wchodzę do wątku bo mam podobne doświadczenie co Jacenty - żadnej medytacji wcześniej... zero praktyki. Po prostu zaczęłam dotykać roślin i coś czuć pod rękami. Ciepło, mrowienie czasem. Nie wiem czy to „energia” czy po prostu skupienie uwagi na dłoniach, ale cokolwiek to jest, działa inaczej niż jak się gdzieś śpieszy. Czy ktoś wie czy to mrowienie to w ogóle coś znaczy?
haha Mageczka, ziemniaki jednak sa bardziej skryte energetycznie, poważnie! rosna pod ziemia, cały swój proces chowają głęboko. Ja tez mam z nimi słabszy kontakt. Ale jak się pogrzebie rękami w ziemi wokół nich to cos sie czuje, tylko inaczej, głebiej jakby.
ziemniaki rosna pod ziemia wienc ich energia jets ziemna,czyli gestsza, ciezsza. to nie jest brak energii tylko inny rodzaj. dlatego do nich trzeba zejsc poziomem niejako, nie szukac tego samego co przy roslinie ktura rosnie ku sloncu. to fundamentalne rozroznienie w pracy z natura
Cesia, rozumiem zastrzezenie ale Mikolajek opisuje pewien model pracy, nie twierdzenie naukowe. na forach ezoterycznych modele dzialaja troche inaczej niz hipotezy badawcze. to szkielet do cwiczenia, nie teoria do udowodnienia. :/ chba mozemy rozrozniac te dwa poziomy rozmowy??
ok ok, trochę wychodzi filozofia znowu 🙂 ale mam pytanie praktyczne bo mnie to nurtuje po odpowiedzi Glozerii o tej rozsadzie w dłoniach - czy to przekazywanie informacji roślinie trzeba robić w konkretny sposób? Czy to jest dosłownie wyobrażanie sobie obrazu, czy raczej coś jak życzenie, czy może słowa? Bo nie wiem jak to „posłać” żeby miało sens
hmm, lubczyk, u mnie to jest bardziej obraz niż słowa. Widzę w głowie tę konkretną grządkę, ziemię, słońce nad nią, i jakby wysyłam ten obraz do korzeni. Brzmi dziwnie jak się to tak opisuje na głos 🙂 Ale to nie jest rozkaz, bardziej - zaproszenie? Mówię jej czego może się spodziewać. Słowa dla mnie działają gorzej, bo zaczynam myśleć o słowach zamiast o roślinie.
to co Glozeria opisuje jets bardzo bliskie temu co robie przy rytuałach wogóle. ten obraz to nie jest wizualizacja dla siebie,to jest informacja którą wysyłasz. roznica jest subtelna ale ważna - kiedy robisz to dla siebie uruchamiasz własne ego, kiedy robisz to dla rośliny schodzisz z drogi. Przynajmniej tak to u mnie działa.
Ametystka to rozróżnienie mi coś otworzyło. „schodzisz z drogi własnego ego” - czyli paradoksalnie mniej starania się daje lepszy efekt? Bo ja jak próbuję cokolwiek z intencją to od razu zaczynam się zastanawiać czy dobrze robię i to chba blokuje 🙂
tak na prawde to chyba dla mnie klucz do całej tej rozmowy - „być bez oceniania”. zaczynam od mojego balkonu i zaczynałam już się zastanawiać czy robię to wlasciwie. moze poprostu zaczne od siedzenia obok i nic nierobienia. to chyba jets bezpieczniejszy start niż od razu intencje i przekazywanie czegos.
Faye masz racje ze to dobry start. mam jeszcze jedno pytanie do wszystkich - czy pora dnia ma znaczenie? czytałam gdzieś że praca z roslinami rano jest inna niż wieczorem że rano energia jest bardziej „otwarta”. ale nie mam pewności czy to nie jest kolejna rzecz ktora ludzie wymyślają zeby skomplikowac coś prostego.
pytanie Poludnicy o pore dnia jets super bo ja sie nad tym tez zastanawialam. u mnie rano rzeczywiscie jest inaczej,jakby rośliny były bardziej... gotowe? niewiem jak to nazwać. ale wieczorem tez sie cos dzieje, tylko to jest bardziej takie wyciszajace, glebsze moze. nie powiedziałabym ze rano lepiej, raczej ze rano i wieczor to dwa rozne tryby pracy
no prosze,pora dnia ma znaczenie i nie jets to mit. rano rosliny wchodza w fotosynteze, caly system jest aktywowany jesli ktos pracuje z energia zywotna to rano jest na prawde inny rodzaj przeplywu. wieczorem metabolizm roslin zwalnia, energia jest bardziej skupiona w korzeniach i tkankach. to nie jest ezoteryczna spekulacja, to ma swoje odbicie w biologii. pytanie do Poludnicy - o jakiej porze zazwyczaj wychodzisz do ogrodu?
trafne pytanie Poludnicy i właśnie o to mi chodzi w tej rozmowie. ile z tego co „czujemy” to naprawdę percepcja energetyczna, a ile to efekt wiedzy o tym co powinnyśmy czuć. nie mówię że to fałsz, mówię że ciężko to odróżnić. ktoś ma pomysł jak to sprawdzić na sobie?
o, Novaria to ciekawe podejście. ja bym tak nie umiała bo jak już wiem że „rano ma być inaczej” to nie mogę tego odresetować w głowie 🙂 ale ta obserwacja że twój własny stan ma znaczenie to chyba ważniejsza rzecz niż pora. bo jak jestem zmęczona i roztargniona to przy lawendzie też nic specjalnego nie czuję.
