Ojejku, hej, chciałam zapytać o coś co mnie od jakiegoś czasu nurtuje. Czy ktoś z was próbował kiedyś czytać energię ze zdjęcia? Mam na myśli - trzymasz fotografię w rękach albo nawet patrzysz na nią na ekranie i próbujesz wyczuć co z niej wychodzi. Moja znajoma twierdzi że potrafi to robić i że widzi na zdjęciach coś w rodzaju poświaty wokół ludzi, ale nie wiem czy to nie jest przypadkiem autosugestia. Sama próbowałam kilka razy z różnymi zdjęciami bliskich i coś czułam w dłoniach, jakieś mrowienie, ale nie jestem pewna czy to nie jest efekt placebo. Ktoś miał podobne doświadczenia?
o tak, to jest jak najbardziej możliwe. Fotografia zatrzymuje coś więcej niż tylko obraz, myślę że utrwala też pewien ślad energetyczny osoby w momencie robienia zdjęcia. Pracuję z bioenergią od kilku lat i kiedy dostaję zdjęcie od kogoś kogo nie znam, często czuję od razu jakiś… no trudno to opisać, jakiś impuls w dłoniach. Raz dostałam zdjęcie osoby bardzo chorej i jeszcze zanim mi powiedziano kim jest, poczułam coś zimnego i jakby przyciężkiego w okolicach serca.
no i tutaj zaraz wejdę z ostrożnością bo to co opisujesz Cyprysik to mogło być zwykłe zimno od klimatyzacji albo własny nastrój 🙂 Jak wyglądało to „badanie” - wiedziałaś wcześniej że ktoś jest chory czy dosłownie nie miałaś pojęcia? Bo to robi sporą różnicę
Hmm, to ciekawe. Mam pytanie bo nie do końca rozumiem - czy chodzi o zdjęcie fizyczne, papierowe, czy to działa też przez ekran komputera? Bo intuicyjnie myślę że przez papier byłoby silniejsze połączenie, ale może się mylę. I jeszcze jedno - czy to musi być zdjęcie konkretnej osoby czy też np. zdjęcie miejsca?
Ważne pytanie z tym miejscem, sam o tym myślałem. Zdjęcia miejsc to zupełnie inna historia - miejsca kumulują energię przez lata, czasem przez pokolenia. Pamiętam jak ktoś mi pokazał stare zdjęcie jakiegoś domu i od razu poczułem że coś tam jest nie tak, jakaś ciężkość. Potem się okazało że w tym miejscu doszło do czegoś nieprzyjemnego dawno temu. Ale czy to była energia ze zdjęcia czy moja własna projekcja - szczerze? Nie wiem do końca i wolę być z tym uczciwy.
No właśnie, i tu jest sedno. Pojęcie „energii” na zdjęciu nie ma żadnego fizykalnego uzasadnienia - zdjęcie to albo odwzorowanie chemiczne albo plik cyfrowy, w obu przypadkach nie ma żadnego mechanizmu który mógłby zatrzymać „pole energetyczne” osoby. Nie mówię że doświadczenia są fałszywe, ale raczej to co czujecie to efekt interpretacji przez mózg pewnych subtelnych sygnałów wizualnych plus własny stan emocjonalny. Mróz w dłoniach przy smutnym zdjęciu? To napięcie mięśni i temperatura otoczenia.
Oj Lipowa, zawsze z tym fizykalnym uzasadnieniem 🙂 ale serio - ja miałam takie doświadczenie że wzięłam zdjęcie babci (już jej nie ma) i poczułam od razu ciepło i spokój, kompletnie nie spodziewałam się tego, myślałam że będzie mi smutno. To było naprawdę nieoczekiwane i mocne 🙂 Nie wiem jak to wyjaśnić ale że to tylko napięcie mięśni to trochę za proste tłumaczenie nie?
