no wlasnie to mnie trochę pogubilo w tej dyskusji, bo weszłam tu żeby zapytać o to samodzielne działanie, a teraz sama nie wiem jak to nazwać 🙂 znaczy rozumiem że nazewnictwo jest ważne, i że metafora to nie diagnoza i tak dalej, ale ja też po prostu chcę wiedzieć co robić. te wzorce o których mówią Przytulia i Betelgeza, ja też je mam, może nie w relacjach ale w pracy, ciągle wpadam w te same sytuacje z szefami. więc czy ta medytacja z intencją którą Ulcia opisuje to znaczy że siadam, zamykam oczy i mówię sobie „chcę zobaczyć skąd to pochodzi”? brzmi trochę za prosto
muszę powiedzieć że to co Chalcedonka pisze jest dla mnie o wiele bardziej uczciwe niż cały ten karmiczny język który zaczął ten wątek. „nastawienie uwagi” zamiast „spłata długu przez pole” to jest zasadnicza różnica w tym co obiecujesz osobie która przychodzi po pomoc. jedno jest opisem procesu, drugie jest twierdzeniem o efekcie. i wlaśnie o tą granicę mi chodziło przez cały ten wątek, nie o to żeby negować że cokolwiek działa.
ok ale wracam do pytania które zadał Miloduch wcześniej bo myślę że zostało trochę zbyte. czy ktoś zmienił zdanie. ja zmieniłem, i to konkretnie. nie zaczalem wątpić w bioenergoterapię jako taką, ale zaczalem inaczej myśleć o tym co powinien mówić terapeuta ktory ją stosuje. to dla mnie konkretna zmiana, nie tylko akademicka.
wróćmy na chwilę do tego co mówiłam o karmie zbiorowej bo Diablik odpowiedziała mi konkretnie i chcę to rozwinąć. zgadzam się że nawet tam wymagano własnego przepracowania. ale jest jedna rzecz którą pominęłyśmy, mianowicie rola świadka. w niektórych tradycjach obecność drugiej osoby która „widzi” ten proces ma znaczenie niezależnie od tego czy cokolwiek energetycznie robi. samo bycie widzianym zmienia coś w człowieku. i może to jest ten mechanizm w bioenergoterapii który działa, niezależnie od karmicznego języka.
ta myśl o świadku jest dla mnie bardzo ważna i dziękuję Heliodor że ją podniosła. bo myślę że tu jest też odpowiedź na pytanie Betelgezy z wcześniej, o ten chaos w głowie przed sesją. jeśli idziesz do kogoś kto będzie dla ciebie świadkiem, kto ma być z tobą w tym co czujesz, to jest coś konkretnego na co idziesz. to nie jest „może karma, może nie karma”, to jest po prostu „ktoś będzie ze mną w tym”. i to ma wartość niezależnie od całej reszty dyskusji.
to co Miloduch napisala to mi troche uspokoilo glowe, serio. bo wlasnie tego chyba szukam i to jest cos czego nie umialam nazwac. nie ide po „splate karmy”, ide bo mam wrazenie ze sama ze soba krece sie w kolko i potrzebuje kogos kto to ze mna zobaczy. i teraz jak to tak opisuje to brzmi poprostu sensownie, nie ezoterycznie. czy to znaczy ze bioenergoterapia i psychoterapia sa w tym samym miejscu?
Betelgeza zadała bardzo konkretne pytanie i chcę mu się przyjrzeć, bo to nie jest trywialne. są punkty styczne między tymi podejściami, szczegolnie właśnie ten element obecności i relacji terapeutycznej. ale są też zasadnicze różnice, i chodzi mi o kwestię kompetencji diagnostycznych i ochrony klienta. psychoterapeuta ma obowiązek rozpoznać kiedy coś wymaga interwencji poza jego kompetencją, ma superwizję, ma ramy etyczne z zębami. bioenergeterapeuta w Polsce może powiedzieć że czyści aury i nie ma formalnego organu ktory go rozliczy jeśli coś pójdzie nie tak. to jest poważna różnica.
Aurelek mowi to co trzeba i cieszę się że to padlo wprost. sam mechanizm „bycia świadkiem” może być wartosciowy, ale kontener w którym się odbywa nie jest bez znaczenia. do gabinetu psychologa idę z pewnym zestawem gwarancji, do bioenergeterapeuty idę glownie z jego wlasnym słowem. i te dwa rzeczy nie są rownowazne. to nie jest argument zeby nie chodzić do bioenergeterapeuty, ale argument żeby wiedziec co wybierasz.
dobra to chce zapytać o cos bardzo konkretnego bo mam tę sesję za kilka dni i ta rozmowa trochę mi w glowie namieszała. czy powinnam powiedzieć terapeutce przed sesją że mam wątpliwości co do języka karmicznego? czy to nie będzie dziwne albo czy ona się nie obrazi? bo z jednej strony Chalcedonka mówiła żeby pytać, a z drugiej czuję że mogę zepsuć tę relację przed startem
Przytulia, nie zepsuj tej relacji. dobra terapeutka, bez względu na metodę, nie obrazi się na twoje pytania przed sesją. jeśli się obraża to masz informację na tyle ważną że warto ją mieć zanim wejdziesz. powiedz po prostu że zależy ci na zrozumieniu procesu i zapytaj czego się spodziewać. nie musisz wchodzić z tezą o karmie i metaforach, po prostu pytaj o konkret. co będziemy robić, co może się pojawić, co zrobisz jeśli poczuję się źle.
