Zastanawiam się od jakiegoś czasu czy bioenergoterapia może działać bezpośrednio na karmiczne długi, nie tylko na bieżące blokady energetyczne. Chodzi mi o to że pracując z klientami często czuję w polu takie jakby „ciężary”, które nie należą do tej osoby w sensie jej obecnego życia, są jakby głębiej, starsze. I teraz pytanie - czy praca z energią na poziomie pola może te długi spłacać? Czy może da się transmutować taką energię karmiczną przez intencję i pracę z aurą? Sama stosuję metodę skanowania pola przed sesją i kilka razy czułam wyraźnie coś jakby warstwę, którą opisuję klientom jako „stary wzorzec”. Ciekawa jestem czy ktoś z was miał podobne odczucia albo pracuje w ten sposób świadomie.
To ciekawy temat. Pracuje z czakrami regularnie i też mam wrażenie że część blokad to nie jest coś z tego życia. Ojoj, ale jak to powiązać z konkretną metodą oczyszczania? Bo jedno to poczuć, a drugie to wiedzieć co z tym robić.
Karma w bioenergoterapii to temat, do którego wracam regularnie od lat. Z mojego doświadczenia, pole energetyczne człowieka jest jak cebula - warstwy. Zewnętrzne to bieżące emocje i napięcia, ale głębiej są wzorce, które przyszły z poprzednich wcieleń albo z linii rodzinnej - tu się spieramy z innymi terapeutami, czy to jedno i to samo, czy różne zjawiska. Spłata przez pole jest możliwa, ale wymaga czasu i świadomej intencji. Nie wystarczy jedna sesja, żeby cofnąć coś, co nawarstwiało się przez wcielenia. Macie może konkretne techniki, które stosujecie? Bo metod jest wiele i nie wszystkie działają tak samo.
O matko, właśnie to mnie interesuje! Byłam ostatnio na sesji u bioenergoterapeutki i ona mówiła dokładnie o tym - że widzi u mnie wzorzec, który nie pochodzi z tego życia. Powiedziała że to może być dług karmiczny po kimś z rodziny. Jak w ogóle można spłacić coś takiego przez energię? Czy to się samo dzieje podczas sesji czy trzeba coś robić samemu między sesjami?
Zanim wszyscy rzuca sie z odpowiedziami - chcialbym zapytac o jedno. Skad ta bioenergoterapeutka wiedziała, że to wzorzec po kimś z rodziny, a nie po poprzednim wcieleniu, a nie po prostu napięcie z tego życia, które jeszcze nierozpoznane? Pytam serio, nie złośliwie. Bo to są trzy różne koncepcje i ktos kto je miesza może pomylic diagnoze i pracować z czyms zupełnie innym niż myśli.
Chcę tu wtrącić coś ważnego, bo ten temat jest na prawdę złożony. Karma to nie jest dług w sensie finansowym, że spłacamy i mamy spokój. W rozumieniu, w którym pracuje wiele tradycji - to wzorzec przyczynowo-skutkowy, który kontynuuje się dopóki nie przepracujemy jego źródła. Bioenergoterapia może pomóc oczyścić pole z objawów, ale samo pole energetyczne zmienia się dopiero gdy zmienia się coś głębiej - świadomość, intencja, postawa. Czy pracujecie też z tą warstwą na sesjach, czy skupiacie się tylko na energii?
No właśnie, dla mnie to jest najciekawszy kawałek tej układanki. Bo sama mam takie doświadczenie że po sesji bioenergoterapii jest lepiej na chwilę, ale po jakimś czasie ten sam wzorzec wraca. No, terapeuta mówi że to „kolejna warstwa” ale zastanawiam się czy faktycznie zdejmujemy kolejne warstwy tego samego czy po prostu się kręcimy w kółko. Ktoś ma doświadczenie z konkretną metodą, która naprawdę coś przesuwa trwale?
Ten powrót wzorców po sesji… to jest coś o czym się mało mówi a jest bardzo istotne. W mojej praktyce (medytacje, praca z intencją) zauważyłam ze pole chętnie „wraca do siebie” jesli nie ma głębszej pracy między sesjami. Jakby miało pamięć kształtu. Karma to nie brud który zmywamy - to wzorzec zakodowany w nas. Spłata to chyba bardziej przemiana niz oczyszczenie.
Zależy co przez „spłatę” rozumiemy, bo to słowo robi tu dużo zamieszania. W klasycznej teorii karmicznej (nieważne czy hinduskiej czy buddyjskiej) nie ma czegoś takiego jak zewnętrzna spłata długu przez energię, którą ktoś ci prześlę albo nałoży rąk. Karma przepracowuje się przez działanie, wybory, intencje. Bioenergoterapia może wspierać ten proces - czyli pomagać człowiekowi mieć więcej zasobów, mniej blokad, żeby mógł sam coś przepracować. Ale jako substytut tej pracy? Nie ma takiej opcji żadna tradycja, na którą bym trafiła. Macie źródła gdzie czytaliście że można inaczej?
