Chciałam zapytać o coś, co mnie od jakiegoś czasu nurtuje. Wszędzie czytam o energii życiowej, bio-energii, chi, pranie... i za każdym razem mam wrażenie, że ludzie mówią o czymś trochę innym, a może o tym samym, tylko innymi słowami? Chodzi mi o to, czy to jest coś, co mamy w ciele, czy raczej coś, co przepływa przez nas z zewnątrz? I drugie pytanie, bo wydaje mi się że to połączone — słyszałam, że afirmacje mogą blokować się u osób, które naprawdę głęboko siebie nie lubią. Jakby energia nie miała gdzie 'wejść'. Czy to ma sens z punktu widzenia bioenergii, czy to tylko takie powiedzenie?
Dokładnie to samo mnie zastanawia! Też słyszałam różne wersje i nie wiem, którą brać poważnie. U mnie na przykład jest tak, że jak robię afirmacje, to czuję jakiś opór w środku, nie wiem jak to inaczej opisać. Jakby coś mówiło 'nie, to nieprawda'. I zastanawiam się, czy to jest kwestia tej energii właśnie, czy raczej po prostu psychika.
To co opisujesz, ten opór przy afirmacjach, to nie jest kwestia energii jako takiej, tylko tego, że afirmacja stoi w sprzeczności z tym, co naprawdę czujesz. W bioenergii mówimy o tym, że ciało przechowuje wzorce, nie tylko w głowie, ale dosłownie w tkankach, w napięciach mięśniowych, w sposobie oddychania. I żadna afirmacja tego nie przeprogramuje, jeśli wcześniej nie ma pracy z samym ciałem. Ale wracając do pytania o energię życiową — skąd to pytanie? Bo to jest bardzo szeroki temat i zależy, z której strony chcesz na to patrzeć.
Ja byłam raz na sesji bioenergoterapii i terapeuta prawie mnie nie dotykał, trzymał ręce parę centymetrów nad ciałem. I powiedział, że czuje 'zagęszczenia' w pewnych miejscach. Nie wiem, czy to działa, ale czułam się po tym inaczej, trochę spokojniej. Chociaż może to był efekt samego leżenia w ciszy przez godzinę, nie wiem.
A to nie jest przypadkiem podobne do tego, co robią niektórzy uzdrowiciele w kościele? Też kładą ręce, też mówią o przepływie czegoś przez siebie. Zastanawiam się, czy energia życiowa z bioenergii to to samo, co na przykład Duch Święty w tradycji chrześcijańskiej, czy to zupełnie różne rzeczy.
Przepraszam, że się wtrącę, bo jestem tutaj raczej od numerologii, ale to pytanie o afirmacje bardzo mnie dotyczy. Próbowałam różnych afirmacji i naprawdę nic nie czułam, żadnej zmiany. Teraz się zastanawiam, czy chodzi o ten opór energetyczny, czy po prostu afirmacje jako metoda po prostu nie są dla każdego?
Ale to co mówisz Leonek, to trochę brzmi, jakby afirmacje były bezużyteczne. A ja słyszałam, że niektórzy mają z nich naprawdę dobre efekty. To jak to jest naprawdę? Czy to zależy od człowieka, od tego, co ma w czakrach, czy od czegoś jeszcze innego?
Moim zdaniem afirmacje dzialają, ale nie zawsze tak jak się spodziewa. Sama przez długi czas robiłam je mechnicznie i zero efektu. Potem ktoś mi powiedział, żeby najpierw poczuć emocje, które chcę osiągnąć, a dopiero potem powtarzać słowa. I coś zaczęło się zmieniać. Może o to chodzi z tą energią — że ona idzie za emocją, nie za słowem?
Zastanawiam się, czytając to wszystko, czy praca z energią dociera do tego samego miejsca u każdego, czy raczej u jednych otwiera się przez ciało, a u innych musi najpierw coś zaskoczyć w głowie. Bo jeśli ktoś naprawdę głęboko siebie nie lubi, to czy w ogóle jest jakaś jedna kolejność, która ma sens, czy to zależy od człowieka?
przepraszam może głupie pytanie ale skąd wiadomo że ta energia istnieje? tzn. czy jest jakiś sposób żeby ją poczuć samemu bez terapuety? bo ja czytam i rozumiem jakoś intuicyjnie ale jakby nie wiem czy to co czuje to jest ta energia czy po porostu zmęczenie albo coś
To ćwiczenie z dłońmi jest dość popularne jako wstęp, ale trzeba przyznać uczciwie, że ciepło między dłońmi to może być po prostu fizjologia. Nie twierdzę, że energia nie istnieje, ale takie ćwiczenia jako dowód jej istnienia to trochę słaba podstawa. Ciekawiej byłoby zapytać, czy ktoś miał doświadczenie, którego nie da się wytłumaczyć samym ciepłem ciała, coś bardziej jednoznacznego.
A czy energia życiowa to coś, co można utracić? Tzn. czy są rytuały, które ją pochłaniają, zabierają? Słyszałam coś o ludziach, którzy energetycznie wysysają innych i zastanawiam się, czy to jest związane z tym, o czym tu mówicie.
myślę, że bioenergoterapia nie tyle wymusza świadomość, co stwarza warunki, w których coś zaczyna się poruszać. Widziałam przypadki, gdzie osoba przychodziła kompletnie zamknięta, bez żadnej refleksji, i po kilku sesjach sama zaczynała zadawać pytania, których wcześniej w ogóle nie stawiała. Czy to energia, czy po prostu relaks sprzyjający otwarciu? Trudno mi jednoznacznie rozdzielić te dwa elementy.
