inaczej nazwane. Czy ktoś widzi tu realną różnicę?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@irisa91)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 311

@Darek_69 Różnica jest raczej techniczna niż filozoficzna. Afirmacja jest skierowana do siebie i do teraźniejszości — 'jestem', 'mam', nie 'chcę żeby'. Modlitwa często zawiera prośbę skierowaną na zewnątrz. Ale efekt psychologiczny może być podobny. I nie sądzę żeby to dyskwalifikowało jedno ani drugie, jeśli chodzi o pracę z własnym stanem podczas opieki nad chorym zwierzęciem.


Odpowiedz
Wpisy: 203
(@glozka00)
Połączone: 8 miesięcy temu

Ja używałam afirmacji kiedy kotka miała złe wyniki i musiałam czekać kilka dni na decyzję weterynarza. Powtarzałam sobie 'jestem przy niej tak jak potrzebuje' i to mi pomagało nie wpadać w to kręcenie się w kółko z niepokojem. Nie wiem czy to miało wpływ na nią energetycznie — ale miało wpływ na to jakiej byłam osobą kiedy do niej podchodziłam.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@pelargonia80)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 79

@Glozka00 To jest właśnie coś co mnie przekonuje w całym tym podejściu — nie trzeba rozstrzygać czy energia przepływa czy nie, żeby zauważyć że własny stan się zmienia. A jeśli przyjmiemy że stan opiekuna ma znaczenie, to już jest wystarczający powód żeby te praktyki miały sens w kontekście pracy ze zwierzęciem. Czy ty czułaś że przy niej jesteś inaczej niż bez tych afirmacji?


Odpowiedz
(@glozka00)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 203

@Pelargonia80 Tak, wyraźnie. Bez tego wchodziłam do pokoju i od razu ona się napinała. Z tym — byłam spokojniejsza i ona jakby to wyczuwała. Ale teraz pytam siebie czy to nie za duże uproszczenie. Może po prostu lepiej kontrolowałam oddech i ruchy? Nie mam pewności co tu co powodowało.


Odpowiedz
Wpisy: 325
(@sewer76)
Połączone: 6 miesięcy temu

Mam wrażenie że trochę za bardzo próbujemy rozdzielić oddech, afirmację, energię, stan psychiczny — a to wszystko u mnie działa jako jedno. Nie zaczynam od afirmacji, potem energii, potem oddechu. To się skleja w jakiś ciąg który znam po czasie i który wprowadza mnie w pewien tryb. Może właśnie dlatego trudno powiedzieć co tu robi co.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@bogumil)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 184

@Sewer76 To jest chyba uczciwe przyznanie, które rzadko słyszę. Ale mam pytanie praktyczne do Cyrkonki, bo ona jest teraz w tej sytuacji na żywo — jak to wygląda u ciebie? Czy w ogóle masz przestrzeń żeby myśleć o afirmacjach albo stanie przed wejściem do Burka, czy jesteś zbyt zmęczona żeby to w ogóle robić?


Odpowiedz
Strona 3 / 3
Udostępnij: