To pytanie o dobór afirmacji do rodzaju żałoby jest ważne, ale chcę wrócić do czegoś co wcześniej umknęło. Mówiliśmy o energii sakralnej jako miejscu przetwarzania straty — ale czy to nie jest też czakra, w której siedzi twórcza siła życiowa? Jak to się ma do siebie? Żałoba i twórczość w jednym miejscu to trochę paradoks.
Czekałam aż ktoś wróci do tytułu. Bo mam wrażenie że mówimy cały czas o żałobie i czakrach, ale energia seksualna jako taka gdzieś nam wypadła. Czy to jest po prostu synonim energii życiowej, czy coś osobnego? Pytam szczerze, bo te pojęcia chodzą mi po głowie i nie wiem gdzie przebiega różnica.
Rzeka i nurty — mi też tak to siedzi. Ale terapeuta z którym pracowałam mówił trochę inaczej: że energia seksualna to nie jest żadna osobna siła, tylko energia życiowa skierowana na konkretny aspekt istnienia — płodność, połączenie, tworzenie. I właśnie dlatego żałoba tak mocno uderza właśnie tam, bo żałoba to utrata połączenia. Czy to brzmi spójnie dla was?
Brzmi spójnie, ale mam z tym problem praktyczny. Skoro to ta sama energia tylko 'skierowana', to czy w praktyce robi się z nią to samo co z inną pracą energetyczną? Czy jest coś specyficznego dla tej czakry co byś robiła inaczej niż przy pracy z sercem na przykład?
A ja mam pytanie ktore moze jest naiwne ale czy pracujac z energia seksualna w kontekscie zaloby nie trzeba uwazac na cos? Bo to brzmi jakby mozna bylo przypadkiem otworzyc cos czego sie nie chce. Pyram bo te plakania po afirmacjach mnie troche niepokoją.
Nie kończę jakoś specjalnie, po prostu konczę afirmacje i tyle. To moze to jest problem? Woda i podłoga brzmi jak cos co moge sprobowac. Dzieki.
To co Cynamonka mówi o zamknięciu sesji jest ważne i dopiszę do notatek. Ale wracam do pytania Felicytki o różnicę między pracą z sakralną a sercem. Dla mnie największa różnica to była konieczność większej łagodności — przy sercu można czasem przez ból, przy sakralnej cokolwiek co przypominało nacisk dawało efekt odwrotny. Nie wiem czy ktoś to też czuł.
Czytam i mam tylko jedno: czy ktoś z was pracował z sakralną przez wodę? Słyszałam że to żywioł tej czakry i że samo wchodzenie do wanny z intencją może coś robić. Ale nie wiem czy to ma sens czy to za proste żeby było prawdziwe.
Wróciłam do czytania i mam pytanie do całej tej rozmowy o sakralnej i żałobie. Mówimy że ta czakra to połączenie, tworzenie, życie — a śmierć bliskiej osoby to jest zerwanie właśnie tego. Ale czy praca z karneolą przy tym rodzaju zablokowania ma sens? Czy karneol nie jest bardziej do pobudzania niż do łagodnego otwierania, bo Strzaska pisała że sakralna nie znosi nacisku.
Karneol przy sakralnej i żałobie — myślę że tak, ale z zastrzeżeniem. Karneol ma tendencję do pobudzania, więc jeśli żałoba jest świeża i ta blokada jest 'ostra' jak pisała Strzaska, to karneol może za bardzo nakręcić. Przy tej 'głuchej', starszej warstwie — tu może być pomocny. Ale sama bym go nie trzymała non stop, tylko podczas konkretnej praktyki. Co ty na to, Dziewiecsil — dlaczego akurat karneol ci przyszedł do głowy?
Bo gdzieś czytałam że karneol to główny kamień sakralnej i że pomaga przy utracie. Ale teraz jak piszesz o tym pobudzaniu to zaczynam się zastanawiać czy nie zrobiłam błędu — bo miałam go przy sobie przez cały tydzień po śmierci babci i byłam strasznie roztrzęsiona. Nie wiedziałam że to może być od kamienia.
To co opisuje Dziewiecsil jest ciekawe i zapisuję — te pierwsze dni bez czucia, a potem puszczenie. Zastanawiam się czy karneol tu cokolwiek zrobił, czy to po prostu szok opadał sam. Nie da się tego rozdzielić. Ale to mnie wraca do pytania o afirmacje: czy przy tej 'skostniałej' fazie żałoby afirmacje w ogóle docierają? Bo może w tamtym stanie żaden kamień i żadne słowo nie robi różnicy.
Chcę się wtrącić przy tym 'mechanicznie bez czucia' — bo myślę że to jest ważna różnica. Przy sakralnej pusty rytuał bez intencji chyba naprawdę niewiele robi. Ale może afirmacje przy żałobie nie wymagają czucia, bo same w sobie są formą utrzymania kontaktu z czymś kiedy jesteś odcięta? Nie wiem, pytam bo sama nie miałam takiego doświadczenia.
