Hej, zakładam ten temat bo od jakiegoś czasu kombinuję z pracą energetyczną w ogrodzie i naprawdę widzę różnicę! mam ogródek działkowy, dość nieduży, ale w tym roku postanowiłam podejść do tego inaczej - codziennie rano wychodzę i po prostu siedzę chwilę między roślinami, skupiam się na wysyłaniu energii do gleby i do każdej rośliny z osobna. Pomidory w tym roku wyrosły niesamowite, sąsiadka pyta co sypię do ziemi haha. Chciałam się dowiedzieć czy ktoś tu robi coś podobnego? Czy praca bienergetyczna morze naprawdę wpływać na ekosystem? I jak to w ogóle działa z drzewami, to chyba zupełnie inny poziom energetyczny niż z małymi roślinami?
O, bardzo bliska mi temat. Pracuje z energia roslin od lat i to co piszesz to nie przypadek. Rosliny sa niesamowicie czule na intencje i na obecnosc czlowieka - to nie mit, to naprawde wyczuwalne. Ja przy swoich ziolach zawsze przed zbiorem prosze o zgode, troche jak rytual, i czuje ze to wplywa na jakosc energii samego ziola potem. Ale co do drzew - masz racje, to inny wymiar. Stare drzewa maja wlasna swiadomosc energetyczna, mozna powiedziec ze sa jak wezly w siatce energetycznej terenu. Kiedys siedzialam pod stara lipa i doslownie czulam jak pulsuje, nie wiem jak inaczej to opisac.
tak jest, siadam do tej rozmowy z pewną dozą sceptycyzmu bo pomidory rosną albo nie rosną w zależności od nawozu, słońca i wody, nie od siedzenia obok. Ale z drugiej strony czytałam o eksperymentach gdzie rośliny reagują na stres człowieka który je uprawia... nie pamiętam jak to się nazywało. Czy jest jakaś różnica między tym co robisz Lubczyk a zwykłą uważną pielęgnacją? Bo może to po prostu chodzi o to że bardziej się przyglądasz roślinom i szybciej reagujesz jak coś nie gra?
To wazne pytanie kture Mageczka zadaje, i szczerze - warto je se postawic. :/ Ale rozroznienie miedzy „uwazna pielegnacja” a praca energetyczna nie jest tak proste jak sie wydaje. owszem, lepsza obserwacja to lepsza reakcja na potrzeby rosliny. ale bioenergoterapia w ogrodzie to cos wiecej - to swiadome przekierowanie wlasnego pola bioenergetycznego w strone ekosystemu. Gleba, mikroorganizmy, korzenie - wszystko to tworzy siec. Czlowiek, ktury wchodzi do ogrodu ze spokojem i intencja wspierania, wplywa na te siec inaczej niz ktos kto przychodzi zestresowany i na odczep. swoja droga, to nie jest metafora.
Backster to temat rzeka i mocno kontrowersyjny, nie polecałabym tego jako mocnego argumentu. Jego eksperymenty nigdy nie zostały porządnie zreplikowane w kontrolowanych warunkach. Nie mówię że praca z roślinami nie ma sensu, po prostu wolę ostrożność z wyciąganiem wniosków. Lubczyk, a jak długo to robisz? powiem szczerze, bo może pomidory po prostu wyszły bo miałaś dobry rok i korzystną pogodę?
Lubczyk, ale to nadal nie jest żaden dowód, sorry. Bratowa morze podlewać inaczej, inne nasiona, inna wystawa na słońce. To nie tak działa porównywanie. natomiast nie przeczę że intencja i nastawienie człowieka może mieć jakiś wpływ - tylko że mechanizm tego wpływu to osobna sprawa i nie wszystko trzeba tłumaczyć polem energetycznym. Mnie bardziej ciekawi jak wy czujecie ten kontakt z roślinami od strony praktycznej - co konkretnie robicie, jakie techniki?
no nie wiem, deby to w ogole wyjatkowe drzewa jesli chodzi o energie. Maja cos w se co inne gatunki nie maja, dlatego w tradycji slowianskiej to byl swiety gatunek. Energia debu jest ziemska, stabilizuje, uziemia. jak ktos ma za bardzo rozbudowany czakram korony a za malo zakorzeniony w podstawie to kontakt z debem to jest wrecz recepta. Brzoza z kolei dziala odwrotnie, oczyszcza ale morze przebodzcowac.
