Zastanawiam sie od jakiegos czasu nad czymś, o czym mało kto mówi w kontekście bioenergii - pożary. Nie chodzi mi o jakiś spektakl ani katastrofe jako taką, tylko o to, co dzieje sie z polem energetycznym miejsca, kiedy ogień dosłownie niszczy wszystko. Byłam ostatnio w lesie po wypalaniu - znam to miejsce od lat, ćwiczyłam tam, skanowałam energię terenu. I coś sie tam kompletnie zmieniło. Ciężko mi to opisac, bo to nie było „puste” - to było jakby przesycone, gęste, ale inaczej niż bym sie spodziewała. Ktoś miał podobne odczucia po kontakcie z miejscem po pożarze albo po jakimś spaleniu - rytuałowym czy nie?
To nie przypadek, że czulas tę gęstość. Ogien jest żywym pośrednikiem między planami - trawi formę fizyczną, ale uwalnia warstwy etheryczne, które w danym miejscu były „uwięzione” od lat, czasem od setek lat. Po pożarze pole jest jak otwarta rana - wrazliwe, przepuszczalne. To dlatego szamani różnych tradycji używali ognia do oczyszczania terenow, nie tylko substancji. Mam wrażenie, że to co czułaś to właśnie ten moment gdy stara matryca jeszcze nie wróciła, a nowa się nie ułożyła.
Mhm... to pytanie o okno czasowe bardzo mnie uderzylo. Sam nigdy tak nie myślałem o ogniu. W tarocie Wieża to symbol błyskawicznego zniszczenia, ktore otwiera drogę do przebudowy - i zawsze rozumiałeem to bardziej metaforycznie. Ale może w miejscach po pożarze to jest dosłownie wyryte w terenie? Takie pytanie - czy to odczucie „gęstości” było przyjemne, neutralne, czy niepokojące? To by duzo mówiło o charakterze tej energii.
No właśnie, i to chyba oznacza że te miejsca są jakimś rodzajem „strefy przejścia”, prawda? Bo skoro stara energia została spalona, a nowa nie zdążyła sie uformować, to w tym oknie czasowym powinno być łatwiej pracować z intencją. Jakby gleba pod nowe sadzenie. Czy ktoś próbował faktycznie czegoś w takim miejscu - medytacji, rytuału, czegokolwiek?
Chwila, bo trochę mi to odpływa w stronę poetyki, a chciałabym zapytac o konkrety. Skąd w ogóle wiadomo, że to „pole miejsca” sie zmienia, a nie po prostu zmienia sie zapach, wygląd, dźwięki - i nasze zmysły reagują na to inaczej? Serio pytam, nie złośliwie. Bo ja jak wchodzę na spalony teren to czuję inaczej, ale nie wiem, czy to energia czy zwykłe skojarzenia i biologia. Jak wy to rozróżniacie?
Sluchajcie, zanim wejdziemy za głęboko w epistemologię - bo widzę że idziemy w tę stronę 🙂 - chciałam powiedzieć coś z praktyki. Pracuję z rytualnym ogniem od kilku lat i jest jedna rzecz, ktura mi sie rzuca w oczy. Ogień w rytuale działa inaczej niż pożar. Ogień rytualny jest intencjonalny - ma ramę, ma cel, ma kogoś kto „trzyma” energię. Pożar jest chaotyczny. I to chyba zmienia charakter tego, co po nim zostaje. Czy to „resztka” jest przetworzona czy zdezorganizowana - to zależy od tego jak ogień trawił.
Wybaczcie że wskakuję, bo nie jestem ekspertką od bioenergii - bardziej interesuje mnie inny aspekt. Czy to zdezorganizowanie pola po pożarze może wpływać na ludzi, którzy w takim miejscu przebywają długo? Pytam, bo mam koleżankę która po jakimś czasie pracy na terenie po pożarze (sadzeili las) zaczęła miec problemy ze snem i jakieś nerwowe rozregulowanie. moze zbieżność, ale zastanowiło mnie to.
Hmm, czytam tę rozmowę i mam takie naiwne może pytanie - czy jeśli pole jest zdezorganizowane po pożarze, to znaczy że „nic tam nie ma” i energie po prostu uciekły? Czy raczej są chaotyczne ale obecne? Bo rozumiem to inaczej i nie wiem które rozumienie jest bliższe temu co wy czujecie. 😀
A pytanie podstawowe - ile czasu ta koleżanka tam pracowała i czy robiła cokolwiek żeby „oczyścić się” po wyjściu? Bo brak jakiegokolwiek rytuału zamknięcia to moim zdaniem bardziej prawdopodobna przyczyna niż „zaraźliwa entropia”.
