Zastanawiam się ostatnio nad czymś, co ciągnie mnie od dłuższego czasu. Mam wrażenie, że część moich blokad energetycznych nie pochodzi ode mnie - jest jakby 'pożyczona' od rodziny. Babcia miała lęki, mama ma lęki, ja mam lęki. Tylko czy to kwestia wychowania, wzorców, czy naprawdę coś przechodzi przez aurę z pokolenia na pokolenie? Czytałam trochę o energetyce rodu i pojawiają się pojęcia jak sploty karmiczne czy nici rodowe. Ale jak to właściwie działa w praktyce? Czy ktoś z was miał doświadczenie z czyszczeniem czegoś, co czuł jako 'nie swoje'?
To temat, który wymaga dużej ostrożności, bo łatwo tu o nadinterpretacje. Sama pracuję z czakrami od lat i rzeczywiście zdarzają mi się klientki, które mają w polu energetycznym coś, co określam jako 'cudze wzorce' - ale nigdy nie mówię od razu, że to od babci czy prababci. Skąd właściwie wiesz, że dany lęk pochodzi od kogoś z rodziny, a nie po prostu jest twój? Serio pytam, bo to ważne rozróżnienie.
W tarocie jest cały wątek kart rodowych i kiedy robię układy dla ludzi, często wychodzi coś, co nazywam ciężarem linii - karty jak Księżyc albo Czwórka Pucharów w pozycji korzeni bardzo często sygnalizują właśnie to, że coś nie jest własne. Ale nie wiem, na ile to energia, a na ile po prostu psychologia pokoleniowa. Te dwie rzeczy są strasznie ze sobą splecione i moim zdaniem nie da się ich rozdzielić ostrym cięciem.
O matko, to jest dokładnie to, o czym myślałam od miesięcy! Moja mama całe życie bała się biedy, jej mama też, i ja łapię się na tym, że oszczędzam na wszystkim bez żadnego racjonalnego powodu, bo nam się dobrze wiedzie. Czy to znaczy, że mam w aurze jakiś zapis tej biedy po prababciach? Jak to w ogóle sprawdzić? Przepraszam, że tak od razu z pytaniem, ale jestem tym tematem bardzo poruszona.
Rytuały oczyszczenia rodu są znane w wielu tradycjach - słowiańskiej, szamańskiej, też w niektórych nurtach magii zachodniej. Ale zawsze zastanawia mnie jedno: czy czyszcząc 'energię przodków', nie usuwamy też czegoś, co może być dla nas zasobem? Bo jeśli prababcia miała niesamowitą siłę przetrwania w trudnych czasach - czy nie chcemy tego zachować?
A czy to nie jest tak, że to co nazywacie 'energią przodków' to po prostu epigenetyka i trauma transgeneracyjna opisana przez psychologię? Czytałem, że w DNA faktycznie zapisują się reakcje stresowe i przechodzą na kolejne pokolenia. Może macie rację, tylko mówicie o tym innym językiem?
Szczerze? Jestem sceptyczna co do tego, że można odróżnić 'energię babci' od własnego wzorca. Ale intryguje mnie to co napisała Sabineczka o napięciu przy próbie działania inaczej niż ród. Bo to znam z własnego doświadczenia - i zawsze myślałam, że to po prostu strach przed odrzuceniem przez rodzinę. Czy wy widzicie w tym coś więcej niż psychologię?
Dziękuję wam wszystkim za tę rozmowę, bo czytam i aż ciarki mnie przechodzą! Mam pytanie do bardziej doświadczonych - czy istnieje jakiś sposób na to, żeby zbadać własną aurę pod kątem właśnie takich rodowych wzorców? Chodziłam kiedyś do bioenergoterapeuty i on mówił o 'polach', ale nic nie mówił o przodkach.
Ale to ciekawe, co mówisz, Sabineczko - że nie każdy terapeuta z tym pracuje. Czy to znaczy, że jeśli chcę się oczyścić z energii rodowych, to zwykła bioenergoterapia może nie wystarczyć? I jak w ogóle rozpoznać, że terapeuta faktycznie potrafi coś z tym zrobić, a nie tylko mówi, że potrafi? Pytam, bo już raz się rozczarowałam i straciłam pieniądze.
To jest bardzo dobre pytanie i nie ma na nie prostej odpowiedzi. Ja bym radziła szukać kogoś, kto zanim cokolwiek zrobi, dokładnie pyta o historię rodziny i potrafi opisać, co konkretnie widzi w polu. Jeśli ktoś od razu mówi 'masz klątwy rodowe, wyczyszczę to w trzech sesjach' - bym uciekała. Dobry terapeuta raczej stawia pytania niż od razu diagnozuje.
Czytam ten wątek od początku i mam jedno pytanie, które mnie nurtuje - czy można samodzielnie pracować z energią przodków, bez terapeuty? Jakieś medytacje, wizualizacje? Pytam, bo nie wszystkich stać na regularne sesje, a temat jest ważny.
A czy ktoś próbował medytacji z konkretnym przodkiem? Nie ogólnie 'z rodem', ale właśnie z konkretną osobą - np. z dziadkiem albo prababcią? Zastanawiam się, czy takie skupienie na jednej osobie daje inne efekty niż praca z całą linią.
Bo zastanawiam się, czy skupienie na konkretnym przodku nie jest bardziej precyzyjne niż praca z całą linią naraz. Jakbyś szedł do lekarza i mówił 'coś mnie boli' versus 'boli mnie tu konkretnie'. Może energia rodowa to nie jest jednolita masa, tylko coś, co można rozkładać na czynniki pierwsze?
