Hej,temat może dziwnie brzmiec w kontekście bioenergii... ale na prawde mnie to gryzie od jakiegoś czasu. pracuję w open space, ze 30 osób w jednym pomieszczeniu, ciągły hałas, drukarki, telefony, ktoś zaawsze zestresowany albo w kiepskim nastroju. i czuje to fizycznie po kilku godzinach - jakby ktoś mi wyciągał baterie. robię regularnie wieczorną medytację i oczyszczanie, ale rano wchodze do biura i już po godzinie wracam do zera. zastanawiam sie, czy ktos tu pracuje w takim środowisku i ma jakieś sprawdzone sposoby na ochronę energetyczną w pracy? Kamienie, wizualizacje, cokolwiek. Szukam czegoś praktycznego, nie teorii.
To co opisujesz to klasyczny drenaz energetyczny w srodowisku grupowym. open space to pod tym katem jeden z gorszych wynalazków, bo niema żadnych naturalnych barier. ale zanim przejdziemy do kamieni i rytuałów - powiedz mi, jak wygląda twoje miejsce przy biurku? Mam na mysli dosłownie fizycznie, co masz wokół siebie, jak siedzisz, czy masz chociaz jakiś kącik który jets twój.
Turmalin czarny to dobry pomysł ale sama litoterapia to za mało w takim miejscu, uwierz mi. Pracowałam kiedys w podobnym srodowisku, bank, hala z 40 osobami, i żaden kamień nie da rady jeśli nie masz w ogóle ugruntowania przed wyjściem z domu. Serio, to podstawa. Mnie ratowało wychodzenie na krotki spacer na zewnątrz w połowie dnia, chocby na 10 minut, zeby w ogole poczuć ziemie pod stopami.
ja z kolei mam pytanie moze gupie ale czemu w ogole taka energia z innych ludzi przechodzi na nas? chodzi mi o to ze jak ktos jets zestresowany to skąd moje ciało to niby wiei? slyszałam cos o empatach ale głowy nie dam czy to to samo.
To nie jets glupie pytanie. Empatia energetyczna to realna zdolnosc, ale mysle ze w takich miejscach jak open space dziala jeszcze cos innego. Zbiorowe pole morfogenetyczne pomieszczenia. Jak duzo osob przez lata produkuje w jednym miejscu stres, to ta energia doslownie wsiaka w sciany, w podloge, w powietrze. Nowi pracownicy to poprostu wchlaniaja automatycznie, bez zadnego kontaktu z konkretna osoba.
Zostawmy morfogenetyke na bok bo to osobna dyskusja. Wracając do praktyki - Sigilmistrz, kilka rzeczy kture moga pomoc. po pierwsze wizualizacja banki przed wejsciem do budynku, nie w windzie, tylko zanim przekroczysz prog. Po drugie - bardo konkretna sprawa - mycie rąk po każdym trudnym spotkaniu. brzmi banalnie ale woda naprawdę rozładowuje. I po trzecie, cokolwiek robisz energetycznie wieczorem, zacznij tez rano. Twoj wieczorny rytual oczyszcza to co nazbierales, ale nic nie chroni na kolejny dzień.
Czytam i mam podobny problem, choc nie w tak duzym biurze. Jestem w pokoju z czterema osobami i jedna z kolezanek jets strasznie negatywna, non stop narzeka, krytykuje, i ja po jakims czasie z nia siedzenia zaczynam sama myslec podobnie. To chyba nie jest normalne? Jak odroznic ze to jej energia czy poprostu to ja reaguje na jej nastroj normalnie psychologicznie?
Rozalko,to rozroznienie kture stawiasz jets wazne i dobrze ze je stawiasz. szczerze? Obie opcje moga byc prawdziwe jednoczesnie. Psychologia i praca energetyczna nie wykluczaja sie. ale jesli zauwazasz ze nastroj zmienia sie gwaltownie po kontakcie z ta osoba, nie stopniowo, to sugeruje raczej przekaz energetyczny niz zwykla psychologie. jak dlugo to trwa po rozstaniu z ta kolezanka?
