Chciałam poruszyć temat który od dłuższego czasu chodzi mi po głowie, a właściwie przez praktykę przyszedł mi do głowy. Pracuję z bioenergią od jakichś piętnastu lat i za każdym razem kiedy mam menstruację, czuję wyraźną zmianę w przepływie energii - i to nie tylko u siebie, ale tesz w tym co „czuję” podczas pracy z innymi osobami. To nie jest subiektywne wrażenie bólu czy zmęczenia, to coś głębszego. W fazie krwawienia moje kanały energetyczne zdają się bardziej otwarte, odbieranie jest intensywniejsze, ale jednocześnie trudniej mi utrzymać granicę między moją energią a energią klientki. Macie podobne doświadczenia? Zastanawiam się też, czy w ogóle powinnam w tym czasie pracować z innymi, bo kilka razy miałam wrażenie, że niechcący „wyciągam” więcej niż powinnam albo odwrotnie - oddaję za dużo i potem jestem totalnie wykończona. Jak wy to obserwujecie u siebie?
To temat, ktury mało kto porusza wprost, a jets na prawdę istotny dla każdej kobiety pracującej z energią. cykl miesiączkowy to nie jest tylko biologia, to rytm który ma swoje energetyczne odpowiedniki i każda faza wnosi coś innego. W starszych tradycjach - szamańskich, wczesnowiedrzyńskich - czas krwawienia był traktowany jako czas wycofania i oczyszczenia, nie aktywnej pracy. Kobieta „przeciekała” energetycznie w tym sensie że granica jej pola auralnego była naturalnie rozrzedzona. To nie jest słabość, to poprostu specyfika tej fazy. Natomiast to co piszesz o wyciąganiu energii u innych - to mnie trochę niepokoi, bo jeśli faktycznie czujesz ten mechanizm, to morze warto rozważyć przerwy w pracy podczas tych kilku dni, a nie forsować.
Hej, wchodzę tu troche z boku bo mnie ciekawi jedna rzecz. to znaczy, mówicie o „rozrzedzeniu pola auralnego” i otwartych kanalach, ale skąd właściwie wiadomo, ze to nie jets poprostu efekt hormonów i zmeczenia? Bo ja rozumiem subiektywne odczucie, ale jak to odróżnić od zwykłej fizjologii?
przepraszam że moze głupie pytanie, ale co to znaczy że „kanały energetyczne sa bardziej otwarte”? chodzi o czakry czy o coś innego? bo dopiero zaczynam trudno mi ocenić czy dobrze rozumiem
Muszę wtracic bo trochę mnie irytuje to upraszczanie. Nie kazda kobieta działa tak samo i te opisy „otwartości” czy „wyciszenia” sa mocno zależne od tego,kto pisze i co czuje. Sama mam cykl 26-dniowy i dawno przestałam szukać stalych wzorców, bo u mnie kazdy miesiąc jest inny. ze tak brzydko powiem, to co Stefcia opisuje jako „wyciaganie energii od innych” może być na prawdę tym co mówi, albo moze byc poprostu efektem obniżonego progu wrażliwości na bodźce emocjonalne, co jest calkowicie fizjologiczne przy niskim progestesteronie. Nie mowie że kłamie, mówię żeby nie budowac jednego schematu dla wszystkich kobiet.
ok wracam do tego co pisałem wcześniej, bo jednak dalej nie rozumiem jednej rzeczy. Mówicie o „własnej energii” i „energii klienta” jakby to byly oddzielne substancje. Ale to jest metafora prawda? Bo jesli mówicie doslownie, to jak to fizycznie działa? Pytam szczerze, nie zlosliwie.
