Ojej, ta rozmowa jest absolutnie niesamowita, czytam od początku i mam tylko jedno pytanie które mnie trapi - czy ktoś z was próbował kiedyś łączyć pracę z zapachem i pracę z kamieniami przy ekstremalnych temperaturach? Bo czytałam że niektóre kamienie inaczej „działają” w zimnie a inaczej w cieple i ciekawi mnie czy to może być jakaś kombinacja do wykorzystania w bioenergoterapii 🙂
i wlasnie mnie to nurtuje od jakiegos czasu - czy kamien ktory jest lodowaty w dotyku przy -5 stopniach dziala na klienta inaczej niz ten sam kamien ciepły? bo z jednej strony to fizyczne odczucie, z drugiej strony może właśnie o to chodzi, żeby to zimno jakoś poprowadziło energię? używałam kiedyś zimnego kwarcu rozowego przy pracy z sercem i klientka powiedziala że to było jak „zatrzymanie”, bardzo intensywne. ale nie wiem czy to temperatura czy kamien czy ona sama…
Odkopię jeszcze raz kamieni w zimnie,bo to jest temat który mnie bardzo wciąga - jest jeszcze jedna rzecz której tu nie powiedzieliśmy. kamienie przewodzą temperaturę ale w różnym tempie i ta różnica może być informacją samą w sobie. agat nagrzewa się w ręku znacznie wolniej niż obsydian. jeśli pracujesz zimą i kamień bardzo długo pozostaje zimny mimo kontaktu z ciałem klienta, to może to powiedzieć coś o tym jak przepływa energia w tym miejscu. czy ktoś z was kiedykolwiek traktował przewodnictwo termiczne kamienia jako informację diagnostyczną?
dobra, muszę coś powiedzieć bo ta rozmowa o kamieniach i temperaturze zaczyna mnie martwić w jednym punkcie. kamień który jest zimny i nagrzewa się wolniej na ciele to fizyka, konkretnie pojemność cieplna i przewodnictwo materiału. to są mierzalne właściwości. interpretowanie tego jako „diagnostyki energetycznej” to jest dość duży skok. różne kamienie mają różne właściwości termiczne, to prawda, ale to nie znaczy że informują o czymkolwiek poza samą fizyką. skąd wiemy że „zimno zostające w brzuchu” to nie jest po prostu kamień o wysokiej pojemności cieplnej?
dobra ale powiem wprost - ta „diagnostyka termiczna” brzmi dla mnie jak post-hoc racjonalizacja. terapeuta widzi że kamień wolno się nagrzewa, interpretuje to jako „coś jest z energią w tym miejscu”, a potem jak klientka powie że bolał ją żołądek to mówi „widziałam to w kamieniu”. to jest klasyczny błąd potwierdzenia. bez systematycznej dokumentacji i porównania z czymkolwiek to nie jest diagnostyka, to jest opowiadanie historii.
o to chodziło mi od początku tego wątku wgl. czyli mamy kilka wniosków roboczych: temperatura zmienia charakter pracy, zapach może wspierać adaptację do temperatury, kamienie reagują na temperaturę w sposób mierzalny. ale czy to daje nam odpowiedź na pytanie z tytułu? czy energia ZNA granice temperatury? bo mam wrażenie że rozmawiamy wokół tego, ale bez bezpośredniej odpowiedzi.
Piwoniowa zadala wlasciwe pytanie. i mam wrazenie ze odpowiedz zalezy od tego co rozumiemy przez „granice”. jesli chodzi o fizyczna niemozliwosc - to nie wiemy i moze nie da sie tego zbadac w sposob ktory zadowoli sceptykow. jesli chodzi o granice praktyczna - to chyba tak, jest jakis prog dyskomfortu po przekroczeniu ktorego i terapeuta i klient sa tak pochlonieci fizycznym przetrwaniem ze praca energetyczna schodzi na drugi plan albo w ogole odpada.