Ojej, to bardzo dobrze że tu napisałaś bo Celestynka i Profeta mają rację - to naprawdę może być drenaż, sama psychologia tak nie działa. Dziękuję też Profecie za ten punkt o myciu rąk bo nie miałem pojęcia że to może działać! Będę próbować.
o to,to z tą bańką energetyczną - jak ją robicie w praktyce? Bo ja probowalem kilka technik i nigdy nie jestem pewny czy faktycznie „zadziałało” czy tylko se wyobrazilem. stosuje wizualizacje złotego swiatla ale po jakims czasie w biurze i tak czuje że coś przecieka
Hej, nie wiem czy to pomoże ale ja od lat pracuję w urzedzie i jak dobrze sie z tym zmierzyłem to nie sama wizualizacja jest ważna tylko intencja i regularnosc. Koleś z którym kiedys rozmawiałem na zjazdzie w Krakowie mowił że banka musi miec konkretny cel, nie „ogólna ochrona” tylko np. „przepuszcza informacje, zatrzymuje emocje innych”. Trochę jak filtr a nie tarcza. Macie takie rozróznienie?
Hej, ja jestem sceptyczna w stosunku do większości z tego co tu piszecie ale jedno mnie zastanawia. ten efekt ktury opisuje Sigilmistrz i Rozalka - ja to po prostu tłumaczę zwykłym wyczerpaniem od bodźców i ludzka contagion emocjonalną, to jets naukowo opisane. ale ta roznica którą Celestynka robila - gwaltowna zmiana kontra stopniowa - to faktycznie ciekawe rozróżnienie. skąd to pochodzi??
dorzucę swoje trzy grosze - u mnie w pracy sprawdza się trzymanie turkusu na biurku (niby do komunikacji ale dla mnie bardziej uspokaja atmosferę) i mam mały notes gdzie zapisuję co „zostawiam w biurze” przed wyjściem. Dosłownie piszę to na kartce i fizycznie zostawiam notes w szufladzie. Trochę głupie morze ale jakoś działa mentalnie przynajmniej.
o notes to świetny pomysł, nie pomyślałabym o czymś tak prostym! A ten turkus co masz - naturalny czy obrobiony?? Bo gdzies czytalam ze te tańsze kamienie to często podrabiane i nie mają zadnych wlasciwosci.
No dobra ale wracajac do tej banki - Sigilmistrz pytał jak ją robicie w praktyce i Profeta wspomniał o tarczy kontra filtr ale nie wyjaśnił jak wogóle zacząć jeśli ktos nigdy tego nie robił. ja np. próbowałam raz wizualizację i nic nie poczułam, żadnego efektu, stałam chba za krotko? Ile to powinno zajmowac?
Kasztanko, czas to nie jets najważniejszy wskaznik. pytanie co czulas podczas tej wizualizacji, nie po. Jeśli bylas skupiona przez nawet 2-3 minuty i miałaś konkretny obraz, to tyle wystarczy. Problem z banka polega na tym że ludzie ja robia mechnicznie, jak odmawianie modlitwy bez myslenia. Technika bez intencji to pusta forma.
o jejku, to ja chba przez ostatnie tygodnie robię to zupełnie źle! Zawsze myślałem że im dłużej stoję i wizualizuję tym lepiej, nawet 10 minut przed pracą. A tu wychodzi że to nie czas tylko skupienie. Dzięki Profeta, serio! Ale mam pytanie - czy ta intencja powinna być sformułowana słownie, jak jakieś zdanie, czy wystarczy samo wyobrażenie?
Dodam tylko ze sa ludzie dla ktorych zadna wizualizacja nie dziala bo sa kinetyczni a nie wizualni. Dla takich osob lepsze jets np. fizyczne gesto - przykladanie rak do klatki piersiowej, poczucie ciepla, cos konkretnego w ciele. moze Sigilmistrz jest wlasnie tym typem i dlatego ma wrazenie ze „nic nie zadzialalo”??