no ale Mikolajek masz racje ze warto byc uczciwyum. Problem jest jak sie mowi „wyciagam energię klienta” bo to brzmi tak jakby ktos faktycznie tracil jakis zasob a nie wiem czy to jest nawet sposob myslenia ktory pomaga osobą które sie leczy. Pracuje z osobami po silnym stresie i jesli powiem „wzielar od ciebie zly energię” to w zyciu nie wiem czy im pomagam czy sugstia robie. 🙂
Powiem wam że to co czyta moja żona na temat cyklu i energii to jakiś kosmos dla mnie, zawsze byłem takim raczej „zrób kawę i idź spać” typem, ale ona mi ostatnio tłumaczyła właśnie to, że przy menstruacji inaczej reaguje na otoczenie, jest bardziej „przenikliwa” jej słowa. Nie wiedzialem ze to aż tak rozbudowana sprawa, myślałem że to po prostu ból i zmiany nastroju. Sam nie praktykuję bioenergii, ale ta rozmowa jest ciekawa
Ok mam pytanie do Stefci albo Nefrytki, bo mi to umknelo. Piszecie ze podczas menstruacji nie powinno sie pracowac z innymi bo granica energetyczna jets rozrzedzona. ale czy to nie jest tak ze wtedy wlasnie mozna zrobic cos co normalnie jest trudniejsze, nie wiem, jakies glebsze oczyszczanie albo transmisja? pytam bo slyszalam ze w tradycji tybetanskiej chba krew menstruacyjna ma jakies szczegolne znaczenie energetyczne?
Tylko że ta „tybetanska tradycja” jets trochę zbyt szeroka jako argument,bo w obrębie samego buddyzmu tybetańskiego są szkoly,gdzie kobieta podczas menstruacji jest wykluczona z praktyki świątynnej,i takie gdzie to niema żadnego znaczenia. żeby było śmieszniej, więc powolywanie sie na „tradycję tybetańską” jako jeden monolityczny głos jest uproszczeniem. Co nie znaczy że twoje osobiste obserwacje są zle, Nefrytka, poprostu ostrożnie z legitymizowaniem ich cudzym autorytetem.
Ciekawy wątek. Mam pytanie raczej praktyczne: czy ktoś z was śledzi cykl w połączeniu z fazami księżyca i sprawdza czy te energetyczne obserwacje pokrywają się z pozycją księżyca? Bo to jest coś czego kilka osób mi kiedyś wspominało, ale nigdy nie widziałem żadnych rzetelnych notatek na ten temat.
Te notatki co prowadam to naprawdę polecam każdej, bo po dwóch latach mam już jakiś materiał do analizy, nie tylko wrażenia. I właśnie dlatego nie ufam tym gotowym schematom „nów = menstruacja, pełnia = owulacja”, bo u mnie to po prostu nie działa tak ładnie. Cykl księżycowy i biologiczny rozjechały mi się już dawno i jakoś żyję. Ale co ciekawe, te „piątki” energetyczne pokrywają się częściej z przesileami lunarnymi niż z konkretną fazą księżyca, jakby organizm reagował na zmianę, nie na stan.
a niech tam,wchodzę do tej rozmowy z boku bo szukałam czegos o cyklu i trafiłam tutaj. Mam pytanie do Gruszanki albo kogokolwiek kto prowadzi takie notatki: w jakiej skali oceniacie „stan energetyczny”? bo to brzmi strasznie subiektywnie i niewiem jak to zestandaryzować żeby porównania miały sens. Sama robię notatki z tarotem i zaawsze mam ten problem że ocena „sesja poszła dobrze” zalezy od nastroju tego dnia, nie tylko od jakiejś obiektywnej jakości.
Ja to rozumiem co Gruszanka mówi o zmianie jako wyzwalaczu, bo u mnie jets podobnie z kamieniami. Nie chodzi o to że w konkretnej fazie czuję je inaczej, ale że kiedy coś się przesuwa w cyklu, jest taki moment wrażliwości kiedy sygnały są głośniejsze. Może właśnie to ludzie nazywają „otwarciem kanałów”? Nie permanentny stan, ale chwilowa amplituda.
mam głupie pytanie ale nie rozumiem: skoro przy menstruacji granica jest rozrzedzona i sygnały wchodzą bez filtrowania, to czemu to jest problem przy pracy z klientką? chodzi o to ze można „wziąć” coś od niej przypadkowo? bo nie rozumiem tego mechanizmu
okej ale to „przenosic to co jest w polu klientki” brzmi znowu jak metafora, nie jak opis fizyczny. czy to po prostu znaczy ze jesteś bardziej empatyczna i reagujesz mocniej emocjonalnie na cudze problemy? bo to rozumiem i to ma sens. tylko po co pakować w to „pole” i „bufor”?
