Filomena, a czy robiłaś coś inaczej w te sesje z cynamonem poza samym zapachem? pytam bo jeśli nastawiłaś się na to że „teraz będzie łatwiej”, to mamy problem z oddzieleniem efektu zapachu od efektu nastawienia. to nie jest zarzut, po prostu interesuje mnie czy to był świadomy eksperyment czy intuicyjne działanie
o tym efekcie nastawienia mówi Pelagiusza i ja też o tym myślę od początku tego watku. bo u mnie jest tak ze jak wchodzę do zimnego pokoju z mysla „o nie, zimno, bedzie kiepsko”, to faktycznie jest kiepsko. a jak wchodzę z myślą „ok, chłód, wyostrza” to jest lepiej. i nie wiem co to mówi o energii ale na pewno cos mówi o mnie 🙂
no ale to co Stasia mówi to trochę brzmi jak „energia to tylko nastawienie” i to mnie nie przekonuje. bo jeśli tak jest, to cała bioenergoterapia to jest w sumie terapia sugestią? to jest zupełnie inny model niż to co tu większość zakłada
Kornelia, przepraszam ale „myśl zmienia pole wokół ciała” to jest już krok za daleko. myśl zmienia stan fizjologiczny - to owszem, jest udokumentowane. ale „pole wokół ciała” to jest twierdzenie które wymaga osobnego uzasadnienia, a nie można po prostu dołożyć je jako kolejny krok w łańcuchu
Bogumil, no tak, rozumiem zastrzeżenie i masz rację że to jest osobne twierdzenie. ale chcę doprecyzować - nie twierdzę że myśl magicznie tworzy pole elektromagnetyczne czy coś mierzalnego. mówię o tym że stan psychofizyczny terapeuty wpływa na jakość kontaktu z klientem, i to jest już dość blisko tego co rozumiemy przez „przekaz energetyczny”. nie musimy tego rozstrzygać na poziomie fizyki żeby stwierdzić że zjawisko istnieje w doświadczeniu
właśnie, to jest to co chciałam powiedzieć tylko nie umiałam tego tak ująć jak Bogumil. bo jeśli „energia” to jest tylko skrót myślowy na „stan terapeuty + jakość kontaktu”, to ok, to ma sens. ale wtedy nie ma co mówić o temperaturze pokoju jako czynniku energetycznym, bo to po prostu komfort fizyczny
mam tu inne pytanie do całej tej dyskusji o temperaturze. mówiliście dużo o tym jak terapeuta odczuwa zimno lub ciepło. ale co z klientem? bo u mnie jest tak że klienci w zimnym pomieszczeniu są bardziej spięci, trudniej schodzą w relaks, i to niezależnie od tego co ja robię po swojej stronie. czy ktoś ma podobne obserwacje?
oj, ale wracając do zapachów bo to mi leży na sercu - czy ktoś próbował używać różnych olejków w zależności od temperatury sesji, nie tylko cynamonu i imbiru? bo czytałam że mięta ma działanie chłodzące i zastanawiam się czy w gorące dni to ma jakiś sens w kontekście pracy z energią, czy to jest po prostu chłodząca iluzja dla nosa 🙂
te obserwacje z mieta sa ciekawe ale mysle ze wchodzimy w obszar aromaterapii jako osobnej dyscypliny, i mozna by sie zastanowic czy nie miesza nam to dyskusje. bo aromaterapia ma swoje mechanizmy - olfaktoryczne, limbiczne - i to jest dosc dobrze opisane. pytanie jest czy nakladanie tego na prace energetyczna cos daje czy tylko komplikuje obraz
Hydromanta ma rację w tym sensie że trzeba uważać na mieszanie kontekstów. ale ja bym nie rozdzielała tak ostro - w tradycyjnych systemach pracy energetycznej zapach jest integralna częścią rytuału i przestrzeni, nie dodatkiem. kadzidło w seansach medytacyjnych, olejki w ajurwedzie przy masażu czakr - to nie jest „aromaterapia osobno”, to jest jedno pole oddziaływania. temperatura i zapach razem tworzą środowisko i obie te rzeczy działają na to samo ciało w tym samym czasie
okej, ale Cykoria, czy masz jakiś przykład z własnej praktyki gdzie połączenie temperatury i zapachu dało coś czego żadne z osobna by nie dało? bo to by było przekonujące. na razie mam wrażenie że mówimy o addytywnym działaniu bodźców, nie o synergii w ścisłym sensie
to co pisze Cykoria o żywicy sosnowej i chłodzie bardzo mi się zgadza z intuicją ale nigdy nie pomyślałam żeby to tak analizować. ja jak piszę że kamień zimny ma inne działanie, to może po prostu chodzi właśnie o to środowisko jako całość, nie o sam kamień?
No wlasnie tu to jest to co mnie od początku zastanawiało w tym wątku bo Sydka to teraz powiedziała ladniej niż ja bym umiala. moje doświadczenie z zimnym pokojem jest zawsze doświadczeniem zimnego pokoju jako całości - jak tam jest sucho i zimno i jakos sterylnie to jest inaczej niż jak jest zimno ale z drewnem i świecą. to są zupelnie inne energie mimo tej samej temperatury
dobra, tu się zatrzymuję bo Sydka rzuciła coś co może być kluczem albo może być pułapką. „temperatura nigdy nie działa solo” - to prawda empirycznie, ale metodologicznie to jest problem. jeśli nie możemy izolować żadnej zmiennej, to jak mamy wogóle cokolwiek stwierdzić o działaniu temperatury na energię? zostajemy z „odczuwam coś” bez możliwości powiedzenia co to powoduje