Zdecydowanie. znaczy, mówię z własnego doświadczenia - jak wychodzę z rytualu z ogniem bez świadomego zamknięcia, to zostaje we mnie jakaś resztka pobudzenia, która nie zawsze jest przyjemna. A to był ogień kontrolowany, intencjonalny. Przy pożarze nieintencjonalnym bym bardzo uważała.
Przepraszam że wchodzę, ale tutaj proszę uważać z mieszaniem terminologii. Entropia w sensie fizycznym to nie to samo co „chaotyczna energia pola”. Używanie pojęć z termodynamiki jako metafor jest w porządku ale kiedy zaczyna się to traktować jako dosłowne mechanizmy - to już są kłopoty z wiarygodnością całej dyskusji. Tylko mowie.
Ale czy to na prawdę problem? Znaczy, tradycje ezoteryczne od zawsze używały metafor naturalnych zjawisk zeby opisać coś co czuja. Nie twierdzę że to jest fizyka, twierdzę że to jest język opisu. tarot nie jest fizyką kwantową i nikt przy zdrowych zmysłach tak nie mówi.
Czytam to od początku i mam jedno konkretne pytanie - czy kamienie, np. obsydian albo turmalin, mogłyby pomóc w takiej pracy na terenie po pożarze? Wiem że to moze być głupie w tym kontekscie ale obsydian jest przecież z wulkanicznego ognia wiec może ma jakieś powinowactwo z tym typem energii?
No właśnie, „utrata spójności” to lepsze określenie niż to co ja próbowałem opisać przez tę indukcję. i to jest moim zdaniem najpoważniejszy aspekt pracy z takimi miejscami - nie że coś w ciebie „wchodzi”, tylko że twoja własna organizacja energetyczna chwilowo się rozmywa. Jak długo to u ciebie trwało po wyjściu z polany?
To jest ważna lekcja którą znam z wlasnych błędów - że niby idziemy „tylko popatrzeć” a i tak reagujemy. Szczególnie jeśli ktoś jest naturalnie wrażliwy na energie miejsc. Nie trzeba mieć intencji pracy żeby pole na ciebie zadzialalo, to nie jest opcjonalne :/
no nie rozne jakości subiektywnego doświadczenia. To nie jest dowód na to że mechanizm jest energetyczny a nie psychologiczny. Ale dobra, nie bede tego ciagnac w kółko, bo ta dyskusja już to przerabiala.
Bo przy podpaleniu masz dodatkową warstwę - intencję czyjąś, często destrukcyjną albo chaotyczną, która jest niejako „wbudowana” w wydarzenie. Żywioł naturalny jest inny energetycznie niż żywioł wywołany ludzką wolą, szczególnie negatywną. Nie twierdzę że tak było ale warto wiedziec.
Ojej ta dyskusja tak się rozrosła przez te posty! Ja w sumie scpetycznie podchodzę do calego tematu pól energetycznych ale te pytania o intencję sprawcy pożaru i jej „termin ważności” - to mnie złapało. czy to nie jest trochę podobne do tego jak miejsca zbrodni są potem odczuwane przez wrażliwe osoby nawet po latach? Znaczy jeśli to działa tam to i tu mogłoby działać?
Czytam to całe i właściwie mam jedno takie małe pytanie które mnie trapi od dłuższego czasu - czy te wszystkie odczucia na miejscu, ta „utrata spójności”, szum, chaos, czy to może się zdarzyć też we śnie po takiej wizycie? Pytam bo sama byłam kiedyś na miejscu po powodzi i potem przez kilka nocy miałam bardzo dziwne sny. Ciężko mi ocenić czy to związek czy przypadek. 😛
Tak, było. Pierwsze dwie noce po tej polanie miałam sny które nie były strasznie, ale były bardzo przestrzenne - dużo otwartej przestrzeni, popiół, cisza. Żadnego narracyjnego sensu, bez postaci. Jakby mój umysł wracał do miejsca żeby je „doprzetworzyć”. Nie wiem jak to inaczej nazwać. I to jest właśnie ten fragment którego nie byłam pewna czy opisywać, bo brzmi bardziej sennie niż energetycznie, ale może to bez różnicy. :D. to juz lekka przesada moim zdaniem...
Okej ale „przestrzenne sny z popiołem po wizycie na miejscu pożaru” to jest absolutnie klasyczna reakcja kory wzrokowej i pamięci epizodycznej. Byłaś w niezwyklym miejscu, widziałaś specyficzny krajobraz, mózg to powtarza. Nie wiem co tu wymaga wyjaśnienia energetycznego. Nie mówię że wasze doświadczenia są nieprawdziwe, mówię że nie trzeba od razu szukać pola żeby to wyjaśnić.