no wlasnie i tu jest chyba ta odpowiedz ktora jest prosta ale jej nie chcemy - energia moze „znac” granice ale my nie znamy jej granic bo sami mamy nasze ludzkie ograniczenia. jak mi jest za zimno to mi zeby szczekaja i nie moge sie skupic,nieważne co. to nie jest granica energii, to jest granica mnie 😀
Stasia powiedziała to prosto i celnie, doceniam. jest w tym coś co chcę rozwinąć - może pytanie „czy energia zna granice temperatury” jest źle postawione, bo zakłada że energia i my to dwie oddzielne rzeczy. jeśli jesteśmy kanałem dla energii, to nasze ograniczenia SĄ ograniczeniami pracy energetycznej. nie ma sensu pytać czy energia może działać w -30 jeśli my w -30 nie możemy funkcjonować jako terapeuta. to jest jedno i to samo.
ale czy to nie jest tak ze sa jakies osoby ktore sa bardziej „odporne” na temperaturę i przez to moga pracowac w trudniejszych warunkach? bo z tego co czytalam o szamanach, niektorzy pracuja w bardzo ekstremalnych warunkach i jako tako im to nie przeszkadza. czy to trening, predyspozycje, czy cos innego?
ojej, a ja sie zastanawiam czy zapachy mogą w ogole pomoc przy takim treningu jak tumo? bo skoro zapach miety działa chłodząco a skoro cieplo wewnetrzne to jest jakiś kierunek energii do środka… to może coś ciepłego w zapachu jak imbir albo cynamon mogłoby wspierać budowanie tego wewnętrznego ciepła? przepraszam jeśli to głupie pytanie, po prostu mi się to skojarzyło 🙂
o Lonio, to bardzo dobre pytanie! u mnie tak, zdecydowanie. latem najlepiej mi się pracuje wczesnym rankiem albo wieczorem, kiedy nie ma tego największego upału. zimą paradoksalnie lubię południe, jak jest to jedno krótkie okno kiedy słońce jeszcze trochę grzeje. i zapachy dobieram pod tę porę - rano co świeżego, po południu coś cieplejszego. nigdy tego nie łączyłam z temperaturą wprost ale teraz jak to piszę to jest oczywiste 🙂
Dobra, ten wątek o porach dnia mnie wciąga. ja mam wrażenie że zimą całe życie energetyczne jakoś „skraca się” - zarówno moje sesje jak i to co czuję w przestrzeni. latem mogę pracować dłużej bez uczucia wyczerpania. nie wiem czy to temperatura, światło, rytm dobowy czy coś jeszcze innego. może to wszystko razem i nie da się tego rozdzielić? a wy jak długo zwykle robicie jedną sesję zimą vs latem?
Filomena, u mnie sesje mają podobną długość, ale jakość jest różna. zimą muszę dać sobie i klientowi więcej czasu na wejście w stan skupienia, rozgrzewka jest dłuższa dosłownie i w przenośni. latem to przychodzi szybciej, ale czasem jest ta wspomniana wcześniej rozproszenie od gorąca. nie skracam sesji zimą, ale zmieniam proporcje tego co w nich robię.
a tak praktycznie - to przy jakich konkretnie temperaturach wy sami rezygnujecie z sesji? bo cała ta filozofia ok, ale mnie interesuje czy np. Hmm, jest jakaś temperatura przy której mówicie „nie, dzisiaj nie, za zimno/gorąco”. czy ktoś miał sytuację że odwołał sesję właśnie przez ekstremalną pogodę?
tak, odwoływałam. przy fali upałów w gabinecie które miałam wtedy bez klimatyzacji, było ponad 35 stopni w środku, i po prostu wiedziałam że to nie ma sensu. nie dlatego że „energia nie zadziała” ale dlatego że klientka miała przyjść z problemami z krążeniem i sesja w takim upale byłaby nieodpowiedzialna z czysto zdrowotnego punktu widzenia. zimą nie odwoływałam nigdy z powodu temperatury samej w sobie, bo gabinet da się ogrzać. myślę że to jest praktyczna odpowiedź na pytanie z tytułu - granica temperatury to granica bezpieczeństwa klienta.
