Zastanawiam się nad czymś co mi chodzi po głowie od jakiegoś czasu - czy ktoś z was w ogóle myślał o tym jak energia działa podczas grania w gry planszowe? Chodzi mi o to, że siedzimy przy stole z kilkoma osobami, skupiamy się, emocje lecą w gore i w dół, ktoś wygrywa ktoś przegrywa, ktoś się nakręca... Czytalem trochę o polach energetycznych i zastanawiam się czy nie ma tu jakiegoś wppływu na aurę graczy. Albo odwrotnie - czy my swoją energią nie wpływamy na przebieg gry. No bo co - kostka rzucona w złym nastroju, w napięciu, to inna kostka niż ta sama kostka rzucona spokojnie. Pewnie brzmi to glupio ale na prawdę mnie to ciekawi. Ktoś może potwierdzić albo zaprzeczyć z własnego doświadczenia?
To wcae nie brzmi głupio. Energia grupowa jest czymś całkowicie realnym - bioenergoterapeuci pracują z indywidualnymi polami ale to nie znaczy, że nie oddziałują one na siebie. Kiedy kilka osób siedzi przy stole, każda wnosi swoje pole i one zaczynają się przenikać. Przy grze planszowej mamy jeszcze silny element emocji - rywalizacja, napięcie, radość, frustracja - to wszystko to ruch energii. Pytanie które mnie bardziej interesuje: czy gra jako obiekt, sam przedmiot, może gromadzić tę energię po wielu rozgrywkach? Pudelko, plansza, pionki - to ma historię i dotyk wielu rąk. Jakby ktoś pracował z bioenergią i miał w domu taką grę ograną setki razy to ciekawe co by wyczuł trzymając te pionki. wybacz, nie zgadzam sie kompletnie...
yhm... właśnie to mnie tutaj przyciągnęło bo sam zbieram różne przedmioty i zawsze mnie nurtuje kwestia energii zgromadzonej w rzeczach używanych. Ale gra planszowa to specyficzny przypadek - bo w kamieniu czy biżuterii mamy jeden nurt, jeden właściciel albo kilku. A gra to już dziesiątki różnych oósb, różnych stanów emocjonalnych, często kłótnie, radości, dzieci ktore rzucają pionkami ze złości... czy to się jakoś sumuje czy może te energie wzajemnie neutralizują?
Obaj zadajecie dobre pytania ale warto je rozdzielić, bo to dwie różne sprawy. Energia gromadzona w przedmiocie a energia przepływająca podczas aktywności - to nie to samo. Plansza jako nośnik to jedno. Ale to co się dzieje z czakrami i polem graczy podczas rozgrywki to odrębny temat. Przy rywalizacyjnych grach szczególnie widać pracę splotu słonecznego - ktoś wygrywa, czyjaś energetyka idzie w górę, ktoś przegrywa i dosłownie „opada z sil”. Czy ktoś z was próbował kiedys porównać swoje samopoczucie przed grą i po - nie ogolnie tylko właśnie energetycznie, gdzie czujecie zmianę?
No ale właśnie mam pytanie bo zawsze po graniu w planszówki z rodziną jestem strasznie zmęczona, chociaż przecież siedziałam - to jest właśnie ta utrata energii o której mówicie? Bo moja mama zawsze wygrywała i zawsze przy okazji dogryzała i ja potem padałam jak długa. Myślałam że to przez jej „energia wampira” albo coś takiego ale może to ma bardziej złożone wyjaśnienie. 😉
Zatrzymajcie się chwilę bo trochę za szzybko przeskakujemy do wniosków. Kostka rzucona w złym nastroju kontra dobry nastrój - fizycznie nie ma różnicy, to jest mechanika i przypadek. Wiem że to niepopularne zdanie ale sam zbieram kamienie i mimo że wierzę w ich właściwości to staram się nie przyklejać energetyki tam gdzie jest po prostu mechanika. Gra planszowa to zasady i los. Inną kwestią jest jak ty się czujesz grając, co cię wyczerpuje czy nakręca, ale to że energetyka wpływa na wynik rzutu kostką to jednak dużo powiedziane.
