To co Zygmunt opisuje brzmi znajomo, ta fizyczna ciężkość po kontakcie. Mam podobnie z jedną osobą w pracy i nawet nie jest ona jakoś specjalnie wroga, po prostu po spotkaniu z nią czuję się jak wyżęta. Czy to w ogóle można odróżnić od zwykłego zmęczenia po trudnej rozmowie?
Leokadia_A zadała dobre pytanie i odpowiem wprost: tak, można. Zmeczenie po trudnej rozmowie zwykle odpuszcza po godzinie, dwóch, po jedzeniu albo drzemce. To co zostaje po kontakcie z energetycznym wampiryzem siedzi głębiej i nie reaguje na takie rzeczy. Jesz, śpisz, a ciezar dalej jest. Zdarza sie tez ze czujesz go zlokalizowanego, konkretnie w klatce piersiowej albo miedzy łopatkami.
Hm. Okej, to faktycznie ciekawy argument. Nie mam gotowej odpowiedzi na to.
Cofnę się do tego co pisałam o bliskich, bo Froen odpowiedział mi że granice są ważniejsze niż techniki. Ale jak wyznaczać granice energetyczne wobec kogoś kto jest w rodzinie i sam nie wierzy w żadną ezoterykę? Przecież nie powiem mamie, wróć do domu bo twoja energia mi nie służy.
W tradycji sufickiej jest coś co można by nazwać lustrem serca, czyli zdolnością do bycia obecnym z kimś bez pochłaniania jego stanu. To nie jest obojętność ani dystans, to raczej zakorzenienie we własnym centrum. Możesz być blisko i nie tracić siebie. To chyba najbliżej tego co Froen opisuje
O, to mi się podoba to porównanie. Ale jak się zakorzenić w tym centrum jeśli ta osoba od lat na ciebie wpływa i ty po prostu automatycznie reagujesz? Mam tak z matką, wchodzi do pokoju i już czuję że coś mi się ściska.
Trzy minuty, to brzmi rozsądnie!!! A to trzeba robić dosłownie tuż przed, jak ona dzwoni do drzwi czy wcześniej można?
Mam wrażenie że ta rozmowa powoli zamienia się w poradnik psychologiczny a nie energetyczny. Zakorzenienie, odruchy warunkowe, uwarunkowania, to nie jest bioenergoterapia, to jest terapia CBT w innym opakowaniu. Gdzieś zgubiłyśmy wątek.
No właśnie, to mi przypomina jak w astrologii saturn i psychologia Junga opisują bardzo podobne rzeczy innym językiem. Forma różna, treść podobna. Może tu jest tak samo.
To moze glupie pytanie ale jestem ciekaw: skoro mowicie ze ta energia zostaje po kontakcie, to czy ona zostaje tez w przestrzeni? Jak ktos byl u mnie w domu, to potem trzeba tez wyczyscic dom czy tylko siebie?
Tak, przestrzeń wchłania. Dlatego palenie szałwii albo palo santo po trudnych gościach to nie jest fanaberia. Szczególnie tam gdzie siedzieli długo albo gdzie rozmowa była napięta. Okna otworzyć, przewietrzyć i albo kadzidło albo dzwonek tybetański, dźwięk też oczyszcza pomieszczenie.
Okej ale Urszulka, „działa u mnie” to trochę słabe kryterium no. Efekt placebo też działa na tego kto go stosuje. Serio nie zarzucam złej woli ale jak odróżniasz że powietrze jest inne bo dzwonek zrobił coś energetycznie, a nie dlatego że ty się przestawiłaś mentalnie po samym rytuale?
to jest pytanie które można zadać o każdą interwencję, włącznie z lekami w części badań. Mechanizm i efekt to dwie różne sprawy. Jeśli dzwonek tybetański po wyjsciu trudnego gościa konsekwentnie daje ulge, to czy naprawdę tak ważne czy medium jest fizyczna wibracja powietrza, zmiana intencji w przestrzeni, czy coś czego jeszcze nie umiemy nazwac?
Hm, no ale jednak troche wazne, bo jesli to jest mentalne to moge uzyc czegokolwiek, klaskania w rece, odpalenia muzyki, czegokolwiek. A jesli jest cos specyficznego w dzwieku tybetanskim to juz inaczej. Nie chce byc zlosliwy poprostu naprawde pytam czy jest jakas roznica miedzy dzwonkiem a zwyklym halasem.
Chors, to jest uczciwe pytanie. Z tego co znam, chodzi o konkretne proporcje harmonicznych w dźwięku mis i dzwonków. One generują tzw. bogatsze widmo częstotliwości niż np. klasnięcie. Nie twierdzę że to „czyści energię” w sensie fizykalnym ale różnica w brzmieniu jest realna i ciało na nią inaczej reaguje. Oddech sam się zmienia przy misie tybetańskiej, przetestuj na sobie.
ja uzywam dzwonka przy oczyszczaniu od lat i powiem wam co zauważyłam, ważniejsza od samego narzędzia jest intencja z jaka to robisz. Raz zrobiłam to mechanicznie, prawie automatycznie i nie poczułam nic. Drugi raz z pełną uwagą i nastawieniem, i różnica była wyraźna. Więc może Chors ma rację że to kwestia tego co wnosisz, a nie samego przedmiotu?
No ale Filomena, jeśli intencja wystarczy to po co w ogóle dzwonek. Możesz sobie wyobrazić że dzwonisz i efekt ten sam. To jest wewnętrznie sprzeczne, albo przedmiot ma znaczenie albo nie. Ciągle tu mieszamy dwie różne teorie i nikt tego nie zauważa.
Wracam do wątku z oczyszczaniem przestrzeni, bo tez mnie to interesuje. Urszulka wspomniala o palo santo i szalwii, Runiarka o dzwonku. Ale mam pytanie praktyczne czy to się robi zaraz po wyjsciu gościa czy mozna poczekać? Bo czasem człowiek jest zbyt wykończony zeby od razu cokolwiek robić.
