Chce wrocic do czegos co wczesniej powiedzial Edzio.ka o skupieniu jako sygnale gotowosci. Mam podobna zasade ale troche inaczej sformuowana - ja sprawdzam czy jestem w stanie przez pare minut nie myslec o tym jak sie czuje fizycznie. Nie ze nie boli, nie ze jets dobrze, tylko ze przestaje to monitorowac co chwile. Jesli nie moge tego zrobic to sesja bedzie cala skupiona na objawach, a to nie jest to samo co praca z energia.
Mam pytanie do tego - co jak ktos ma chorobe ktora dotyczy wlasnie ciala jako takiego, nie jakiejs infekcji czy goraczki, tylko np. cos chronicznego z ukladem. 😉 Czy wtedy wogole mozna dojsc do stanu w ktorym „przestaje monitorowac cialo”, skoro to cialo jets ciagle zrodlem problemu?? Pytam bo to nie jest moja sytuacja ale znam kogos kto sie z tym zmaga.
trudno na to odpowiedziec i zasluguje na uczciwa odpowiedz: przy chorobach przewleklych, szczegolnie bolowych, ta granica jets kompletnie inna. Tam cialo nie jest czyms od czego mozna na chwile odejsc uwaga. Trzeba pracowac z tym co jest, a nie czekac na stan ktory moze nie przyjsc. Ale to tez oznacza ze cele sesji musza byc inne - nie „wylecze sie” tylko „wnosze troche spokoju do tego co jest”
Dokladnie to samo slyszalam od znajomej ktora pracuje z osobami z fibromialgią - mowila ze tam praca energetyczna ma sens tylko kiedy cel jest nastawiony na jakosc a nie na wynik. I ze osoby ktore przychodza z nastawieniem „to mnie wyleczy” czesto sa potem rozczarowane albo wrecz gorzej po sesji bo ta nadmierna intencja ich wyczerpuje dodatkowo.
OK ale to ze cos nastawionego na „jakosc a nie wynik” brzmi jak bezpieczna furtka zeby nigdy nie trzeba bylo powiedziec ze cos nie dziala. jesli efektow nie ma bo za duza intencja ale jak ich nie ma bez intencji to tez ok bo „dbamy o jakosc” - to gdzie jets moment kiedy mozna powiedziec ze metoda po prostu nie zadzialala?
No to wlasnie to mowię - subiektywna i nieprzenosalna to znaczy ze kazdy moze se powiedziec ze u niego dziala i nikt nie moze mu zaprzeczyc. To nie jest argument za metoda, to jest po prostu brak falsyfikowalnosci.
Malachit77, rozumiem ten argument i po czesci sie z nim zgadzam, ale my tu nie piszemy pracy naukowej. Ludzie szukaja czegos co im pomaga psychicznie przejsc przez chorobie i jesli praca z energia daje im poczucie sprawczosci albo spokoju to ten efekt jest realny nawet jesli mechanizm jest dyskusyjny. To nie to samo co mowic ze energia leczy guz.
Moze troche z innej strony - czy ktos z was pracowal z osoba ktora byla chora i co zaobserwowaliscie jako ci po drugiej stronie, nie jako chory? Bo ja bylam raz przy kimś i czulam ze ta energia jakby „odbija sie”, nie wchodzi tak jak normalnie. Nie wiem czy to cokolwiek znaczy ale ciekawe czy inni maja podobne obserwacje
Przepuszczanie to jest jeden model pracy... taki bardziej aktywny. że się tak wyrażę, ale jest tez podejscie gdzie terapeuta jest bardziej jak antena - tworzy pole, jest obecny, ale nie „wysyla” nic z intencja. Chore cialo moze wtedy samo zrobic z tym co chce albo nie. Mniej spektakularne, mniej „czuc” efektow w trakcie, ale przy osobach w slabszym stanie czesto latwiej tolerowane
To co mowi Eliksira o tworzeniu pola zamiast aktywnego wysylania - to mi bardo trafia. Mysle ze wiele osob ktore „nie czuja nic po sesji” moze wlasnie na to byc bardziej otwarte niz na intensywna prace. I moze to jets tez odpowiedz na pytanie Uwarowit o te frustracje - ze moze forma sesji wymagala przemodelowania,nie rezygnacji z calej pracy.
Okej ale mam pytanie praktyczne do Eliksiry i Obsydianney - jak wyglada taka sesja „tworzenia pola” w praktyce? Co sie robi inaczej niz normalnie? Bo rozumiem filozofie ale chce wiedziec czy to jest rozroznienie ktore mozna faktycznie wdrozyc albo czy to tylko inne nazewnictwo tego samego.
Okej ale to rozroznienie ktore tu wypracowalismy - aktywne wysylanie kontra tworzenie pola - to czy to jets cos o czym sie uczy na kursach bioenergoterapii czy to bardziej intuicyjne rozroznienie ktore kazdy terapeuta odkrywa sam? bo jesli to nie jest nigdzie usystematyzowane to trudno sie dziwic ze kazdy rozumie to inaczej.
No i tu wracamy do sedna tematu Uwarowit, bo to nie jest tylko problem terminologiczny. Jesli osoba chora idzie do terapeuty ktory zna tylko model aktywny i nie umie przestawic sie na to tworzenie pola, to ta sesja moze byc dla niej za duzo. I pozniej mowi „po sesji bylo mi gorzej” i nikt nie wie czemu. A to moze byc po prostu niedopasowanie metody do stanu.
To tlumaczylby co mi sie przydarzylo raz jako obserwatorce - ta osoba po sesji byla bardziej wyczerpana niz przed. Myslalam ze to „reakcja oczyszczajaca” jak mowila terapeutka,ale teraz nie jestem pewna. Moze poprostu dostala za duzo w zlym momencie? Jak to rozpoznac ze chodzi o przeciazenie a nie o „oczyszczanie”?
Malachit, wiem ze lubisz twarde kryteria i rozumiem ten punkt, naprawde. Ale w medycynie konwencjonalnej tez istnieja pojecia jak „typowy przebieg” i „powiklania” gdzie granica nie jets zero-jedynkowa tylko statystyczna i zalezna od kontekstu. To ze w bioenergoterapii nie ma twardych granic nie jest argumentem ze jej ustalenia sa gorsze - to jest argument ze wymaga wiecej uwagi i kontekstu, a nie ze jest bezsensowna.