Novaria właśnie odkryła coś istotnego i to nie jets małe odkrycie. stan własny operatora zaawsze wpływa na jakość kontaktu energetycznego,to jest jedna z bardziej ugruntowanych obserwacji w pracy bioenergetycznej. pora dnia jest drugorzędna wobec tego w jakiej kondycji przychodzisz. i tak, to ma sens też biologicznie - skupienie, spokój, otwartość na odczucia.
hej, wchodzę w ten wątek bo mnie nurtuje jedno - czy skoro własny stan jest tak ważny, to czy np. zły nastrój albo złość mogą „zaszkodzić” roślinom podczas tej pracy? bo gdzieś słyszałam że negatywna energia może przechodzić i wpływać na wzrost, ale nie wiem czy to nie jest przesadzone.
to pytanie Runiki wraca do czegos co bylo tu wczesniej i nikt tak na prawde nie odpowiedzial. ja bym powiedzial ze zly nastroj raczej blokuje kontakt niz aktywnie szkodzi. tzn. nie wysylasz wtedy nic bo sam jestes zamkniety. ale zeby roslina „dostala” negatywna energie to bylbys musial jakos aktywnie kierowac intencje. przypadkowy zly humor raczej poprostu nie dziala, nie niszczy
rosliny nie przejmuja sie naszym nastrojem tak jak my myslimy. one sa poza tym wymiarem emocji. to co Oksanka opisuje to byl efekt uziemienia przy kontakcie z natura, zjawisko kture jets dobrze opisane. nie energia roslin ja uzdrowila tylko jej wlasny uklad nerwowy sie wyregulowal. inna sprawa czy to jedno nie jest tym samym co drugie.
może te dwa wyjaśnienia nie wykluczają się? tzn. układ nerwowy się reguluje I rośliny coś dają energetycznie. jedno nie wyklucza drugiego! mnie najbardziej interesuje teraz to co Wojslaw napisał - że w złym stanie poprostu nie wysyłasz nic. ale jak to jets z odbiorem? czy roślina może ci dać energię nawet jak jesteś zamknięta?
Lubczyk, to jets właśnie jedno z tych pytań na które różne tradycje odpowiadają różnie. u mnie osobiście - tak, w bardzo złym stanie zdarzało mi się wyjść do ogrodu i wyjść stamtąd spokojniejsza bez żadnej świadomej pracy. ale nie wiem czy to był „odbiór” czy po prostu efekt zmiany otoczenia i skupienia się na czymś innym niż problem. uczciwie nie wiem
no i tutaj wracam z moim balkonikiem 🙂 to co Glozeria opisuje - wychodzenie do roślin bez intencji i mimo to coś czuć - to jest chyba to co mi się przydarza. siadam przy pelargoniach, nie robie nic specjalnego, i po jakimś czasie jest mi po prostu lepiej. niewiem czy to energia czy po prostu zmiana miejsca i oderwanie od komputera, ale to działa
siedzę nad tym watkiem od dłuższego czasu i mam pytanie kture troche wraca do początku - czy w takim razie kazdy może to czuć czy trzeba miec jakis „talent”? bo tu polowa osób od razu czuła mrowienie, a ja za bardo nie ale głowy nie dam czy to kwestia ćwiczenia czy po prostu nie jestem do tego
o, to mnie uspokaja bo ja tez nie mam mrowienia. raczej takie... ciepło? 😉 albo coś co można by nazwac ciszą w głowie. trudno to opisac słowami bez brzmienia głupio.
ta „cisza w glowie” przy roslinach to jest chyba moje ulubione określenie w calym tym wątku. i właśnie zastanawiam się - czy to cisza jako brak mysli, czy cisza jako... coś pełnego?? bo mnie przy pelargoniach Topielicy (albo moich własnych sasankach) ogarnia coś co nie jest pustką, to jest jakby wypełnienie. nie wiem czy to ma sens
o właśnie! ja to samo próbowałam powiedzieć wcześniej ale nie trafiłam w słowa. czy ta cisza to jest stan receptywny gdzie możemy odbierać energię roślin, czy raczej my sami się wyłączamy i to wyłączenie jest tym co pomaga? bo to by były dwie różne rzeczy!
Cesia robi tu sensowna rzecz ale jest jeden problem z ta lista alternatywnych wyjasnien. czesc z nas robila to samo w zamknietych pomieszczeniach z roslinami i efekty tesz byly. bez zieleni za oknem, bez temperatury zewnetrznej, bez „bycia na zewnatrz”. wienc przynajmniej czesc tych czynnikow odpada
o kurcze, to że w domu z roślinami też coś czujemy to mnie akurat nie dziwi, bo zapachy i kolor zostają. Cesia ma rację że to jest dużo zmiennych naraz i ciężko je rozplątać. ale wiesz co, ja przestałam się tym zadręczać. mi działa, zostaję przy tym 🙂