Rozumiem ten sceptyczny punkt widzenia, ale myślę że za szybko wykluczamy pewne możliwości. Pracuję z przedmiotami od wielu lat i jest różnica między tym jak reaguje ciało przy kontakcie z rzeczami które miały emocjonalne znaczenie a takimi które nie miały. Zdjęcia to trochę inna kategoria niż przedmioty, ale zasada może być podobna. Pytanie do was wszystkich - czy ktoś próbował systematycznie, z kontrolą, np. brać zdjęcia gdzie nie wie kogo dotyczą i opisywać wrażenia, a potem sprawdzać?
Czy nie ma tu znaczenia to jak bardzo dana osoba jest „naenergetyzowana” na zdjęciu? Mam na myśli - zdjęcie z wesela gdzie ktoś jest szczęśliwy i pełen energii vs zdjęcie ze szpitala - to chyba musi dawać inne wrażenia. Albo to ja kombinuję za bardzo.
Numerolog ma rację, stan energetyczny w momencie robienia zdjęcia jest kluczowy. Czakra serca na przykład - jeśli ktoś na zdjęciu promieniuje miłością, to ta energia zostaje jakby zamrożona w kadrze. Czytałam że jest coś takiego jak „ślad morficzny”, Sheldrake o tym pisał, i to może tłumaczyć dlaczego fotografie „pamiętają” energię.
Wróćmy do praktyki bo rozmowa robi się za akademicka. Ktoś tu faktycznie regularnie pracuje ze zdjęciami jako metodą? Bo można gdybać w nieskonczonosc o tym czy to możliwe czy nie, a mnie bardziej interesuje jak to robią ci którzy twierdzą że potrafią. Jaka technika, jak długo co konkretnie czują.
Ehh, fotografia jest jak odcisk dłoni w glinie. Glina nie jest ręką, ale forma pozostaje. Tak samo obraz nie jest człowiekiem, ale cos z niego pozostaje utrwalone - choć nie wiem czy „energia” to właściwe słowo. Może „wzorzec”. Kiedy w skupieniu patrzę na zdjęcie, staram się nie myśleć co widzę oczami, ale co czuję bez patrzenia. To wymaga praktyki i bardzo cichego umysłu.
O matko, co wy piszecie to jest super ciekawe! Hmm, ja nigdy nie myślałam że zdjęcia mogą coś przekazywać energtycznie ale teraz zaczynam się zastanawiać. Mam stare zdjecia rodzinne na strychu, zawsze coś czulam jak je przeglądałam ale myslałam ze to zwykła nostalgia. A może nie tylko? Jak zaczac takie cwiczenia żeby sprawdzic?
Mnie też ciekawi jak zacząć to ćwiczyć. Czy trzeba mieć jakieś predyspozycje żeby w ogóle cokolwiek czuć ze zdjęcia czy to może rozwinąć każdy?
Otek, na twoje pytanie odpowiem tak: predyspozycje napewno pomagają ale większość osób które znam zaczęła od zera i coś wypracowała. tylko nie oczekuj że od razu przy pierwszym zdjęciu poczujesz cokolwiek konkretnego. Zaczyna się od bardzo subtelnych rzeczy, czasem to tylko jakiś nieokreślony dyskomfort albo ciepło. Pytanie jest inne: czy jesteś w stanie te odczucia w ogóle zauważyć, czy od razu je racjonalizujesz i odrzucasz?
właśnie to co Tamarka pisze o racjonalizowaniu jest kluczowe. Przez długi czas sama to robiłam, coś czułam i natychmiast mówiłam sobie „ach, to tylko wyobraźnia”. Dopiero jak zaczęłam to zapisywać i porównywać z czasem, zobaczyłam że te odczucia są jednak powtarzalne i niełosowe.
To co mówi Cyprysik o zapisywaniu jest naprawdę ważne. Sam prowadzę coś w rodzaju dziennika i różnica jest spora, bo pamięć płata figle. Jak nie zapiszesz od razu co czułeś, to potem podświadomie dopasujesz wspomnienie do tego co się potwierdziło. to nie jest zarzut, to po prostu tak działa ludzki umysł.
