Ehh, siedzę nad tym od jakiegoś czasu i nie wiem jak to opisać inaczej niż - pustka. Nie chodzi o smutek ani depresję w zwykłym sensie ale o takie wrażenie jakby coś w środku po prostu zgasło. Robię swoje ćwiczenia, próbuję poczuć przepływ, nakładam ręce, siadam do medytacji - i nic. Kompletna cisza, żadnego sygnału, żadnego ciepła, żadnego mrowienia. Jakby pole energetyczne poprostu… nie istniało. Ktoś kiedyś przez to przechodził? Bo zaczynam się zastanawiać czy to w ogóle jest opisany stan, czy może coś ze mną nie tak.
To jest całkiem znany stan w pracy z energią, tylko różnie bywa nazywany. Jedni mówią o energetycznej jałowości, inni o blokadzie, jeszcze inni wprost o zamknięciu pola. Z mojego doświadczenia - to prawie zawsze ma jakiś konkretny powód, tylko niekoniecznie widoczny na pierwszy rzut oka. Pytanie do Ciebie: ten stan trwa ciągle od jakiegoś momentu, czy przychodzi falami? Bo to zasadniczo zmienia obraz sytuacji.
No właśnie, bo to co opisujesz brzmi jak dwie różne rzeczy i mieszanie ich w jeden worek to błąd. Blokada energetyczna to co innego niż po prostu obniżona wrażliwość zmysłów subtelnych. Czy masz pewność ze w ogóle kiedyś czułaś ten „przepływ”? Bo jeżeli to jest porównanie do stanu sprzed jakiegoś wydarzenia, to warto wiedzieć co było tym wydarzeniem. A jeśli zawsze tak było i tylko teraz się nad tym zastanawiasz - to już zupełnie inna historia.
Wydaje mi sie ze jałowość energetyczna to po prostu znak ze czakry są pozamykane, nie? Szczególnie sercowa albo koronowa. Jak nie ma połączenia z górą to cała reszta też nie działa normalnie. Czy próbowałaś pracy z konkretną czakrą zamiast z całym polem naraz?
Opisujesz coś, co - te przebłyski, potem cisza - kojarzy mi sie z czymś co kiedyś słyszałam jako „oddychanie pola”. Pole jakby się kurczy i rozszerza. Ale kilka miesięcy ciągłej jałowości to już nie jest naturalny rytm, tu coś blokuje przepływ bardziej systemowo. Co się działo w twoim życiu w tym czasie? Niekoniecznie coś dramatycznego, czasem wystarczy długotrwały stres albo wyczerpanie.
Znam ten stan, naprawde. Kilka lat temu mialam okres, moze z cztery miesiace, kiedy siadalam do pracy z energia i mialam wrazenie ze siegam w proznie. Tarot tez przestal „mowic”, rece byly zimne i obojetne przy nakladaniu. Wyszlam z tego stopniowo przez uziemianie, ale nie szybkie i efektowne, tylko takie zmudne, codziennie po kawalku. Herbata, ziemia pod stopami, nic spektakularnego. czy duzo pracujesz z energia ostatnio, czy raczej porzucilas praktyke wlasnie przez ta pustke?
ojej ja tez to czułam w zimie!! Siadałam do medytcji i dosłownie nic, żadnego tiglania rąk żadnych kolorów za powiekami. Myślałam że cos z moimi czakrami sie stało. Potem wyczytałam ze to może byc związane z porami roku, że zimą energia ziemska sie cofa i dlatego jest trudniej. Czy to możliwe ze to sezonowe?
kilka miesięcy narastania i brak konkretnego wyzwalacza - to sugeruje kumulację, a nie jedno zdarzenie. Często pole „zamraża się” stopniowo kiedy człowiek ignoruje sygnały, że potrzebuje przerwy od pracy energetycznej, albo kiedy daje dużo energii na zewnątrz i nie uzupełnia. Pytanie: czy w tym czasie dużo pomagałaś innym energetycznie? Bioenergoterapeuci miewają to dosyć często.
nie do konca rozumiem - mówicie o tym jakby to była choroba, że „pole zamraża się”, że „blokada”. Ale jak to wogóle wyglada z zewnątrz? czy taka osoba jakoś inaczej sie zachowuje, da się to zauważyć bez żadnych specjalnych zdolnosci?
