Reiki to japońska metoda pracy z energią, w której uzdrawiająca siła płynie przez dłonie. Coraz więcej osób sięga po nią, by złagodzić stres, odzyskać wewnętrzną równowagę i wesprzeć organizm w trudnym czasie. Czym właściwie jest reiki, jak działa sesja, jak rozpocząć praktykę samodzielnie i — co równie ważne — czego reiki nie zastępuje? Oto praktyczny przewodnik.
Cały wpis dostępny tutaj: Reiki – uzdrawianie energią: jak działa, jak wygląda sesja i samoleczenie
Od dawna słyszałam o reiki i w końcu mam komplet pytań 🙂 Czy żeby zacząć, naprawdę trzeba iść na kurs, czy mogę najpierw poczytać i próbować sama na sobie? Trochę się boję, że bez nikogo zrobię coś źle.
A ja powiem szczerze, że jestem sceptyczny. Skąd wiadomo, że to nie jest zwykłe placebo i autosugestia? Dłonie grzeją, bo są ciepłe, nie?
Praktykuję od kilkunastu lat i dla mnie reiki to przede wszystkim sposób na wyciszenie. Po dniu pełnym biegania kładę dłonie i czuję, jak napięcie schodzi. Polecam zacząć od wieczornej rundki na sobie, bez wielkich oczekiwań.
Czytałem kiedyś, że reiki wymyślił jakiś Chińczyk setki lat temu, napewno to bardzo stara chińska sztuka. Stąd te całe czakry i energia ki.
A jak wygląda taka sesja u kogoś, kto robi to zawodowo? Trzeba się rozbierać? Pytam, bo trochę mnie to krępuje.
Byłam na trzech sesjach w zeszłym roku, gdy miałam ciężki okres w pracy. Najmocniej zapamiętałam falę ciepła w okolicy serca i to, że pierwszy raz od tygodni naprawdę się wypłakałam. Ulga była ogromna, choć trudno to opisać komuś, kto nie próbował.
Znam babcię sąsiada, której reiki wyleczyło raka, napewno. Tak że to jednak leczy choroby, nie tylko relaks.
Mam pytanie bardziej praktyczne: ile zwykle kosztuje sesja i czy warto raczej zapłacić komuś, czy od razu zainwestować we własny kurs?
Ciekawe, jak reiki łączy się z innymi praktykami. Sama przed stawianiem kart robię sobie krótką rundkę reiki na sercu i splocie — wyciszam się i rozkłady wychodzą czytelniejsze. Ktoś jeszcze tak ma?
Warto rozróżnić pojęcia, bo często się mylą. Reiki to konkretny system z japońskiej tradycji: ma stopnie, inicjacje i symbole. Bioenergoterapia to szersze, parasolowe określenie pracy z energią. Reiki można nazwać jedną z jej odmian, ale nie każda bioenergoterapia to reiki.
Skoro tu jesteśmy: te symbole reiki (Cho Ku Rei itd.) to co właściwie robią? Brzmi trochę jak zaklęcia.
Dla osób, które chcą wzmocnić efekt: pomocne bywają kamienie i kryształy trzymane w dłoni albo kładzione na ciele podczas rundki. Ametyst czy kwarc różowy potrafią pogłębić rozluźnienie.
A ja słyszałem, że jak ktoś ma ciężką energię, to może przejść na praktyka podczas sesji i go otruć. Dlatego niektórzy się boją to robić, conajmniej tak mówią.
Jedno mnie ciekawi z czysto ludzkiej strony: czy reiki może zaszkodzić emocjonalnie? Skoro Caroletcie odblokowało płacz, to chyba potrafi poruszyć trudne rzeczy.
No dobra, to ja chyba się trochę pomyliłem z tym Chińczykiem i średniowieczem. Czyli reiki to Japonia i XX wiek, tak? Chcę mieć już porządek w głowie.
Z mojej strony rada dla początkujących: nie porównujcie swoich wrażeń z cudzymi. Jedni czują żar i mrowienie, inni nic poza spokojem — i obie wersje są w porządku. Brak fajerwerków nie znaczy, że nie wyszło.
Podsumowując zdroworozsądkowo: reiki jako wyciszenie i wsparcie — czemu nie. Reiki jako zamiennik lekarza, drogie odblokowania i obietnice cudów — omijać szerokim łukiem. Reszta to indywidualna sprawa wiary.
Tak sobie myślę, że reiki to chyba najłagodniejsze wejście w pracę z energią dla kogoś, kto się waha. Nic się nie wzywa, nikomu nie szkodzi, a uczy uważności na własne ciało.
Wracam z podziękowaniem dla całego wątku — zaczęłam praktykować wieczorami i naprawdę lepiej sypiam, a do tego mam swój mały rytuał wyciszenia. To było mi potrzebne 🙂
