do tego co mówi Cyprysik dodam jeszcze jedną rzecz. Ćwiczenie bez weryfikacji ma sens tylko jeśli twoje zapisy są naprawdę szczegółowe i uczciwe. Bo jak piszesz „czułem smutek” to za rok możesz to dopasować do połowy ludzi na świecie. Jak piszesz „czułem tęsknota za kimś bliskim kto jest daleko, i coś jak woda, może morze albo rzeka” - to już jest coś co albo pasuje albo nie
Dorzucę swoje - mam takie głupie pytanie może, ale czy to znaczy że jak patrzę na zdjęcie osoby i nagle mam ochotę je odłożyć bo jakos mnie ono niepokoi, ale nie wiem dlaczego - to już jest jakieś odbieranie? bo to mi się przydarza i zawsze myślałam że to po prostu estetyka albo coś takiego
wracam do wątku o starych zdjęciach bo to mnie bardzo ciekawi. Augur pisał że stara odbitka srebrowa to coś innego niż skan. Ale zastanawiam się czy ta różnica nie jest prosta do wyjaśnienia bez energetyki - stara fotografia ma zapach, fakturę, jest zżółkła, jest fizyczna. Mózg reaguje na te sygnały i to wywołuje inne skojarzenia. skan jest płaski i neutralny. Nie zakładam że wasza interpretacja jest błędna, po prostu pytam czy bierzecie to pod uwagę.
hej, nie chcę tu grać złego policjanta ale muszę zapytać Augura wprost, ten jeden przypadek który opisujesz, czy masz go gdzieś zapisanego z datą i konkretnymi odczuciami przed weryfikacją? bo to jest dokładnie ten rodzaj historii który brzmi przekonująco ale bez dokumentacji jest niemożliwy do oceny. i nie mówię że kłamiesz, mówię że pamięć rekonstruuje a nie odtwarza
kurcze, to co Augur właśnie napisał jest dla mnie bardzo ważne. To że ktoś doświadczony przyznaje że nie ma dokumentacji to jest naprawdę uczciwe i rzadkie. Zazwyczaj jak ktoś jest sceptyczny to od razu dostajesz że „ty nie wierzysz to się nie liczy” albo coś takiego. A tu jest normalna rozmowa.
to dobre spostrzeżenie Dianka. Ale jednak trochę brakuje mi tutaj kogoś kto by powiedział: OK, zrobiłam test pod takich a takich warunkach, oto wyniki, i oto co to znaczy. Cała ta rozmowa kręci się wokół doświadczeń i interpretacji, co jest piękne, ale czy ktoś próbował kiedyś czegoś bardziej systematycznego? Crystaline, Rydwan, ktoś?
systematyczność w tym co robimy jest jak sieć rzucana w wodę. możesz ją zarzucić bardzo precyzyjnie i nic nie złapać, albo rzucić okiem i wiedzieć gdzie ryba. to nie jest wymówka, to jest natura tej pracy. ale - odpowiadam na pytanie - próbowałam raz przez kilka miesięcy prowadzić zdyscyplinowany dziennik ze zdjęciami. wyniki były niejednoznaczne. nie potwierdziły i nie zaprzeczyły. co samo w sobie coś mówi, ale nie wiem co.
Rydwan, to że wyniki były niejednoznaczne brzmi dla mnie bardziej wiarygodnie niż gdybyś powiedziała że wszystko się potwierdziło. Ale masz rację że to nic nie rozstrzyga. Zastanawiam się natomiast nad czymś innym - czy ta praca z fotografiami to w ogóle ma być coś do weryfikowania, czy raczej sposób do pracy z intuicją niezależnie od tego czy jest „prawdziwa”?
to co Piwoniowa napisała to jest dla mnie ważna zmiana perspektywy. bo może ja niepotrzebnie szukam potwierdzenia z zewnątrz. Może jeśli praca ze zdjęciem pomaga mi coś poczuć, coś zrozumieć o własnych reakcjach, to jest już wartościowe samo w sobie? niezależnie od tego czy „energia jest prawdziwa” czy nie?
no właśnie, Inwokacja trafia w sedno. Ja też doszłam do momentu kiedy przestało mi zależeć na dowodach dla innych, a zaczęło mi zależeć na tym czy to dla mnie działa. i działa. co z tym zrobię to moja sprawa 🙂
rozumiem tę perspektywę i nie chcę jej odbierać, ale jest jeden problem. Jeśli powiemy że to jest sposób do pracy z własnymi intuicjami i nie trzeba tego weryfikować, to jednocześnie zamykamy możliwość sprawdzenia czy to coś więcej. Czyli sami sobie odcinamy ewentualność że to jest coś realnego i badanego. Trochę to takie „wybieram żeby nie wiedzieć”.