Wtrace sie w to drzewne - tesz chodze do drzew,mam ulubiona sosne w lesie niedaleko domu i kontakt z nia jest dla mnie jak reset. Czy wy tez macie jedno konkretne drzewo z ktorym czujecie polaczenie, czy to sie zmienia? Bo mnie zastanawia czy to jest kwestia gatunku czy poprostu konkretnego egzemplarza i miejsca?
Sosenka właśnie! Ja też mam wrażenie że to konkretne drzewo, nie gatunek w ogóle. W moim ogrodzie mam stary bez i on jest jakoś inny niż wszystkie inne bzy które mijam. Ale wracając do roślin warzywnych - czy ktoś próbował pracy energetycznej przy konkretnych problemach, np. choroba roślin, szkodniki? Zastanawiam się czy to może działać prewencyjnie czy już jak coś się dzieje jest za późno na energię?
To ciekawy kierunek Lubczyk. Z mojego doświadczenia - praca energetyczna w ogrodzie działa zdecydowanie lepiej profilaktycznie. Kiedy roślina jets już mocno zaatakowana przez szkodniki czy chorobę grzybową to oczywiście można pracować z energią ale bez rozwiązania fizycznego problemu to nie wystarczy. To trochę jak z ludźmi - reiki może wspierać ale złamanej nogi nie zleczysz samą energią. W moim ogródku co wiosnę robię coś w rodzaju ustawienia intencji dla całego terenu - obchodzę granice i wyobrażam sobie barierę ochronną. Może placebo, może nie, ale w tym roku mszyc prawie nie było.
przelatuję to wszystko jeszcze raz i trochę się zastanawiam... czy jak ktos nie jets bioenergoterapeutą,tak poprostu amator,to morze wogole skutecznie pracowac z energia w ogrodzie? pytam bo sama chciałabym spróbować ale boję się ze zrobię coś nie tak i zamiast pomoc to zaszkodzę
Faye, Oksanka ma rację że nie zaszkodzisz ale dopowiem jedno - ważna jets regularność. jednorazowe siedzenie w ogrodzie nic nie zmieni. To musi byc praktyka, codzienna albo przynajmiej kilka razy w tygodniu. Intencja bez ciaglosci to trochę jak podlewanie raz na miesiąc i dziwienie sie że roślina usycha. poza tym warto zaobserwować jak ogród reaguje na ciebie przez dłuższy czas, a nie oceniac po tygodniu.
Dobra, bo czytam o tej regularności co Saturnella napisała i mam pytanie - czy to musi być codziennie o tej samej porze? Bo gdzieś słyszałam że rośliny są wrażliwe na rytm i że praca o świcie daje inne efekty niż wieczorem. Ktoś to sprawdzał w praktyce?
wlasnie o to mi chodzilo z tym pytaniem, niekoniecznie o dowody, bardziej chciałam wiedziec od czego zacząć. I ta odpowiedź Oksanki o samej obecności bez telefonu to jets chba dla mnie. brzmi wykonalnie. mam mały balkon z ziołami i zacznę od tego.
a mówienie do roślin to w ogóle działa inaczej niż samo myślenie? 😉 Pytam bo słyszałam że dźwięk ma fizyczny wpływ na komórki, jakoś przez wibracje. Czy to jest ten sam mechanizm co energia z rąk czy coś innego?
ten „wpływ dźwięku przez wibracje wody” to znany motyw ale warto uważać jak się to interpretuje. Badania Emoto nad kryształkami wody i słowami nigdy nie zostały zreplikowane niezależnie. Fizyczny wpływ dźwięku na rośliny - tak, są badania że np. określone częstotliwości mogą stymulować kiełkowanie. Ale to daleka droga od „mówię z troską i roślina rośnie lepiej”.