Ja akurat miałam zaufanie do terapeuty i chyba właśnie to sprawiło, że mogłam się rozluźnić. Ale z tyłu głowy ciągle siedziało mi 'czy to naprawdę działa' i jakoś nie przeszkadzało w tym, żeby poczuć spokój. Więc może sceptycyzm i otwartość mogą istnieć równolegle?
To jest niesamowite, bo właśnie opisujesz coś, co intuicyjnie czułam, ale nigdy nie umiałam tego powiedzieć. Czy w takim razie bioenergoterapia jest w stanie rozróżnić te dwa rodzaje? I czy praca z nimi wygląda inaczej?
Dobry bioenergoterapeuta powinien wyczuć różnicę, choć nie każdy to potrafi nazwać wprost. Znam osoby, które pracują głównie intuicyjnie i nie operują taką terminologią, a mimo to ich praca jest bardzo precyzyjna. Ale żeby odpowiedzieć na twoje drugie pytanie, tak, praca z czymś skoncentrowanym w jednym miejscu wygląda inaczej niż praca z czymś rozlanym po całym polu.
Przepraszam, że wchodzę z innej strony, ale słucham tej rozmowy i zastanawiam się, czy to co opisujecie, te warstwy, ślady, pole, nie jest przypadkiem tylko innym językiem do opisywania czegoś, co psychologia też opisuje, tyle że innymi słowami. Tzn. czy te dwa systemy opisują tę samą rzeczywistość, czy naprawdę różne zjawiska?
Mam wrażenie, że ta dyskusja kręci się wokół czegoś ważnego, ale za bardzo skupiamy się na porównywaniu systemów. Wracając do sedna, energia życiowa, czym ona jest, to chyba pytanie, na które każda tradycja odpowiada inaczej i może właśnie to jest najciekawsze, że nie ma jednej odpowiedzi, tylko wiele map tego samego terenu.
Wracając do pytania Madzialeny o afirmacje i niechęć do siebie, bo rzeczywiście utknęło to gdzieś po drodze. Moje obserwacje są takie, że afirmacje przy głębokiej niechęci do siebie nie tylko nie działają, ale mogą wręcz pogłębiać dyskomfort. Bo kiedy powtarzasz 'jestem wartościowa' i czujesz, że to nieprawda, to ten kontrast między słowem a odczuciem jest bardziej bolesny niż brak afirmacji. Czy ktoś miał coś takiego?
Właśnie o to mi chodziło kiedy zaczynałam ten wątek. Nie wiedziałam jak to nazwać, ale masz rację Lonia, to jest to uczucie. I zastanawiałam się, czy bioenergoterapia mogłaby dotrzeć tam, gdzie słowa nie docierają, bo słowa zdają się zatrzymywać na jakimś poziomie.
To co mówi Jarzyna jest podobne do tego, co niektórzy filozofowie nazywają presubiektywnym doświadczeniem. Coś, co jest zanim podmiot zdąży to ocenić. Ale nadal mam pytanie, czy bioenergoterapia faktycznie na tym poziomie pracuje, czy może jednak pracuje na poziomie emocji i ciała, tylko język jest inny?
Ja jestem za tym co mówi Lubon, bo sama przez chwilę myślałam, że bioenergoterapia wszystko załatwi i trochę zaniedbałam inne rzeczy. Potem wróciłam do terapii i dopiero razem zaczęło mi to dawać efekty. Ale to moje doświadczenie, nie wiem czy u każdego tak.
Kolejność to ciekawy wątek. Znam osoby, które zaczęły od bioenergoterapii i mówią, że to otworzyło je na terapię słowną, bo wcześniej były zbyt zamknięte żeby w ogóle rozmawiać. Więc może nie ma jednej dobrej kolejności, a raczej zależy od tego, gdzie jest wejście dla danej osoby.
właśnie, niektóre osoby są bardziej cielesne niż słowne i dla nich wejście przez ciało i energię ma sens. ja np. długo nie umiałam nazwac swoich stanów, ale jak zaczełam pracę z oddechem i ułożeniem ciała to coś zaczęło się ruszać, a potem dopiero mogłam to opisać
To co mówisz Perydotka jest bliskie temu co czuję. Jakby było coś, co jest zbyt głęboko żeby to ubrać w słowa i dopiero praca z ciałem albo energią mogłaby to wydobyć. Ale właśnie się zastanawiam, czy w takim razie energia życiowa to ma coś wspólnego z tym co jest w ciele, czy to jest coś ponad ciałem?
To naprawdę dobre pytanie i nie ma na nie jednej odpowiedzi, bo zależy od tradycji. W niektórych podejściach energia jest tym, co ożywia ciało i jest z nim nierozerwalnie związana. W innych jest czymś, co może istnieć poza ciałem. Mnie bardziej odpowiada to pierwsze, ale nie odrzucam drugiego. A co ty sama czujesz, jeśli miałabyś to zinterpretować przez własne doświadczenie?
właśnie sie zastanawiam czytając to wszystko, czy ten opór o ktorym mówi Lonia to nie jest może coś, co mozna by zobaczyć w snach? bo ja jak mam jakiś wewnetrzny konflikt to on mi się czesto pojawia w obrazach nocnych zanim jeszcze w ogóle zdaje sobie sprawe ze cos jest nie tak