Dobra, wejdę tu z innej strony bo mam pewne doświadczenie z intencją i skupieniem. Przy pracy rytualnej uczymy się kierować myśl i energię w konkretny punkt. Gra planszowa ma podobny elemennt o tyle że zmusza do intensywnej koncentracji, a uwaga to forma energii która ma kierunek. kilka osob skupionych na jednym obiekcie - planszy, kostce - to nie jest bez znaczenia z perspektywy energetycznej. Nie mówię że przestawiają bieg gry ale na pewno ładują tę przestrzeń. Zupełnie inaczej jest przy grze gdzie wszyscy są rozluźnieni i smieja się, a inaczej gdy robi się napięto i nikt nie odrywa wzroku od planszy. Czuć to w powietrzu.
a co z grami bardzo losowymi gdzie jest malo strategii? zastanawiam sie czy tam jest jakakolwiek wymiana energii skoro gracze prawie nic nie decydują. czy to zmienia sprawe?
auć przepraszam że wchodzę z glupim pytaniem ale nie rozumiem jednej rzeczy - mówicie o polach energetycznych podczas gry ale jak to się ma do zwykłego siedzenia razem przy kolacji albo wspólnego oglądania filmu? bo tam też siedzimy razem, też są emocje. czym gra jest wyjątkowa z tej perspektywy? naprawdę pytam bo chcę zrozumieć
właśnie czytam to wszystko i mam pytanie może trochę z boku ale - czy jak gra się w gry planszowe przez długi czas w jednym miejscu to to miejsce zmienia swoją energię? bo mamy w domu taki kąt gdzie zawsze gramy i ostatnio mi się wydaje że tam jest jakoś... gęsto? nie wiem jak to opisać. mama mówi że mi się wydaje ale ja coś czuję
no właśnie chciałam dopytać bo napisałam to pytanie o miejsce i troche się boję że zabrzmiało głupio, ale serio - mamy taki kącik w salonie gdzie zawsze gramy i ostatnio jak tam wchodzę bez żadnej gry to jest inne odczucie niż reszta pokoju. Może to sugestia ale może nie?
a to znaczy że lepiej mieć stale miejsce do grania czy zmieniać? bo jak miejsce zbiera energię to może w pewnym momencie jest jej za dużo i to zaczyna na nas wpływać zamiast my na nie?
no to mi coś kliknęło - my ZAWSZE gramy przy tym samym stole, i to jest stół gdzie też jemy i przy którym mama mnie często krytykuje przy okazji. może dlatego te emocje przy graniu są takie ostre, bo to miejsce ma już jakiś ładunek z tych innych sytuacji?
a ja mam inne pytanie do calej tej dyskusji bo troszkę inny aspekt mnie nurtuje. mówimy o energii miejsca i energii graczy, ale co z energią zestawu gry który przechodzi z rąk do rąk? kupuję sporo gier uzywanych i teraz się zastanawiam czy tam nie ma czegoś co po poprzednich właścicielach zostało. serio pytam, nie ironicznie :/
zatrzymajmy się. oczyszczanie miejsca, pamięć stołu, energia używanej gry planszowej kupionej na giełdzie. zaczyna mi to trochę za bardzo przypominać konstruowanie systemu gdzie dosłownie wszystko jest energetycznie znaczące i wszystko wymaga interwencji. kiedy się skończy lista rzeczy które mają energię do oczyszczenia?