Zatrzymajmy się na chwilę. „Kinetyczny a nie wizualny” to pojęcie z NLP, nie z bioenergoterapii. Tymek, mieszasz porządki. jeśli rozmawiamy o pracy z energią to ok ale nie podpinajmy pod to pseudopsychologicznego frameworku jak gdyby to dodawało wiarygodności.
Hej... mam pytanie troche z innej strony. Piszecie duzo o robieniu czegos rano przed praca, ale ja mam problem glownie w ciagu dnia, jak juz jestem w tym biurze i ta kolezanka zaczyna. Czy jest cos co mozna zrobic na biezaco, dyskretnie, zeby sie nie drenowac przez caly dzien? Bo rano moge se pomedytowac, ale potem i tak wszystko sie sypie.
a ja mam takie pytanie do tego co piszecie - czy to ze czujemy energie innych luzie to jest cos stałego co mamy od urodzenia czy mozna sie tego nauczyc? bo czytalam ze empatia to jest cos z czym sie rodzisz a tu piszecie ze można cwiczyc jakies techniki. troche sie pogubiłam.
Dobra jestem sceptyczna jak zwykle ale jedno muszę przyznać - ta sprawa z sygnałami w ciele ktora opisuje Blanka to brzmi już jak normalny uwaznosc i to ma jak najbardziej sens nawet z czysto psychologicznego punktu widzenia. 🙁 interocepcja, zauwazanie sygnalow z ciala, to jets naukowo potwierdzony mechanizm regulacji emocjonalnej. Kłócę sie z energią i aurami ale nie z tym
otóż to Pytonissa, i tu jest ciekawe bo jak rozmawiasz z wiekszoscia terapeutow bioenergetycznych to oni tez mowia o ciele, o fizycznych odczuciach, nie tylko o „energii w powietrzu”. Mialem kiedys na warsztacie w Lublinie faceta ktory pracowal 20 lat i mowil ze energia to tylko model opisowy, robocze pojecie, a prawdziwa praca to zawsze przez cialo pacjenta i terapeuty. Nie wiem czy to pociecha dla sceptykow ale przynajmniej jestesmy blizej wspolnego jezyka nie?
Leokadia dobrze mówi, zreszta sam pytałem o konkrety. mam takie podsumowanie w głowie z tej rozmowy: banki rano, ugruntowanie przez stopy, mycie rąk, oddech w ciągu dnia, morze jakiś kamień na biurku. ale jets jedna rzecz o której nikt jeszcze nie wspomnial - co z przestrzenią samą w se? Moje biurko jest w rogu, przy mnie siedzą dwie osoby kture są ciaglym źródłem napiecia. czy jest coś co można zrobić z samym miejscem pracy?
trudno na to odpowiedziec i troche zaniedbany aspekt tej dyskusji. Przestrzen ma znaczenie. Kilka rzeczy kture mozna zrobic z miejscem: po pierwsze sol - mala miseczka z sola kamienna schowana dyskretnie gdzies przy biurku, wymieniana regularnie. Po drugie roslina zywa jesli wolno miec, zielone rzeczy na prawde cos robia z energia miejsca. Po trzecie - regularne wietrzenie jesli masz taka mozliwosc, fizyczna zmiana powietrza to nie metafora, to doslownie rozladowanie. I po czwarte cos osobistego co dla ciebie znaczy spokoj - morze to kamien, moze zdjecie, cos co „kotwicy” twoje wlasne pole w tym miejscu.
Celestynka, ten pomysł z solą przy biurku brzmi super ale mam pytanie - ta sól to musi być jakaś specjalna, himalajska czy coś, czy zwykła kamienna z biedronki też zadziała? Bo czytałem że sól himalajska ma inne właściwości energetyczne i zastanawiam sie czy to ma znaczenie.
Sol to sol. Himalajska jest ladniejsza i lepiej sprzedawalna,ale jeśli chodzi o właściwości pochlaniajace to różnica jest minimalna. ważne zeby ją regularnie wymieniać,bo sol ktura siedzi miesiąc w tym samym miejscu jest juz nasączona tym co pochłonęła. To jest czesciej pomijany szczegół niż rodzaj soli
