To pytanie Bronka jest w sumie kluczowe dla całego wątku. Mnie na początku też to blokowało, to słowo głębiej. Dopiero kiedy zaczęłam pracować z ciałem, a nie tylko myśleć o tym konceptualnie, zaczęłam rozumieć, że energia życiowa to nie jest poziom w sensie przestrzennym, tylko jakościowym. Trudno to inaczej wytłumaczyć niż przez doświadczenie.
Ja się zastanawiam nad czymś trochę innym. Skoro energia życiowa ma być tym substratem, jak to Bronek wcześniej nazwał, to czy jej niedobór albo zablokowanie może tłumaczyć tę głęboką niechęć do siebie, o której rozmawiamy? Bo jeśli tak, to afirmacje naprawdę nie mają prawa działać bez wcześniejszej pracy energetycznej.
Lubon, rozumiem skąd to pytanie, ale chyba trochę wpadamy w pułapkę, bo to samo można zapytać o psychologię. Skąd wiadomo, że schemat poznawczy to nie jest tylko inny opis czegoś biologicznego w mózgu? Każde podejście ma swój język i swoje założenia.
Może zamiast pytać co jest prawdziwsze, lepiej zapytać co jest skuteczniejsze dla konkretnej osoby w konkretnym momencie. Romcia mówiła, że u niej terapia plus bioenergoterapia działały razem. Mnie interesuje, czy ktoś miał odwrotne doświadczenie, zaczął od energetycznej i to otworzyło na resztę.
ja właśnie tak miałam, zaczełam od pracy z czakrami i nagle zaczełam rozumiec swoje schematy. nie wiem czy to energia to powodowała czy po prostu skupienie sie na ciele dało mi jakiś dystans do głowy. ale efekt był taki, że po tygodniu od sesji mogłam w końcu powiedzieć na głos coś, czego się wstydziłam od lat
Perydotka, to jest dokładnie to, o czym myślę. To wstydzenie się od lat. Bo jeśli energia życiowa to coś, co jest zanim jeszcze pojawia się emocja, to może właśnie wstyd i niechęć do siebie są już jakimś wtórnym efektem, a nie pierwotną przyczyną? I właśnie dlatego afirmacje nie mogą tam sięgnąć?
Madzialena, bardzo dobrze to uchwyciłaś. W wielu tradycjach mówi się, że emocje takie jak wstyd czy niechęć do siebie to są energetyczne wzorce, które utrwalają się w ciele i polu. Afirmacja pracuje na poziomie treści, a nie struktury. To jakbyś chciała zmienić melodię, nie zmieniając instrumentu.
to co jarzyna mówi o instrumencie to mi sie skojarzyło z tym jak czasem ktos gra na rozstrojonym instrumencie i na niema znaczenia jak dobry jest muzykant, dźwięk i tak bedzie falszował. czy energia zyciowa to jest ten instrument w człowieku?
Ale jak ta praca z energią wygląda praktycznie podczas sesji? Pytam bo wyobrażam sobie leżenie i jakieś ciepło, ale nie wiem czy to co czuję podczas masażu to jest coś podobnego czy zupełnie inna jakość.
To co opisujecie może być też efektem głębokiej relaksacji i skupionej uwagi, bez odwoływania się do energii jako takiej. Ale nie twierdzę, że to znaczy, że energia nie istnieje. Twierdzę, że nie wiemy, co powoduje ten efekt. I to jest uczciwe przyznanie, że mechanizm jest niejasny.
Czytam ten wątek od początku i mam jedno pytanie do osób, które były na sesjach. Czy bioenergoterapia bolała albo była nieprzyjemna? Pytam, bo mam gdzieś w środku takie przekonanie, że żeby coś zadziałało to musi być trudne albo nieprzyjemne, i zastanawiam się, czy to jest właśnie ten typ niechęci do siebie, o którym mówicie.
a jak terapeuta może cos czuć w ciele kogoś drugiego jeśli go nie dotyka? na sesjach z tym nakładaniem rąk to ręce są na ciele czy nad ciałem? bo tego nie rozumiem za bardzo
Lubon zadaje pytanie, które powtarza się w tym wątku w różnych wersjach i chyba nie ma na nie odpowiedzi, która zadowoli wszystkich. Ale może zamiast szukać jednej odpowiedzi, warto zapytać: dla kogo ten brak pewności jest przeszkodą, a dla kogo nie? Bo to chyba zależy od tego, jak bardzo ktoś potrzebuje rozumieć mechanizm, żeby mu coś podziałało.
Wchodzę tu z innym kątem, bo ten wątek o mechanizmach jest ciekawy, ale wrócę do pytania o afirmacje, bo chyba o to chodziło mi od początku. Jarzyna mówiła o instrumencie, Czesia o przepływie. Jeśli to wszystko się zgadza, to afirmacja przy głębokiej niechęci do siebie trafia w miejsce, gdzie przepływ jest mocno zablokowany. Ale czy da się to odblokować samą afirmacją, jeśli wystarczająco długo się próbuje?
