Powiem wam no, to nie tak że chcę wszystkich zagłuszyć, ale wchodzimy coraz głębiej w filozofię nauki i to jest ciekawe, naprawdę, ale chętnie też posłuchałabym więcej o tym jak wy w praktyce siedzicie ze zdjęciem. dosłownie co robicie, gdzie kładziecie ręce, jak długo, co potem robicie z tym co poczujecie?
o, to mogę powiedzieć konkretnie. siadam, biorę zdjęcie do ręki albo kładę przed sobą, zamykam oczy na chwilę żeby się wyciszyć, potem otwieram i po prostu patrzę. nie analizuję. czekam co się pojawi - obraz, uczucie, temperatura w dłoniach, cokolwiek. to bywa szybko albo wcale. i nie spieszę się.
no to wracam do tego co Cyprysik opisała, bo to jest chyba najkonkretniejsza rzecz jaka padła w tym wątku. to czekanie na to co się pojawi, bez analizowania. u mnie wygląda podobnie, tylko ja dodatkowo kładę rękę na zdjęciu i trochę go „obwąchuję” energetycznie - raz od góry, raz od dołu. brzmi dziwnie ale chodzi o to żeby nie przeskoczyć od razu do oceny tylko dać sobie czas żeby coś samo wyszło. i rzeczywiście, pierwsze odczucie bywa zupełnie inne niż to po minucie skupienia.
właśnie i tu jest serce sprawy. bo ja nawet nie próbuję już rozdzielać. to co przychodzi, przychodzi całe. jakaś barwa, jakiś ciężar, coś co mogłabym nazwać smakiem. i nie pytam siebie skąd to - po prostu to notuję i przekazuję jeśli pracuję dla kogoś.
dobra ale Cyprysik - skoro nie próbujesz rozdzielić, to po czym wogóle wiesz że to nie jest twoja własna projekcja? to nie jest złośliwe pytanie, serio. poprostu nie widzę jak można stwierdzić że coś „przyszło ze zdjęcia” a nie z własnej głowy jeśli się tego nie weryfikuje.
Halineczka ma rację i to jest dokładnie to co mnie tutaj uwiera przez całą tę dyskusję. jak weryfikujesz to co odczytujesz? bo jeśli pracujesz dla kogoś to ta osoba może potwierdzić albo nie. ale czy ktoś z was prowadzi jakieś notatki, porównuje trafność w czasie?
połowa to jest dużo jeśli mówimy o czymś nieoczywistym. a mało jeśli pytania są szerokie. „wyczuwam smutek” przy czyimś zdjęciu - to może trafić statystycznie przy większości ludzi. ale „wyczuwam że ta osoba ma problem z lewym barkiem” to już inna liga.
no właśnie to zależy co się odczytuje. ja wiem od dawna że przy zdjęciach najlepiej idą mi odczyty emocjonalne, nie fizyczne. czuję nastrój, relacje z innymi, coś co można nazwać ogólną energią życiową. i w tym mam dobre wyniki. z konkretami fizycznymi - słabiej, więc nie biorę się za takie odczyty.
lowczyni, ale tu jest pytanie - czy emocje wyczytane ze zdjęcia to informacja energetyczna czy po prostu czytanie mimiki i kompozycji? bo jeśli ktoś na zdjęciu wygląda na smutnego, to „wyczucie smutku” nie jest chyba dowodem na odczyt energetyczny.
o, to jest ciekawe co Lowczyni mówi bo ja miałam raz sytuację że dostałam zdjęcie grupy ludzi, ktoś prosił żebym powiedziała coś o konkretnej osobie ale nie wskazał której. i coś mnie pociągnęło do jednej twarzy i opisałam co czuję. okazało się że to była ta osoba. ale… może po prostu zgadłam? nie wiem co z tym zrobić.
moment skupienia bez wiedzy o tym kogo szukać - to jest jeden z nielicznych warunków który zbliża się do czegoś wartościowego. nie twierdzę że to dowód, ale to jest przynajmniej sytuacja w której trudno zarzucić że trafność wyszła z kontekstu.
a propos zdjęć bez twarzy - wracam do tego co pisałam wcześniej bo jakoś ta gałąź z miejscami ucichła. czy ktoś może mi powiedzieć jak właściwie „czytać” zdjęcie miejsca? bo gdy mam zdjęcie człowieka to jakoś intuicyjnie skupiam się na środku, na twarzy. ale budynek? gdzie kierować uwagę?
energia nie ma geometrii - ok ale skoro nie ma geometrii to jak cokolwiek lokalizujesz? bo bioenergoterapeuci mówią o energii w konkretnych miejscach ciała, czakrach itd. to jest sprzeczność?
ojej, „połączenie z osobą którą reprezentuje” - to brzmi jak telepatia a nie bioenergoterapia. czy to nie jest inny temat już?
Dianka, bioenergoterapia na odległość i telepatia mają wspólny mianownik - założenie że odległość fizyczna nie przerywa połączenia energetycznego. to nie jest sprzeczność z bioenergią, to jej rozszerzenie. zdjęcie służy jako punkt skupienia, kotwica, nie jako źródło energii.
to pytanie Madzialeny o stare zdjęcia jest na prawdę dobre i chciałabym się przy nim zatrzymać. moje zdanie jest takie - czas nie rozmywa połączenia, ale zmienia jego charakter. stare zdjęcie niesie w sobie rodzaj „osadu” energetycznego, bo ta fotografia była dotykana, trzymana, oglądana przez wiele osób przez lata. nowe zdjęcie jest czystsze, bardziej bezpośrednie. ale nie powiedziałabym że jedno jest lepsze od drugiego - to zależy co chcesz wyczuć.
stare zdjęcie to nie jest tylko obraz osoby - to jest przedmiot z własną historią. i to rozróżnienie jest kluczowe. gdy biorę stare zdjęcie do ręki, czuję warstwy. nie tylko osobę na zdjęciu, ale też wszystkich którzy je trzymali. to może być piękne albo bardzo obciążające - zależy od historii tego przedmiotu.
dobrze ale jak w praktyce odróżniacie co pochodzi od osoby na zdjęciu a co od historii samego zdjęcia jako przedmiotu? bo to co mówicie brzmi jak dwa różne sygnały nadawane jednocześnie na tej samej częstotliwości. czy ktoś faktycznie to rozdziela przy odczycie czy po prostu bierzecie to wszystko razem?
Piwoniowa pyta o rzecz która mnie samego zastanawia od jakiegoś czasu. bo pracowałem raz ze skanem starego zdjęcia - dostałem je w mailu jako plik - i coś czułem, ale nie wiedziałem czy to skan gromadzi jakąś energię czy to tylko odbicie. i szczerze to nie wiem. skan nie był trzymany przez nikogo, nie miał historii fizycznej. a mimo to coś tam było. albo mi się zdawało.
hej, a wracając jeszcze na chwilę do mojego wcześniejszego pytania o zdjęcia miejsc, bo Crystaline mi trochę odpowiedziała ale nadal coś mi nie gra - jeśli energia nie ma geometrii i nie trzeba kierować uwagi na środek zdjęcia, to co się dzieje gdy zdjęcie jest rozmazane albo prześwietlone? czy to zakłóca odczyt czy nie ma znaczenia? bo z człowiekiem mam jakiś punkt odniesienia ale z krajobrazem naprawdę gubię się gdzie wogóle zacząć.
