Chciałam zacząć temat bo widzę że mało kto o tym mówi wprost, a to jeden z ważniejszych tematów jeśli ktoś pracuje z energią albo po prostu czuje że coś jest nie tak z jego polem. Energetyczne pasożyty, bo tak je czasem nazywają, to takie byty albo struktury które przyczepiają się do aury człowieka i dosłownie karmią się jego energią życiową. Nie mówię tu o demonach z filmów grozy, to może być coś znacznie subtelniejszego. Człowiek wtedy czuje przewlekłe zmęczenie bez powodu, odpływ radości z życia, jakby ktoś stale odkręcił kurek z jego siłą. Znacie to uczucie? Wstajecie rano i już jesteście zmęczeni, choć spaliście osiem godzin?
dokladnie to zmeczenie to jeden z objawow,ale uwaga, bo to tesz morze byc zwykle wypalenie albo problem zdrowotny, wienc nie od razu rzucajmy sie na wyjasnienia energetyczne. Najpierw lekarz, potem bioenergoterapeuta, tak to powinno dzialac. Ale jesli ktos juz to sprawdzil i medycyna rozklada rece, to wtedy wchodzi w gre aura i pasozyty. Ja osobiscie widzialem kilka takich przypadkow w swojej pracy. Najczesciej do przyczepiania dochodzi po kontakcie z osoba ktora sama taki byt nosi albo po wejsciu w mocno obciazone energetycznie miejsce.
Hm, mam pytanie bo nie do końca rozumiem - te „byty” to coś w rodzaju świadomych istot które celowo atakują, czy raczej takie... no nie wiem, morze lepiej powiedzieć wzorce energetyczne które działają mechanicznie? Bo jakoś trudno mi sobie wyobrazić żeby coś niewidzialnego miało jakiś plan
Oj, temat rzeka. Miałam kiedyś klientkę która przychodziła na sesje tarotowe i zawsze po jej wizycie byłam totalnie wykończona, jakby ze mnie wyszło powietrze. Dopiero po jakimś czasie zorientowałam się że to może być kwestia jej pola energetycznego a nie mojej słabości. Czy to wlasnie tak działa z tymi pasożytami? Że człowiek który je nosi nieświadomie wysysa energię od innych? Przy tych wszystkich obostrzeniach i tak wszystko przenioslo sie do sieci.
Zaraz zaraz, bo trochę mnie to niepokoi kierunek tej rozmowy. Nie twierdzę że wszystko co tu piszecie to bzdura, ale to „po wizycie klientki jestem zmęczona” to może po prostu być... zmęczenie po pracy z wymagającym człowiekiem? Zwykła psychologiczna introwersja? Wsłuchiwanie się w cudze problemy jest wyczerpujące samo w sobie, bez żadnych bytów. Skąd pewność że tu wchodzi coś energetycznego?
no proszę,ta kwestia splotu słonecznego jest bardo ważna. Czakra manipura to jeden z głównych miejsc gdzie pasożyty się przyczepiają, bo to centrum woli i siły osobistej. Jak ktoś ma tam osłabienie, to jest jakby otwarta brama. Medytowałam kiedyś z grupą i jedna z osób miała wyraźnie ciemną, gęstą strukturę przy tej czakrze, widoczną dla mnie jako taki ciężki, ołowiany cień. Powiedziałam jej o tym ostrożnie i okazało się że od roku miała właśnie te objawy które tu opisujecie.
No ale skoro te byty sa niewidzialne to skad wiadomo ze to wlasnie byt a nie poprostu sugestia? mam na mysli ze jesli terapeuta mowi komus „widze ciemna strukture przy twojej czakrze” to ta osoba automatycznie zaczyna to potwierdzac, nie? Troche mi to wyglada na efekt placebo odwrocony.