Myślę że tak — forma utrzymuje, nawet jeśli energia za tym jest zamrożona. To trochę jak zostawianie światła zapalonego w pokoju kiedy śpisz. Ono nic nie robi aktywnie, ale jest. I kiedy się obudzisz, już nie musisz szukać przełącznika w ciemności. Ale to jest moja intuicja, nie wiem czy ktoś to weryfikował w jakiś bardziej świadomy sposób.
Ten obraz ze światłem jest piękny, ale mam pytanie do Cynamonki — czy nie ma ryzyka że afirmacje robione 'mechanicznie' wchodzą w jakiś autopilot i przestają cokolwiek znaczyć? Bo ja jak powtarzam coś za długo bez czucia, to zaczyna być jak wyliczanka.
Wróciłam do pytania o wodę bo Leonora odpowiedziała i chcę dopytać — mówiłaś o soli w kąpieli i intencji. Jaką intencję ustawiałaś? Bo słyszałam że woda 'bierze' ale nie wiedziałam że można to skierować.
Przepraszam że się wtrącam z innej strony, ale słuchając tego wszystkiego zaczynam się gubić. Mamy afirmacje, karneol, wodę, sakralną — wszystko naraz. Czy można to jakoś połączyć w jedną sesję czy to powinny być osobne praktyki? Pytam szczerze bo za dużo na raz i nie wiem od czego zacząć.
Ja mam to samo co Felicytka, moglabys Cynamonko napisac cos o kolejnosci? Bo nie wiem czy najpierw afirmacja a potem kamień czy odwrotnie. Albo wogole czy powinno sie to mieszac.
Dobra, spróbuję odpowiedzieć na oba pytania naraz bo są podobne. Ja nie mieszam wszystkiego w jednej sesji — to by było jak gotowanie wszystkich potraw w jednym garnku. Karneol mogę trzymać w dłoni podczas afirmacji, ale woda to osobna rzecz, raczej wieczorna. Nie ma jednej właściwej kolejności, ale dla mnie ważne jest żeby jedna praktyka miała swoje wyraźne otwarcie i zamknięcie zanim zacznę kolejną. Inaczej wszystko się zlewa.
To co Cynamonka pisze o zamknięciu — już drugi raz to pojawia się w tej rozmowie i chyba powinnam to potraktować poważnie. Ale nadal nie wiem co to konkretnie znaczy 'zamknąć sesję'. Rozumiem wodę i podłogę, ale czy to jest absolutne minimum czy jest coś jeszcze co warto mieć?
Wracam do pytania Dziewiecsil o zamknięcie sesji — bo Cynamonka wspomniała wodę i podłogę, ale chcę dodać coś od siebie. Dla mnie zamknięcie to moment kiedy świadomie mówię sobie 'koniec, wychodzę z tej przestrzeni'. Dosłownie. Czasem to jedno zdanie, czasem wychodzę z pokoju i wracam już bez intencji. To nie musi być skomplikowane. Ale pytanie do Cynamonki — czy zamknięcie przy żałobie powinno wyglądać inaczej niż przy zwykłej pracy z energią? Bo mi się wydaje że tak, ale nie umiem tego uzasadnić.
Leonora pyta o coś co mnie samą zastanawia. Myślę że przy żałobie zamknięcie nie może być zbyt... szczelne. To znaczy — nie chcesz zamknąć przestrzeni tak jakbyś wychodziła z rytuału siły, bo coś jeszcze musi oddychać. Ja po sesji przy żałobie zostawiałam otwarte okno albo zapalałam małą świecę jeszcze przez chwilę po tym jak skończyłam. To był sygnał że 'skończyłam pracę, ale nie zamykam drzwi'. Ale Leonoro, to co mówisz o wyjściu z pokoju — to jest bardzo konkretna forma i zastanawiam się czy to samo w sobie wystarczy czy potrzebujesz jeszcze czegoś fizycznego.
Ten obraz 'zbyt szczelnego' zamknięcia bardzo do mnie trafia. Bo właśnie tego się bałam — że zrobię coś za intensywnie i zamknę też to czego nie chcę zamykać. Ale mam pytanie praktyczne — świeca po sesji to zostawiasz samą czy czuwasz przy niej? Pytam bo nie zawsze mogę zostać w pokoju.
Słucham tej rozmowy o zamknięciu i zapisuję, ale mam wątpliwość którą chcę rzucić. Czy nie jest tak że to 'nieszczelne' zamknięcie przy żałobie to jest po prostu brak zamknięcia i że my to racjonalizujemy jako coś zamierzonego? Nie mówię złośliwie — naprawdę się zastanawiam. Bo w rytuale generalnie zamknięcie jest po to żeby energia nie szła dalej tam gdzie nie powinna. To co Cynamonka opisuje brzmi bardziej jak... wyłączenie się na wpół.