To co opisuje autorka wątku to w zasadzie stan który w różnych tradycjach jest opisywany jako coś normalnego, a nawet koniecznego. Nie ma ciągłego ruchu bez zatrzymania. Pole energetyczne, jeśli w niego wierzysz, nie jest maszyną która pracuje non-stop. Ten stan „jałowości” bywa interpretowany jako rodzaj uśpienia regeneracyjnego. Problem pojawia sie dopiero kiedy człowiek zaczyna z tym walczyć zamiast to przepracować. Ile czasu próbujesz „przebić” tę pustkę? Bo jeśli kilka miesięcy aktywnie z nią walczysz, to możesz sama ją utrwalać.
I tu wlasnie jest clue - przerwa nie jest porazka, ale porzucenie zupelne to tez nie jest odpowiedz. To troche jak z miesniem - jak go za bardzo forsowac to sie kontuzjuje, ale jak zupelnie nie ruszac to zanika. Moze zamiast sesji energetycznych sprobuj przez jakis czas zupelnie podstawowych rzeczy - same intencje, bez zadnego wyniku do osiagniecia. Zero oczekiwania. Trudne ale skuteczne u wielu osob.
Zbiera mi się na pytanie bo to mnie ciekawi - czy podczas tej „ciszy” masz jakieś inne objawy? Rozumiem ze brzmi to dziwnie ale chodzi mi o to czy np. sny są inne, czy masz więcej albo mniej marzeń sennych czy czujesz sie jakoś inaczej fizycznie. Bo pustka w polu rzadko jest tylko „w polu”, zazwyczaj jest połączona z czymś konkretnym w ciele albo w psychice.
troche z boku ale mam podobny temat - mam wrazenie ze moje sesje od jakiegos czasu sa puste, ale inaczej. Niby czuje cos pod rekami ale jakby przez szybe, nic nie „przeskakuje”. Czy to sie zalicza do tej jalowosci o ktorej piszecie, czy to co innego?
Dopnę temat Celestyny - ten schemat z intensywniejszym ćwiczeniem kiedy nie działa, a potem zarzuceniem, to jest klasyczna pułapka. Widziałem to wielokrotnie. Pole zamknięte na forsowanie otwiera sie na odpuszczanie. Ale „odpuszczanie” nie znaczy nic nie robić, znaczy robić coś bez napięcia wokół wyniku. Uziemianie jak pisała Elwirka, albo po prostu siedzenie i nie próbowanie czegokolwiek - sama obecność. Czy próbowałaś kiedyś takiej biernej sesji bez żadnego celu?
ja mam pytanie troche z boku - jak mówicie o tej „ciszy” to czy to jest cisza którą sie czuje fizycznie, w rękach, czy bardziej w głowie? Bo mnie sie czasem wydaje ze to co czuje to myślenie o czuciu, a nie samo czucie, i to mnie totalnie dezorientuje przy pracy z czakrami
O, to jest ważna informacja. Banalne sny albo zanik snów to często idzie razem z tym co opisujesz. Jakby cała ta warstwa podświadomej aktywności energetycznej tez sie wyciszyła. Nie tylko ręce i czucie ale ten głębszy poziom. Zastanawiam sie czy masz też zmieniony apetyt albo sen - nie jako pytanie medyczne, tylko żeby zobaczyć szerszy obraz.
przepraszam ze wchodzę, ale muszę zapytać wprost - czy ktoś tu wziął pod uwagę ze te wszystkie zmiany, jałowość, inne sny, brak energii do ćwiczeń, to mogą być po prostu objawy normalnego wyczerpania albo gorszego okresu psychicznie? Nie mówię ze tak jest, mówię ze to pytanie warto sobie zadać zanim pójdziemy głębiej w interpretacje energetyczne.
nie sugeruję ze jest błędne, mówię ze powinno być jednym z kilku branych pod uwagę, a nie pierwszym i jedynym. To różnica. I właśnie dlatego pytam, bo w tej rozmowie przez 20 postów nikt nie zadał tego pytania wprost.