O rany, ja bym chciała zapytać coś trochę z boku - czy wy w ogóle czujecie jakiś opór ze strony rodziny, jak zaczynacie taką pracę? Bo ja jak zaczęłam medytować przy czakrze korzenia z intencją czyszczenia, to moja mama dosłownie tego samego dnia zadzwoniła z jakimś dziwnym pretensjami i do tej pory nie wiem, czy to przypadek, czy coś więcej. Dziękuję wam za tę rozmowę bo czuję że nie jestem sama z tym!
Słuchajcie, ale czy to nie jest trochę myślenie magiczne? To znaczy - jeśli szukamy potwierdzenia, to znajdziemy je wszędzie. Mama dzwoni losowo, ale akurat tego dnia szukamy połączenia i je znajdujemy. Nie twierdzę, że praca z rodem nic nie daje, ale ten konkretny przykład mnie nie przekonuje.
A ja mam inne pytanie do tej rozmowy o konkretnych przodkach - co jeśli nie wiemy nic o rodzinie? Mam na myśli adopcję albo po prostu rodziny, gdzie nikt nic nie mówił. Czy energia rodowa 'działa' nawet jak nie znasz swojej historii? Bo to by chba zmieniało całą metodę pracy z tym?
Pracowałam z osobami adoptowanymi i to jest naprawdę złożone. Moje doświadczenie jest takie, że pole energetyczne niesie ślady niezależnie od tego, czy umysł zna historię. Ale jednocześnie nie mam żadnego sposobu, żeby to zweryfikować - to tylko moje obserwacje z pracy. Gracja, a ty pytasz dlatego, że ta sytuacja cię dotyczy, czy z czystej ciekawości?
Czytam ten wątek i muszę się podzielić, bo to się łączy z czymś co mnie od dawna nurtuje. Mam od lat powracający sen, w którym idę przez jakiś stary dom i słyszę głosy w językach, których nie znam. Dopiero tu zaczęłam myśleć, że może to jest jakiś rodzaj kontaktu z linią rodową? Czy sny mogą być takim 'kanałem'?
Wracając do wątku o oporu rodziny podczas czyszczenia - to mnie przypomina coś z rytuałów, które znam. Często mówi się, że zanim coś się oczyści, 'wypływa' na powierzchnię. Jakby wzorzec chwilowo się nasilał zanim znika. Ilonka, czy ten telefon od mamy był nieprzyjemny, czy po prostu dziwny?
A mam takie pytanie, może naiwne - czy te wzorce rodowe można mieć 'zapisane' w jakimś kamieniu lub przedmiocie rodzinnym? Bo mam po babci stary pierścionek i zastanawiam się, czy takie pamiątki nie mogą być czymś w rodzaju nośnika dla tej energii.
O, właśnie! Mam stary zegarek po dziadku i zawsze jak go trzymam to czuję się dziwnie spokojnie, inaczej niż na co dzień. Czy to może być właśnie ta energia przodka w przedmiocie? Bardzo chciałabym zrozumieć, czy to dobre czy złe trzymać takie rzeczy przy sobie, bo wcześniej nigdy o tym nie myślałam a teraz się trochę boję!
No i właśnie chciałam dopytać, bo ten zegarek po dziadku to mam go od lat i nigdy nie myślałam, że to może być coś więcej niż zwykła pamiątka. Czy ktoś tu miał podobne doświadczenie z jakimś przedmiotem rodzinnym? Że po prostu coś czujecie trzymając go w rękach?
To co opisujecie z przedmiotami to jest temat sam w sobie. Mam pytanie do was obu - czy ten 'ciężar' albo 'spokój' pojawia się tylko przy tym konkretnym przedmiocie, czy przy innych starych rzeczach też? Bo to by mi dużo mówiło o tym, czy to jest coś specyficznego dla tej osoby, czy może bardziej wasza wrażliwość na 'stare'.
Wracam do wątku z zegarkiem i pierścionkiem, bo to się łączy z tym, o czym rozmawiałyśmy wcześniej o dziedzictwie energetycznym rodu. Przedmiot rodzinny to w pewnym sensie skondensowany nośnik tej samej energii, którą próbujemy przepracować. Więc pytanie jest takie - czy pracując z auką i rodem, powinniśmy te przedmioty trzymać przy sobie jako punkt kontaktu, czy jednak je odsunąć, żeby nie komplikować pracy?
to jest dobre pytanie i nie ma na nie jednej odpowiedzi, przynajmniej z tego co znam. W niektórych tradycjach przedmiot rodzinny służy jako 'pomost' i celowo się go używa podczas pracy rytualnej. W innych mówi się, że jeśli czyszczasz się z konkretnych wzorców, to trzymanie nośnika tych wzorców blisko siebie może sabotować pracę. Może to zależy od intencji?
Słuchajcie, mam takie pytanie, które mi nie daje spokoju od początku tego wątku. Czy te wzorce rodowe, o których mówicie, mogą pojawiać się też w snach? Bo wróciłam do moich snów z tym starym domem i głosami i zastanawiam się, czy to nie jest właśnie taki 'kontakt' z polem rodowym, o którym Sabineczka pisała wcześniej.
To z tym imieniem mnie zastanawia. Czy jest możliwe, że śnisz o jakiejś konkretnej osobie z rodu, może ktoś kto nie dokończył czegoś za życia? Takie wzorce niezałatwionych spraw pojawiają się w wielu tradycjach. Pytam, bo mam teorię że sny rodowe mają inną strukturę niż zwykłe - są bardziej 'ciężkie', trudno je zapomnieć.