hmm,i tu wychodzi kluczowa sprawa, jak w ogole rozpoznac u siebie ze masz takiego pasozyta a nie poprostu zly okres w zyciu. bo lista objawow jets troche zbyt ogolna, zmeczenie, brak radosci, dziwne sny, to brzmi jak opis polowy populacji po trzydziestce. 😉
joj, dobrze że to mówisz. Są pewne cechy które odróżniają to od zwykłego kryzysu. Po pierwsze nagłość, pasożyt najczęściej przyczepia się po konkretnym zdarzeniu albo kontakcie i można wskazać mniej więcej kiedy się zaczęło. Po drugie specyficzne sny, wizyta obcych postaci które „czegoś chcą”, uczucie przytłaczającego ciężaru podczas snu. Po trzecie to co mnie zaawsze uderza, objawy nasilają się w konkretnych miejscach albo przy kontakcie z konkretnymi osobami, a w innych miejscach ustępują.
no nie,wlasnie cos mi zaświtało. Mam od jakiegoś czasu takie sny ze sie budzę bardziej zmęczona niż zasnelam i kojarze ze to zaczelo sie po tym jak bylam u znajomej, ktura sama mowi ze ma „ciężka energie”. Czy to moze byc wlasnie to?? jak to sprawdzic samemu?
A jak to działa jeśli ktoś wogóle nie czuje swojej aury i nie potrafi wizualizować? Pytam serio bo próbowałem kilka razy medytacji i nic nie czuję, zero. Czy takie osoby są bardziej podatne czy mniej?
Sama się zastanawiam nad tym co Pankracy pyta bo też nie jestem jakoś super wrazliwa energetycznie. Ale z mojego doświadczenia, nie czuć swojej aury to nie znaczy ze jej nie masz ani że jesteś bezbronna. tak po prawdzie, ja rozpoznaję że coś jets nie tak raczej po nastrojach, jak przez kilka dni z rzedu mam bezprzyczynowy lek albo irytację na wszystko, zaczynam się zastanawiać czy to faktycznie moje emocje czy cos się przykleiło.
no i tu jets pies pogrzebany to mi sie zgadza z tym co czytalem o tzw. 😛 „hakach” w aurze. Chodzi o to ze niezalatwione emocje tworza takie slabe punkty w polu,przez ktore pasozyt morze wejsc latwiej. Slyszalem ze niektorzy terapeuci przy oczyszczaniu pracuja wlasnie z tymi emocjonalnymi korzeniami a nie tylko z samym bytem, bo jak nie usuniesz przyczyny to nowy sie przyczepi w to samo miejsce
doczytałam do końca i zapisuję sobie, bo mam wrażenie że jest tu kilka różnych mechanizmów które mieszacie w jeden worek. Jedno to byt który się przyczepia z zewnątrz, drugie to własna struktura emocjonalna która działa jak magnes. czy ktoś może mi wyjaśnić jak rozróżnić jedno od drugiego w praktyce? bo jeśli objawy są podobne to po czym w ogóle rozpoznać że to nie „ja sam sobie robię” tylko coś zewnętrznego?
Okej, to teraz mam kolejne pytanie, bo się zapiszę żeby póżniej sprawdzić. skąd terapeuta wie że ma do czynienia z jednym a nie z drugim? Czy to da się rozróżnić podczas sesji czy dopiero po czasie wychodzi?
Dorzucę swoje trzy grosze do tego rozróżnienia bo widzę że temat wciąga. Przy pracy z klientami używam turmalinu czarnego wlasnie zeby sprawdzić czy mamy do czynienia z czyms zewnętrznym. Kamien reaguje inaczej przy strukturze zewnętrznej, robi sie wyraźnie zimny i ciezki w ręce, a przy wewnętrznej ranie energetycznej jets bardziej obojetny. To oczywiście nie jest stuprocentowa metoda diagnostyczna, ale jako jeden ze wskaźników sprawdza się u mnie od lat
Ooo interesujace,nie wiedzialam ze turmalin ma takie wlasciwosci fizyczne. Czytalam ze obsydian tez jest dobry do ochrony, ale nie mialam pojecia ze mozna tym diagnozowac a nie tylko chronic. Sa jakies inne kamienie kture dzialaja podobnie do turmalinu przy takim sprawdzaniu?
tak jak pisalas wczesniej Bratek_O pytala o rozroznianie bo mi to nie dawalo spokoju. Slyszalem kiedys o metodzie gdzie terapeuta pyta klienta o konkretny moment kiedy sie zaczelo. Podobno byt zewnetrzny prawie zaawsze ma wyrazny „punkt zero”, mozna wskazac kontakt albo miejsce. A emocjonalna rana to cos co sie ciagnie latami i niema jednej chwili. Czy ktos cos takiego stosuje?