Darek ma rację w tym jednym punkcie i nie zamierzam go zbywać. nie ma co ukrywać, ten problem jets realny i w środowisku też się o nim mówi, tyle że nie głośno. Widziałam osoby które przekładały diagnozę bo „pracowały nad polem”. To jest błąd i każda odpowiedzialna praktyczka powinna to mówić wprost: bioenergoterapia to uzupełnienie, nie zamiennik. ja klientkom mówię to od pierwszego spotkania. Ale to nie podważa wartości samej pracy, tak samo jak nadużycia w sporcie nie unieważniają sportu.
okej ale wracajac do cyklu bo troche odplynelismy: rozumiem ze menstruacja to czas wiekszej otwartosci/rozrzedzenia,faza lutealna to intensywne „czucie”, a owulacja to szczyt. a co z faza folikularna, czyli tym co jets zaraz po menstruacji? bo nikt o tym nie mowil a to jest chba jedna czwarta cyklu.
Ale Nefrytka,skad ten opis pochodzi? pytam serio, nie złośliwie. Bo brzmi jak cos co gdzieś wyczytałaś albo co powiedziała ci nauczycielka. Czy to jets twoje własne obserwowane doświadczenie czy reprodukowanie cudzego schematu? Bo to jest duza roznica jeśli chodzi o wiarygodnosc
no to ja się wtrącę bo żona mi pokazała ten wątek i coś mnie tu zaciekawiło. ona prowadzi dziennik cyklu od jakiegoś czasu i mówi że przy menstruacji jest poprostu bardziej drażliwa,gorzej śpi, ale jednocześnie bardziej „wie” co chce powiedzieć, jakby jej myśli były ostrzejsze. Czy to jest ta „ostrość percepcji” o której tu piszecie? Bo jak tak to trochę rozumiem.
Ojej,czytam ten wątek od początku i tyle się tu dzieje! Mam pytanko nawiązując do tego co pisała Jarzebina o kamieniach: czy są jakieś konkretne kamienie które szczególnie dobrze działają przy pracy z energią menstruacyjną? Nie wiedziałam że wogóle można to łączyć i teraz jestem bardo ciekawa jak to wygląda w praktyce bo sama zbieram kamienie ale nie pracuję z nimi świadomie.
dobra ale ja ciagle nie dostalam odpowiedzi na to pytanie o faze folikularna i czy ktos ja wogole obserwuje osobno. Nefrytka napisala ze to czas odbudowywania ale to brzmi jak przepisanie z jakiejs ksiazki. czy ktos ma konkretne wlasne przyklady z tej fazy??
ojej, faza folikularna u mnie wygląda tak: pierwsze trzy, cztery dni po menstruacji to jest jakby reset. W notatkach mam to opisane jako „cisza po burzy”. Sygnały są wyciszone, praca z kartami idzie mi gorzej albo w ogóle nie siadam do kart bo nic nie przychodzi. Dopiero pod koniec tej fazy, kiedy zbliża się owulacja, zaczyna się narastać. To jest bardzo wyraźna różnica u mnie i prowadzę te notatki od ponad trzech lat, więc nie jest to przypadkowa obserwacja.
Czarna57 zadaje dobre pytania i to dobrze. Bo właśnie o to mi chodziło wcześniej,ze jak człowiek prowadzi notatki z zalozeniem ze cykl wpływa na energię, to bedzie to widzial w danych. Ale fakt że Gruszanka to przyznaje to jest uczciwe. Wiekszosc dyskusji tu omija ten problem jak po ogień.
Dorzucę coś z innej strony bo widzę że rozmowa kręci się wokół metodologii. Pracuję z klientkami od kilku lat i mam swoje obserwacje, nie o własnym cyklu oczywiście, ale o tym jak sesje przebiegają w różnych momentach. Kobiety które znają swój cykl i mówią mi gdzie są, reagują inaczej na tą samą pracę. Nie twierdzę że to dowód na nic konkretnego, ale praktycznie ta wiedza jest użyteczna.
To jest chyba sedno całej dyskusji, że na poziomie praktyki nie ma znaczenia czy mechanizm jest „naprawdę energetyczny” czy jest to coś innego, bo adaptacja do cyklu działa niezależnie od teorii. Benedyk to ładnie ujął. Ale Darek pewnie powie że to jest droga na skróty 😉
haha no właśnie, ale dobra, nie będę się czepiał. Mam natomiast inne pytanie: Benedyk napisał że kobiety „reagują inaczej na tę sama prace”. co to znaczy inaczej?? konkretnie. bo to jets interesujące niezaleznie od teorii.