ok fair, przesadziłem trochę z tą krytyką. ale mam inne zastrzeżenie - jeśli wszystko gromadzi energię i wszystko wpływa na pole to pytanie brzmi: gdzie jest granica? co NIE ma energii i NIE gromadzi? bo jak wszystko ma, to to pojęcie traci wartość analityczną
to jest chyba najważniejsze pytanie w tym wątku. i uczciwa odpowiedź jest taka że z perspektywy bioenergii trudno wyznaczać ostre granice, bo pole jest ciągłe. ale nie wszystko gromadzi tak samo intensywnie. intensywność zależy od kilku rzeczy: jak dlugo obiekt jest używany, ile osób z nim wchodzi w kontakt, jak silne emocje temu towarzyszą. przypadkowe spotkanie z krzesłem w kawiarni zostawia inne ślady niż plansza do gry w której rodzina spędza każdy wieczór przez rok. 😮
wlasnie i to jest chyba clue całej tej dyskusji o granicach energii - intensywność interakcji ma znaczenie, nie sam fakt kontaktu. dlatego gra planszowa to ciekawy przypadek, bo tworzy strukturę wymuszającą intensywność: skupienie, rywalizacje albo kooperację, emocje wokol wygranej i przegranej. to nie jest bierny kontakt z przedmiotem. to jest wielogodzinne aktywne zaangażowanie kilku pól energetycznych wokół tego samego centrum
o kurcze właśnie tak o tym nie mysłałam ale ma sens! jak gram z koleżankami w grę kooperacyjną to faktycznie jest jakby wszyscy „wchodzili” w tę grę razem, a jak rywalizacyjna to każdy osobno próbuje ją zdominować. to by tłumaczyło czemu te kooperacyjne zostawiają takie inne odczucie po
przy grach losowych jest jeszcze jeden element który warto wrzucić do dyskusji - ludzie próbują wpływać na wynik siłą woli, dmuchaniem w kostkę, specjalnym rzutem, zaklęciami w głowie. to jest dokładnie moment intencji skierowanej na fizyczny obiekt. czy to działa to inna sprawa, ale z perspektywy energetycznej ta intencja jest wyslana i jest realna niezależnie od efektu :/
no i tu jest sedno - przy grach losowych intencja jest skierowana na coś fizycznego, kostka, żeton, karta. i to jest dokladnie ten moment kiedy pole gracza próbuje „dosięgnąć” do obiektu. czy to działa? nie wiem. ale sam fakt że wszyscy to robia że to jest universalne zachowanie niezależnie od kultury i wieku, mówi mi że to nie jest przypadek. może to pamięć jakiegoś mechanizmu ktury kiedyś działał inaczej
hej ale chwila bo to że wszyscy dmuchają w kostkę to nie jest dowód że to cokolwiek robi. wszyscy też pukają w niemalowane drewno. powszechność zachowania i jego skuteczność to dwie różne rzeczy. trochę mnie to logiczne skróty w tej dyskusji irytują
no nie a ja wam powiem inaczej - kwestia dmuchania w kostkę to jest osobny temat i moim zdaniem ciekawy właśnie dlatego że ujawnia coś o samym graczu. to nie jest pytanie „czy kostka to czuje”, tylko „co robi z człowiekiem moment kiedy próbuje wpłynąć na wynik sila woli”. skupienie, intencja, emocja - to wszystko jest po stronie gracza. i to już jest energetycznie realne niezależnie od tego czy kostka cokolwiek rejestruje
o właśnie tak! i to sie łaczy z całą reszta tej rozmowy - nie chodzi o to czy gra lub kostka ma „duszę” tylko o to co my wnosimy. gra jest jakby kontenerem na te energie a my je generujemy 😮
prawdę mówiąc - nie wiesz i w większości przypadków to nie ma znaczenia. gry planszowe są specyficznym obiektem bo wymagają aktywnego uczestnictwa żeby „zyc”. stary właściciel zostawił ślad, ale jak zagrasz z grupą ludzi którzy wnoszą własną energię, to ta gra zaczyna być twoja. jedyny przypadek kiedy bym polecała oczyszczenie to jeśli coś wyraźnie czujesz - niepokój przy dotykaniu, niechęć do grania mimo że gra ci się podoba. to subiektywne, ale zwykle wystarczajace jako sygnał 😛
hm, no i właśnie tu wracamy do pytania o granice które rzuciłem wcześniej. oczyszczanie przedmiotu intencją - okej. ale jak jest jedna metoda lepsza od drugiej, kto to ustalił i na jakiej podstawie? pytam serio, bo w tej dziedzinie mamy mnóstwo „tradycji” które sobie wzajemnie przeczą
to jest uczciwe pytanie i uczciwa odpowiedź jest taka, że tradycje rzeczywiście się różnią i nie ma jednego arbitra. różne systemy wypracowały rozne metody bo działały w różnych kontekstach kulturowych. co nie znaczy że wszystko jest rownie dobre - praktyka i doświadczenie własne weryfikują co dziala na ciebie. ale tak, nie ma jednej swietej metody i kazdy kto twierdzi że ma, mija się z prawdą