ja wcześniej pisałam że zaczynam się zastanawiać nad swoją terapeutką i chcę dopowiedzieć jedno. po tej dyskusji napisałam do niej i zapytałam jak opisuje to co robi, wlaśnie tym językiem konkret-metafora. i ona odpowiedziała bardzo ładnie, że metafory używa żeby opisać coś dla czego nie ma innych słów, ale nigdy nie stawia diagnozy przez pole. i poczułam że mam teraz lepszy grunt pod nogami niż przed tą dyskusją, nawet jeśli ta dyskusja mnie trochę przestraszyła. więc chyba pytanie zadziałało tak jak Chalcedonka mówiła.
cieszę się że Idalka to napisała bo mnie też to interesuje jak terapeuci sami o sobie mówią. mam pytanie do Energetycznej, bo ona jest tu tą która z tego forum najlepiej zna praktykę od środka, czy terapeuci w tej branży w ogóle rozmawiają między sobą o tym jak komunikować to co robią? bo mam wrażenie że ten problem z językiem karmicznym to jest trochę problem całego środowiska a nie tylko jednostkowych złych praktyk
to jest dobre pytanie Kamilcia ale obawiam się że odpowiedź jest „nie do końca i nie systematycznie”. bioenergoterapia w Polsce nie ma jednej organizacji zawodowej z prawdziwego zdarzenia, każdy robi swoje i komunikuje jak chce. to nie jest atak na osoby które to praktykują, to jest opis stanu rzeczy. i właśnie dlatego ten wątek o językowym odróżnianiu metafory od faktu jest w ogóle potrzebny.
i tu wracamy do tego od czego zaczął się ten wątek, do spłaty karmicznego długu przez pole. to zdanie jest piekne i poetyckie i dla kogoś kto szuka sensu w swoim cierpieniu może brzmiec jak odpowiedź. i właśnie dlatego jest tak niebezpieczne gdy ktoś mówi to jako fakt a nie jako obraz. bo do obrazu możesz się odnieść krytycznie, do faktu trudniej. myślę że ta dyskusja zrobiła coś ważnego nawet jeśli nikogo nie przekonała do niczego jednoznacznie.
mam takie poczucie że ta rozmowa skończyła sie w połowie odpowiedzi na pytanie z tytułu, bo tytul mówi o czyszczeniu karmicznych długów przez pole, a my doszlismy do „jak pytać terapeutę” i „rola świadka”. co nie jest złe, ale ciekawi mnie czy ktoś tu w ogóle wierzy że to czyszczenie przez pole dosłownie działa, nie metaforycznie? bo jakos wszyscy sie wycofali w strone „metafora i mechanizm” a nikt nie powiedział wprost „tak, pole czyści karmę i widziałam to na własne oczy”
no właśnie bo mi też zostało to niedopowiedziane i trochę mnie to uwiera. Rezeda napisała że to zdanie o spłacie przez pole jest niebezpieczne gdy ktoś mówi to jako fakt, a nie metaforę. ok, zgadzam się. ale czy ktoś tu w ogóle próbował sprawdzić czy sama ta praktyka, bez tego całego języka, coś daje? bo to są dwie różne rzeczy. można odrzucić narrację karmiczną i zostać z pytaniem czy praca z polem energetycznym cokolwiek robi, i to pytanie wciąż wisi w powietrzu
to co Chalcedonka pisze to jest uczciwe, ale obawiam się że na większości sesji klient nie dostaje takiej odpowiedzi. dostaje narrację. i ta narracja robi robotę, dobra lub złą, niezależnie od tego co faktycznie dzieje się w polu. więc pytanie Wandzisi jest słuszne, ale trzeba by je rozdzielić na dwa: czy praktyka coś robi, i czy wyjaśnienie które dostajesz razem z praktyką jest pomocne czy nie
właśnie, i tu jest ten pies pogrzebany. bo ja mogę powiedzieć że po sesji bioenergoterapii czułem się lepiej, ale po dobrej drzemce też. to nie jest argument za polem energetycznym, to jest argument za tym że ciało lubi spokój. pytanie o mechanizm zostaje otwarte i żaden terapeuta którego spotkałem nie umiał mi na nie odpowiedzieć bez uciekania w metaforę
wracam do pytania Wandzisi o to czy sama praktyka coś daje, bo myślę że ta rozmowa może pójść w miejsce które jest ciekawsze niż sama karma. jest takie pojęcie w psychosomatyce jak „somatyczna uwaga”, czyli po prostu skupienie uwagi na ciele. i są całkiem niezłe dane że to samo w sobie coś zmienia, niezależnie od tego jaką narrację wokół tego budujesz. czy bioenergoterapia to jest właśnie to? może. i może to wystarczy jako wyjaśnienie bez odwoływania się do długów karmicznych