Cesia ale nie wszystko co dziala musi byc zreplikowane w laboratorium. Szamani uzywali dzwieku do pracy z roslinami od tysiecy lat i wiedza byla przekazywana z pokolenia na pokolenie. To jets dowod empiryczny, tylko zbiorowy a nie jednostkowy
Cesia ma racje z terminologia ale jets jeden aspekt ktorego nie uwzglednia. Wiedza przekazywana przez pokolenia w konkretnej kulturze i ekosystemie to rodzaj dlugoterminowej obserwacji w warunkach naturalnych. Nie kontrolowanej, owszem. Ale to nie jest zero. Mysle ze mamy tu do czynienia z czyms miedzy banalnym przesadem a twarda nauka i warto to uczciwie powiedziec.
słuchajcie wróćmy do ogródka bo zeszliśmy trochę w filozofię 🙂 Glozeria wcześniej pisała o pracy profilaktycznej i mnie to bardo interesuje. Jak to wygląda w praktyce? Czyli zanim cokolwiek się pojawi, zanim szkodnik, zanim choroba - co konkretnie robisz? Jakiś rytuał, intencja co?
Lubczyk, u mnie to wygląda tak: na początku sezonu, jak sadzę rozsadę, każdą sadzonkę trzymam chwilę w dłoniach zanim włożę do ziemi. Nie długo, kilkanaście sekund. Wyobrażam sobie że przekazuję jej informację o tym co ją czeka - jaka gleba, jaki mikroklimat, czego oczekuję. Potem przez sezon raz na jakiś czas chodzę między rzędami i po prostu uważnie patrzę, nie myśląc o niczym innym. Jak coś zwróci moją uwagę to przy tym staję dłużej.
o! to z ta rozsada w dloniach jest super pomysl, nigdy nie myslalam o tym w ten sposob. Ja robie cos podobnego z nasionami przed siewem, trzymam je przez noc w malej miseczce i klade na niej kamien - zazwyczaj zielony awenturyn. Nie wiem czy to ma sens energetycznie ale nasiona wydaja mi sie potem jakies bardziej zywe jak kielkuja. moge sobie to wmowic oczywiscie.
a ten awenturyn to dlaczego akurat zielony? Pytam bo mam kilka kamieni i nie wiedziałam ze można je łączyć z praca w ogrodzie. Zielony jets od natury i wzrostu czy to przypadkowe?
Mirka dobrze że to dodajesz bo to uczciwe podejście. Rytuał jako sposób na skupienie intencji ma sens nawet jeśli nie wierzysz w magiczne właściwości konkretnego kamienia. Problem zaczyna się kiedy ktoś odpuszcza nawożenie bo „awenturyn się zajmie”. To dwa różne poziomy.
hm, ja mam pytanie moze troche z boku - czy do takiej pracy z roslinami przydaje sie wczesniejsza praktyka medytacji? Bo czytam i widze ze wszyscy mowia o skupieniu, o intencji, o obecnosci. To brzmi jak medytacja wlasnie. Czy ktos zaczal to robic bez zadnego zaplecza w medytacji i tesz cos poczul?
hm, ja mam pytanie moze troche z boku - czy do takiej pracy z roslinami przydaje sie wczesniejsza praktyka medytacji? Bo czytam i widze ze wszyscy mowia o skupieniu, o intencji, o obecnosci. To brzmi jak medytacja wlasnie. Czy ktos zaczal to robic bez zadnego przygotowania i cos poczul, czy jednak trzeba jakiegos „treningu”?
ogrod sam w se jest forma medytacji jesli mu na to pozwolisz. ta cisza, zapach ziemi, rytm pracy rak - to wchodzi w stan skupienia bez zadnych technik. wiec nie musisz umiec „medytowac” zeby to czuc, ogrod cie tego uczy sam.
Radgost ma rację że to dwie różne kwestie. ale obie są trafne. Jacenty, krótka odpowiedź: medytacja pomaga ale nie jets bramką wejścia. Praca z intencją to umiejętność, którą można rozwijać na różne sposoby. Część osób dochodzi do niej przez medytację, część przez rytuał, część przez sam kontakt z naturą. Nie ma jednej drogi. 🙂