Zbieram to wszystko do kupy i mam mieszane uczucia. Z jednej strony rozumiem doświadczenia które opisujecie, z drugiej martwi mnie łatwość z jaką się tu mówi o karmicznych długach jako o czymś oczywistym i mierzalnym. Na jakiej podstawie terapeuta wie że to „stary wzorzec z poprzedniego wcielenia” a nie zwykła trauma albo wychowanie? Serio pytam, bo wydaje mi się że to ogromna nadinterpretacja czegoś co można wyjaśnić zupełnie inaczej.
Wybaczcie, ze tak wchodze w srodek bo dopiero ucze sie tych tematow, ale nie rozumiem jednej rzeczy. Jesli karma pochodzi z poprzedniego zycia, to jak w ogole bioenergoterapia ma do niej dostep? Czy ta energia z poprzednich wcielen jest gdzies „zapisana” w naszym obecnym ciele albo aurze? To mnie szczerze interesuje bo wczesniej o tym nie myslalam.
Słuchajcie, jestem trochę sceptyczny do całej tej rozmowy. Czy ktoś z was jest w stanie wskazać że coś konkretnie się zmieniło po pracy z rzekomymi karmicznymi długami? Nie chodzi mi o „lepiej mi” albo „czuję się lżej” - to może byc efekt placebo albo zwykłe odprężenie. Pytam o coś konkretnego: sytuacja, wzorzec, problem - i zmiana, którą da się opisać i zaobserwować przez dłuższy czas. Czy ktokolwiek ma takie doświadczenie?
Prowadzę od jakiegoś czasu notatki z sesji i porównuję różne podejścia bo byłam u kilku terapeutów. I muszę powiedzieć, że jeden pracował wyłącznie na „tu i teraz” bez żadnego karmicznego nazewnictwa - a inny wyraźnie odwoływał się do poprzednich wcieleń. Efekt długoterminowy? Na razie zbliżony. Więc albo metoda nie ma znaczenia, albo obaj trafili na ten sam wzorzec tylko innym językiem. Ciekawe, że nikt tu nie wspomniał o pracy ze zgodą i intencją klienta - dla mnie to klucz, nieważne jak to nazwiemy.
Karma z perspektywy astrologicznej (wiem, trochę inny kąt) to wzorce zakodowane w układzie planet - węzły księżycowe szczególnie. I co ciekawe, wiele osób które pracują z bioenergoterapią i astrologią jednocześnie mówi o spójności tych obrazów. To mnie skłania do myślenia że „spłata” to może być moment kiedy człowiek zaczyna żyć zgodnie ze swoim wzorcem świadomie, zamiast nieświadomie go odtwarzać. Energia tu wspiera ale nie zastępuje tego kroku. Czy ktoś łączył te dwa podejścia?
Jeszcze do tego co pisał Miloduch wcześniej o węzłach księżycowych - właśnie o to mi chodzi, że jak patrzę na synergie między astrologią a bioenergoterapią, to te obrazy się często pokrywają. Ktoś z silnym węzłem południowym w konkretnym znaku ma podobne blokady do tych które terapeuta energetyczny wyczuwa w polu. To nie może być przypadek, nie? Przynajmniej dla mnie to jest jakiś argument za tym że te wzorce są gdzieś „zakodowane” obiektywnie, a nie tylko w głowie terapeuty.
Ale poczekaj - czy to nie jest klasyczny confirmation bias? Szukasz spójności miedzy dwoma systemami, ktore oba są na tyle pojemne znaczeniowo że prawie zawsze da się znaleźć cos co pasuje. Węzły księżycowe masz 2 i pokrywają 12 znaków, blokady energetyczne można przypisać do dziesiątek obszarow. Matematycznie trudno żeby NIE pasowalo. To nie jest zarzut personalny, po prostu pytam czy ktoś weryfikowal to w jakis sposob poza wrażeniem spójności.
No to skoro mowa o weryfikacji - właśnie dlatego mam problem z całym tym tematem „karmicznych długów w polu”. Bo każda metoda weryfikacji którą można by zastosować zostaje z góry odrzucona jako „nieodpowiednia do badania energii subtelnej”. Jak piszesz że coś pokrywa się tematycznie, to ok, ale „tematycznie” to jest bardzo pojemne słowo. Relacje, blokady, strach, trudności - to są tematy które dotyczą prawie każdego. Serio pytam: co musiałoby się stać, żebyście powiedzieli „ok, chyba jednak to nie jest karmiczny dług”?