no dobra, Kornelia odpowiedziała na moje pytanie, dzięki. ale dalej nie rozumiem jednej rzeczy - czyli wyście odwołały sesje z powodów praktycznych (upał, zdrowie klientki), a nie dlatego że „energia nie działa”. to jest zasadniczo inna odpowiedź niż bym oczekiwała. bo pytanie w tytule wątku brzmi czy energia ZNA granice, a nie czy my je znamy
Marchewka właśnie trafiła w sedno i myślę że to jest ten węzeł gordyjski tej rozmowy. bo możemy sobie gadać godzinami o kamieniach i zapachach, ale to pytanie zostaje bez odpowiedzi. i podejrzewam że zostanie, bo nie ma jak na nie odpowiedzieć w sposób weryfikowalny
musze sie wtracic bo mysle ze to rozroznienie ktore Marchewka zrobila jest wazne, ale moze prowadzic w slepa uliczke. odwoluje sesje gdy warunki nie pozwalaja na bezpieczna i rzetelna prace. czy to znaczy ze energia „nie zna granic”? nie wiem. znaczy ze ja, jako osoba ktora energie przekazuje, mam granice. i moze to jest ta odpowiedz - pytanie jest zle adresowane do energii, powinna byc adresowana do terapeuty
ale Lonio, a kamienie? bo wracajac do tego watku który Cykoria zaczęła - kamien to nie terapeuta. kamień nie ma „ograniczeń psychologicznych” ani „problemów z koncentracją w upale”. a mimo to zachowuje się inaczej w roznych temperaturach. więc może pytanie o granice temperatury jest zasadne, tylko trzeba je oddzielić - inne pytanie do terapeuty, inne do nośnika energii?
o, Bogumil przyznaje rację stronie mistycznej? notuje 😉 ale serio, to jest ciekawe. bo właściwości piezoelektryczne to jest konkretna fizyka - kryształ pod wpływem nacisku generuje napięcie. i to się zmienia z temperaturą. to już nie jest „bo tak czuję”, to jest mierzalne
Wierzbinka, ale nie wszystkie kamienie maja wlasciwosci piezoelektryczne. kwarc tak, ale np. obsydian czy agat - nie w tym samym sensie. wiec argument dziala selektywnie, nie mozna go rozciagnac na cala litoterapie
to może zróbmy tak - zamiast gadac o kamieniach wgl, skupmy się na konkretach. który kamień i w jakiej temperaturze zachowuje się inaczej energetycznie według waszych obserwacji? mam wrazenie że ta rozmowa jest zbyt ogólna żeby cokolwiek z niej wyciagnac praktycznego
ja mogę powiedzieć o kwarcu różowym, bo go używam najczęściej. latem nagrzewa się bardzo szybko i czuję że jego działanie jest wtedy jakby bardziej powierzchowne, delikatniejsze. zimą jest długo zimny i to zimno ma jakość taką wyciszającą, dosłownie czuję że sięga głębiej. nie wiem czy to temperatura czy moja głowa, ale jest różnica
Dziunia, a kamień trzymasz w dłoniach podczas sesji czy kładziesz na ciele? bo mam wrażenie że to może mieć znaczenie jeśli chodzi o tę „głębokość” działania o której piszesz
ojej, a ja wchodzę z zupełnie innej strony - wróćmy może do tematu zapachów który gdzieś nam się tu przewinął? bo Lonia wspominała o imbirze i cynamonie jako rozgrzewających, a mnie się to bardzo spodobało. czy ktoś realnie łączył te zapachy z pracą w zimnym otoczeniu i miał jakiś efekt? czy to tylko teoria?
ja próbowałam w zeszłą zimę - paliłam cynamon w pokoju przed sesją, głównie dlatego że było zimno i chciałam jakoś ogrzać przestrzeń psychicznie, dosłownie. nie wiem czy to „zadziałało energetycznie” ale wejście w skupienie było wyraźnie łatwiejsze. może to efekt zapachowy na układ nerwowy, może coś więcej, nie wiem. ale powtarzałam to kilka razy z podobnym skutkiem