Słyszę was obie i to jest uczciwe pytanie. sprawdzałam „normalną” stronę, to znaczy lekarz, badania, żelazo bo mi mówiły koleżanki, wit D. Wszystko w porządku albo na granicy normy, nic wyraźnego. Zmęczenie ogólne jest, owszem, ale nie takie które tłumaczyłoby kilka miesięcy tej głębokiej ciszy. Dlatego wróciłam do szukania odpowiedzi tu.
okej , to ważna informacja ze badania były. Chociaż „na granicy normy” to jest trochę nieostre. W każdym razie. Mam inne pytanie - czy ta jałowość jest równomiernie rozłożona przez cały czas, czy są momenty dnia albo tygodnia gdzie jest wyraźnie gorsza lub lepsza? Pytam bo to może coś sugerować o rytmie, niekoniecznie energetycznym.
może. Rano aktywacja jest różna u różnych ludzi, a wieczór bywa bardziej otwarty na subtelniejsze stany bo jesteśmy mniej w trybie „robienia”. Ale to obserwacja, nie diagnoza. Warto zapisywać kiedy te przebłyski sie pojawiają, co robiłaś przed nimi, czy byłaś na zewnątrz, z kim rozmawiałaś.
wchodzę do rozmowy bo to co opisuje autorka wątku i te przebłyski wieczorem to mi przypomina coś co sama obserwowałam przez lata. Wieczór to czas kiedy dzienne filtry trochę opadają. Nie wiem czy to „energetyczne” ale to zjawisko jest powtarzalne u wielu osób. Zapisywanie tych momentów to naprawdę dobra rada.
wróce do swojego pytania bo chyba nie dostałem odpowiedzi - czy ta jałowość jest jakoś widoczna z zewnątrz? Pytam bo sam sobie zdaje sprawę ze nie mam żadnej wrażliwości energetycznej i zastanawiam sie czy ktoś bez tej wrażliwości może w ogóle wyczuć ze ktoś inny „jest zablokowany”
właśnie, o tym wycofaniu - ja jak miałam zablokowaną czakrę serca to podobno byłam bardziej oschła w kontaktach i sama tego nie czułam. Powiedziała mi znajoma po czasie. Czy Celestyna ma kogoś bliskiego kto mógłby powiedzieć czy coś sie zmieniło w jej energii „na zewnątrz”?
chce wrzucić kamyczek do ogródka - to że ktoś jest „bardziej wycofany” albo „mniej żywy” może mieć milion przyczyn i diagnozowanie tego jako blokady energetycznej przez obserwatorów z zewnątrz jest ryzykowne. Możemy komuś wmówić problem energetyczny tam gdzie jest po prostu trudny czas życiowy. Mówię to ostrożnie, nie złośliwie.
to co pisze Zofijka o odróżnieniu blokady od po prostu obniżonej wrażliwości to jest dla mnie kluczowy punkt tej dyskusji i mam wrażenie ze go trochę pominęliśmy. Jeśli ktoś nigdy nie miał wyraźnego „przepływu” to brak przepływu nie jest blokadą, tylko poziomem wyjściowym. Celestyna, czy pamiętasz jak to wyglądało zanim ten okres sie zaczął? Co czułaś przy pracy?
i właśnie to pytanie o poziom bazowy vs blokada jest dla mnie centralnym punktem tej całej rozmowy. Bo jeśli ktoś miał kiedyś wyraźny przepływ, a potem to zniknęło, to jest coś innego niż osoba która nigdy tego nie czuła. Celestyna - kiedy zaczęłaś ćwiczyć bioenergię, to od razu czułaś przepływ czy to przychodziło stopniowo?