Właśnie Idalka dotknęła sedna problemu. Teoria która tłumaczy wszystkie możliwe wyniki (wzorzec wraca bo kolejna warstwa, wzorzec znikł bo spłata, nic się nie zmieniło bo blokada na innym poziomie) przestaje być weryfikowalna. To nie jest atak na doświadczenia ludzi, tylko obserwacja metodologiczna. W rytuałach i afirmacjach mam podobny problem z częścią praktyk, które obiecują że „intencja zawsze działa, tylko może inaczej niż oczekujesz”.
Rozumiem argument o weryfikowalności i on jest słuszny metodologicznie. Ale chcę tu zaznaczyć jedną rzecz - bioenergoterapia nie stawia się w pozycji nauki empirycznej. Ona funkcjonuje jako system pracy z subiektywnym doświadczeniem człowieka. I w tym kontekście pytanie „co musiałoby się stać żebyście zmienili zdanie” jest trochę jak pytanie psychologowi „udowodnij mi że twój pacjent faktycznie poczuł ulgę”. Ulga jest realna dla osoby która jej doświadcza.
myślę, że ta rozmowa zaczyna isc w stronę filozofii nauki i może się trochę rozminąć z tym co interesuje większość tutaj. Bo praktyczne pytanie w tym wątku to jednak brzmi: co robić jak czujemy że coś w nas jest zablokowane i wraca niezależnie co robimy. I tu bioenergoterapia, karmicznie czy nie, daje jakiś język i ramy do pracy. Nawet jeśli mechanizm nie jest udowodniony.
no właśnie, to co Sewer pisze jest bliskie temu co czuję. Czasem potrzebujemy jakiegoś modelu żeby wogóle zacząć pracę. Nieważne czy model jest „prawdziwy” w sensie naukowym, ważne że pomaga uruchomić zmianę. Karma jako metafora może działać jako sposób rozumienia siebie, nawet jesli nie wierzymy dosłownie w reinkarnację. Pytanie tylko, czy taka metaforyczna karma nadal ma sens przy „spłacie przez pole energetyczne” bo tu metafora staje się już twierdzeniem mechanistycznym 😀
Przepraszam ze znowu pytam o podstawy, ale wlasnie cos mi tu nie gra. Mowimy o splacie karmicznego dlugu przez pole, ale wczesniej Chalcedonka pisala, ze w klasycznej teorii karmicznej to nie dziala przez zewnetrzne przekazanie energii. Wiec to co robi bioenergoterapia z karma to jest chyba jakis nowy pomysl, nie wynikajacy ze starych tradycji? Jak to traktowac, jako nowa tradycje, czy jako reinterpretacje?
A mnie ciekawi jedno - jeżeli karma jest przepracowywana energetycznie w ciele czy polu, to czy to znaczy że można to zrobić bez żadnej zmiany w zachowaniu czy myśleniu? Pytam bo trochę słyszałam że chodzi jednak o zmianę świadomości, a nie tylko o sesję u terapeuty. Bo jeśli wystarczy jedna sesja u kogoś i wszystko spłacone, to trochę dziwnie brzmi…
no właśnie to chciałam zapytać! Bo moja terapeutka mówiła o pracy między sesjami, ale nie powiedziała konkretnie co mam robić. Powiedziała żebym „obserwowała”. Co to znaczy obserwować w kontekście karmicznego wzorca? Jak mam poznać że coś się zmienia a nie że poprostu mam lepszy tydzień?
ale czy to nie jest tak, że jakiekolwiek obserwowanie siebie po sesji będzie wyglądać jak „zmiana”, bo skupiamy uwagę? Znaczy jak zaczynam obserwować swoje reakcje emocjonalne, to one zawsze będą inne niż jak ich nie obserwuję. Nie jestem pewna czy to kwestia karmiczna czy po prostu efekt skupienia uwagi na sobie.
Zaglądam tu od początku i mam jedno konkretne pytanie, bo trochę mi umknęło w tej dyskusji. Jak ktoś z was PRAKTYCZNIE odróżnia „spłacony dług karmiczny” od po prostu dobrego tygodnia albo naturalnego przejścia przez trudny czas? Bo to jest dla mnie kluczowe żeby wogóle sensownie rozmawiać o skuteczności tej pracy.
Właśnie to jest to czego szukam w swoich notatkach i powiem szczerze, że po roku prowadzenia zapisków nie mam dobrej odpowiedzi. Czasem wzorzec wraca po miesiącu, czasem po pół roku. Czy to znaczy że był „spłacony i wrócił” czy że nigdy nie był spłacony? Terapeuta zawsze ma jakieś wyjaśnienie, ale mam wrażenie że te wyjaśnienia są post-hoc, po fakcie. Nie wiem jak to inaczej ująć.