Dopnę temat pytania o medium, bo nikt nie odpowiedział do końca - czy naprawdę myślicie że plik jpeg i zdjęcie papierowe to jest inna sprawa? Ja intuicyjnie czuję że tak ale nie wiem jak to uzasadnić nawet na poziomie energetycznym. Czy jak się drukuje zdjęcie to ta „informacja” jakoś wraca na papier?
Inwokacja, moim zdaniem to nie ma znaczenia które medium bo energia nie jest przywiązana do nośnika fizycznego, ona jest w intencji i w informacji którą zdjęcie zawiera. Zdjęcie cyfrowe ma tę samą twarz, te same oczy, ten sam wyraz. Jeśli to przez to odbieramy, to format nie powinien robić różnicy.
no ale Lipowa, to ty nam powiedz jak miałobyśmy to wyjaśnić żebyś była zadowolona 🙂 Bo mam wrażenie że cokolwiek powiemy to i tak będzie niewystarczające. Może poprostu nie ma jeszcze języka który by to opisał?
Zostańmy przy praktyce bo to jest forum praktyczne. Ktoś pytał o metodę, więc odpowiem konkretnie. Zanim wezmę zdjęcie, przez chwilę siedzę w ciszy, oddycham, staram się być możliwie pusta w środku. Potem biorę zdjęcie i czekam co się pojawia, nie staram się nic wyczytać. Pierwsze wrażenie, dosłownie pierwsze, jest najważniejsze. Co czujesz zanim zaczniesz myśleć.
Dodam coś do tej rozmowy o medium. Pracowałem kiedyś ze zdjęciami starych miejsc, takich z przełomu wieków, i tam medium naprawdę robiło różnicę. Stara odbitka srebrowa to zupełnie co innego niż skan tego samego zdjęcia. Nie wiem jak to wytłumaczyć ale papier który ma sto lat i był dotykany przez mnóstwo rąk to nie jest to samo co piksel na ekranie. Może to psychologia, może nie, ale różnica jest.
tak jest. każda para rąk które trzymały to zdjęcie zostawia swój odcisk. Pamiętam jak trzymałam fotografię kobiety której nie znałam, gdzieś z lat trzydziestych, i czułam smutek który nie był mój. ciężki, tęskny. Potem okazało się że to zdjęcie ślubne ale mąż tej kobiety zginął rok po ślubie. Tego rodzaju rzeczy trudno odpisać na wyobraźnię.
Rydwan, przepraszam że pytam ale jak „potem okazało się”? Bo to jest właśnie to o czym mówił Gniewko wcześniej. Skąd wiedziałaś że czułaś smutek zanim dowiedziałaś się o historii? Czy masz to zapisane gdzieś z datą wcześniejszą niż moment kiedy poznałaś kontekst?
czytam to i mam pytanie może głupie ale jednak: czy to nie jest po prostu empatia i zdolność czytania wyrazu twarzy? Bo jak patrzę na stare zdjęcie smutnej kobiety to też poczuję smutek, nie dlatego że „wchłaniam energię” ale dlatego że mózg rozpoznaje emocje z twarzy. nie chce gasić entuzjazmu ale to przyszło mi do głowy
hej, trochę z boku ale mam podobne pytanie jak Otek wcześniej. czy do takiego ćwiczenia nadają się zdjęcia z internetu, czyli takie gdzie wogóle nie znasz osoby i nikt ci nic nie powie? bo jakby nie było żadnego sposobu na weryfikację to po co w ogóle ćwiczyć skoro nie wiesz czy trafiasz czy nie
No wlasnie tu to jest mój problem z całą tą weryfikacją. jak biorę zdjęcie kogoś kogo wogóle nie znam i nie ma żadnej osoby która mi powie „tak, masz rację” albo „nie, pomyliłeś się”, to co ja właściwie ćwiczę? Może tylko swoją zdolność do wymyślania historyjek które brzmią przekonująco?