ej ale Lipowa, nie każde doświadczenie musi byc przebadane żeby miało wartość. jadam truskawki nie dlatego że mam badania na ich temat ale dlatego że smakują. może trochę za duże uproszczenie ale wiesz o co mi chodzi. może jest tak ze energia na zdjeciu jest realna I badana tylko nikt jeszcze nie ma narzedzi żeby to zbadac
Oj, Wisnia, truskawki to nie jest dobry przykład bo jedzenie truskawek ma mierzalne skutki. Ale rozumiem co chcesz powiedzieć i jest w tym ziarno prawdy. Problem polega na tym że jeśli twierdzimy że „narzędzia jeszcze nie istnieją” to jest to bardzo wygodna pozycja bo jest niepodważalna na zawsze. Zawsze możemy powiedzieć że nauka jeszcze nie nadążyła. I może to prawda, ale jak odróżnisz tę prawdę od zwykłej magicznej myślenia?
czytam całą tę debatę o weryfikacji i mam wrażenie że trochę od siebie uciekamy. zaczęłam ten temat bo naprawdę chciałam wiedzieć jak ludzie pracują ze zdjęciami, co czują co im to daje. i dostałam dużo odpowiedzi. ale teraz mamy filozoficzna dyskusję o nauce i metodologii. co jest fajne, ale pytam siebie - czy ktoś ma jakieś konkretne doświadczenie ze zdjęciem które chce opowiedzieć? cokolwiek, nawet małe?
Madzialena, masz rację że trochę odjechaliśmy. ale właśnie ta debata o weryfikacji WYNIKA z twojego pytania - bo jak odpowiedzieć „czy można wyczuć energię na zdjęciu” bez zastanowienia się co w ogóle znaczy „wyczuć” i jak to sprawdzić? to nie jest ucieczka od tematu, to serce sprawy.
wracam do czegoś co Cyprysik mówiła o przedmiotach kontra zdjęcia. mam wrażenie że ze zdjęciem jest jeszcze jeden wymiar który pominęliśmy - mianowicie intencja fotografa. ktoś kto robił zdjęcie też tam był, też coś czuł, coś wybrał kadrem. czy ta warstwa jest odczuwalna?
ojej, to by oznaczało że zdjęcia z paparazzi byłby inaczej naładowane niż takie zrobione z miłością przez rodzinę? takie zdjęcie celebrity zrobione znienacka kontra portret który ktoś robił swojemu dziecku z czułością… czuję że to by mogło coś zmieniac 😛
Lipowa trafia w punkt. i nie jest to złośliwa uwaga, naprawdę. to jest problem metodologiczny przy każdym takim porównaniu - za dużo zmiennych jednocześnie
ale zaraz, czy to nie znaczy że może jednak jest jakiś sposób żeby to sprawdzić rzetelniej? teoretycznie można by wziąć dwa zdjęcia tej samej osoby zrobione w tym samym miejscu, tym samym aparatem ale w różnych momentach emocjonalnych. czy coś takiego ktoś próbował?
wszystko co da się ujednolicić pod kątem technicznym, ujednolici i tak kontekst bo ten sam moment to ta sama twarz, ta sama aura miejsca. nie sądzę że da się idealnie odizolować „samą energię” od całości obrazu. to jest jak próba smakowania wody bez języka.
Rydwan, to jest piękne zdanie ale trochę zamyka dyskusję zanim się zaczęła. bo ta sama logika mogłaby dotyczyć diagnozowania z krwi, skoro „całość organizmu to nie tylko jedna próbka”. a jednak medycyna jakoś sobie radzi z izolowaniem wskaźników.
hej, trochę inny kąt - czy ktoś pracował ze zdjęciami miejsc a nie ludzi? bo ja ostatnio wzięłam fotę starego domu rodzinnego i coś mnie dosłownie przycisnęło jak na nią patrzyłam, taki ciężar w klatce piersiowej. a znam tę historię tego domu i nie jest lekka. ale nie wiem czy to był przekaz energetyczny czy poprostu wspomnienie.
kurcze, ten wątek ze zdjęciami miejsc to jest osobna sprawa w sumie. z ludźmi jeszcze jakoś to kumam, bo człowiek ma jakąś energię, czakry, ciało eteryczne i tak dalej. ale budynek??? jak to działa? budynek nie ma aury tak samo co człowiek, prawda?
dobra, ale czy to nie jest za bardzo rozszerzanie tematu? bo jak zdjęcie miejsca, to potem zdjęcie przedmiotu, zdjęcie zdjęcia, zdjęcie tekstu… gdzie jest granica? czy wszystko na fotografii „ma energię”?
Otek pyta o granicę i to jest sensowne pytanie. bo jeśli wszystko ma energię to zdanie „wyczułam energię na zdjęciu” nic nie znaczy bo zawsze będzie prawdziwe. żeby to zdanie cokolwiek znaczyło musi być możliwość że jest fałszywe
no ale nie kazde zdjeice bedzie taka sama energetycznie naladowane, przeciez sie rozumiemy. zdjecie pustej sciany pewnie ma co innego niz portret babci. wiec Halineczka, ta granica to raczej kwestia natezenia a nie obecnosci/nieobecnosci
Wisnia, ale to jest dokładnie ten problem który Halineczka opisuje. skoro wszystko „ma energię tylko różną”, to nadal każde odczucie przy każdym zdjęciu jest trafione. nie da się pomylić. a jeśli nie da się pomylić, to co to mówi o metodzie?