Madzialena, szczerze? Z mojego doświadczenia rzadko. Afirmacja ma moc, ale potrzebuje gruntu. Jeśli w polu jest coś, co aktywnie odpycha tę treść, to ona nie wejdzie, albo wejdzie tylko na chwilę. Ale mam pytanie do ciebie: kiedy próbowałaś afirmacji, co czułaś dokładnie? Pustkę, opór, czy coś innego?
to co opisujesz to brzmi bardzo znajomo. Ja miałam tak samo, jakby słowa odbijały sie od sciany wewnatrz. i dopiero jak zaczełam prace z oddechem przed afirmacjami to zaczelo cos inaczej działac. jakby wdech robił lukę przez ktora słowo mogło wejść. nie wiem czy to jest energia życiowa czy po prostu fizjologia ale efekt był inny
Czytam ten wątek już od dłuższego czasu i mam takie wrażenie, że rozmawiacie o czymś, co ja czuję, ale nie umiałam tego nazwać. Zawsze myślałam, że moje afirmacje nie działają, bo jestem za słaba albo za mało wierzę. A tu wychodzi, że to może nie być kwestia siły woli, tylko czegoś innego w ciele albo energii. To trochę ulga, ale i strach, bo nie wiem co z tym zrobić.
Mam pytanie, które może być głupie, ale nie rozumiem jednej rzeczy. Mówicie o energii życiowej jako o czymś, co jest przed emocjami, przed myślami. Ale czy ta energia to jest coś, co mamy od urodzenia w tej samej ilości, czy ona zmienia się przez życie? Bo jeśli wstyd i niechęć do siebie blokują przepływ, to czy można wrócić do jakiegoś stanu wyjściowego?
To co mówi Emilek53 bardzo do mnie trafia, bo chyba o to samo mi chodziło od początku. Jeśli energia może się zablokować przez doświadczenia, to czy afirmacja jest w stanie ją odblokować, czy potrzeba czegoś bardziej... fizycznego? Jakiejś pracy z ciałem, sesji? Pytam, bo mam wrażenie, że słowa docierają do głowy, ale nie schodzą niżej.
dokładnie to samo czułam. słowa zostawały gdzieś w głowie i tam krążyły w kółko, nie schodziły niżej. u mnie pomogło właśnie to, że zaczęłam pracować z ciałem zanim w ogóle powiedziałam jakąś afirmacje. oddech, ruch, uważność na to co czuje fizycznie. dopiero wtedy słowa miały jakieś miejsce, do którego mogły trafic.
Słucham was i myślę, że właśnie trafiłam na odpowiedź na pytanie, które nosiłam od dłuższego czasu. Ja też jestem bardzo w głowie, i zawsze myślałam, że muszę najpierw w coś uwierzyć, żeby zacząć. A tu wychodzi, że może odwrotnie, najpierw poczuć, potem przyszłoby uwierzenie samo. Czy dobrze to rozumiem?
Szafirek59 i Lonia_S piszą o czymś, co jest bardzo często pod niechęcią do siebie. To nie jest lenistwo ani brak wiary, to jest ochrona. I właśnie dlatego pytałam Madzialenę, co czuje, gdy mówi afirmacje. Bo jeśli ta ochrona jest aktywna, afirmacja nie ma szans, i to nie jest wina osoby, która ją mówi.
To z tym wstydem to jest bardzo ciekawy trop. Wstyd za samo próbowanie czegoś dobrego dla siebie, to brzmi jak coś głębiej niż zablokowana energia, to brzmi jak przekonanie, że na to się nie zasługuje. I tu jest pytanie, które mnie nurtuje w całej tej dyskusji: czy energia życiowa może być zablokowana przez przekonanie, czy przekonanie jest skutkiem zablokowanej energii? Co jest pierwsze?
ale jak się rozpozna co jest drożne a co nie? pytam serio bo ja nie czuję żadnego z tych kanałów, ani ciało mi nic nie mówi, ani słowa do mnie nie trafiają, ani myślenie nie pomaga. może jestem po prostu za bardzo z zewnątrz żeby w ogóle zacząć?
Wracając do pytania Anastai o to jak ochrona działa energetycznie, i do tego co napisała o wstydzie, bo to są dla mnie dwie rzeczy, które naprawdę się łączą. Wstyd za próbowanie czegoś dobrego dla siebie to jeden z najcięższych ładunków jakie można nosić w polu. I to co mnie zastanawia w całej tej dyskusji, od samego początku kiedy Madzialena pytała o afirmacje, to czy ktokolwiek z was zastanawiał się skąd ten wstyd w ogóle pochodzi? Bo to nie jest coś, z czym się rodzimy.
To co mówi Felicja84 o braku potrzeby znajomości źródła jest prawdziwe, ale chciałabym dodać jedno zastrzeżenie. Jeśli coś się poruszy, mogą pojawić się emocje, których się nie spodziewasz. I to nie jest złe, ale warto wiedzieć, że to może się zdarzyć. Anastaya, ty pisałaś o wstydzie w gardle, czy to uczucie jest stałe, czy pojawia się w konkretnych momentach?
Czytam tę wymianę i mam takie nieenergetyczne pytanie, bo nie jestem ekspertem, ale mnie to naprawdę zastanawia. Czy to co opisuje Anastaya, ta automatyczna reakcja, to jest coś innego niż zwykły psychologiczny mechanizm obronny? Tzn. gdzie kończy się psychologia a zaczyna energetyka? Czy te dwa opisy mówią o tym samym tylko innym językiem?