No właśnie i tu znowu muszę powiedzieć co mi przeszkadza w tej całej metodologii. Ten wywiad który opisuje Eleonorka brzmi mi bardzo podobnie do zwykłego wywiadu psychologicznego,kiedy się zaczęło, co się wydarzyło, jak się zmieniło. nie mówię że efekty bioenergoterapii są złe, może komuś pomaga. Ale samo sposób diagnostyczne to tu jest po prostu rozmowa, nie jakaś specyficzna technika energetyczna. Ktoś mi wytłumaczy gdzie tu jest element energetyczny a gdzie zwykła psychologia? :(.
Okej, to przyjmuję. ale to prowadzi do następnego pytania, mianowicie czy w ogóle ktoś tu twierdzi że bioenergoterapia ZASTĘPUJE psychologię albo lekarza?? Bo jeśli tak, to mam problem. Jeśli to jets uzupełnienie, to rozumiem i mogę z tym żyć. :/.
Oj, to bardo ważne co Dianka pyta i chba każdy kto poważnie traktuje temat powinien to jasno powiedzieć. nikt rozsądny nie powinien zastępować lekarza czy psychologa bioenergoterapeutą. To jest co innego. Sama kieruję klientów do specjalistów kiedy widzę że sprawa przekracza pole pracy energetycznej, i uważam że każdy odpowiedzialny praktyk tak powinien robić. Pasożyt energetyczny czy nie, depresja wymaga diagnozy psychiatrycznej a nie tylko oczyszczania aury
mam pytanie praktyczne bo troche sie tu zgubilam. mówiłyscie wcześniej o tym że mozna sprawdzic sama siebie,przez te relaksacje i przykładanie rak. ale jak juz stwierdze ze cos jets nie tak, to co?? czekam na wizyte u terapeuty czy sa jakies rzeczy co mozna samemu probowac wstepnie?
Z tym gruntowaniem zgadzam sie w stu procentach, to na prawde działa nawet jak ktoś nie jest wrażliwy energetycznie. Sama zaczelam to robić po tym jak zrozumiałam ze moje huśtawki nastrojow po kontaktach z pewnymi osobami to nie przypadek. Efekt nie jest natychmiastowy ale po kilku tygodniach regularności naprawde jest różnica.
Ale jak ktos nie wierzy w to gruntowanie to i tak zadziala?? Bo troche mi to wyglada na efekt placebo jesli wiesz ze robisz cos „ochronnego” to poprostu czujesz sie bezpieczniej i twoj mozg sam reguluje nastroj. Nie twierdze ze to zle... placebo tesz pomaga, ale to troche inna historia niz faktyczna praca z energia.
czytam Wasze wpisy po kolei i mam pytanie kture mi sie kreci w głowie. te sny o których wcześniej pisalyscie, te gdzie sie budzi bardziej zmeczona, to czy ktos probował je analizowac pod katem tresci? bo mnie sie od jakiegoś czasu snia dziwne postacie których nie znam i budze sie z takim ciezkim uczuciem. niewiem czy to ma związek z tym co tu piszecie.
Przy runach jets ciekawa sprawa zwiazana z tym tematem bo Algiz to jedna z run ochronnych i czesc tradycji mowi wlasnie o ochronie przed niewidzialnymi wplywami. nie wiem czy ktos tu laczy runy z praca energetyczna, ale jak chcecie miec prosty codzienny rytual ochronny bez skomplikowanych wizualizacji, to wypisanie Algiz na kartce i noszenie przy se to na prawde stara praktyka. nie mowie ze to zastepuje powazniejsza prace, ale jako codzienny reset ma sens.
no dobra ale przy tych runach to mam pytanie bo Arnold napisał o Algiz, a ja akurat mam ale czy tak jets naprawdę to nie wiem ją właściwie używam. rysuje ją se na nadgarstku markerem przed wyjściem i w sumie nie wiem czy to ma sens czy to zabawa w berka z energetycznymi bytami :D.
